Reklama

Nigdy nie zależało mi na drogich prezentach i sama też takich nie dawałam. Bo najważniejsze, że były od serca. A teraz chciałam, żeby teść spojrzał na mnie inaczej niż na „tę nową”. Kiedy zobaczyłam w second-handzie elegancką, prawie nienoszoną kurtkę, pomyślałam, że to znak. Nie przewidziałam jednak, że jeden drobiazg potrafi tak bardzo zachwiać spokojem w naszej rodzinie.

Zrobiłam się czerwona jak burak

Z teściem od początku było mi nie po drodze. Nie był nieuprzejmy, ale wyczuwałam w nim dystans. Kiedy przychodziliśmy na niedzielny obiad, witał mnie krótkim skinieniem głowy, a potem całe zainteresowanie kierował na mojego męża.

– Jak tam w pracy, Krzysiek? – pytał, jakby mnie przy stole nie było.

Postanowiłam to zmienić przed jego sześćdziesiątymi piątymi urodzinami. Wiedziałam, że od dawna marzył o porządnej, przejściowej kurtce. Zawsze chodził w tej samej, lekko przetartej na rękawach. W lumpeksie bywałam regularnie. Lubiłam wyszukiwać rzeczy z historią. Tamtego dnia trafiłam na granatową, klasyczną kurtkę z dobrej marki. Idealny rozmiar, świetny stan, cena śmiesznie niska. Stałam chwilę przy wieszaku i zastanawiałam się, czy to nie będzie źle odebrane. W końcu uznałam, że liczy się gest. W dniu urodzin podałam mu starannie zapakowaną paczkę.

– To od nas – powiedziałam, starając się brzmieć naturalnie.

Rozwinął papier powoli, dokładnie. Najpierw obejrzał rękawy, potem zamek, potem metkę.

– No proszę – mruknął. – Marka całkiem niezła.

Przymierzył ją od razu. Leżała jak szyta na miarę. Uśmiechnęłam się z ulgą.

– Bardzo ładna – wtrąciła teściowa.

Teść spojrzał na mnie uważnie.

– A powiedz mi, Aniu – zaczął spokojnie – czy aż tak u was krucho z pieniędzmi?

Zamarłam.

– Słucham? – wydusiłam.

– No, skoro kupujecie używane rzeczy. Metki wycięte, ale ja swoje wiem. Kiedyś sam zaglądałem do takich sklepów.

W pokoju zrobiło się cicho. Krzysiek spojrzał na mnie zaskoczony.

– Tato, co ty opowiadasz? – zapytał.

Poczułam, jak twarz zaczyna mi płonąć.

– To nie ma nic wspólnego z brakiem pieniędzy – odpowiedziałam spokojniej, niż się czułam. – Po prostu uznałam, że to dobra kurtka. W świetnym stanie.

Teść zdjął ją powoli.

Nie chciałbym, żebyście na mnie oszczędzali.

To zdanie bolało bardziej niż bezpośrednia krytyka. Nie chodziło o pieniądze. Chodziło o to, że znowu poczułam się jak ktoś z zewnątrz, kto musi się tłumaczyć. Reszta wieczoru minęła w napięciu. Kurtka leżała na oparciu krzesła, jakby była czymś podejrzanym. A ja pierwszy raz pomyślałam, że może próbuję zdobyć sympatię człowieka, który wcale nie chce jej dać.

Spodziewałam się wszystkiego

Po tamtym wieczorze długo nie mogłam zasnąć. Krzysiek przewracał się obok mnie, a ja wpatrywałam się w sufit.

– Przesadził – powiedział w końcu cicho. – Nie powinien tak mówić.

– Nie chodzi tylko o kurtkę – odpowiedziałam. – Mam wrażenie, że cokolwiek zrobię, zawsze będzie nie tak.

Krzysiek westchnął.

On po prostu jest… przyzwyczajony do innego świata.

To „innego świata” zabolało mnie jeszcze bardziej. Bo co to właściwie znaczyło? Że mój świat był gorszy? Kilka dni później zadzwoniła teściowa.

Wpadniecie w niedzielę? Tata chciałby porozmawiać z Krzyśkiem o działce.

Słowo „tata” zawsze brzmiało w jej ustach jak tytuł. Jakby mówiła o kimś ważnym i niepodważalnym. Zgodziliśmy się. W niedzielę weszłam do ich domu z uczuciem, jakbym miała zdawać egzamin. Kurtka ode mnie wciąż wisiała na wieszaku, jakby czekała na decyzję. Po obiedzie Krzysiek wyszedł z ojcem do ogrodu, a ja zostałam z teściową w kuchni.

– Nie przejmuj się nim – powiedziała nagle, wycierając talerze. – On tak już ma.

– Ale czym ja zawiniłam? – zapytałam, nie kryjąc żalu.

Teściowa spojrzała na mnie uważnie.

– On całe życie pracował, żebyśmy mieli więcej niż jego rodzice. Dla niego używane rzeczy to symbol cofania się.

Zrozumiałam wtedy, że to nie była krytyka mnie jako osoby. To była jego historia. Kiedy mężczyźni wrócili do domu, teść podszedł do wieszaka. Zdjął nową kurtkę i przez chwilę trzymał ją w dłoniach.

– Aniu – zaczął, nie patrząc na mnie – nie chciałem cię urazić.

Zaskoczył mnie. Spodziewałam się wszystkiego, tylko nie tego.

– Po prostu… – zawahał się – całe życie uciekałem od biedy. A jak zobaczyłem tę kurtkę, pomyślałem, że może wam czegoś brakuje, a wy udajecie, że jest dobrze.

W jego głosie nie było pretensji. Była troska, choć wyrażona niezgrabnie.

– Gdyby było nam ciężko, powiedzielibyśmy – odezwał się Krzysiek. – Ale Ania po prostu potrafi znaleźć dobre rzeczy. To jej talent.

Teść spojrzał na mnie inaczej niż zwykle. Nie jak na „nową”, tylko jak na kogoś, kto ma własne kompetencje.

– Talent, mówisz? – uniósł brwi.

– Proszę mi wierzyć – odpowiedziałam odważniej – że ta kurtka jest w lepszym stanie niż wiele nowych w sklepach.

Przez chwilę panowała cisza. W końcu teść włożył kurtkę na siebie i podszedł do lustra w przedpokoju.

– No… – mruknął – faktycznie leży porządnie.

Uśmiechnęłam się nieśmiało.

– I nie kupiłam jej dlatego, że było taniej – dodałam. – Kupiłam ją, bo pomyślałam o tobie.

Odwrócił się w moją stronę.

– Wiem – powiedział cicho.

To było pierwsze „wiem”, które zabrzmiało jak most między nami. Nie wiedziałam jeszcze, że prawdziwy sprawdzian naszej relacji miał dopiero nadejść.

Serce zabiło mi szybciej

Myślałam, że napięcie opadło, że tamta rozmowa coś między nami naprawiła. Teść nawet założył nową kurtkę na spacer, kiedy tydzień później przyszliśmy z wizytą. Nie powiedział ani słowa, ale widziałam w jego spojrzeniu coś łagodniejszego. Jednak wszystko zmieniło się w sobotnie popołudnie. Zadzwonił do mnie niespodziewanie.

Mogłabyś wpaść na chwilę? – zapytał. – Krzysiek jest zajęty, a ja mam… pytanie.

Samo to, że zadzwonił do mnie, było czymś nowym. Pojechałam. W domu panował dziwny porządek. Na stole w salonie leżało kilka starych zdjęć i pudełko pełne dokumentów.

Siadaj – powiedział krótko.

Usiadłam naprzeciwko niego.

– Wiesz, dlaczego tak zareagowałem na tę kurtkę? – zapytał nagle.

– Domyślam się – odpowiedziałam ostrożnie.

Wyjął z pudełka wyblakłą fotografię. Stał na niej młody chłopak w za dużym płaszczu.

– To ja. Miałem siedemnaście lat. Ten płaszcz był po trzech kuzynach. W szkole śmiali się, że wyglądam jak w kostiumie.

Zamilkł na chwilę.

– Obiecałem sobie wtedy, że moje dzieci nie będą musiały nosić cudzych rzeczy.

Patrzyłam na zdjęcie i nagle zobaczyłam w nim nie surowego teścia, tylko chłopaka, który próbował zachować twarz.

– Ale to było dawno – powiedziałam cicho.

– Dla ciebie dawno. Dla mnie… – urwał. – Kiedy zobaczyłem tę kurtkę, wróciło tamto uczucie. Strach, że znowu ktoś powie, że nas nie stać.

– Nikt tak nie pomyśli – zapewniłam go. – Dziś to zupełnie coś innego. Ludzie kupują używane rzeczy, bo chcą mądrze wybierać, nie dlatego, że muszą.

Spojrzał na mnie z niedowierzaniem.

– Mądrze?

– Tak. Ja naprawdę lubię wyszukiwać rzeczy z historią. To nie jest wstyd. To świadomy wybór.

Wstał i podszedł do szafy w przedpokoju. Wyjął nową kurtkę i położył ją na stole.

– Wiesz, że wczoraj kolega zapytał, gdzie ją kupiłem? – powiedział z nutą dumy. – I wcale nie chciałem skłamać.

Serce zabiło mi szybciej.

– I co powiedziałeś?

– Powiedziałem, że synowa ma oko do takich rzeczy. – Uśmiechnął się niepewnie. – Brzmiało to… dobrze.

Nie spodziewałam się tego. Przez chwilę nie potrafiłam wydobyć z siebie słowa.

– Aniu – dodał po chwili – chyba zbyt długo żyłem w przekonaniu, że wartość człowieka mierzy się tym, co nowe i drogie. A ty mi pokazałaś, że można inaczej.

To był moment, w którym coś we mnie pękło – ale nie z bólu. Z ulgi.

– Ja też nie zawsze reaguję idealnie – przyznałam. – Może za bardzo chciałam się przypodobać. Może powinnam od początku być po prostu być sobą.

Spojrzał na mnie poważnie.

– W takim razie zacznijmy od nowa.

Wyciągnął rękę. Uścisnęłam ją. Gest był prosty, ale dla mnie znaczył więcej niż wszystkie uprzejme rozmowy przy niedzielnym stole. Kiedy wróciłam do domu, Krzysiek spojrzał na mnie pytająco.

I jak? – zapytał.

Uśmiechnęłam się.

– Twój tata właśnie nauczył się czegoś nowego. I ja jego chyba też.

Nie przypuszczałam, że kilka dni później to on stanie w mojej obronie, i to w sposób, którego nikt się nie spodziewał.

Stanął po mojej stronie

Kilka dni później spotkaliśmy się u siostry teścia na imieninach. Rodzina była w komplecie – ciotki, kuzyni, dalecy wujkowie. Zawsze czułam się tam jak obserwator, ktoś z boku. Teść wszedł do salonu w granatowej kurtce. Zauważyłam kilka spojrzeń.

– Nowa? – zapytała jedna z kuzynek.

Bardzo elegancka – dodała druga.

Uśmiechnęłam się pod nosem. Chciałam zniknąć w tle, ale wtedy odezwał się wujek Stefan, znany z tego, że lubił wbijać drobne szpile.

Teraz to wszystko drogie – rzucił. – Chyba że człowiek zacznie oszczędzać i kupować po kimś.

Zamarłam. To zdanie zawisło w powietrzu dokładnie tak samo, jak wtedy przy urodzinowym stole. Teść spojrzał na niego spokojnie.

– A nawet jeśli? – zapytał. – Wiesz, ile ta kurtka kosztowała? Niewiele. A jest lepsza niż niejedna ze sklepu.

W pokoju zrobiło się ciszej.

Synowa mi ją znalazła – dodał, patrząc wprost na mnie. – Ma świetne wyczucie. I głowę na karku. Lepiej tak kupować niż przepłacać dla samej metki.

Poczułam, jak oczy zaczynają mnie piec. Nie ze wstydu, tylko ze wzruszenia. Wujek wzruszył ramionami.

Jak kto woli.

– Właśnie – odpowiedział teść stanowczo. – Najważniejsze, żeby człowiek wiedział, co robi. A nie kierował się tym, co powiedzą inni.

To było coś więcej niż obrona kurtki. To była obrona mnie. Przez resztę wieczoru kilka osób podchodziło, pytając pół żartem, czy mogłabym im coś kiedyś wyszukać. Atmosfera zrobiła się lekka. Teść opowiadał z dumą, że „Ania potrafi wypatrzyć prawdziwe perełki”. Kiedy wracaliśmy do domu, Krzysiek ścisnął moją dłoń.

– Widzisz? – powiedział cicho. – Mówiłem, że mu zależy.

Spojrzałam przez okno samochodu na mijane światła. Zrozumiałam, że przez cały czas próbowałam udowodnić swoją wartość komuś, kto w gruncie rzeczy bał się dokładnie tego samego co ja – że zostanie oceniony. Kilka dni później teść zadzwonił znowu.

– W przyszłym tygodniu jest targ staroci. Pójdziesz ze mną? Chciałbym zobaczyć, jak ty to robisz.

Uśmiechnęłam się do słuchawki.

Z przyjemnością.

Nie zdobyłam jego sympatii jednym prezentem. Zdobyłam ją rozmową, cierpliwością i tym, że nie wycofałam się po pierwszym nieporozumieniu. A teść nauczył się, że wartość rzeczy – i ludzi – nie zawsze widać na metce. Dziś, gdy widzę go w tej granatowej kurtce, nie myślę już o tamtym bolesnym pytaniu. Myślę o tym, że czasem najtrudniej zdjąć z siebie stare przekonania. Jednak kiedy już się to zrobi, pojawia się miejsce na coś nowego.

Anna, 32 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama