„Mama twierdziła, że nigdy nie powinnam wychodzić za mąż. Nie zaprosiłam jej na ślub i wcale tego nie żałuję”
„Minęły tygodnie, w czasie których temat mojego związku wracał jak bumerang. Matka coraz częściej rzucała kąśliwe uwagi. A ja, zamiast się śmiać, coraz częściej miałam ochotę wyjść, trzaskając drzwiami”.

- Redakcja
Niektórzy mówią, że matka zawsze wie najlepiej. Przez większość życia wierzyłam w tę złotą zasadę, choć z biegiem lat zaczęło mnie to coraz bardziej irytować. Bycie „tą rozsądną”, „tą posłuszną”, „tą, która nie wychodzi przed szereg”, nie było wcale takie wygodne. Szczególnie gdy własna matka uznaje, że jej zdanie jest niepodważalne, a moje potrzeby można potraktować z przymrużeniem oka. Kiedy w moim życiu pojawił się Maciek, myślałam, że matka w końcu zobaczy we mnie dorosłą kobietę. Naiwność, wiem. To, co wtedy usłyszałam, było tak zaskakujące, że nawet po latach potrafię to przywołać ze szczegółami. To był początek końca naszej dotychczasowej relacji. I początek czegoś zupełnie innego.
Stałam jak wryta
Odkąd pamiętam, matka uważała, że nikt nigdy nie będzie dla mnie dość dobry. Chłopaków traktowała jak zło konieczne – coś, co się pojawia i, miejmy nadzieję, zniknie szybciej niż plama z obrusu. Kiedy po raz pierwszy powiedziałam jej, że się zakochałam, parsknęła śmiechem.
– Zakochałaś się? I co, mam teraz zacząć się martwić, że wpadniesz z jakimś podrzędnym typem? – spojrzała na mnie znad kubka z herbatą, jakbym właśnie ogłosiła, że planuję zamieszkać w jurcie na końcu świata.
– Mamo...– Starałam się nie unosić głosu, choć czułam, jak we mnie wrze. – Pracuje, nie pije, nawet papierosów nie pali.
– I pewnie nie ma żadnych innych wad, tak? – mruknęła. – Dziecko, przestań się łudzić. Facet bez wad?
Westchnęłam i już miałam zrezygnować z rozmowy, kiedy dodała jeszcze coś, co do dziś mam w uszach:
– Ja po prostu wiem, że to nie jest dla ciebie dobry wybór. Masz przed sobą całe życie, a ty się pakujesz w coś, co za chwilę ci się znudzi.
– Mamo, a może to mi pozwól decydować, co jest dla mnie dobre? Ty już miałaś swoje życie, swoje wybory. Ja też chcę mieć własne – rzuciłam ostro.
– Proszę bardzo, tylko nie oczekuj, że będę udawać, że to akceptuję. Jak chcesz się wpakować w kłopoty, rób to beze mnie – ucięła i wyszła do kuchni.
Przez chwilę stałam jak wryta. Nie wiedziałam jeszcze, że to dopiero początek tej naszej małej wojny.
Nie próbowałam powstrzymać łez
Minęły tygodnie, w czasie których temat mojego związku wracał jak bumerang. Matka coraz częściej rzucała kąśliwe uwagi. A ja, zamiast się śmiać, coraz częściej miałam ochotę wyjść, trzaskając drzwiami. Pewnego dnia wróciłam z pracy wcześniej. Siedziała przy stole i oglądała jakieś stare zdjęcia.
– O, jesteś – rzuciła beznamiętnie, nie podnosząc wzroku. – Twój książę z bajki już się u ciebie pojawił, czy jeszcze nie?
– Nie wiem, czy to cię interesuje, ale tak. I wiesz co? Jestem szczęśliwa – odpowiedziałam z naciskiem, mając nadzieję, że tym razem może coś do niej dotrze.
– Szczęśliwa, mhm… – westchnęła ciężko. – Wiesz, ja też byłam kiedyś szczęśliwa, zanim wyszłam za twojego ojca.
– Mamo, nie wszyscy mężczyźni są tacy sami – zirytowałam się. – Poza tym, ja nie jestem tobą.
Spojrzała na mnie badawczo.
– Ty nawet nie wiesz, ile ja już w życiu widziałam. Myślisz, że miłość wystarczy? Zobaczysz, jeszcze będziesz płakać przez niego. Lepiej teraz się opamiętaj, póki jeszcze możesz.
Poczułam, jak zaciska mi się gardło.
– A może, zamiast wróżyć mi łzy, po prostu mnie wesprzyj? Raz, jeden, zamiast krytykować, zapytaj, jak się czuję.
– A po co mam pytać, skoro wiem, jak to się skończy? Dziecko, życie nie jest bajką. Próbuję cię przed tym ochronić.
– Nie chcesz mnie chronić, tylko kontrolować – rzuciłam i już nie próbowałam powstrzymać łez.
Ona tylko pokręciła głową i wyszła do drugiego pokoju, zostawiając mnie samą z moją bezradnością.
Miałam do niej żal
Im bliżej było ślubu, tym atmosfera w domu gęstniała. Maciek coraz częściej zostawał u mnie na noc, a matka udawała, że go nie widzi. Gdy wychodził rano do pracy, potrafiła przejść przez przedpokój bez jednego słowa, jakby był tylko cieniem. Raz, w sobotę, przyłapała nas w kuchni.
– Dzień dobry – powiedział cicho, nalewając sobie kawę.
– Dzień dobry – odpowiedziała chłodno, nie odrywając wzroku od gazety. – Zostajesz na śniadanie, czy to była tylko nocna wizyta?
Poczerwieniał ze wstydu, ale odpowiedział spokojnie:
– Zostanę, jeśli nie sprawiam kłopotu.
– To zależy, co rozumiesz przez kłopot – odparła. – Dla mnie kłopot to sytuacja, gdy ktoś się wtrąca w życie mojej córki i mąci jej w głowie.
Nie wytrzymałam.
– Mamo! Czy ty naprawdę musisz komentować każdą rzecz? To moje życie.
– Tak, twoje. I właśnie dlatego nie zamierzam brać udziału w tym cyrku, który nazywasz ślubem.
On spojrzał na mnie, a potem na nią, szukając ratunku.
– Nie chcę stawać między wami. Kocham twoją córkę, nie chcę żadnych konfliktów – powiedział spokojnie.
Matka tylko się uśmiechnęła, jakby usłyszała wyjątkowo kiepski żart.
– To już się stało, chłopcze. Gdybyś miał trochę rozumu, sam byś się z tego wycofał. Widocznie los musi was czegoś nauczyć – dodała, po czym wstała od stołu.
– Nie musisz przychodzić na ślub, jeśli ci tak ciężko – rzuciłam, patrząc jej w oczy.
– Nie zamierzam – odpowiedziała twardo. – I radzę ci dobrze się zastanowić, zanim popełnisz największy błąd swojego życia.
Zostawiła nas z tą grobową ciszą.
Bolało mnie jej milczenie
Gdy zaczęliśmy przygotowania do ślubu, zaskakująco poczułam ulgę, że nie muszę konsultować z matką każdego koloru serwetek czy wyboru kwiatów. Za to jej milczenie – demonstracyjne i zimne – wisiało nade mną jak chmura. Nawet ciotka próbowała ją przekonać, by się przełamała. Pewnego popołudnia wpadła na mnie w sklepie.
– Twoja mama wciąż upiera się, że nie przyjdzie? – zapytała z troską, odkładając puszkę groszku.
– Tak, upiera się. Nawet nie chce słyszeć o ślubie. Mówi, że powinnam wszystko jeszcze przemyśleć – odpowiedziałam, próbując zachować obojętność.
– No wiesz, ona zawsze była trudna, ale żeby własnej córce tak... Przecież to twoje życie, nie jej – westchnęła ciotka.
– Powiedz jej to, bo ja już nie mam siły – rzuciłam, kręcąc głową.
Wieczorem, kiedy wróciłam do mieszkania, matka siedziała w salonie.
– Spotkałam dziś ciotkę. Pytała, czy dalej masz zamiar się obrażać – zagadnęłam z ironią.
– Nie obrażam się, po prostu nie będę uczestniczyć w czymś, czego nie popieram – oznajmiła, jakby wygłaszała kazanie.
– Wiesz, że już mnie to nawet nie boli? Naprawdę. Jest mi lżej bez twoich rad. Może nie jestem idealna, ale to mój wybór. Mój facet, mój ślub, moje życie.
Podniosła wzrok, pierwszy raz od tygodni patrząc mi w oczy.
– Masz rację. To twoje życie. Więc nie licz, że przyjdę cię ratować, jak coś się posypie – powiedziała cicho, prawie ze smutkiem.
– Nie licz, bo nie poproszę. Przez ciebie nauczyłam się polegać na sobie – odpowiedziałam już spokojnie.
Przez chwilę wydawało mi się, że powie coś jeszcze, ale tylko westchnęła.
Byłam szczęśliwa
Ślub był skromny, ale piękny. Nie brakowało mi matki ani przez sekundę. Wbrew jej czarnym wizjom, nikt nie płakał z żalu, a wszyscy śmiali się i tańczyli do rana. Czułam się wolna, lekka, pierwszy raz od dawna sobą. Zamiast życzeń od niej miałam ciszę, która – o dziwo – nie bolała już tak bardzo, jak się spodziewałam. Po ceremonii zadzwoniła do mnie kuzynka.
– Twoja matka siedzi sama w domu, cały dzień gapi się w okno. Może chociaż byś zadzwoniła? – próbowała mnie przekonać.
– A po co? Żeby znowu usłyszeć, że popełniłam błąd? Mam jej dziękować, że nie przyszła? – odpowiedziałam z przekąsem, poprawiając welon.
– Wiesz, nie każda matka jest idealna. Może po prostu nie potrafi inaczej… – szepnęła kuzynka.
– Ja już nie muszę być tą, która ją ratuje. Próbowałam przez lata. Teraz mam siebie – odpowiedziałam krótko.
Mój mąż podsłuchał końcówkę rozmowy.
– Żałujesz, że jej nie było? – zapytał, ściskając mnie za rękę.
– Wcale – odpowiedziałam z przekonaniem. – Może to okrutne, ale tak mi lżej.
Przez chwilę milczeliśmy, obserwując gości.
– Kiedyś się pogodzimy, zobaczysz – rzucił.
– Nie muszę się z nią godzić, żeby być szczęśliwa – westchnęłam. – Po raz pierwszy czuję, że naprawdę żyję po swojemu.
I nie żałowałam tej decyzji.
Spojrzała na mnie surowo
Dni po ślubie mijały szybko, a ja uczyłam się życia według własnych zasad. Oczywiście bywały dni, kiedy dopadały mnie wątpliwości. Gdy coś się nie układało, kiedy kłóciliśmy się z mężem, czasem łapałam się na tym, że w głowie słyszę głos matki: „A nie mówiłam?”. Jednak nigdy nie zadzwoniłam, nie szukałam wsparcia tam, gdzie go nigdy nie dostałam. Pewnego dnia spotkałam ją przypadkiem na rynku. Minęłyśmy się jak obce kobiety, ale coś kazało mi się zatrzymać.
– Mamo, to wszystko, co się stało… Może kiedyś zrozumiesz, że nie można wiecznie wszystkiego kontrolować – powiedziałam cicho, zanim zdążyła przejść dalej.
Spojrzała na mnie surowo.
– Może kiedyś zrozumiesz, że nie wszystko, co wydaje się szczęściem, naprawdę nim jest – odparła równie cicho.
– Może, ale wolę własne błędy niż cudze porażki – odpowiedziałam spokojnie.
Przez chwilę patrzyłyśmy na siebie w milczeniu.
– Żyjesz tak, jak chciałaś? – zapytała nagle.
– Tak. I nie żałuję. Naprawdę. Wiesz, nigdy nie miałam ci tego za złe. Po prostu nie chcę, żeby ktoś wybierał za mnie. Nawet ty.
Skinęła głową, bez słowa ruszyła w swoją stronę. Czułam, że to było pożegnanie, które obu nam było potrzebne. Może kiedyś się dogadamy, może nie. To już nie miało to znaczenia. Po raz pierwszy od dawna nie czułam żalu, tylko dziwną ulgę i wdzięczność do samej siebie, że nie pozwoliłam się zatrzymać. Byłam wolna. Byłam sobą.
Dagmara, 29 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Nie stać mnie na ferie w górach dla dzieci, więc wzięłam pożyczkę. Ich radość jest dla mnie cenniejsza niż złoto”
- „Myślałam, że znam męża na wylot. Gdy zamknęła się jego trumna, otworzyła się za to Puszka Pandory”
- „Zobaczyłam zdjęcia męża z kochanką i zapragnęłam odwetu. W Tatrach z przyjaciółką uknułyśmy zemstę idealną”