„Marzyłem o lepszym życiu, ale wybrałem drogę na skróty. Wystarczyła chwila, a mój świat rozpadł się na kawałki”
„Z pozoru wszystko było idealne, lecz czułem się bardzo samotny. Nie miałem przyjaciół, a moje znajomości były płytkie i powierzchowne. Wiedziałem, że muszę wyglądać na kogoś, kim nie jestem, bo tego wymaga ode mnie świat, w którym żyję. Czasami zastanawiałem się, czy to wszystko jest tego warte”.

- Redakcja
Moje życie to jedna wielka iluzja. Chyba od zawsze chciałem być kimś, kim nie jestem. Wszyscy myśleli, że jestem milionerem, ale to były tylko pozory. Wrzucałem do sieci zdjęcia, na których siedziałem w drogich samochodach, stołowałem się w ekskluzywnych restauracjach i podróżowałem po całym świecie. Prawda była taka, że auta wynajmowałem na godziny, za kolacje płacili bogaci znajomi, a podróże to tylko wykadrowane zdjęcia. Z pozoru wszystko było idealne, lecz czułem się bardzo samotny. Nie miałem przyjaciół, a moje znajomości były płytkie i powierzchowne. Wiedziałem, że muszę wyglądać na kogoś, kim nie jestem, bo tego wymaga ode mnie świat, w którym żyję. Ale czasami zastanawiałem się, czy to wszystko jest tego warte.
Balansowałem na cienkiej linie
Roksana pojawiła się w moim życiu zupełnie niespodziewanie. Była jak powiew świeżego powietrza, którego brakowało mi od dawna. Spotkaliśmy się na jednym z tych modnych przyjęć, gdzie wszyscy wyglądają, jakby mieli właśnie zejść z wybiegu. Spojrzała na mnie swoimi dużymi, brązowymi oczami i zapytała o moją ostatnią podróż do Bali. Musiałem szybko przywołać w pamięci szczegóły zdjęć, które opublikowałem.
– Bali było niesamowite – zacząłem. – Wieczory spędzałem na plaży, a rano budziłem się w bungalowie z widokiem na ocean.
Roksana uśmiechnęła się z podziwem. Była zainteresowana. Czułem to. Ale jednocześnie poczułem ukłucie niepokoju. Wiedziałem, że balansuję na cienkiej linie. Podczas naszych pierwszych spotkań rozmawialiśmy dużo o podróżach. Roksana była zafascynowana moim „życiem”, a ja starałem się utrzymać iluzję. Chciała wiedzieć, jak zarabiam na te wszystkie ekstrawagancje.
– Jestem inwestorem – rzuciłem lekko. – Znajomość rynków i trochę szczęścia.
Ale wewnętrznie czułem, że coraz trudniej jest mi utrzymać tę fasadę. Każde nasze spotkanie stawało się dla mnie coraz większym wyzwaniem. Im bardziej angażowałem się w tę relację, tym więcej kłamstw musiałem opowiadać. Chciałem, by ta iluzja była prawdziwa.
Próbowałem zachować spokój
Pewnego dnia postanowiłem zaprosić Roksanę na „swoją” łódź. Dzień zapowiadał się idealnie, a ja z każdą minutą czułem coraz większe napięcie. Planowanie tego spotkania było jak układanie misternej mozaiki z kłamstw, które musiały pasować do siebie w każdym calu. Kiedy dotarliśmy na przystań, próbowałem zachować spokój. Roksana była pod wrażeniem. Jej oczy błyszczały, gdy patrzyła na majestatyczną łódź kołyszącą się delikatnie na wodzie.
– Nigdy nie widziałam czegoś takiego z bliska – powiedziała z zachwytem.
– Często tu przychodzę, żeby się zrelaksować – odparłem, starając się, by mój głos brzmiał beztrosko.
Ale w środku czułem, że wszystko się rozpada. Każdy jej gest, każde słowo przypominało mi o iluzji, którą stworzyłem. Wspólnie weszliśmy na pokład, a Roksana obejrzała wszystko z ciekawością. Przez chwilę poczułem się usatysfakcjonowany swoim aktorstwem, jednak z tyłu głowy wciąż paliła się czerwona lampka. Właściciel łodzi, który wynajmował mi ją już kilka razy, podszedł do nas z uśmiechem. Był przyzwyczajony do moich wizyt z różnymi osobami, ale tym razem coś w jego spojrzeniu mnie zaniepokoiło. Wiedziałem, że jedno nieprzemyślane słowo mogło zniszczyć wszystko, co zbudowałem. Roksana siedziała na pokładzie, zachwycona widokiem. A ja, próbując zachować pewność siebie, zastanawiałem się, jak długo jeszcze uda mi się to ciągnąć.
Mój świat się zawalił
Dotarliśmy do przystani. Wszystko, co wydarzyło się do tej pory, miało znaleźć swój finał w nadchodzących minutach. Serce waliło mi jak młotem, gdy schodziliśmy z łodzi. I wtedy usłyszałem te słowa, które przewróciły mój świat do góry nogami. Właściciel łodzi podszedł do nas i z uśmiechem na twarzy powiedział:
– Znowu tu przyprowadzasz kogoś, kto ma myśleć, że to twoje?
Te słowa przebiły mnie na wskroś. Czułem, jak moje serce na chwilę się zatrzymuje, a potem zaczyna bić jak oszalałe. Roksana nie powiedziała ani słowa. Po prostu spojrzała na mnie z rozczarowaniem i odwróciła się na pięcie. Mój umysł desperacko próbował wymyślić cokolwiek, co mogłoby odwrócić sytuację, ale nic nie przychodziło mi do głowy.
– To nie tak... – zacząłem ją wołać, ale ona nawet się nie obejrzała.
Właściciel łodzi, widząc moją desperację, westchnął:
– Może czas przestać się oszukiwać?
Te słowa były jak kolejne uderzenie. Stałem tam bez ruchu, podczas gdy wszystko wokół mnie rozpadało się na kawałki.
Czułem się jak rozbitek
Po odejściu Roksany czułem się, jakbym stracił grunt pod nogami. Włóczyłem się bez celu po mieście, nie mogąc znaleźć miejsca dla siebie. Gdy zmrok zaczął ogarniać ulice, usiadłem na ławce w parku, próbując zebrać myśli. W głowie miałem chaos.
– Jak mogłem się tak zapędzić? – pytałem sam siebie, wpatrując się w ciemne niebo.
Wszystko zaczęło się niewinnie. Kilka zdjęć z wypożyczonym samochodem, które miały być żartem, przerodziło się w coś większego. Iluzja zaczęła mnie pochłaniać. Każde kłamstwo wymagało kolejnego, a ja, jak ćma lecąca do ognia, goniłem za uznaniem, które nigdy nie było prawdziwe. Zastanawiałem się, dlaczego tak bardzo pragnąłem udawać kogoś, kim nie jestem. Może chodziło o akceptację? Może o strach przed byciem sobą? Wiedziałem jedno – iluzja, którą stworzyłem, nie przyniosła mi szczęścia. Wręcz przeciwnie, zostawiła mnie z poczuciem pustki, które zdawało się nie mieć dna.
– Co teraz? – zapytałem samego siebie, próbując znaleźć odpowiedzi na pytania, które tak długo unikałem.
Ale odpowiedzi nie nadchodziły. Wiedziałem, że muszę coś zmienić, ale nie wiedziałem, jak zacząć. Czułem się jak rozbitek na morzu, bez kompasu i mapy, zdany na łaskę losu i własnych błędów.
Wyznałem prawdę
Następnego dnia postanowiłem spotkać się z Piotrem, moim dawnym przyjacielem, którego zawsze podziwiałem za jego szczerość i autentyczność. Wiedziałem, że jeżeli ktokolwiek będzie w stanie mi pomóc, to właśnie on. Umówiliśmy się w małej kawiarni, gdzie w powietrzu unosił się zapach świeżo mielonej kawy. Gdy Piotr wszedł, od razu poczułem, że czas przyznać się do wszystkiego. Spojrzał na mnie uważnie, jakby dostrzegając w moich oczach całą tę wewnętrzną walkę.
– Co się stało? – zapytał bez ogródek, siadając naprzeciwko mnie.
Przez chwilę milczałem, próbując zebrać odwagę. W końcu powiedziałem:
– Wszystko to było kłamstwem. Wszystko.
Piotr przez chwilę nie odpowiadał. Jego milczenie było dla mnie jak ostateczny wyrok. Ale gdy w końcu się odezwał, w jego głosie było coś więcej niż tylko zdziwienie. Była tam empatia.
– Wiedziałem, że coś jest nie tak – przyznał. – Ale dlaczego to robiłeś?
Westchnąłem ciężko, próbując ułożyć w słowa wszystkie te zawiłe emocje.
– Chciałem być kimś innym. Myślałem, że to da mi szczęście, akceptację. Ale pogubiłem się.
Piotr przyjrzał mi się z troską.
– Wiesz, jedynym sposobem, by znaleźć prawdziwe szczęście, jest zaakceptowanie siebie takim, jakim naprawdę jesteś. Wszystko inne to tylko iluzja.
Te słowa trafiały prosto w sedno. Może właśnie to było kluczem do wszystkiego. Zrozumiałem, że muszę zmienić swoje podejście do życia, choć wciąż nie wiedziałem, jak zacząć.
Oszukiwałem samego siebie
Siedząc przy oknie w moim skromnym mieszkaniu, patrzyłem na miasto. Teraz wszystko wydawało się bardziej surowe. Wiedziałem, że moje relacje z ludźmi, które zbudowałem na kłamstwie, będą trudne do naprawienia. Czułem, że oszukiwałem samego siebie. Niepewność co do przyszłości wypełniała mnie niepokojem. Zacząłem zastanawiać się, czy kiedykolwiek będę mógł naprawdę zaufać innym, a przede wszystkim sobie. Byłem zmuszony stanąć twarzą w twarz z pytaniem, które dręczyło mnie od dawna: czy potrafię żyć w zgodzie z własnymi wartościami?
Przeszłość pełna iluzji i fałszu zostawiła mi gorzką lekcję, ale jednocześnie była też nowym początkiem. Być może nigdy nie naprawię wszystkiego, co zepsułem, ale wiedziałem, że muszę spróbować. Spojrzałem na telefon, w którym wciąż miałem wszystkie zdjęcia z fałszywych podróży i luksusowych miejsc. Czułem, że muszę je usunąć, by móc ruszyć naprzód, ale coś mnie powstrzymywało. Może miały być przypomnieniem, jak łatwo można się zagubić.
Darek, 30 lat