„Mąż ciągle żył pod dyktando teściowej, aż w końcu tupnęłam nogą. Dorosły chłop nie może się trzymać maminej spódnicy”
„Jesteśmy małżeństwem od siedmiu lat. Z zewnątrz wyglądamy na zgraną parę – mieszkanie w spokojnej dzielnicy, wspólne obiady, rodzinne święta. Ale od dawna czuję, że jestem w tym związku sama. Bo kiedy w naszym życiu pojawia się temat jego rodziny – zwłaszcza matki – ja przestaję istnieć”.

- Redakcja
Mam na imię Aneta, mam 31 lat i jestem nauczycielką. Mój mąż, Marcin, ma 35. Jesteśmy małżeństwem od siedmiu lat. Z zewnątrz wyglądamy na zgraną parę – mieszkanie w spokojnej dzielnicy, wspólne obiady, rodzinne święta. Ale od dawna czuję, że jestem w tym związku sama. Bo kiedy w naszym życiu pojawia się temat jego rodziny – zwłaszcza matki – ja przestaję istnieć. Marcin znika emocjonalnie, decyzje podejmuje sam, często „w porozumieniu” z Teresą, czyli moją teściową.
Do tego dochodzą cotygodniowe wizyty, niekończące się rozmowy telefoniczne, klucz do naszego mieszkania, który Marcin „na wszelki wypadek” dał matce. Czuję się jak gość we własnym domu. Latami tłumiłam emocje, bo bałam się, że jeśli powiem za dużo, wyjdę na zazdrosną, roszczeniową. Ale ile można siedzieć cicho? Coraz częściej czuję, że duszę się w tym układzie. I wiem, że jeśli jeszcze raz usłyszę „Aneta, nie przesadzaj, to tylko moja mama” – nie wytrzymam. I właśnie wtedy, w kuchni, zaczęłam mówić.
Teraz zaczynam to czuć naprawdę
– Marcin, chciałabym, żebyśmy ten weekend spędzili tylko we dwoje – powiedziałam cicho, kiedy siedzieliśmy razem w kuchni. Właśnie kończył mieszać herbatę, stukając łyżeczką o kubek w sposób, który zawsze mnie irytował, choć nigdy się do tego nie przyznałam.
– Przecież w sobotę jedziemy do mamy – odparł, nawet na mnie nie patrząc.
– Właśnie o tym mówię… Może by tak raz... inaczej? Tylko my?
Podniósł wzrok. Na jego twarzy pojawił się uśmiech, ten ironiczny, który zostawia ślad jak paznokieć na szkle.
– Boże, Aneta, ty naprawdę robisz mi wyrzuty o moją matkę?
– Nie. Jestem zmęczona. Tylko tyle.
– Nie, nie, nie – pokiwał głową z niedowierzaniem. – Ty po prostu nienawidzisz mojej rodziny! Wszystko ci przeszkadza: mama, Kamil, nawet pierogi, które ona lepi z sercem!
Zamilkłam. Zawsze tak było. Kiedy próbowałam mówić o sobie, kończyło się tym, że byłam „tą złą”. Miał prawo ją kochać. Ale czemu ja przez to mam czuć się jak nieproszony gość w jego świecie? Tego wieczoru zasypiałam z głową wbita w poduszkę i myślą, że coś się ze mną dzieje. Coś pęka. Może już dawno pękło, tylko dopiero teraz zaczynam to czuć naprawdę.
Może pora pomyśleć o sobie
– Cześć, Anetka! – Kasia, moja przyjaciółka odebrała po dwóch sygnałach. – Jak tam?
– Źle. Muszę z kimś pogadać, bo nie wytrzymam – powiedziałam.
– Co się stało?
– Marcin. Wiesz… znowu zaczęliśmy rozmowę o jego rodzinie. I znowu skończyło się tym, że to ja jestem problemem.
– O matko... – westchnęła. – Ale powiedz szczerze – może trochę przesadzasz? Naprawdę jest tak źle?
– Kasia, ona ma klucz do naszego mieszkania! – niemal krzyknęłam. – Wchodzi, kiedy chce. A ja mam czuć się z tym ok?
– Masz rację, to już przegięcie.
Siedziałam na kanapie, z kolanami pod brodą. Kasia milczała przez chwilę. W końcu szepnęłam:
– On nie widzi mnie. Widzi tylko ich. I robi wszystko, by ich zadowolić. A ja?
– Ty czekasz, aż cię zauważy. Może pora pomyśleć o sobie.
Zamilkłam. Bo choć zabrzmiało to banalnie, poczułam coś, czego dawno nie czułam. Że mam prawo do siebie.
Ja jestem tylko tłem
Wróciłam wcześniej z pracy. Deszcz lał jak z cebra, a ja nie miałam parasola. Stałam w przedpokoju, zdejmując przemoczoną kurtkę, gdy usłyszałam głos Marcina z kuchni.
– Mamo, przecież wiesz, że masz u mnie zawsze miejsce. Nikt cię stąd nie wygoni, nawet Aneta. Tak, wiem, że bywa trudna, ale... no, muszę jakoś to ogarniać.
Zamarłam. „Nawet Aneta”? „Trudna”? Nagle nie byłam jego żoną, partnerką, kobietą, z którą buduje życie – byłam przeszkodą. Problemem do ogarnięcia. Otworzyłam drzwi do kuchni. Marcin siedział przy stole z telefonem przy uchu. Spojrzał na mnie i zbladł.
– Zadzwonię później – rzucił szybko do słuchawki i rozłączył się.
– A więc to tak? Bywam trudna?
– Aneta... Nie tak to zabrzmiało...
– Tak dokładnie zabrzmiało. I wiesz co? Mam dość bycia trzecią w kolejce. Najpierw twoja matka, potem Kamil, a ja? A ja jestem tylko tłem, prawda?
– To moja matka. Nigdy cię przed nią nie wybiorę – powiedział cicho, ale pewnie.
Poczułam, jak zapadam się w sobie. Chciałam krzyczeć, ale nie miałam już siły. Odwróciłam się i bez słowa wyszłam z kuchni. W łazience puściłam wodę, żeby nie było słychać, jak płaczę.
Dalej nie dam się w to wciągać
Pamiętam to jak dziś. Wracałam do domu po zakupach, siatki wbijały mi się w palce. I nagle – dźwięk klucza w zamku. Weszłam na klatkę i zobaczyłam Teresę. Stała w naszym przedpokoju, jakby to był jej własny dom.
– O, Anetko, jesteś już! Wpadłam tylko na chwilkę. Chciałam odkurzyć, bo Marcin mówił, że nie miałaś czasu – uśmiechnęła się niewinnie, ściskając rurę odkurzacza jak berło.
– A kto pani dał klucz? – spytałam zimno, choć serce biło mi jak oszalałe.
– Marcin. Przecież to nic takiego – wzruszyła ramionami.
Wieczorem, kiedy Marcin wrócił, rzuciłam klucz na stół.
– Oddaj jej to. Albo niech mi go wręczy osobiście, jak już oficjalnie zamieszka.
– Przesadzasz – westchnął. – Mama tylko chciała pomóc.
– To nasz dom, Marcin. A ja czuję się w nim jak najemczyni. Ona ma więcej swobody niż ja!
Zamilkł. Jak zawsze, gdy nie wiedział, co powiedzieć. A może po prostu nie chciał powiedzieć prawdy. Tamtego dnia zrozumiałam, że przez lata pozwalałam innym ustawiać swoje granice. A potem dziwiłam się, że nikt ich nie widzi. Tylko że teraz… teraz już je czułam. Mocno. I wiedziałam, że dalej nie dam się w to wciągać.
Już nie wiem, kim jestem
Spakowałam się w ciszy. Jedna torba. Kilka ubrań, szczoteczka, ładowarka. Marcin oglądał coś w salonie i nawet nie zauważył, że wychodzę. Albo zauważył – i udawał, że nie widzi. Jak zwykle. Zadzwoniłam do Kasi.
– Mogę wpaść na kilka dni?
– Boże, oczywiście. Już stawiam wodę na herbatę.
W jej mieszkaniu poczułam się... lżej.
– Naprawdę aż tak źle? – zapytała cicho.
– Już nie wiem, kim jestem przy nim. Czuję się tylko tłem. Czasem mam wrażenie, że nawet jakbym zniknęła, nie zauważyłby od razu.
Usiadłyśmy razem na kanapie. Kasia podała mi kubek z parującą herbatą i po prostu była. Bez oceniania, bez dobrych rad. Tylko obecna. I to wystarczyło. W nocy długo nie mogłam zasnąć. Patrzyłam w sufit, a w głowie układałam pytania, których nigdy nie zadałam Marcinowi. Czy kiedykolwiek mnie słuchał? Czy choć raz stanął po mojej stronie, nie mając jednocześnie poczucia winy wobec nich? I czy w ogóle jest jeszcze coś, co warto ratować?
Aneta, 31 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Zaplanowałam dzieciom wspaniałe ferie w Bieszczadach. Zamiast z rodziną na stoku, mąż wolał bawić się z sąsiadką z hotelu”
- „Mąż późno wracał do domu i kłamał mi w oczy, że to przez pracę. Szybko odkryłam, jak wyglądają te jego służbowe kolacje”
- „Przez 10 lat mąż traktował mnie jak mebel. Gdy nie chciałam być dłużej elementem jego meblościanki, nie dał mi rozwodu”