„Marzyłam o kaszmirowych perfumach na walentynki. Dostałam od ukochanego tanią podróbkę, bo mu szkoda kasy”
„Co kilka dni wspominałam o perfumach, na których punkcie totalnie oszalałam. Nawet moja mama śmiała się, że subtelniej już nie umiem podpowiedzieć, czego bym chciała na prezent. Robiąc zakupy z Szymonem w galerii, specjalnie w perfumierii powiedziałam, że uwielbiam takie kaszmirowe nuty”.

- Redakcja
Nigdy nie byłam wielką romantyczką, ale walentynki traktowałam jako okazję, żeby choć raz w roku poczuć się naprawdę docenioną. W końcu każda z nas lubi być zaskakiwana – nawet jeśli na co dzień nie przyznaje się do takich pragnień. Przed tymi walentynkami bardziej niż kiedykolwiek czekałam na coś wyjątkowego. Marzyłam, żeby mój chłopak pokazał, że naprawdę mnie zna i rozumie, co sprawia mi przyjemność. Od miesięcy wspominałam o konkretnych, kaszmirowych perfumach, które podbiły moje serce, licząc, że się domyśli. Wyobrażałam sobie moment wręczenia prezentu, a wyobraźnia podsuwała mi różne scenariusze, jak może wyglądać ta wyjątkowa chwila. Czy rzeczywistość okazała się równie magiczna?
Nie mogłam się doczekać
Zima tego roku ciągnęła się niemiłosiernie, a ja co kilka dni wspominałam o perfumach, na których punkcie totalnie oszalałam. Nawet moja mama śmiała się, że subtelniej już nie umiem podpowiedzieć, czego bym chciała na prezent. Robiąc zakupy z Szymonem w galerii, specjalnie zatrzymałam się przy półce z flakonikami, wzięłam tester do ręki, powąchałam nadgarstek i z czułym westchnieniem powiedziałam:
– Ten zapach to absolutny sztos, uwielbiam takie kaszmirowe nuty.
Zerknęłam na niego kątem oka, udając, że zupełnie nie zależy mi na jego reakcji, ale w środku aż się gotowałam z nadziei. Szymon popatrzył na mnie, uśmiechnął się i wrócił do scrollowania czegoś na telefonie. Kiedy byłam u niego w mieszkaniu, niby przypadkiem zostawiałam na szafce moją próbkę perfum, opowiadałam o promocjach w drogerii, rzucałam żarty o influencerach, którzy reklamują właśnie te zapachy. W pracy koleżanki rozmawiały o tym, jakie prezenty dostają od swoich facetów, a ja śmiałam się, że Szymon na pewno stanie na wysokości zadania. Zbliżały się walentynki i czułam przyjemne napięcie w brzuchu. Czekałam na dzień, w którym poczuję, że ktoś się dla mnie naprawdę postarał.
Serce waliło mi mocniej
Od samego rana wszystko wydawało mi się jakieś bardziej intensywne – kawa pachniała mocniej, śnieg skrzypiał pod butami, a ludzie na ulicach wydawali się weselsi. W pracy niemal wszyscy przynieśli czekoladki lub kwiaty, a na biurkach pojawiały się drobne, kolorowe upominki. Odczuwałam ekscytację, jakbym sama miała dostać coś naprawdę wyjątkowego. Koleżanki dopytywały, czy mam jakieś plany na wieczór i co Szymon dla mnie szykuje. Uśmiechałam się tajemniczo, choć w głębi duszy sama byłam ciekawa. Próbowałam sobie wmówić, że liczy się gest, ale mimo wszystko wyobraźnia podsuwała obrazy eleganckiego flakonika w pięknym pudełku.
Z pracy wychodziłam nieco wcześniej, żeby spokojnie się przygotować. W domu puściłam ulubioną playlistę, ubrałam się w swoją najlepszą sukienkę i zrobiłam delikatny makijaż. Serce waliło mi mocniej na myśl, że ten wieczór może naprawdę coś zmienić. Czekałam, aż Szymon zadzwoni domofonem lub wyśle wiadomość: „Jestem pod twoim blokiem”. Minuty ciągnęły się niemiłosiernie, a ja sprawdzałam telefon, choć doskonale wiedziałam, że nie przegapiłabym jego SMS-a. W końcu odezwał się dźwięk powiadomienia – Szymon pisał, że już idzie.
Zrobiło mi się gorąco
Otworzyłam mu drzwi z lekkim uśmiechem, udając, że wcale nie czekałam w napięciu. Szymon stał w progu z czerwoną reklamówką z dyskontu, co już na samym początku wywołało u mnie cień niepokoju. Starałam się jednak nie oceniać pochopnie.
– Wszystkiego najlepszego, kochanie! – rzucił, wręczając mi torbę z przesadnym entuzjazmem.
Usiadłam na kanapie, a on rozsiadł się obok mnie i patrzył, jak otwieram prezent. Wewnątrz leżał niewielki flakonik perfum owinięty w tanią bibułkę i czekoladki, które widziałam tego samego dnia w promocji na gazetce reklamowej. Przez chwilę miałam nadzieję, że może chociaż perfumy okażą się tymi, o których marzyłam. Wzięłam buteleczkę do ręki i zamarłam – napis na etykiecie sugerował, że to tania podróbka inspirowana moimi wymarzonymi perfumami. Nawet kolor był jakiś wyblakły, a plastikowa nakrętka trzeszczała pod palcami, jakby się miała rozpaść. Popatrzyłam na Szymona, szukając w jego oczach czegoś, co przekona mnie, że to tylko żart. On jednak patrzył z wyczekiwaniem, zupełnie nieświadomy tego, jak bardzo mnie rozczarował. Czułam, jak robi mi się gorąco na twarzy.
Czułam się upokorzona
Przez dłuższą chwilę nie wiedziałam, co powiedzieć. W mojej głowie krążyły dziesiątki myśli – od żalu po zwykłe rozbawienie absurdalnością sytuacji. W końcu zmusiłam się do uśmiechu i spróbowałam żartować:
– No, to chyba będę pachnieć... oryginalnie – mruknęłam, próbując nie brzmieć zbyt zgryźliwie.
Szymon spojrzał na mnie, jakby spodziewał się wybuchu radości.
– Przecież mówiłaś, że lubisz takie zapachy! Zobacz, ta marka podobno ma bardzo zbliżone nuty do tych twoich wymarzonych – próbował tłumaczyć, jakby naprawdę wierzył w to, co mówi.
– Aha... – odparłam sucho. – Szymon, to jest podróbka z dyskontu. Naprawdę nie zauważyłeś różnicy?
Poczułam, jak rośnie mi gula w gardle, a ręce zaczynają się trząść. Próbowałam pohamować łzy, ale czułam się upokorzona. Czy naprawdę tak trudno było mu zorientować się, o czym marzę? Czy musiał wybrać coś tak taniego i byle jakiego? Po chwili dodałam już bez żartów:
– Myślałam, że chociaż raz postarasz się bardziej. To nie chodzi tylko o perfumy.
Szymon westchnął, a w jego głosie pojawiła się nuta irytacji:
– Przesadzasz. Przecież liczy się gest.
Jak zwykle nic nie rozumiał
Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy, aż w końcu nie wytrzymałam.
– Szymon, naprawdę? Gdybym ja dała ci podrabiane perfumy albo czekoladki z przeceny, to też byś się cieszył? Nie chodzi o kwotę, tylko o to, że nawet nie próbowałeś mnie zaskoczyć.
On przewrócił oczami i rzucił chłodno:
– Zawsze ci coś nie pasuje. Próbowałem, kupiłem coś, co lubisz, a ty od razu dramatyzujesz.
– Nie dramatyzuję. Po prostu... miałam nadzieję, że jeśli coś cię obchodzę, to postarasz się choć raz o coś wyjątkowego, co nie jest wrzucone do koszyka między mlekiem a papierem toaletowym.
Szymon wzruszył ramionami.
– Perfumy to perfumy. Nie rozumiem tego całego halo.
– Ty nigdy niczego nie rozumiesz – odparłam cicho, czując, jak opadają mi ręce. – Może po prostu za bardzo wierzyłam, że dla ciebie liczę się trochę bardziej niż promocje w markecie.
Zrobiło się między nami lodowato. On włączył telewizor i udawał, że nic się nie stało. Ja siedziałam obok, ściskając w dłoni tani flakonik, i po raz pierwszy poczułam, że nic nie jest w stanie przykryć rozczarowania.
Chcę być dla kogoś ważna
Kolejne dni po tej nieszczęsnej kłótni były pełne milczenia i niezręczności. Szymon zachowywał się tak, jakby nic się nie wydarzyło, natomiast ja coraz bardziej zamykałam się w sobie. Próbowałam zrozumieć, czy naprawdę aż tak dużo oczekiwałam. Czy potrzeba uwagi i odrobiny wysiłku to zbyt wygórowane wymagania? Z czasem przestałam nawet rozmawiać o tym z koleżankami – każda z nich miała swoją wersję historii, ale żadna nie sprawiała, że czułam się mniej samotna.
Spojrzałam na flakonik podróbki, który wciąż stał na mojej półce. Stał się symbolem nie tylko tych walentynek, lecz także całej naszej relacji – byle jakiej, na pół gwizdka, bez większego zaangażowania. Zrozumiałam, że jeśli pozwolę, żeby ktoś traktował mnie jak opcję, nigdy nie poczuję się naprawdę ważna. Postanowiłam, że w przyszłości chcę być dla kogoś wyborem, a nie obowiązkiem. Może właśnie to, zamiast wymarzonych perfum, powinnam sobie sama podarować.
Zofia, 27 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Przez lata żyłem samotnie, a zimą tulił mnie tylko ciepły koc. Na starość znalazłem kogoś, kto ogrzał moje serce”
- „Dałem synowi kasę, by rozwinął własny biznes. Teraz patrzę bezradnie, jak jego nowa panna chce go puścić w skarpetkach”
- „Teściowa myślała, że zdrady dzieją się tylko w filmach. Teraz przyszła do mnie z płaczem, bo jej mąż wziął nogi za pas”