„Matka mojego leśnego kochanka była koszmarną wiedźmą. Ta zgrzybiała staruszka poszła o krok za daleko, by dopiąć swego”
„Odprowadził mnie do głównej ścieżki, a potem zaproponował, żebym jutro przyszła na grzyby, ale teraz z przewdonikiem. Zgodziłam się. I tak to się zaczęło. Seweryn był inny niż mężczyźni, których znałam. Nie mówił wiele, ale każde słowo było przemyślane. Pokazywał mi muchomory jak dzieła sztuki”.

- Redakcja
Miasto zaczęło mnie dusić. Praca w agencji marketingowej, wieczne deadline’y, ludzie, którzy patrzą przez ciebie, bo ekran telefonu ważniejszy od spojrzenia – miałam tego dość. Zawsze byłam bardziej „analogowa”, ale przez lata udawałam, że pasuję. Aż w końcu pewnego wieczoru, po kolejnym jałowym spotkaniu towarzyskim, spakowałam plecak i pojechałam na wieś. Wynajęłam mały domek na weekend. Chciałam tylko ciszy. Poszłam do lasu, w adidasach, bez mapy. Myślałam, że po prostu się przejdę. Zgubiłam się. Kiedy zaczęło się ściemniać, pojawił się on, mężczyzna z brodą i spojrzeniem, jakiego nie widziałam nigdy wcześniej. Najpierw się przestraszyłam, a później. Później wszystko jakoś samo się potoczyło.
Seweryn był inny
– Las to nie park w mieście. Tu można zniknąć szybciej, niż się człowiek obejrzy – powiedział, idąc przede mną z pewnością kogoś, kto zna każdą gałąź pod stopami.
– Chyba masz rację. Moja nawigacja zawiodła, a ja nie znam się nawet na grzybach – przyznałam, próbując ukryć drżenie głosu. Byłam zawstydzona swoją paniką.
– To już wiem, że mamy dużo do nadrobienia – mruknął z lekkim uśmiechem.
Odprowadził mnie do głównej ścieżki, a potem, zupełnie naturalnie, zaproponował, żebym jutro przyszła na grzyby, „ale tym razem z przewodnikiem”. Zgodziłam się. I tak to się zaczęło. Seweryn był inny niż mężczyźni, których znałam. Nie mówił wiele, ale każde słowo wydawało się przemyślane. Pokazywał mi muchomory jak dzieła sztuki, mówił o symbiozie drzew i grzybów tak, jakby opowiadał o ludziach. Spacerowaliśmy po lesie codziennie. Uczył mnie rozpoznawać podgrzybki, borowiki, maślaki. Mówił, że las to nie zbiór drzew, tylko cały system, który oddycha i czuje. Byłam zafascynowana. Ale pewnego dnia, kiedy z radością zebrałam okazały grzybek, jego mina zrzedła.
– Co ty zrobiłaś? – zapytał ostro.
– No... to grzyb. Chyba jadalny? – odpowiedziałam niepewnie. – To tylko grzyb? Przecież wokół są ich tysiące – dodałam z irytacją.
– Nie rozumiesz. Ten jeden miał swoje miejsce. Tu nic nie jest przypadkowe. Nie ma sensu zrywać grzybów, których potem nie zjesz.
– To może powinnam wrócić do miasta, skoro każda moja pomyłka to katastrofa ekologiczna? – warknęłam.
– Nie o to chodzi. Chcę, żebyś zrozumiała, że w tym świecie każdy krok ma znaczenie – powiedział cicho, patrząc gdzieś obok mnie.
Stałam chwilę bez słowa. Las już nie wydawał się taki przyjazny.
Poczułam niepokój
Po tamtej kłótni myślałam, że nie zadzwoni. Ale zadzwonił. No i wróciłam do lasu. Tym razem z termosami herbaty i czymś słodkim. Powiedział, że nie trzeba było. Ale wypił i zjadł. Z czasem między naszymi spacerami zaczęły się pojawiać cisze. Nie krępujące, tylko takie… łagodne. Chodziłam obok niego i miałam wrażenie, że serce mi zwalnia. Jego spokój osiadał na mnie jak kojąca kołdra. Zaczęłam rozumieć, dlaczego tu został. A on, chociaż z początku sztywny, z każdą kolejną rozmową rozluźniał się. Zaczynał żartować, opowiadać historie o zwierzętach, które rozpoznawał po odgłosach. Wciągało mnie to. A jego milczenie nagle wydawało się bardziej szczere niż niejedna miejska paplanina. Któregoś dnia, siedząc na pniu, zebrałam się na odwagę.
– Nigdy nie mówisz o swojej rodzinie. Masz kogoś?
Zawahał się.
– Mam. Ale to trudny temat.
– Trudny? Myślałam, że nie mamy przed sobą tajemnic – rzuciłam półżartem.
– Nie wszystko da się powiedzieć od razu – odparł po dłuższej chwili.
Spojrzał w dal, jakby tam była jakaś odpowiedź. Poczułam dziwny niepokój. Z jednej strony wszystko było coraz bardziej moje – ten mech, jego kubek, nawet zapach igliwia. Z drugiej – coś mi podpowiadało, że Seweryn czegoś pilnuje, broni nawet. Jakby stawiał jakiś mur z tej swojej ciszy, przez który nie mogę się przebić. I zaczęłam się zastanawiać, czy on w ogóle chce mnie wpuścić do swojego świata?
Czułam się jak intruz
Po dwóch tygodniach takiego zawieszenia podjęłam decyzję. Nie potrafiłam już wrócić do mojego starego życia. Praca w agencji, wiecznie wszytko na już, kawy na wynos i relacje na pół gwizdka – wszystko to nagle wydawało mi się absurdalne. Spakowałam walizkę i wróciłam do tego samego domku, w którym się zgubiłam. Zadzwoniłam do Seweryna.
– Chciałabym spróbować... tu żyć. Na dłużej – powiedziałam, starając się, by głos mi nie drżał.
– To poważna decyzja – odparł. – Jesteś pewna?
– Nigdy nie byłam bardziej pewna, tego co robię.
Tego samego dnia zaprosił mnie do siebie. Jechaliśmy leśną drogą jego starą terenówką. To było bardzo blisko mojego drewnianego domku. Zaczęło mżyć. Gdy dojechaliśmy, zobaczyłam dom – drewniany, z zielonymi okiennicami. A na ganku... kobieta. Starsza, o prostych plecach i surowej twarzy.
– To moja mama – rzucił krótko.
Zrobiło mi się nieswojo. Kobieta nie podała mi ręki. Patrzyła na mnie długo, nie mrugając. W jej spojrzeniu było coś, co nie wymagało słów – jakby już wiedziała, że jestem tylko kolejnym problemem. Podczas kolacji atmosfera była duszna. Mówiłam o sobie, o pracy, o tym, co mnie tu przyciągnęło. Pani Gertruda słuchała bez uśmiechu. W końcu odłożyła sztućce i odezwała się pierwszy raz:
– Seweryn należy do tego lasu. A ty? Ty jesteś intruzem.
Zachłysnęłam się herbatą. Spojrzałam na Seweryna. Milczał.
– Chcę tu być. Nie przeszkadzać, tylko żyć razem – odpowiedziałam, zbierając resztki odwagi.
– Być to za mało. W tym świecie albo wrośniesz, albo uschniesz – powiedziała chłodno.
– Mamo... – zaczął Seweryn.
– Cicho, Seweryn. Jeszcze nie widzisz, jak bardzo ona zakłóca równowagę.
To był jakiś koszmar
Wiedziałam już, że nie jestem mile widziana. Ale zostałam. Na przekór jej spojrzeniom, na przekór własnym wątpliwościom. Codziennie rano wychodziłam ze swojego domku, pomagałam Sewerynowi przy zbiorach, gotowałam, robiłam przetwory. Ale Gertruda nie potrzebowała powodów, by mnie nie lubić. Ona nie chciała mnie nawet znać. Początkowo unikała konfrontacji. Milczała z pogardą, przewracała oczami, gdy mówiłam o mieście. Ale któregoś wieczoru czara się przelała.
– Dlaczego jej nie powiesz? – zwróciła się do Seweryna, kiedy siedzieliśmy przy stole. – Że to wszystko – wskazała ręką dom, las, siebie – to nie jest miejsce dla niej?
– Gertruda, przestań – próbowałam zachować spokój.
– Przestań? Dziewczyno, ja cię nie prosiłam, żebyś tu przyjeżdżała. Chcesz sobie poukładać życie, proszę bardzo. Ale nie tutaj. Nie moim kosztem. I nie jego.
– Seweryn, powiedz coś – odwróciłam się do niego.
Patrzył w stół. Ręce miał zaciśnięte w pięści.
– Seweryn, wybierz. Chcesz być ze mną, czy z lasem? – powiedziałam głośniej, niż chciałam.
W końcu podniósł wzrok.
– Nie mogę wybierać. Ty nie rozumiesz… to jedno i to samo.
Gertruda zadrwiła.
– Widzisz, dziewczyno? On jest częścią lasu. A ty jesteś tylko gościem, który nie wie, jak długo w nim zostanie.
Zrobiło mi się zimno, choć ogień trzaskał w kominku. Spojrzałam na nich – matkę i syna – jakby byli jednym organizmem, a ja tylko jakąś chorobą, którą trzeba zwalczyć.
– Może właśnie dlatego powinnam odejść... – wyszeptałam.
Nie zrobił zupełnie nic
Następnego dnia spakowałam swoje rzeczy. Zajęło mi to niewiele czasu – kilka swetrów, książka, słoik suszonych borowików, które Seweryn mi kiedyś dał. Przez okno widziałam, jak rąbie drewno niedaleko. Nie wiedział, że zamierzam odejść. A może wiedział i nie chciał wiedzieć? Po chwili Gertruda zapukała do drzwi, weszła i zastała mnie przy pakowaniu.
– I dobrze – powiedziała tylko. – Las sam ureguluje, co tu pasuje, a co nie.
Nie odpowiedziałam. Nie było już po co się spierać. Wyszłam przed domek. Seweryn przyszedł i odłożył siekierę, jakby czekał na ten moment.
– Dokąd idziesz?
– Do siebie. Gdziekolwiek to teraz jest.
– Iwona, błagam… To nie jest takie proste.
– Wiem. Właśnie dlatego odchodzę.
– Próbuję wszystko pogodzić. Ciebie, mamę, to miejsce...
– Nie potrafisz o mnie walczyć. A ja nie mogę żyć w cieniu twojej matki.
Stał bez ruchu. Patrzył, jakby próbował coś powiedzieć, ale każde słowo zamieniało się w drzazgę.
– Może las zawsze wygra – powiedziałam cicho. – Ale ja już w nim nie urosnę.
Odwróciłam się. Szłam powoli, walizka turkotała po nierównym podjeździe. Nie usłyszałam kroków za sobą. Tylko śpiew kosa gdzieś nad nami, jakby wszystko to było tylko częścią rytmu, który trwa niezależnie od ludzkich dramatów. Zatrzymałam się raz, na skraju ścieżki. Spojrzałam w tył. Stał, ale nie zrobił kroku. Nie zrobił nic. I ja już wiedziałam, że ta historia się właśnie kończy.
Zostawiłam za sobą sen
Wróciłam do miasta, ale nie była to już ta sama ulica, ten sam hałas, ten sam rytm. Szłam znajomym chodnikiem, mijając kawiarnie, neony, psy na smyczach i ludzi, którzy nie patrzą sobie w oczy. Wszystko było takie samo – tylko ja się zmieniłam. Przez pierwsze dni miałam wrażenie, że zostawiłam za sobą sen, który śniłam na jawie. Brakowało mi igliwia pod stopami, parującego kubka ziołowej herbaty i tego, jak milczeliśmy razem, patrząc w las. Brakowało mi też Seweryna. Ale to był inny rodzaj tęsknoty. Nie za człowiekiem, tylko za czymś, co mogło się wydarzyć, a nie wydarzyło.
Zamieszkałam w nowym miejscu. Blisko parku. Codziennie chodziłam tam po pracy. Kiedyś bym pewnie przeszła obok tego wszystkiego obojętnie. Teraz zatrzymywałam się przy każdej paproci. Przy każdym grzybie. Może coś we mnie obumarło, ale coś też się zrodziło. Może umiejętność patrzenia. Może zgoda na niedopowiedzenie. Na pewno zrozumiałam, że nie każdy las jest miejscem, w którym trzeba zostać. Czasem wystarczy, że się go zapamięta.
Iwona, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Córka ukarała mnie za kawałek czekoladki. Poszłam w odstawkę, bo pozwoliłam wnuczce przez chwilę być dzieckiem”
- „Mąż nadzwyczaj ochoczo zabierał synka na plac zabaw. Dosłownie wbiło mnie w ziemię, gdy odkryłam, co tam wyprawia”
- „Mój zięć po śmierci żony żyje jak w zakonie. Po tym co zrobił, kobiety powinny się ustawiać do niego w kolejce”