„Liczyłam na to, że 14 lutego ukochany wręczy mi wielki diament. Teraz zamiast walentynek, świętuję Dzień Singla”
„Od początku lutego czułam narastającą ekscytację i niepokój jednocześnie. Mój chłopak nigdy nie był mistrzem romantyzmu, ale zawsze jakoś starał się w te szczególne dni – przynosił kawę do łóżka, wysyłał głupie memy z serduszkami, albo zabierał mnie na spacer po parku, nawet jeśli na dworze lało”.

- Redakcja
Walentynki zawsze wydawały mi się świętem przesadnie wyidealizowanym. Z roku na rok obserwowałam, jak znajomi wrzucają do sieci zdjęcia róż, czekoladek i romantycznych kolacji przy świecach. Chciałam wierzyć, że mnie też czeka ten wyśniony moment, kiedy ktoś pojawi się z bukietem i powie, że jestem najważniejsza na świecie. Może właśnie dlatego tak bardzo wierzyłam, że ten rok będzie inny. W końcu byłam w związku już od dwóch lat i myślałam, że znam swojego partnera na wylot. Tymczasem 14 lutego miał przynieść nie tylko rozczarowanie, ale i brutalną lekcję o sobie samej.
Liczyłam na oświadczyny
Od początku lutego czułam narastającą ekscytację i niepokój jednocześnie. Mój chłopak, Filip, nigdy nie był mistrzem romantyzmu, ale zawsze jakoś starał się w te szczególne dni – przynosił kawę do łóżka, wysyłał głupie memy z serduszkami, albo zabierał mnie na spacer po parku, nawet jeśli na dworze lało jak z cebra. Tym razem jednak czułam, że Walentynki będą wyjątkowe. Może dlatego, że w pracy coraz częściej słyszałam, jak koleżanki planują wieczory pełne świec i prezentów, a ja chciałam się pochwalić czymś podobnym. Przez ostatnie tygodnie Filip był trochę zamyślony, bardziej milczący niż zwykle, ale tłumaczył to natłokiem spraw zawodowych. Chciałam mu wierzyć.
Zastanawiałam się, czy wybrać czerwoną sukienkę, którą tak lubił, czy może kupić coś nowego na tę okazję. Pół nocy przekładałam w głowie możliwe scenariusze – czy dostanę kwiaty, a może zaprosi mnie na kolację? Po cichu liczyłam, że może się oświadczy. Byłam pewna, że ten dzień odmieni coś w naszym związku. Wmawiałam sobie, że Filip coś dla mnie szykuje, mimo że w ostatnich dniach bardziej przypominał współlokatora niż chłopaka. Pragnęłam uwierzyć, że to tylko cisza przed burzą... romantycznych gestów.
Nie patrzył mi w oczy
14 lutego nadszedł szybciej, niż się spodziewałam. Od rana próbowałam nie okazywać nerwowości. Filip wyjechał do pracy wcześniej niż zwykle, rzucając tylko krótkie
– Miłego dnia, Ola.
Zostałam w mieszkaniu sama, sprzątając, robiąc zakupy i przygotowując kolację, jakby to miało uratować resztę dnia. Telefon milczał uparcie, choć sprawdzałam go co dziesięć minut, licząc na jakąkolwiek wiadomość. W południe dostałam tylko SMS-a: „Wracam później, mam spotkanie”. Wtedy jeszcze tłumaczyłam sobie, że to pewnie niespodzianka, że może wróci z naręczem róż, z szampanem i szerokim uśmiechem, a wszystko to jest po prostu elementem zaskoczenia. Zbliżała się osiemnasta. Usłyszałam klucz w zamku i serce zabiło mi mocniej. Filip wszedł, rzucił kurtkę na krzesło i przez chwilę patrzył na mnie bez słowa.
– Przepraszam, długo siedziałem w pracy – wymamrotał, nie patrząc mi w oczy.
– Wszystko w porządku? – zapytałam, próbując zachować pogodny ton.
– Nie wiem, czy dzisiaj to dobry dzień na rozmowy – odpowiedział cicho.
Stałam przy stole, gniotąc palcami ściereczkę i czekałam na cud. Zamiast róż dostałam chłód i ciężar ciszy, który wypełnił cały pokój.
Nie czuł się już szczęśliwy
Siedzieliśmy naprzeciwko siebie przy kuchennym stole. W powietrzu unosił się zapach zapiekanki, którą przygotowałam z myślą, że choć raz spędzimy Walentynki po prostu razem. Filip kręcił się niespokojnie na krześle, stukając palcami w blat. Przez chwilę wydawało mi się, że zaraz powie coś miłego, że za chwilę wszystko się odmieni, jednak on tylko spuścił wzrok.
– Ola, muszę ci coś powiedzieć – zaczął i zrobiło się zimniej niż za oknem.
– Mów – rzuciłam, choć serce waliło mi jak oszalałe.
Filip westchnął głęboko.
– Ostatnie tygodnie... Zastanawiałem się, czy to wszystko ma sens. Nie czuję się już szczęśliwy. Wiem, że to kiepski moment, ale nie chcę cię dłużej oszukiwać. Próbowałem, naprawdę próbowałem się zaangażować, ale coś we mnie zgasło.
Patrzyłam na niego w milczeniu, nie wiedząc, czy powinnam płakać, czy krzyczeć.
– I co teraz? – zapytałam po chwili.
– Myślę, że powinniśmy się rozstać. Dłużej nie umiem udawać, że wszystko gra.
Wtedy zrozumiałam, że czekałam na kwiaty, kiedy on już od dawna pakował się do wyjścia z mojego życia.
Zbyt długo udawałam
Nie pamiętam dokładnie, ile minut minęło od jego słów do chwili, gdy drzwi za nim się zamknęły. Filip zebrał kilka swoich rzeczy w pośpiechu, jakby bał się, że jeśli zostanie choć chwilę dłużej, sam zmieni zdanie. Stałam oparta o kuchenny blat, próbując złapać oddech. Mieszkanie nagle wydało się większe i cichsze niż kiedykolwiek. Każdy kąt przypominał mi drobne wspólne chwile – ślady po kubkach na stole, jego sweter rzucony niedbale na fotel, kubek z resztką kawy, której nie dopił przed wyjściem.
Po jakimś czasie usiadłam na łóżku, wpatrując się w wyświetlacz telefonu. Cisza była nieznośna, nie przerywały jej już żadne powiadomienia ani żarty Filipa. Długo wpatrywałam się w sufit, analizując każde wspólne słowo z ostatnich miesięcy. Próbowałam zrozumieć, kiedy wszystko zaczęło się psuć i dlaczego tak długo udawałam, że tego nie widzę. Wieczorem zapaliłam świeczki, które miały rozświetlić Walentynki. Wpatrywałam się w ich płomienie, czując, że powinnam płakać, a jednak byłam pusta w środku. Pomyślałam, że niektóre pożegnania są cichsze niż łzy.
15 lutego – Dzień Singla
Przez kolejne dni czułam się, jakby czas stanął w miejscu. W pracy udawałam, że wszystko jest w porządku, żartowałam z koleżankami z ich walentynkowych prezentów i próbowałam nie zdradzić, jak bardzo jestem rozbita. Po powrocie do pustego mieszkania słyszałam własne myśli zbyt wyraźnie. Zastanawiałam się, czy coś ze mną jest nie tak, czy powinnam była wcześniej zauważyć, że Filip powoli się oddala. Z zazdrością patrzyłam na pary trzymające się za ręce na ulicy, a jednocześnie czułam ulgę, że nie muszę już udawać przed samą sobą.
Któregoś wieczoru usiadłam na kanapie z kubkiem gorącej herbaty i otworzyłam kalendarz. 15 lutego – Dzień Singla. Uśmiechnęłam się pod nosem. Nigdy nie obchodziłam tego dnia, wydawał mi się żartem. Teraz, paradoksalnie, poczułam się wolna. Zamiast łez postanowiłam zrobić sobie prezent – zamówiłam pizzę, włączyłam ulubiony film i dałam sobie pozwolenie na oddech bez wyrzutów sumienia. Może bycie singielką nie było końcem świata? Może był to początek czegoś, co sama mogę nazwać swoim? Powoli zaczynałam wierzyć, że to ode mnie zależy, jak napiszę dalszy ciąg własnej historii.
Na własnych warunkach
W kolejne dni coraz rzadziej łapałam się na tym, że czekam na wiadomość od Filipa. Mieszkanie, które wcześniej wydawało się zbyt ciche, stało się moim azylem. Zaczęłam wypełniać czas tym, na co wcześniej nie miałam odwagi – zapisałam się na zajęcia z jogi, zadzwoniłam do dawno niewidzianych znajomych, a nawet wyciągnęłam pędzle i farby, które leżały na dnie szafy od liceum. Powoli wracałam do siebie, do tej wersji, którą dawno temu zostawiłam gdzieś po drodze, próbując dopasować się do czyichś oczekiwań.
Walentynki przestały być dla mnie wyznacznikiem szczęścia. Dzień Singla, który jeszcze niedawno wydawał się smutnym żartem, stał się symbolem odzyskanej wolności i odwagi do życia na własnych zasadach. Zrozumiałam, że nawet jeśli przez chwilę ktoś sprawił mi ból, nie znaczy to, że nie zasługuję na dobre rzeczy. Po prostu czasem trzeba stracić złudzenia, żeby w końcu zacząć żyć naprawdę. Patrząc w lustro, widziałam kogoś innego niż przed kilkoma tygodniami. Zamiast szukać w oczach drugiej osoby potwierdzenia swojej wartości, zaczęłam dostrzegać ją w sobie. I to był mój prawdziwy prezent.
Ola, 28 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Marzyłam o dubajskiej czekoladzie na walentynki. Niestety mój mąż to sknera i żal mu kasy ma prezenty dla żony”
- „14 lutego tajemniczy Walenty zaprosił mnie na randkę. Zamarłam, gdy zobaczyłam jego twarz za ogromnym bukietem róż”
- „Mąż na walentynki zamówił dla mnie bukiet 21 czerwonych róż. Zamarłam, gdy odkryłam, co to znaczy”