Reklama

Od kilku miesięcy odkładałam każdą złotówkę na urlop. Zamiast pachnącej nowością galerii handlowej wybierałam mały lumpeks na rogu, gdzie starsza pani z wiecznie spiętymi włosami odkładała dla mnie „perełki”. Robiłam to z myślą o nas. O wyjeździe, który miał być początkiem czegoś lepszego. Nie przypuszczałam, że te pieniądze znikną szybciej, niż zdążę spakować walizkę.

Byłam z siebie dumna

Nigdy nie byłam rozrzutna, ale też nie należałam do osób, które skrupulatnie zapisują każdy wydatek. To przyszło z czasem, kiedy zauważyłam, że między mną a Pawłem zrobiło się jakoś cicho. Nie kłóciliśmy się. Nie było dramatów. Było za to mijanie się w przedpokoju i krótkie: jak było w pracy? Któregoś wieczoru powiedziałam:

– Może gdzieś wyjedziemy? Tak tylko we dwoje. Bez telefonów, bez pośpiechu.

Spojrzał na mnie znad laptopa.

A stać nas teraz na takie rzeczy?

To pytanie zabolało bardziej, niż powinno.

– Jeśli zaczniemy odkładać, to tak – odpowiedziałam spokojnie. – Mogę ograniczyć wydatki. Naprawdę.

Nie skomentował, tylko wzruszył ramionami. Od tamtej chwili zaczęłam liczyć. Sprzedałam kilka nienoszonych sukienek, przestałam zamawiać gotowe obiady do pracy, a w soboty zaglądałam do lumpeksu. Pamiętam dzień, gdy znalazłam granatowy płaszcz za dwadzieścia złotych.

– W galerii taki kosztowałby panią trzy razy tyle – powiedziała sprzedawczyni z uśmiechem.

Uśmiechnęłam się szeroko.

O to właśnie chodzi.

Za każdym razem, gdy odkładałam banknot do koperty schowanej w szufladzie z pościelą, czułam dumę. Po dwóch miesiącach miałam już kwotę, która wystarczyłaby na weekend w górach. Zarezerwowałam nawet wstępnie mały pensjonat z widokiem na las.

Naprawdę to zrobiłaś? – zapytał Paweł, kiedy mu o tym powiedziałam.

– Tak. Wystarczy dopłacić resztę na miejscu, a ja mam odłożone pieniądze. O nic się nie martw.

Popatrzył na mnie uważnie.

Nie wiedziałem, że aż tak ci zależy.

Chciałam odpowiedzieć, że zależy mi nie na wyjeździe, tylko na nas. Tylko zabrakło mi odwagi. Zamiast tego zaczęłam planować w myślach spacery, poranne kawy na tarasie i rozmowy, których nam brakowało. Wydawało mi się, że jeszcze możemy do siebie wrócić, jeśli tylko damy sobie trochę przestrzeni. Nie zauważyłam, że Paweł coraz częściej pisał z kimś wiadomości i wychodził na długie rozmowy na balkon. Tłumaczyłam to zmęczeniem pracą. W końcu każdy ma prawo do swoich spraw. Dopiero gdy miałam opłacić rezerwację, zorientowałam się, że coś jest nie tak. Otworzyłam szufladę, by policzyć pieniądze. Koperta była lżejsza. Zdecydowanie lżejsza. Zamarłam, patrząc na nią, jakby miała za chwilę wyjaśnić mi wszystko sama.

W gardle urosła mi gula

Przez chwilę stałam przy tej szufladzie, jakbym źle policzyła. Wyjęłam banknoty, rozłożyłam je na łóżku i zaczęłam liczyć jeszcze raz. Potem trzeci. Brakowało ponad połowy. Serce zaczęło mi bić szybciej.

– Paweł! – zawołałam z sypialni.

Przyszedł po chwili, w ręku trzymał telefon.

– Co się stało?

Podniosłam kopertę.

Brałeś stąd pieniądze?

Zawahał się. Dosłownie ułamek sekundy, ale to wystarczyło.

– No… tak. Miałem ci powiedzieć.

– Miałeś powiedzieć? – powtórzyłam, czując, jak głos zaczyna mi drżeć. – To były nasze pieniądze na wyjazd.

Westchnął ciężko, jakbym to ja robiła problem.

– Chłopaki organizują weekend nad jeziorem. Dawno nigdzie razem nie byliśmy. Pomyślałem, że… że pojedziemy w innym terminie.

Patrzyłam na niego, próbując zrozumieć, czy on naprawdę nie widzi, co zrobił.

– Pomyślałeś? – zapytałam cicho. – A zapytałeś mnie?

– Przecież to tylko kilka dni – odpowiedział. – Oddam ci po wypłacie.

Poczułam, jak w gardle rośnie mi gula.

– To nie chodzi o kilka dni. Odkładałam te pieniądze miesiącami. Rezygnowałam z rzeczy, które lubię. Wiesz, że nie kupiłam nowej kurtki, tylko chodziłam po lumpeksach?

Wzruszył ramionami.

– Przesadzasz. To nie był majątek.

Te słowa zabolały najbardziej

Nie dlatego, że chodziło o kwotę. Tylko dlatego, że dla mnie to było coś więcej.

– Dla ciebie może nie – odpowiedziałam. – Dla mnie to był plan. Nasz plan.

Odwrócił wzrok.

Nie dramatyzuj. Potrzebuję trochę oddechu.

– Od czego? – zapytałam ostro. – Ode mnie?

Zapadła cisza. Gęsta, niewygodna.

– Po prostu chcę spędzić czas z kolegami – powiedział w końcu chłodno. – Nie rób z tego czegoś większego.

Tego wieczoru prawie się nie odzywaliśmy. Słyszałam, jak pakuje torbę. Każde zapięcie zamka brzmiało jak potwierdzenie, że nasze wspólna przyszłość zeszła na dalszy plan. Kiedy w piątek wychodził, zatrzymał się w drzwiach.

Nie obrażaj się. To tylko weekend.

Skinęłam głową, choć w środku coś właśnie we mnie pękło. Gdy drzwi się zamknęły, usiadłam przy stole i spojrzałam na telefon. Przez chwilę chciałam do niego napisać, że jednak to wszystko mnie rani. Że czuję się nieważna. Zamiast tego otworzyłam stronę pensjonatu w górach. Rezerwacja została anulowana z powodu wpłaty. Patrzyłam na ekran, a łzy same zaczęły spływać po policzkach. To był tylko wyjazd. A jednak miał być symbolem, że jeszcze nam zależy. W sobotni wieczór zadzwoniła do mnie moja siostra.

– Czemu masz taki głos? – zapytała od razu.

Opowiedziałam jej wszystko, słowo po słowie. Po drugiej stronie zapadła chwila ciszy.

– Marta… – odezwała się w końcu poważnie. – Ty naprawdę myślisz, że chodzi o te pieniądze?

Zamarłam.

– A o co?

– O to, że on wybrał coś innego niż was.

Te słowa brzmiały w mojej głowie jeszcze długo po zakończeniu rozmowy. W niedzielę wieczorem Paweł przysłał zdjęcie: uśmiechnięty, w sportowej kurtce, z podpisem „Potrzebowałem tego”. Patrzyłam na ten obraz przez kilka minut. I po raz pierwszy od dawna pomyślałam, że może ja też czegoś potrzebuję. Czegoś więcej niż obietnicy „oddania po wypłacie”.

Łzy napłynęły mi do oczu

Kiedy Paweł wrócił w niedzielę późnym wieczorem, siedziałam przy stole z kubkiem herbaty, który dawno wystygł. Usłyszałam szczęk kluczy, potem jego kroki w przedpokoju.

Już jestem – rzucił lekko, jakby wracał z zakupów, a nie z weekendu, który miał być nasz.

Nie odpowiedziałam. Wszedł do kuchni i spojrzał na mnie uważnie.

Nadal się gniewasz?

– Nie – powiedziałam spokojnie. – Już nie.

Zmarszczył brwi.

To o co chodzi?

Wstałam i wyjęłam z szuflady kopertę. Położyłam ją przed nim.

– Wiesz, ile tu teraz jest?

Westchnął.

Oddam ci, mówiłem.

– To nie jest pożyczka – odpowiedziałam. – To była decyzja. Podjęta beze mnie.

Przesunął dłonią po włosach.

– Naprawdę robisz z tego tragedię.

– A ty naprawdę nie widzisz problemu.

Przez chwilę patrzyliśmy na siebie jak obcy ludzie. Miałam wrażenie, że między nami stoi coś niewidzialnego, czego żadne z nas nie chce nazwać.

– Powiedz mi szczerze – odezwałam się ciszej. – Czy ty nie chciałeś tego wyjazdu ze mną?

Zawahał się. Znowu ta sekunda ciszy, która mówiła więcej niż słowa.

– Nie wiem – przyznał w końcu. – Ostatnio wszystko między nami jest takie… wymuszone.

Te słowa były jak zimny prysznic

– Wymuszone? – powtórzyłam.

– Starasz się za bardzo – dodał. – Jakbyś chciała naprawić coś na siłę.

Zrobiło mi się słabo. Bo może miał rację. Może odkładanie pieniędzy było próbą sklejenia czegoś, co już dawno się rozpadło.

– A ty? – zapytałam. – Ty się starasz?

Nie odpowiedział od razu.

Jest mi wygodnie – powiedział cicho.

To zdanie zabolało bardziej niż wszystko inne.

– Wygodnie? – wyszeptałam.

– Mamy poukładane życie. Stabilność. Nie ma awantur. Myślałem, że to wystarczy.

Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu, ale tym razem ich nie powstrzymałam.

– Mnie nie wystarcza – powiedziałam. – Chcę czuć się ważna.

Zapadła długa cisza. Słyszałam tylko tykanie zegara na ścianie.

– Co proponujesz? – zapytał w końcu.

Nie planowałam tego wcześniej. Słowa same ułożyły się w zdanie.

Chcę się na jakiś czas wyprowadzić.

Spojrzał na mnie szeroko otwartymi oczami.

– Przez taki drobiazg?

To nie jest drobiazg. To wszystko, co się między nami odkładało. Te pieniądze były tylko ostatnią kroplą.

Odsunął krzesło gwałtownie.

– Czyli tak po prostu się poddajesz?

– Nie. – Pokręciłam głową. – Właśnie zrozumiałam, że tylko ja o nas walczyłam. Nie będę tego robiła sama.

Tej nocy spakowałam kilka rzeczy do walizki. Nie było krzyków ani trzaskania drzwiami. Była cisza, która mówiła więcej niż jakakolwiek kłótnia. Gdy wychodziłam, mąż stał w przedpokoju.

– I co teraz? – zapytał.

– Teraz zobaczymy, czy naprawdę coś nas jeszcze łączy.

Zatrzymałam się na chwilę

– I nie chodzi o pieniądze, Paweł. Nigdy nie chodziło.

Przeniosłam się do siostry. W jej małym mieszkaniu spałam na rozkładanej kanapie, ale pierwszy raz od dawna czułam, że oddycham pełną piersią. Trzeciego dnia Paweł zadzwonił.

– Możemy się spotkać? – zapytał. – Chcę porozmawiać. Inaczej.

Zgodziłam się, choć w środku wszystko drżało. Spotkaliśmy się w kawiarni niedaleko naszego mieszkania. Siedział już przy stoliku, bez telefonu w ręku. Kiedy mnie zobaczył, wstał.

– Myślałem – zaczął bez wstępu. – I chyba pierwszy raz naprawdę się przestraszyłem.

Usiadłam naprzeciwko.

– Czego?

– Że wrócisz tylko po resztę rzeczy.

Patrzyłam na niego uważnie.

A chcesz, żebym wróciła na stałe?

Zamilkł, a potem powiedział coś, czego się nie spodziewałam.

– Chcę spróbować jeszcze raz. Inaczej. Jeśli ty też chcesz.

W jego głosie nie było już lekkości ani wygody. Było coś kruchego. Tylko że ja nie wiedziałam już, czy to wystarczy.

Randkowałam z własnym mężem

Przez kilka sekund siedziałam naprzeciwko Pawła i przyglądałam mu się tak, jakby był kimś nowym. Nie było w nim tamtej pewności, że wszystko „jakoś się ułoży”. Był skupiony, spięty, jakby każde moje słowo mogło przesądzić o czymś ważnym.

Co znaczy „inaczej”? – zapytałam w końcu.

Nie chciałam pustych deklaracji. Chciałam konkretów.

– Chcę przestać udawać, że wygoda to szczęście – odpowiedział. – I przestać liczyć na to, że ty zawsze będziesz tą, która ratuje sytuację. Wyjazd z chłopakami… to była ucieczka. Nie przed tobą. Przed rozmową.

– Zraniłeś mnie – powiedziałam spokojnie. – Nie dlatego, że pojechałeś. Tylko dlatego, że nie zapytałeś. Jakby moje starania nic nie znaczyły.

Skinął głową.

– Wiem. I pierwszy raz to naprawdę rozumiem.

Zawahałam się.

– A jeśli za miesiąc znowu będzie ci wygodnie? – zapytałam. – Jeśli znowu uznasz, że jakoś to będzie?

– Wtedy będziesz miała prawo odejść – odpowiedział cicho. – Ale daj mi szansę pokazać, że potrafię być partnerem, a nie tylko współlokatorem.

To zdanie długo we mnie pracowało. Potem ustaliliśmy coś, czego wcześniej nigdy nie robiliśmy – konkretne zasady. Wspólne decyzje finansowe. Raz w tygodniu wieczór tylko dla nas, bez wymówek. I rozmowy, nawet jeśli niewygodne.

– Nie chcę już odkładać siebie na później – powiedziałam mu na pożegnanie.

I nie będziesz – odpowiedział.

Przez kolejne dwa tygodnie spotykaliśmy się jak para, która dopiero się poznaje. Spacerowaliśmy, rozmawialiśmy o rzeczach, które kiedyś zamiataliśmy pod dywan. Było niezręcznie, a czasem sztywno. Któregoś wieczoru Paweł przyszedł do siostry z małą kopertą.

– To nie wszystko – powiedział, podając mi ją. – Ale reszta już czeka na koncie. Zarezerwowałem ten pensjonat. Jeśli nadal chcesz.

Zaskoczył mnie. Nie samymi pieniędzmi, ale tym, że zapamiętał miejsce.

– A jeśli nie chcę? – zapytałam ostrożnie.

Uśmiechnął się niepewnie.

Wróciłam, bo zobaczyłam jego wysiłek

– To pojedziemy tam, gdzie chcesz.

Wtedy zrozumiałam, że nie chodziło o góry ani o weekend. Chodziło o to, czy chcemy być razem. Wróciłam do domu tydzień później. Nie dlatego, że bałam się samotności. Wróciłam, bo zobaczyłam jego wysiłek. A ja wciąż czułam, że pod warstwą rozczarowania jest jeszcze uczucie. Do pensjonatu wyjechaliśmy miesiąc później. Siedzieliśmy na drewnianym tarasie z widokiem na las, pijąc poranną kawę.

– Wiesz – powiedział Paweł, patrząc przed siebie – gdybyś wtedy nie wyszła z domu, pewnie dalej bym myślał, że wszystko jest w porządku.

– A nie było – odpowiedziałam.

Oparłam głowę o jego ramię. Po raz pierwszy od dawna nie czułam, że muszę coś udowadniać albo naprawiać. Byliśmy tam oboje, z wyboru. Tamta historia nauczyła mnie jednego – że oszczędzać można pieniądze, ale nie siebie. Jeśli czuję, że coś mnie rani, muszę o tym mówić. Inaczej ktoś inny zdecyduje za mnie, co jest ważne.

Marta, 44 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama