Reklama

Zawsze uważałam, że drobne gesty potrafią uratować dzień. Czasem wystarczy kolorowy bukiet na stole, żeby dom przestał być taki cichy i obcy. Tamtego popołudnia wracałam z pracy zmęczona, z poczuciem, że znowu wszystko dźwigam sama. Kupiłam więc tulipany – bez okazji, bez zapowiedzi. Nie przypuszczałam, że zwykłe kwiaty uruchomią lawinę podejrzeń, której nie da się już tak łatwo zatrzymać.

Ręce lekko mi drżały

Weszłam do mieszkania, postawiłam torebkę na krześle, a bukiet tulipanów położyłam na blacie w kuchni. Zdjęłam płaszcz i przez chwilę po prostu na nie patrzyłam.

Sama sobie kupiłaś? – usłyszałam zza pleców.

Podskoczyłam. Mąż stał w drzwiach, z rękami w kieszeniach, zmęczony, ale czujny. Zawsze taki był – jakby ciągle czegoś wypatrywał.

A co w tym dziwnego? – odpowiedziałam spokojnie. – Wracałam z pracy, miałam ochotę.

Podszedł bliżej, nachylił się nad blatem. Dotknął jednego tulipana, potem drugiego.

Bez okazji? – zapytał, unosząc brwi.

– A musi być okazja? – westchnęłam. – Ty ostatni raz kupiłeś mi kwiaty… nawet nie pamiętam kiedy.

Zamilkł. Poczułam to znajome napięcie, które zawsze pojawiało się między nami w takich momentach. Cisza, gęsta i lepka.

– Czyli sama sobie robisz niespodzianki – powiedział w końcu. – Ciekawe.

Odwróciłam się gwałtownie.

– Co masz na myśli?

Wzruszył ramionami, ale w jego oczach coś błysnęło.

– Po prostu pytam. Ktoś mógł ci je dać.

– Naprawdę? – poczułam, jak robi mi się gorąco. – Wracam wcześniej, kupuję kwiaty i od razu takie myśli?

Po prostu… dziwię się – mruknął.

– Dziwne jest to, że muszę się tłumaczyć z bukietu – odpowiedziałam ostrzej, niż planowałam. – Zawsze czekam, aż coś zauważysz, aż zrobisz cokolwiek. A kiedy robię to sama, to źle.

Patrzył na mnie uważnie.

– Po prostu pytam – powiedział ciszej.

– A ja po prostu chciałam mieć kwiaty w domu – odparłam. – Tyle.

Odwróciłam się i zaczęłam szukać wazonu. Ręce lekko mi drżały. Czułam na plecach jego wzrok. Wtedy po raz pierwszy przemknęła mi przez głowę myśl, że te tulipany odsłoniły coś, co od dawna było między nami, tylko udawaliśmy, że tego nie widzimy.

Poczułam ukłucie

Tulipany stały już w wazonie na stole, ale zamiast cieszyć oko, działały jak wyrzut sumienia. On co chwilę na nie zerkał, ja udawałam, że tego nie widzę. Jedliśmy kolację w milczeniu. Zwykle to ja próbowałam zagadać, ratować atmosferę, ale tego dnia nie miałam siły.

Długo dziś byłaś w pracy – rzucił w końcu niby od niechcenia.

– Normalnie – odpowiedziałam. – Tak jak mówiłam rano.

– Bo sądziłem, że wrócisz wcześniej.

Spojrzałam na niego uważnie.

– Dlaczego?

Wzruszył ramionami.

Tak mi się wydawało.

Znów cisza.

O co ci naprawdę chodzi? – zapytałam, odkładając widelec. – Od wejścia do domu zachowujesz się, jakbyś mnie na czymś przyłapał.

Zmarszczył brwi, jakby się wahał.

Nic takiego nie powiedziałem.

– Ale myślisz – weszłam mu w słowo. – I to widać.

Oparł się o krzesło, skrzyżował ręce.

– Po prostu ostatnio jesteś… inna.

Inna, bo kupiłam kwiaty?

– Inna, bo coraz częściej robisz rzeczy sama. Nie czekasz.

Zaśmiałam się krótko, bez radości.

– A ile mam czekać? – zapytałam.

Nie odpowiedział od razu. Wstał, podszedł do stołu i poprawił wazon, jakby stał krzywo.

– Kiedyś mówiłaś mi wszystko – powiedział w końcu. – Teraz mam wrażenie, że coś przede mną ukrywasz.

Poczułam ukłucie w środku. Nie dlatego, że miał rację, tylko dlatego, że nawet nie zapytał, czy czegoś mi brakuje.

– Nic nie chowam – odpowiedziałam spokojniej. – Po prostu przestałam liczyć, że zrobisz coś dla mnie.

Odwrócił się w moją stronę.

Czyli to moja wina?

– Nie – pokręciłam głową.

Tulipany stały między nami jak świadek rozmowy, której oboje się baliśmy. Zrozumiałam, że nie chodzi już o kwiaty, tylko o zaufanie, które zaczęło się kruszyć.

Miałam wątpliwości

Następnego dnia obudziłam się wcześnie. Mąż jeszcze spał, odwrócony plecami, jakby nawet we śnie chciał zachować dystans. Leżałam chwilę bez ruchu, wsłuchując się w równy oddech i myśląc o tym, jak bardzo obce potrafi być łóżko, które dzieli się z kimś od lat. Wstałam cicho. W kuchni tulipany wyglądały już inaczej – kilka główek opadło, kolory przygasły. Zaparzyłam herbatę i usiadłam przy stole. Pamiętałam czasy, kiedy o tej porze potrafiliśmy porozumieć się bez słów. Teraz nawet cisza była niewygodna.

Nie jedziesz dziś wcześniej do pracy? – zapytał nagle zza moich pleców.

Drgnęłam. Stał w drzwiach, zaspany, w pogniecionej koszuli.

– A co?

– Nic. Tak pytam.

Usiadł naprzeciwko mnie. Przez chwilę kręcił łyżeczką w kubku, aż w końcu spojrzał na mnie wprost.

– Myślałem w nocy o tym, co było wczoraj – zaczął. – Może faktycznie przesadziłem.

Uniósł wzrok na tulipany.

– Ale musisz zrozumieć, jak to wyglądało.

– Właśnie o to chodzi – przerwałam mu. – Zawsze mówisz, jak coś wygląda z twojej strony. A ja?

Zmieszał się.

– Ty zawsze byłaś silna.

– Silna, bo musiałam – odpowiedziałam cicho. – Bo wiedziałam, że jeśli sama o siebie nie zadbam, to nikt tego nie zrobi.

Oparł łokcie na stole.

– Czy ty jeszcze mnie kochasz? – zapytał nagle.

To pytanie zabolało.

– Tak – powiedziałam po chwili. – Ale coraz częściej zastanawiam się, czy to miejsce nadal jest domem.

Patrzył na mnie długo, jakby pierwszy raz zobaczył, że coś pękło naprawdę. Tulipany stały między nami, już nie jak oskarżenie, ale jak znak ostrzegawczy.

Byłam z nim szczera

Tego dnia wróciłam później. Nie dlatego, że musiałam, tylko dlatego, że nie spieszyło mi się do domu. Siedziałam chwilę w samochodzie pod blokiem, patrząc w okna. W końcu weszłam. Światło w kuchni było zapalone. Mąż stał przy blacie, plecami do drzwi. Tulipany wciąż tam były, choć jeden leżał już obok wazonu.

Myślałem, że nie wrócisz – powiedział, nie odwracając się.

– Ja też – odpowiedziałam szczerze.

Spojrzał na mnie gwałtownie.

Dlaczego tak mówisz?

Zdjęłam płaszcz powoli, jakbym chciała zyskać na czasie.

– Bo pierwszy raz pomyślałam, że mogłabym po prostu nie wracać – powiedziałam cicho. – I to mnie przestraszyło.

Usiadł ciężko na krześle.

– Chcesz odejść?

To pytanie zawisło między nami.

– Nie wiem – odpowiedziałam po dłuższej chwili. – Wiem tylko, że nie chcę już być podejrzana, kiedy robię coś dla siebie. Nie chcę się tłumaczyć z tego, że próbuję poczuć się dobrze we własnym życiu.

Przetarł twarz dłońmi.

Bałem się – przyznał. – Kiedy zobaczyłem te kwiaty, pomyślałem, że ktoś inny robi to, czego ja nie potrafię.

– A zapytałeś mnie, czego mi brakuje? – spojrzałam na niego uważnie.

Milczał. Wstałam i podniosłam tulipana, który spadł na stół.

– To tylko kwiaty – powiedziałam. – Ale dla mnie były znakiem, że jeszcze mogę o siebie zadbać. Nawet jeśli ty nie umiesz.

Podszedł bliżej.

Nie odchodź bez słowa, proszę – powiedział niepewnie.

Patrzyłam na niego długo. Wiedziałam, że same obietnice nie wystarczą, ale po raz pierwszy od dawna usłyszałam w jego głosie coś więcej niż obronę. Nie odpowiedziałam od razu.

Pomyślałam o sobie

Nie było wielkich deklaracji ani nagłych zmian. Następnego dnia rano wypiliśmy razem herbatę, tak zwyczajnie, jak kiedyś. Mąż zapytał, czy mam ochotę pójść po pracy na spacer. Skinęłam głową. Wiedziałam jednak, że pierwszy raz od dawna nie udajemy, że wszystko jest w porządku. Tulipany stały na stole jeszcze przez kilka dni. Każdego ranka jeden opadał, aż w końcu zostały tylko dwa, uparte i wyprostowane. Pomyślałam wtedy, że trochę nas przypominają. Od tego dnia coś się między nami zmieniło. Czasem było niezręcznie, czasem zbyt cicho, ale to była inna cisza. Nie taka, która dusi, tylko taka, w której można coś usłyszeć. Nie wiem, jak będzie dalej. Wiem natomiast, że tamtego dnia, kiedy kupiłam sobie kwiaty, zrobiłam coś więcej niż drobny gest. Przestałam czekać na pozwolenie, by zadbać o siebie. A jeśli ten dom ma przetrwać, to tylko pod warunkiem, że już nigdy nie będę musiała podejrzewać samej siebie o najgorsze, tylko dlatego, że chcę trochę koloru w zwyczajnym dniu.

Renata, 41 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama