„Raz zrobiłem coś dla siebie i żona sprała mi głowę. Mówi, że przeze mnie stać nas tylko na tanie parówki i mortadelę”
„Wiedziałem, że żona ma rację, ale czy to naprawdę aż tak wielki problem? W mojej głowie tkwiło przekonanie, że wszystko jest pod kontrolą, że wszystko ułoży się samo. Przecież zawsze znajdowałem sposób, by wyjść na prostą”.

- Redakcja
Zawsze miałem słabość do gadżetów. Już jako dziecko potrafiłem godzinami przesiadywać w sklepie z elektroniką. Technologia mnie fascynuje. Uwielbiam ten moment, kiedy rozpakowuję nowe urządzenie, czując ekscytację, kiedy po raz pierwszy wciskam przycisk „start”. Każda nowa zabawka jest dla mnie jak trofeum, które mogę pokazać w mediach społecznościowych, zyskując uznanie znajomych i followersów. Ale za każdym razem, gdy przynoszę do domu kolejną nowinkę technologiczną, Basia nie szczędzi mi słow krytyki. Moja żona jest oazą rozsądku w naszym związku. Każdy nowy zakup jest przez nią skrupulatnie analizowany, każde wydane na elektronikę złotówka jest powodem do kłótni.
– Nie możemy sobie pozwolić na kolejny wydatek – mówi z troską, która czasem graniczy z irytacją.
Ale ja widziałem tylko nowe możliwości. Nasze nieporozumienia wokół mojej pasji do technologii były na porządku dziennym. Każdego dnia próbowałem znaleźć balans pomiędzy moją miłością do nowoczesności a naszym wspólnym życiem.
Próbowałem zebrać myśli
Wieczór zapowiadał się spokojnie, ale wiedziałem, że coś wisi w powietrzu. Siedziałem przy stole w kuchni, oglądając nowy tablet, który właśnie kupiłem. Jego wyświetlacz był absolutnie zachwycający, a jego funkcje przewyższały wszystko, co miałem dotąd. Wtedy Basia weszła do pokoju z nieodłącznym notatnikiem w ręku.
– Mamy do pogadania – zaczęła z determinacją w głosie.
Spojrzałem na nią przelotnie, nie odrywając wzroku od ekranu.
– Jasne, a o co chodzi? – odpowiedziałem, choć w duchu już czułem, że ta rozmowa nie skończy się dobrze.
– O twoje zakupy. Znowu wydałeś fortunę na nowy gadżet. Przecież mówiłam ci, że musimy się ograniczać – powiedziała, a w jej oczach czaił się wyrzut.
Wyłączyłem tablet i westchnąłem, choć wcale nie zamierzałem przyznać jej racji.
– Przesadzasz. To tylko tablet. Poza tym zasługuję na to, by żyć na poziomie. To wszystko jest inwestycją w nasze życie, naszą przyszłość – odpowiedziałem, próbując ją uspokoić.
– Inwestycją? – wybuchła. – To nie są inwestycje, to są długi! Nie możemy tak dalej żyć! – Jej głos drżał od emocji, a ja nie wiedziałem, co powiedzieć, by ją uspokoić.
Zamilkliśmy na chwilę, a ja próbowałem zebrać myśli. Wiedziałem, że żona ma rację, ale czy to naprawdę aż tak wielki problem? W mojej głowie tkwiło przekonanie, że wszystko jest pod kontrolą, że wszystko ułoży się samo. Przecież zawsze znajdowałem sposób, by wyjść na prostą.
Poczułem się bezradny
Było już po północy, kiedy żona znalazła list z banku. Leżał na stercie innych papierów, które trzymałem na biurku, ale nigdy wcześniej go nie zauważyła.
– Co to ma znaczyć? – usłyszałem jej głos, pełen niepokoju.
Odwróciłem się od komputera, nie wiedząc jeszcze, co mnie czeka. Trzymała kopertę, a w jej oczach dostrzegłem ból i niedowierzanie. Zaciskała palce na papierze.
– To... nic takiego. Po prostu parę zaległych opłat – próbowałem zbyć jej pytanie, ale moje słowa brzmiały pusto.
– Parę zaległych opłat? – powtórzyła z niedowierzaniem. – To są tysiące złotych! Jak mogłeś to ukrywać przede mną?
W tym momencie zrozumiałem, że nie da się już tego zamieść pod dywan. Wiedziałem, że nie mam już możliwości uniknięcia rozmowy.
– Nie chciałem cię martwić. Myślałem, że uda mi się to jakoś załatwić – powiedziałem, choć zdawałem sobie sprawę, jak kiepsko to brzmi.
– To nasza przyszłość, nasze życie! Jak mogłeś być tak nieodpowiedzialny? – Jej głos zadrżał, a ja poczułem się bezradny.
Grunt usunął mi się spod nóg, a nasza rozmowa przerodziła się w pełną emocji wymianę zdań. Basia krzyczała, ja próbowałem się bronić. Nie chciałem przyznać się do porażki, choć w głębi duszy wiedziałem, że nie mam innego wyjścia.
Nie chciałem przyznać się do winy
Nie spałem tej nocy. Leżałem obok żony, wsłuchując się w równy oddech, a w mojej głowie kotłowały się myśli. Nie wiedziałem, co przyniesie jutro. Czułem, że ta sytuacja wymknęła się spod kontroli, ale wciąż nie chciałem w pełni przyznać się do winy. Następnego dnia rano usłyszałem Basię rozmawiającą przez telefon. Słowa, które padły, wstrząsnęły moim światem.
– Nie wiem, jak mam z nim dalej z nim żyć – mówiła, a jej głos brzmiał pusto, jakby było w nim więcej rezygnacji niż złości. – Jak mogę ufać komuś, kto nie dba o nasze wspólne życie? – dodała z goryczą.
Poczułem się, jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody. Kiedy skończyła rozmowę, odwróciłem się w jej stronę, próbując ukryć drżenie głosu.
– Proszę... daj mi jeszcze jedną szansę... – zacząłem niepewnie, starając się znaleźć właściwe słowa. – Nie chciałem, żeby to tak się potoczyło. Wiem, że przesadziłem, ale obiecuję, że wszystko naprawię.
Spojrzała na mnie zmęczonymi oczami, a w jej wzroku było coś, co sprawiło, że zadrżałem. Było to rozczarowanie i smutek.
– Ile razy to już słyszałam? – zapytała, a ja nie miałem odpowiedzi.
Wiedziałem tylko, że tym razem naprawdę muszę coś zmienić, jeśli chcę, by Basia jeszcze mi zaufała.
Moje serce zamarło
Siedziałem w salonie, próbując zająć się czymś przyjemnym, ale moje myśli wciąż wracały do rozmowy, którą usłyszałem. Basia weszła do pokoju z zaciętą miną, a w ręku trzymała plik papierów. Moje serce zamarło, kiedy zrozumiałem, co to jest.
– Nie mogę dłużej udawać, że wszystko jest w porządku – zaczęła, patrząc mi prosto w oczy. – To papiery rozwodowe. Chcę zacząć nowe życie, z dala od tego chaosu.
Zaniemówiłem, czując, jak świat się wokół mnie rozpada. Nigdy wcześniej nie sądziłem, że mogłoby do tego dojść. Byłem w szoku, nie sądziłem, że nasza wspólna przyszłość może tak po prostu się skończyć.
– Proszę, nie rób tego. Mogę się zmienić, obiecuję. Potrzebuję tylko czasu – powiedziałem desperacko, czując, jak każde moje słowo odbija się echem w pustym pomieszczeniu.
– Potrzebujesz czasu? Ile czasu już miałeś? Ile razy już mi obiecywałeś, że będzie lepiej? – Jej głos był twardy, nieugięty. – To nie jest tylko o twoich zakupach. To jest o naszym wspólnym życiu, o tym, co dla nas ważne.
Zaczęliśmy wymieniać oskarżenia, próbując nawzajem obarczyć się winą za to, co się działo w naszym związku. W słowach Basi wyczuwałem gniew i rozczarowanie, a ja nie mogłem już dłużej ukrywać, jak bardzo jestem zagubiony. Po chwili ciszy żona spojrzała na mnie z rezygnacją.
– Kocham cię, ale nie mogę już dłużej udawać, że wszystko jest w porządku. Muszę zadbać o siebie – powiedziała cicho, a ja zrozumiałem, że naprawdę jest zdeterminowana, by odejść.
Próbowałem naprawić błędy
Zostałem sam. I nagle wszystko straciło sens. Gadżety, które tak uwielbiałem, przestały mnie cieszyć. Każdy przedmiot przypominał mi o błędach, jakie popełniłem. Basia była wszystkim, co naprawdę się liczyło, a ja przez swoją obsesję na punkcie nowinek technologicznych zrujnowałem naszą wspólną przyszłość. Przez długie godziny krążyłem po mieszkaniu, analizując swoje dotychczasowe życie. Jak mogłem pozwolić, by to zaszło tak daleko? Jak mogłem nie zauważyć, że gadżety nigdy nie zastąpią miłości, zaufania i bezpieczeństwa, które dawała mi Basia?
Zacząłem przeglądać rachunki, dokumenty i wszystkie inne rzeczy, które odkładałem na później. Próbowałem zrozumieć, gdzie popełniłem błąd. Wiedziałem, że teraz muszę wszystko naprawić, nawet jeśli to już za późno, by odzyskać żonę. Przypominałem sobie wspólne chwile z Basią, nasze plany na przyszłość, jej śmiech i troskliwe spojrzenie. Zrozumiałem, że te chwile były prawdziwym skarbem, którego nie potrafiłem docenić. A teraz było już za późno.
Olaf, 37 lat