„Liczyłam na rodzinne ferie w górach, ale mąż wolał inne towarzystwo. Nie reagowałam, aż zobaczyłam go w akcji”
„Wyszłam, nie mówiąc nikomu, dokąd idę. Na ścieżce pod schroniskiem nogi miałam jak z waty, ale szłam dalej. Słońce grzało twarz, ale nie czułam ciepła. Próbowałam sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz czułam się kochana, tak naprawdę. Nie potrafiłam”.

- Redakcja
Zawsze powtarzaliśmy, że góry są nasze. Nasza tradycja, nasze miejsce ucieczki, nasz oddech od codzienności. Co roku, odkąd pamiętam, pakowaliśmy się w ten sam sposób – Tomek sprawdzał ciśnienie w oponach i wyrównywał narty na dachu, ja piekłam ciasto na drogę, a Ola przewracała oczami, pytając, czy znowu jedziemy do tego samego pensjonatu, gdzie "nawet Wi-Fi nie działa". To był nasz rytuał. Nawet jeśli trochę się śmialiśmy z własnej powtarzalności, to przecież w niej było coś bezpiecznego. Byliśmy razem.
W tym roku jednak było inaczej. Nie powiedzieliśmy sobie tego głośno, ale czułam, że to mogą być nasze ostatnie wspólne wakacje w trójkę. Ola ma już prawie siedemnaście lat, zaczyna mówić "może następnym razem pojadę z koleżankami", Tomek – cóż, Tomek był coraz bardziej nieobecny. W ostatnich miesiącach jakby zaczął żyć obok mnie, jakby jego ciało jeszcze tu było, ale myśli... myśli od dawna krążyły gdzieś indziej.
Zdarzało się, że siedzieliśmy przy stole i nie odzywaliśmy się do siebie przez cały posiłek. Ola wtedy wsuwała słuchawki i znikała w swoim świecie, a ja próbowałam zebrać odwagę, żeby zapytać Tomka, co się z nami dzieje. Ale zawsze coś mnie powstrzymywało. Może lęk przed odpowiedzią.
Wierzyłam – naiwnie czy desperacko – że ten wyjazd coś odmieni. Że gdzieś między szczytami, wśród zapachu świerków i stukotu kijków na szlaku, przypomnimy sobie, kim byliśmy kiedyś. Że on znowu na mnie spojrzy. Naprawdę spojrzy. Nie sądziłam, że wrócimy z tej wyprawy jako zupełnie inni ludzie. Nie sądziłam, że wrócimy osobno. Nawet jeśli wciąż w jednym samochodzie.
Czułam, że coś jest nie tak
Po kolacji powiedział, że spotkał starych znajomych z pracy i że może wyskoczy "na chwilę". Uśmiechnął się przy tym tak, jakby próbował mnie przekonać, że to nic wielkiego. Skinęłam głową. Ola już siedziała w kącie pokoju, w słuchawkach, jak zwykle odcięta od wszystkiego.
Zostałam sama. Wzięłam książkę, choć nie przeczytałam nawet jednej strony. Przerzucałam kartki bez sensu, patrzyłam w punkt na ścianie i próbowałam nie myśleć. Ale myśli same się pchały. O tym, jak Tomek od kilku miesięcy patrzył na mnie tak, jakby już nie widział. Jak mówił o pracy, o pogodzie, o czymkolwiek, byle nie o nas. I jak coraz częściej wychodził wieczorami, zawsze "na chwilę", zawsze "ze znajomymi".
Zegar tykał. Dochodziła północ, kiedy w końcu usłyszałam klucz w zamku. Udawałam, że śpię. Wszedł po cichu, jakby próbował nie narobić hałasu, ale wystarczyło jedno uderzenie drzwi o ścianę i jego ciężki oddech, bym zauważyła. Pachniał obcymi perfumami. Kobiecymi, ale nie moimi.
– Śpisz? – zapytał półgłosem.
Nie odpowiedziałam. Nie miałam ochoty grać z nim w to jego "wszystko jest normalnie". Przebrał się i położył na łóżku obok. Ciało miałam jak z betonu, serce waliło, ale nie odezwałam się ani słowem. W ciemności tylko jedno zdanie krążyło mi po głowie, powtarzane jak modlitwa: "Perfumy, nie moje"
Nie spałam do rana. Słyszałam, jak oddychał, spokojnie, głęboko. Jakby nie miał na sumieniu nic. A ja leżałam w tej ciszy, pamiętając każdą podobną noc sprzed lat. Ten sam zapach niepewności, ten sam smak rozczarowania. Zaczynało się od takich właśnie powrotów – niby nic, a jednak wszystko.
Nie zrobiłam mu sceny
Rano zeszłam do jadalni wcześniej niż zwykle. Ola jeszcze spała, a ja czułam, że muszę wyjść z pokoju, zanim się uduszę. Potrzebowałam poruszać się wśród ludzi, usłyszeć inne głosy niż własne myśli. Miałam nadzieję, że Tomek jeszcze śpi albo gdzieś wyszedł. Weszłam do sali i od razu go zobaczyłam.
Siedział przy jednym ze stolików w rogu, odwrócony bokiem do wejścia. Nie był sam. Naprzeciwko niego – kobieta. Młodsza ode mnie. Może trzydzieści parę lat. Długie włosy, jasny sweter, który zsunął się jej z ramienia, odsłaniając blade ramię. Śmiała się. A on... patrzył na nią. Tak, jak kiedyś patrzył na mnie, kiedy dopiero się poznawaliśmy.
Oparła dłoń o stół, tuż przy jego. Zbyt blisko, zbyt naturalnie, jakby już nie musiała udawać dystansu. Zatrzymałam się przy ladzie z kawą. Ręce lekko mi się trzęsły, ale nikt nie zwracał uwagi. Starałam się wyglądać, jakbym po prostu przyszła po kawę. Może nawet się uśmiechałam. Nie wiem.
Tomek mnie zobaczył, choć udawał, że nie. Skupił wzrok na filiżance, na jakimś niewidzialnym punkcie na stole, gdziekolwiek, byle nie na mnie. A ja nie podeszłam. Nie zrobiłam sceny. Wzięłam kawę i wyszłam. Wbiegłam po schodach jak na autopilocie.
W pokoju panowała cisza, Ola wciąż spała. Usiadłam na łóżku i długo gapiłam się w okno. Nawet nie płakałam. Jeszcze nie. Gdy wrócił, ja już byłam ubrana. Pakowałam coś do plecaka, byle tylko wyglądać na zajętą.
– Zjesz osobno? Bo ja nie mam apetytu – rzuciłam beznamiętnie, bez patrzenia w jego stronę.
– Co się stało? – zapytał, ale głos miał zmęczony. Jakby z góry zakładał, że lepiej nie wiedzieć.
– Nic. Wszystko po staremu – odpowiedziałam, zacinając się na chwilę. Ale nie spojrzałam mu w oczy. Gdybym to zrobiła, mogłabym krzyknąć.
Wyszłam, nie mówiąc, gdzie idę. Na ścieżce pod schroniskiem nogi miałam jak z waty, ale szłam dalej. Słońce grzało twarz, ale nie czułam ciepła. Próbowałam sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz czułam się kochana, tak naprawdę. Nie potrafiłam.
Miałam dość udawania
Zachód słońca był jak z pocztówki. Góry tonęły w czerwieni i złocie, a powietrze pachniało żywicą i chłodnym wieczorem. To był moment, w którym kiedyś złapalibyśmy się za ręce, usiedli obok siebie i milczeli w zgodzie. Tym razem szliśmy obok siebie, ale jakby w dwóch różnych kierunkach. Zatrzymałam się na niewielkim wzniesieniu. Tomek stał obok, wpatrzony w horyzont. Cisza między nami była jak ściana.
– Kim ona jest? – zapytałam, nie patrząc na niego.
Nie odpowiedział od razu. Pewnie liczył, że nie dokończę pytania. Albo że się rozmyślę, ale nie zamierzałam.
– Kto? – udawał zdziwienie.
– Kobieta, z którą siedziałeś dziś rano. W jadalni. Blondynka w swetrze. Ta, której dłoń prawie dotykała twojej.
– A, to... Kaja. Koleżanka z pracy. Przypadek. Spotkałem ją tu, nie wiedziałem, że też będzie w tym pensjonacie.
Spojrzałam na niego. Oczy miał spokojne, ale coś w nich drgnęło. Kłamał, dość nieudolnie.
– To ciekawe. Bo wyglądało, jakbyście się dobrze znali. Jakbyście się tu spotkali... nie pierwszy raz.
– Nie przesadzaj, nawet nie usiedliśmy razem – rzucił, wzruszając ramionami.
Poczułam, jak w środku coś się we mnie zaciska.
– To ja ci powiem, co widziałam. Widziałam innego ciebie. Tego, który się śmieje. Który patrzy z zainteresowaniem. Który nie musi udawać.
– Natalia, wymyślasz sobie rzeczy.
– Naprawdę? Bo ja myślę, że po prostu przestałam być kimś, przy kim się uśmiechasz.
Odwrócił się ode mnie i schował dłonie do kieszeni. Milczał. A ja stałam i patrzyłam na jego plecy, próbując zrozumieć, w którym momencie przestałam być jego kobietą, a stałam się tylko przeszkodą.
– Jak długo? – zapytałam. – Tylko mi powiedz, od kiedy mnie okłamujesz.
– Natalia, nie dramatyzuj. To tylko przypadkowe spotkanie. Naprawdę.
– Nie traktuj mnie jak idiotki – warknęłam. – Wiesz, co boli najbardziej? Że nawet nie próbujesz się postarać. Kłamiesz, ale nie potrafisz się wysilić, żeby było to wiarygodne. Jakbyś uznał, że nie warto.
– Przestań. Proszę cię – powiedział zmęczonym głosem.
– Nie. Nie przestanę. Od dzisiaj nie będę już przymykać oczu. Chcesz żyć obok mnie? To żyj. Ale nie udawaj.
Odwróciłam się i poszłam w stronę pensjonatu. Nie oglądałam się za siebie. Nie miałam już siły.
Wszystko zrozumiałam
Następnego dnia wyszłam z pensjonatu bez słowa. Tomek jeszcze spał albo udawał, że śpi. Ola oglądała coś na telefonie i nawet nie zapytała, dokąd idę. Nie tłumaczyłam się. Wzięłam plecak, butelkę wody i ruszyłam na szlak. Nie miałam żadnego planu, chciałam tylko iść przed siebie. Oddychać, nie myśleć.
W górach było cicho. Ludzi mniej niż zwykle. Mijałam tylko pojedyncze osoby – starszych turystów, pary z dziećmi, samotnych wędrowców. Zazdrościłam im tego, że nie wiedzieli, co przeżywam. Że mogli po prostu iść. Ja szłam ze wszystkim, co mnie rozsadzało od środka.
Szłam długo, aż kolana zaczęły boleć. Usiadłam na kamieniu i pozwoliłam sobie zamknąć oczy. W głowie wracała jedna scena – tamto śniadanie. Jej dłoń na stole. Jego spojrzenie. I to, jak udawał, że mnie nie widzi. To nie był przypadek, nie pomyłka, tylko wybór.
To się przecież już kiedyś zaczęło. Nie teraz, nie w tym pensjonacie. Przypomniałam sobie tamten chłód w domu. To, jak mówił "zaraz wrócę", a wracał coraz później. Jak nie pytał już, jak minął mi dzień. Przestałam być dla niego kimś, o kogo trzeba się starać. Stałam się tłem. Tłem, które przeszkadza.
Schodząc w dół, nie spieszyłam się. Przed pensjonatem stały dwa samochody, znajome tablice rejestracyjne. W jednym z nich – Tomek. Siedział za kierownicą, a obok – Kaja. Rozmawiali. Ona śmiała się, jakby to była scena z filmu romantycznego. On miał rękę opartą o oparcie jej fotela. Gdyby nie to, że znałam ten gest z własnego doświadczenia, mogłabym pomyśleć, że to nic.
Nie podeszłam. Stałam za rogiem, patrzyłam kilka sekund, potem odwróciłam się i weszłam do środka. Wieczorem zawołałam Olę.
– Chcesz iść jutro ze mną na szlak?
Podniosła wzrok znad telefonu, zmarszczyła brwi.
– Z tobą? A tata?
– Tata ma inne plany – odpowiedziałam spokojnie.
Ola nie pytała dalej, skinęła tylko głową. Zrozumiała więcej, niż powiedziałam. I więcej, niż powinnam była przyznać.
Nie chciałam tego dłużej znosić
Nie planowałam rozmowy. Chciałam jeszcze kilka dni udawać, że dam radę, że jakoś to przełknę, że wytrzymam do końca wyjazdu, wrócimy do domu i... coś się wymyśli. Ale kiedy wrócił do pokoju tamtego wieczoru, coś we mnie się przestawiło. Usiadł na brzegu łóżka, zdjął buty, spojrzał na mnie jakby mimochodem.
– Byłaś gdzieś długo – rzucił.
– Miałam powody – odpowiedziałam cicho.
Nie uniósł głowy. Pewnie myślał, że znowu mu odpuszczę. Wróciłam do książki, chociaż nie czytałam ani słowa. I wtedy zadałam pytanie, którego on się nie spodziewał.
– Czy ona wie, że masz żonę i dziecko?
Cisza. Tylko szum kaloryfera i tykanie zegarka nad drzwiami. Spojrzał na mnie i nie zaprzeczył. Nie było łez, nie było krzyku. Żadnego rozdzierającego "dlaczego?". Tylko moje własne zdziwienie, że mogę być aż tak spokojna.
– Nie chciałem cię skrzywdzić – powiedział w końcu. – To się po prostu wydarzyło.
Pokręciłam głową. Tylko tyle.
– Nie mów, że ci przykro, bo nie jesteś smutny. Po prostu zostałeś przyłapany.
– Natalia...
– Nie. Teraz ja mówię, a ty słuchaj. Coś ci powiem. Miałam nadzieję, że jeszcze się odnajdziemy, mimo wszystkiego. Mimo tej ciszy, mimo twoich wyjść, mimo tego, jak mnie traktowałeś. Myślałam, że może w górach coś się naprawi. Ale nie. Ty już dawno wybrałeś.
– To był impuls...
– A ja? Ja byłam czym? Etapem? Pomyłką? Znudziłam ci się?
Znowu to jego milczenie, jakby każde moje słowo było mu obojętne. I może było. Może w tej jego nowej historii nie było już miejsca na mnie. Wyszłam z pokoju. Usiadłam na korytarzu, na schodach, które rano skrzypiały pod nogami innych gości. Siedziałam tam długo. A kiedy wróciłam – spał. Tak po prostu. Zasnął. Jakby wszystko było załatwione.
Rano spakowaliśmy się w ciszy. Ola patrzyła na nas jak na obcych ludzi. W samochodzie nie rozmawialiśmy. Ja patrzyłam przed siebie. Ola – w okno. Tomek prowadził. Nie wiem, co będzie dalej. Ale wiem jedno – więcej już nie będę udawać.
Natalia, 46 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Wierzyłam, że mąż jedzie z kumplami na męski wypad w góry. Moje złudzenia okazały się kruche niczym lód”
- „Na Dzień Babci upiekłam sernik baskijski i czekałam na wnuki. Ale młodzi pamiętają o mnie tylko wtedy, gdy chcą kasy”
- „Zostawili mi wnuczkę na 3 dni, a potem jeszcze musiałam słuchać uwag synowej. Nie pozostałam jej dłużna”