Reklama

Kamil pracował jako kurier, dorabiał po nocach i nie miał nic prócz uśmiechu i czułości. Poznałam go na uczelni. Był inny. Skromny, uczciwy, szczery do bólu. Z nim czułam się... sobą. Ale go ukrywałam. Przed wszystkimi. Przede wszystkim przed mamą. Gdy wychodziłam do niego, kłamałam, że idę do biblioteki.

Gdy wracałam, miałam w sobie słodycz miłości i ciężar strachu. Strachu przed tym, że mama się dowie. Coraz trudniej było mi udawać. Żyłam w dwóch światach. Jeden był wygodny, ale pusty. Drugi – prawdziwy, ale zakazany. Coraz częściej zadawałam sobie pytanie: Ile jeszcze dam radę tak żyć?

Boje się jej

– Czemu nigdy nie poznałem twojej mamy? – zapytał Kamil, patrząc na mnie znad kubka z herbatą. – Jesteśmy razem rok, Julia. To trochę dziwne, nie uważasz?

Odwróciłam wzrok. Wiedziałam, że ten temat kiedyś wróci. Odpowiadałam wymijająco już tyle razy, że sama nie pamiętałam, jaką wersję ostatnio mu sprzedałam.

Ona dużo pracuje… – zaczęłam. – Jest ciągle zajęta. I… nie jest łatwa w obyciu.

– Nie chodzi o nią – przerwał. – Chodzi o ciebie. Czasem mam wrażenie, że się mnie wstydzisz.

Zamarłam. Te słowa zabolały. Nie dlatego, że były nieprawdziwe. Właśnie dlatego, że były.

– Kamil… Nie wstydzę się ciebie. Przysięgam. Po prostu… boję się.

– Mnie? – uniósł brwi.

Pokręciłam głową.

– Jej. Boję się, co powie. Co zrobi. Ona… ma swoje wyobrażenia o tym, kim powinnam być i z kim powinnam być.

Zamilkł. Przez chwilę słychać było tylko odgłos gotującej się wody. A potem powiedział cicho:

– Czyli ja się w to nie wpisuję, tak?

Nie umiałam zaprzeczyć. Bo w oczach mamy Kamil naprawdę był nikim. Kurier, bez studiów, bez koneksji, bez „przyszłości”. Ale w moich oczach… był wszystkim. W drodze do domu wspomnienia wracały jak bumerang. Mama wytykająca mi koleżanki:

– Zobacz, z kim się zadawała Ola. Ojciec adwokat, chłopak lekarz. A ty? Będziesz się szlajać z byle kim?

Od dzieciństwa wpajano mi, że związek to inwestycja. A Kamil był dla niej jak akcje bankrutującej spółki. Ja go kochałam. Ale nie wiedziałam, czy jestem gotowa zapłacić cenę.

To moje życie!

– Kim on jest? – zapytała mama, stojąc w drzwiach mojego pokoju z moim telefonem w dłoni.

Zamarłam. Na ekranie świeciło się zdjęcie: ja i Kamil, przytuleni, rozśmiani, całkowicie nieświadomi, że właśnie kończy się nasz bezpieczny świat.

– Oddaj – powiedziałam twardo, wyrywając jej telefon.

– Kim on jest, Julia? – powtórzyła chłodno. – Wygląda... skromnie. Bardzo skromnie.

– To mój chłopak – powiedziałam. A może wykrztusiłam. Bo w gardle miałam ogień.

– Od jak dawna? – głos mamy był suchy jak papier ścierny.

– Rok – wyszeptałam.

Zapadła cisza. Taka, która boli. Mama patrzyła na mnie, jakbym właśnie przyznała się do zbrodni.

I ty przez rok kłamałaś mi w żywe oczy? – wysyczała. – Chodzisz z chłopakiem, który wygląda jakby ledwo wiązał koniec z końcem?

– On pracuje, uczy się, stara się jak może – broniłam go. – Jest dobry. Czuły. Kocham go.

– Julia, błagam. To nie jest jakiś licealny romans. Ty masz przyszłość do zabezpieczenia. A nie tracić czas na chłopaka bez perspektyw. Ty zaniżasz swoje standardy! Wiesz, jak to wygląda z boku?

– Nie możesz wybierać za mnie! – wybuchłam. – To moje życie!

– Ale mogę przestać za nie płacić – odpowiedziała z lodowatym spokojem. – I zrobię to, jeśli dalej będziesz brnąć w tę iluzję.

Patrzyłam na nią w szoku. I po raz pierwszy poczułam coś, czego się wcześniej wstydziłam. Nie za Kamila. Za nią. Za to, jaką była kobietą. Jak bardzo kochała mnie... warunkowo.

Matka dała mi warunek

Usłyszałam ich przez przypadek. Wróciłam wcześniej z zajęć. Drzwi do salonu były przymknięte. Głos mamy był ostry jak brzytwa:

Przejdzie jej. To tylko przelotne uczucie. Bieda jej się wydaje romantyczna, bo nie musi jej naprawdę przeżywać.

– Mamo… może ona go naprawdę kocha – powiedział cicho Paweł, mój brat.

Zamarłam. Serce waliło mi jak oszalałe.

– Nie bądź naiwny – odpowiedziała z pogardą. – Jak poczuje smak życia bez karty kredytowej, bez samochodu, bez wygód, to szybko się opamięta.

– Ale to jej życie – próbował Paweł, ale jego głos był coraz bardziej bezbronny.

Weszłam bez pukania. Trzasnęłam drzwiami. Oboje odwrócili się w moją stronę zaskoczeni, jakby przyłapałam ich na czymś obrzydliwym.

– Naprawdę myślisz, że o pieniądze tylko chodzi?! – rzuciłam. – Że jestem głupią dziewczynką, która śni o wielkiej miłości w drewnianym domku?

Julia, nie dramatyzuj – syknęła mama. – Chciałam tylko chronić cię przed błędami.

– Nie, mamo. Chciałaś mnie kontrolować. Od zawsze. A teraz, kiedy po raz pierwszy kocham naprawdę, chcesz mi to zabrać.

– Bo robisz błąd.

– Może tak. Ale to mój błąd.

– W takim razie… – przerwała mi i uniosła głowę z tą swoją wyższością. – Jeśli naprawdę tak uważasz, możesz się wynosić.

Zamilkliśmy. Paweł spuścił wzrok. Mama była chłodna jak lód.

Wyszeptałam tylko:

– Dobrze. Skoro tak ma wyglądać twoja miłość, to ja wybieram coś innego.

Już wybrałam

– Więc... powiedziała, że mogę się wynosić – powiedziałam, siedząc na podłodze w pokoju Kamila, z twarzą ukrytą w dłoniach.

Kamil milczał. Stał przy oknie, zaciśnięte pięści zdradzały, jak bardzo to przeżywa.

– Dlaczego mi nie powiedziałaś wcześniej, że ona tak myśli o mnie? – zapytał w końcu.

– Bo bałam się, że odejdziesz.

Odwrócił się w moją stronę. W jego oczach nie było już ciepła. Było zawiedzenie.

– Czyli lepiej było pozwolić mi wierzyć, że jesteśmy sobie równi? Że nie muszę się domyślać, jak bardzo się mnie wstydzisz?

– Nie wstydzę się ciebie! – przerwałam. – Wstydzę się tego, kim muszę być przy niej.

Usiadł obok. Wziął moją dłoń. Ale czułam, że jest w niej chłód.

– Julia, ja nie chcę być tylko częścią twojego życia. Chciałem być całością. Ale ty cały czas dzielisz się na pół. Jedna część należy do mnie, druga do niej. A ja... ja nie potrafię w tym o ciebie walczyć.

– Nie musisz. Już wybrałam – powiedziałam, ale łzy, które napłynęły mi do oczu, zdradziły, jak bardzo się boję.

– Nie chcę, żebyś musiała wybierać – wyszeptał. – To nigdy nie powinno tak wyglądać.

– Ale muszę – odpowiedziałam. – I nie wiem, czy potrafię żyć bez kogokolwiek z was. Ale bardziej niż tego... boję się żyć bez siebie.

Zapanowała cisza. Taka, której nikt nie miał siły przerwać. Objęliśmy się, ale oboje czuliśmy – coś się skończyło. A coś innego... jeszcze się nie zaczęło.

Była zimna jak lód

Stałam w przedpokoju z walizką. Mama siedziała przy stole w salonie, z filiżanką kawy, jakby nic się nie wydarzyło. Jakby moje odejście było kolejnym jej drobnym zwycięstwem.

– Naprawdę chcesz tak to zakończyć? – zapytałam, trzymając dłoń na klamce.

– To ty chcesz to zakończyć – odpowiedziała chłodno. – Ja tylko pokazałam ci konsekwencje twoich decyzji.

– Decyzji, których nie chciałaś zaakceptować – poprawiłam ją. – Nie zadałaś sobie nawet trudu, żeby go poznać. Już go skreśliłaś.

– Bo widzę dalej niż ty. Ty jesteś zakochana, a ja jestem matką. Wiem, jak kończą się takie bajki.

To nie bajka, mamo. To moje życie.

Zamilkła. Przez chwilę miałam złudzenie, że coś w niej pękło, że się zmiękczy. Ale nie. Uniosła podbródek.

– Daj sobie rok. On odejdzie, zostawi cię dla innej. Wrócisz tu z podkulonym ogonem. I może wtedy zrozumiesz, że chciałam dobrze.

– Może – odpowiedziałam. – Ale to już będzie mój wybór, nie twój.

– Jeśli teraz wyjdziesz, nie licz na nic. Ani mieszkania, ani konta, ani spadku. Nic – rzuciła, jakby groziła karą dziecku.

– Nigdy mi o to nie chodziło – wyszeptałam.

Paweł wszedł do korytarza. Objął mnie mocno.

– Masz gdzie wrócić, jeśli kiedyś… – zaczął, ale urwał. Łzy spływały mu po policzkach.

– Kocham cię, braciszku – powiedziałam, przytulając go najmocniej, jak umiałam.

Wyszłam. Bez odwracania się. Ze ściśniętym gardłem i walizką pełną niepewności.

Julia, 22 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama