Reklama

Stałam w kuchni z małym, elegancko zapakowanym pudełkiem w dłoniach i czułam się, jakbym trzymała dowód własnej naiwności. Walentynki miały być drobnym świętem tylko dla nas, bez wielkich słów. Nie przypuszczałam, że jeden prezent uruchomi lawinę, po której nic już nie było takie samo, a ja zrozumiałam, gdzie naprawdę jest moje miejsce.

Czułam, że coś we mnie pękło

Perfumy wybierałam długo, chodząc między półkami jak ktoś, kto próbuje podjąć decyzję życia i śmierci. Znałam gust Pawła, wiedziałam, że lubi ciepłe, spokojne nuty. Chciałam, żeby ten zapach kojarzył mu się ze mną, z domem, z czymś tylko naszym. Kiedy wróciłam, schowałam pudełko do szafki nad lodówką. Chciałam, żeby to była tajemnica, którą zdradzę dopiero w odpowiednim momencie. Walentynki nadeszły szybko. Paweł wrócił zmęczony, rzucił torbę przy drzwiach i uśmiechnął się blado.

– Coś tu chyba ładnie pachnie – rzucił, zdejmując buty.

– Jeszcze nie teraz – odpowiedziałam, siląc się na lekkość. – To będzie na później.

Usiedliśmy do kolacji. I wtedy zadzwonił jego ojciec. Paweł odebrał odruchowo, włączył głośnik, jak zawsze, kiedy miał wolne ręce.

– Synu, wpadnę jutro. Musimy pogadać o kilku sprawach – oznajmił teść bez wstępu.

– Jasne, tato – odparł Paweł. – Będziemy w domu.

Nie wiem, czemu wtedy wspomniałam o prezencie. Może chciałam się pochwalić, może szukałam zwykłego potwierdzenia, że zrobiłam coś miłego.

– Kupiłam Pawłowi perfumy na walentynki – powiedziałam, trochę ciszej, ale wystarczająco głośno.

Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.

– Perfumy? – teść parsknął. – A po co takie fanaberie? To pieniądze wyrzucone w błoto. Zapach to nie chleb.

Paweł zaśmiał się nerwowo.

– Tato, daj spokój, to tylko prezent.

– Właśnie o to chodzi – ciągnął teść. – Tylko prezent. A potem się dziwicie, że na poważne rzeczy nie starcza. Kobiety lubią takie bzdury, ale w małżeństwie trzeba myśleć rozsądnie.

Siedziałam nieruchomo, z widelcem zawieszonym nad talerzem. Czekałam, aż Paweł coś powie. Że mnie obroni, że zamknie temat. Zamiast tego odchrząknął.

– No wiesz… – zaczął. – Każdy ma swoje podejście.

– Właśnie – podsumował ojciec. – I lepiej, żeby to podejście było właściwe.

Rozłączył się. W kuchni zrobiło się nienaturalnie cicho.

– Nie bierz tego do siebie – powiedział Paweł po chwili. – On już taki jest.

Patrzyłam na niego i czułam, że coś we mnie pęka. Pudełko w szafce nagle przestało być prezentem. Stało się symbolem tego, że moje gesty, moje intencje i mój głos można zbyć jednym słowem: fanaberia.

Granica została przekroczona

Następnego dnia obudziłam się z uczuciem ciężaru w żołądku. Wiedziałam, że teść przyjedzie, że usiądziemy razem przy stole i że rozmowa z poprzedniego wieczoru będzie wisiała w powietrzu, choć nikt nie nazwie niczego po imieniu. Paweł krzątał się po mieszkaniu jak zwykle, nucił coś pod nosem, jakby wszystko było w porządku. Tylko ja liczyłam minuty. Przyjechali punktualnie. Teść wszedł pierwszy, rozejrzał się po kuchni tym swoim szybkim, oceniającym spojrzeniem.

– Widzę, że zupa gotowa – mruknął. – Przynajmniej tu bez zmian.

Uśmiechnęłam się blado.

– Proszę siadać – powiedziałam, nalewając zupę.

Usiedliśmy. Teściowa jadła w milczeniu, jakby nie chciała się wychylać. Teść odchrząknął.

– Paweł, rozmawiałeś z żoną o budżecie? – zapytał, nie patrząc na mnie. – Bo wiesz, takie wydatki trzeba ustalać.

Zamarłam.

– Rozmawiamy – odpowiedział Paweł szybko. – Wszystko mamy pod kontrolą.

– No właśnie – ciągnął ojciec. – Kontrola to podstawa. A nie kupowanie zapachów, które po tygodniu wietrzeją.

Odłożyłam łyżkę.

To były moje pieniądze – powiedziałam spokojnie, choć serce waliło mi jak oszalałe. – I chciałam zrobić mężowi przyjemność.

Teść uniósł brwi.

– W tej rodzinie zawsze myśleliśmy wspólnie – odparł. – Tak nas wychowano.

– Ja też myślę – odpowiedziałam ciszej. – I czuję.

Paweł spojrzał na mnie zaskoczony.

– Daj spokój, nie róbmy z tego dramatu – rzucił. – Tata ma swoje zdanie.

– A ja? – zapytałam. – Ja też mogę mieć jakieś zdanie?

Zapadła cisza. Teść popatrzył na Pawła, potem na mnie.

– Emocje są dobre, ale decyzje powinny być rozsądne – skwitował. – Z czasem to zrozumiesz.

Wtedy dotarło do mnie coś, czego nie chciałam wcześniej nazwać. Nie chodziło o perfumy. Chodziło o to, że przy tym stole byłam gościem, kimś, kogo można pouczyć, skorygować, ustawić. A Paweł siedział między nami i wybierał milczenie. Po obiedzie sprzątałam naczynia sama. Paweł wyszedł z ojcem na papierosa, a ja patrzyłam na swoje odbicie w oknie. Czułam, że granica, której nikt nie narysował, właśnie została przekroczona.

Cisza, która mówiła za dużo

Wieczorem, kiedy drzwi za rodzicami Pawła w końcu się zamknęły, w mieszkaniu zrobiło się duszno. Nie dlatego, że było ciepło, ale dlatego, że każde z nas nosiło w sobie słowa, których nie wypowiedziało. Paweł usiadł na kanapie i włączył telewizor, jakby zwykły szum miał przykryć cały dzień.

– Musimy porozmawiać – powiedziałam, opierając się o framugę drzwi.

– Teraz? – westchnął. – Dajmy sobie spokój na dziś.

Usiadłam naprzeciwko niego.

– Dla ciebie to była zwykła rozmowa przy obiedzie. Dla mnie to był sygnał – zaczęłam. – Jasny i wyraźny.

– Przesadzasz – machnął ręką. – Ojciec jest bezpośredni, ale nie miał złych intencji.

– A ty? – zapytałam. – Jakie ty miałeś intencje?

Zamilkł. Patrzył w ekran, choć obraz dawno przestał go interesować.

Nie chciałem kłótni – powiedział w końcu. – Ani z tobą, ani z nim.

– Więc nie wybrałeś nikogo – odparłam. – Ale to też jest wybór.

Wstałam i sięgnęłam po pudełko z perfumami. Postawiłam je na stoliku.

– To nie chodzi o zapach – dodałam. – Chodzi o to, że kiedy ktoś mnie umniejsza, oczekuję, że mój mąż stanie obok mnie, nie obok swojego ojca. Nie gdzieś indziej.

Paweł spojrzał na pudełko, potem na mnie.

– Nie wiedziałem, że to dla ciebie aż tak ważne – powiedział ciszej.

– Bo nigdy o nic nie pytasz – odpowiedziałam. – Zakładasz, że się dostosuję.

Zapadła długa cisza. Tym razem nie była wygodna. Paweł wstał, podszedł do okna.

– On zawsze tak o wszystkim decydował – mruknął. – W domu, w pracy. Przywykłem.

A ja nie zamierzam – powiedziałam spokojnie. – Jeśli mamy być rodziną, to każdy powienien mieć takie same prawa. Nie chcę być w takiej rodzinie, w której jedno z nas ma głos tylko wtedy, gdy nie przeszkadza.

Odwrócił się do mnie. W jego oczach pierwszy raz zobaczyłam nie złość, ale niepewność.

– Muszę to sobie poukładać – przyznał.

Skinęłam głową. Wiedziałam, że to dopiero początek. Albo coś się zmieni, albo perfumy okażą się najmniejszym z naszych problemów.

Wreszcie przestałam udawać

Przez kilka dni między nami panowała ostrożność. Nie było kłótni, ale nie było też bliskości. Paweł stał się cichszy, jakby naprawdę próbował coś w sobie poukładać. Ja z kolei przestałam udawać, że wszystko jest w porządku. Robiłam swoje, mówiłam mniej, ale za to myślałam znacznie więcej. W piątek wrócił wcześniej z pracy. Zastałam go w kuchni, gdy stał przy stole z tym samym pudełkiem, które wcześniej postawiłam na półce.

– Byłem u ojca – powiedział bez wstępów. – Sam.

Zamarłam.

– Powiedziałem mu, że nie życzę sobie komentarzy pod twoim adresem. I że nasze wydatki to nasza sprawa.

Patrzyłam na niego uważnie, szukając w tych słowach jakiegoś „ale”.

– Nie było łatwo – dodał. – Obraził się. Powiedział, że się zmieniłem.

– A ty? – zapytałam.

– Może w końcu – odpowiedział cicho. – Bo zrozumiałem, że jeśli ja nie postawię granicy, ty zawsze będziesz po tej słabszej stronie. A nie po to zakładałem rodzinę.

Podał mi pudełko.

Chcę, żebyś mi je dała. Tak jak planowałaś.

Rozpakowałam perfumy powoli. Kiedy Paweł spryskał nimi nadgarstek, zapach był dokładnie taki, jaki sobie wyobrażałam. Spokojny, ciepły, nasz.

– W tej rodzinie masz głos – powiedział, patrząc mi prosto w oczy. – Przynajmniej w tej, którą tworzymy razem.

Nie wiem, jak potoczą się relacje z teściem. Wiem jedno, że pierwszy raz od dawna poczułam, że nie muszę się dopasowywać, żeby zasłużyć na miejsce. To miejsce już było moje. A perfumy? Zostały z nami. Nie jako fanaberia, tylko jako przypomnienie, że czasem jeden drobny gest potrafi zmienić więcej, niż się wydaje.

Monika, 36 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama