„Mąż fundował młodej laluni drogie kolacyjki, a mnie żałował na parówki. Jedyne, co mi zafundował, to traumę”
„Scena na zdjęciu nie pozostawiała wątpliwości. Ryszard siedział w eleganckiej restauracji, pochylony nad stolikiem, z uśmiechem rozmawiając z nieznajomą kobietą. Mój oddech przyspieszył, serce zaczęło bić jak szalone. Czułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg. Byłam w szoku, nie mogłam uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Musiałam to wyjaśnić”.

- Redakcja
Z perspektywy czasu widzę, jak nasze małżeństwo z Ryszardem zmieniło się na przestrzeni lat. Początkowo pełne pasji, spontaniczności i wzajemnego zrozumienia, teraz stało się rutynowe i przewidywalne. Dni mijały jeden za drugim, a ja coraz częściej czułam, że nasze życie przypominało niekończący się film w pętli. Czasem jeszcze zdarzały się te drobne momenty, gdy przypominaliśmy sobie, dlaczego kiedyś się zakochaliśmy. Jednak to było za mało, by wypełnić pustkę, która zaczynała się we mnie rozrastać.
Mąż zawsze był pochłonięty swoją pracą. W naszej codziennej rutynie często brakowało miejsca na spontaniczność, bliskość czy zwykłą rozmowę. Każdego dnia robił to samo: wychodził do pracy, wracał późnym wieczorem, czasem zbyt zmęczony, by zamienić ze mną więcej niż kilka słów. Czułam się zaniedbana, choć nigdy nie powiedziałam tego na głos.
Na szczęście miałam przyjaciółkę, która zawsze była blisko, gotowa mnie wysłuchać i wspierać. To ona pomagała mi przetrwać te chwile samotności i wątpliwości. Nigdy nie spodziewałam się, że to właśnie ona stanie się świadkiem największego przewrotu w moim życiu.
Jedno zdjęcie zmieniło wszystko
– Muszę wyjechać jutro wieczorem na ważne spotkanie biznesowe – oznajmił Ryszard podczas kolacji, nawet nie podnosząc wzroku znad swojego telefonu.
– Tak? A gdzie dokładnie? – zapytałam, próbując ukryć nutkę irytacji w moim głosie.
– Wiesz, jak to jest, kochanie. Nie mogę zdradzać szczegółów. Ale to naprawdę ważne dla firmy – odpowiedział, nieco zniecierpliwiony, jakby oczekiwał, że automatycznie zrozumiem.
Zamilkłam, nie chcąc zaczynać kolejnej bezsensownej kłótni. Jednak w moim wnętrzu buzowała mieszanka złości i niepewności. Czy to znowu ta sama wymówka, którą słyszałam już tyle razy? Oczywiście, nie chciałam niczego insynuować, ale coś w jego postawie wywoływało we mnie niepokój.
Kiedy wyszedł, poczułam, jak samotność zalewa mnie falą, której nie byłam w stanie powstrzymać. Zaczęłam analizować wszystko, co powiedział. Czy to ja przesadzałam? A może w naszym małżeństwie rzeczywiście coś się psuło? Wieczór dłużył się niemiłosiernie, a ja coraz bardziej zagłębiałam się w swoje myśli, nie wiedząc, jak odnaleźć odpowiedzi, których tak bardzo potrzebowałam.
Następnego dnia, gdy próbowałam zająć się domowymi obowiązkami, mój telefon zabrzęczał z powiadomieniem. To była wiadomość od mojej przyjaciółki, Anki. Zaczynała się niewinnie, ale jedno zdjęcie zmieniło wszystko.
Musiałam zmierzyć się z prawdą
Scena na zdjęciu nie pozostawiała wątpliwości. Ryszard siedział w eleganckiej restauracji, pochylony nad stolikiem, z uśmiechem rozmawiając z nieznajomą kobietą. Mój oddech przyspieszył, serce zaczęło bić jak szalone. Czułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg. Byłam w szoku, nie mogłam uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Musiałam to wyjaśnić.
Chwilę mi zajęło, zanim zaczęłam racjonalnie myśleć, ale w końcu wyrwałam się z letargu. Zadzwoniłam do przyjaciółki z drżącymi rękoma.
– Anka... Co to jest? – zapytałam, próbując zachować spokój, choć wewnętrznie byłam roztrzęsiona.
– Joanno, spokojnie. Nie chciałam, żebyś dowiedziała się w ten sposób, ale uznałam, że powinnaś to wiedzieć. To przecież on jest na tym zdjęciu, prawda? – jej głos był cichy, pełen współczucia.
– Tak, to jasne. Ale... co teraz? Co mam zrobić? – zaczęłam mówić szybciej, chaotycznie, jakbym próbowała zrozumieć ten niepojęty dla mnie obraz.
– Może to tylko nieporozumienie. Powinnaś z nim porozmawiać, dowiedzieć się prawdy – próbowała mnie uspokoić, choć sama nie była przekonana, że to dobra rada.
Nie mogłam jednak siedzieć z założonymi rękoma, czekając na wyjaśnienia. Postanowiłam działać. To był moment, w którym zdecydowałam, że muszę zmierzyć się z tym koszmarem twarzą w twarz.
To był dla mnie cios
Kiedy weszłam do restauracji, atmosfera była przyjemna, pełna przytłumionego szumu rozmów i dźwięków szkła. Ale dla mnie wszystko było jak w zamglonym koszmarze. W głowie huczało mi od wątpliwości i lęku. Przeszłam obok stolików, szukając Ryszarda. I wtedy go zobaczyłam – siedział przy stoliku z tą samą kobietą, którą widziałam na zdjęciu. Była ode mnie dużo młodsza.
Przystanęłam, starając się opanować drżenie rąk. Nie było czasu na wahanie. Ruszyłam w ich kierunku, czując, jak adrenalina zalewa moje ciało.
– Rysiek, co to ma znaczyć? – zawołałam, stając przy stoliku. W moim głosie było tyle zimnej furii, że kilka osób obok odwróciło się w naszą stronę.
Ryszard podniósł wzrok, a jego twarz zbledła na mój widok. Kobieta, z którą siedział, spojrzała na mnie z nieco zaskoczonym wyrazem twarzy.
– Asia... – zaczął Ryszard, próbując się odezwać, ale nie pozwoliłam mu dokończyć.
– Nie udawaj, że nie wiesz, o co chodzi! Kim jest ta kobieta? – warknęłam, nie zważając na spojrzenia innych gości.
Wywołana do tablicy, towarzyszka mojego męża wreszcie przemówiła, jej głos był spokojny, niemal obojętny:
– Jestem Aneta. Spotykam się z Ryszardem od lat. A teraz jestem w ciąży – oznajmiła bezceremonialnie, kładąc rękę na swoim brzuchu.
W tym momencie czas się zatrzymał. Poczułam, jakby ktoś wyrwał mi serce i zdeptano je na moich oczach. Łzy napłynęły mi do oczu, ale nie mogłam pozwolić sobie na słabość.
– Jak mogłeś? – zapytałam, a mój głos załamał się na końcu zdania.
To było jak wstrząsający cios. Wszystko, w co wierzyłam, wszystko, co zbudowaliśmy, rozsypało się w jednej chwili na moich oczach.
Czułam się zdradzona
Zaczęłam szlochać i nie byłam w stanie się opanować. Ryszard postanowił odwieźć mnie do domu, a ja nie miałam siły zaprotestować. Chciałam za wszelką ceną wydostać się z tej restauracji.
W drodze powrotnej do domu milczałam, a mąż prowadził samochód z napięciem malującym się na twarzy. Każdy mijany metr wydawał się tylko pogłębiać przepaść między nami. W głowie kłębiły mi się myśli, których nie potrafiłam uporządkować w żaden racjonalny sposób.
Kiedy dotarliśmy do domu, ledwo przekroczyliśmy próg, a ja odwróciłam się do Ryszarda z determinacją w oczach.
– Musimy porozmawiać – powiedziałam, usiłując zapanować nad drżeniem głosu.
Usiedliśmy w salonie. Cisza była niemal namacalna. Po raz pierwszy od dawna Ryszard wyglądał na zagubionego, jakby nie wiedział, od czego zacząć.
– Słuchaj, przepraszam – powiedział w końcu. Jego głos brzmiał szczerze, ale jednocześnie niepewnie. – To wszystko wymknęło się spod kontroli. Nie planowałem tego...
– Nie planowałeś? A czego dokładnie nie planowałeś? Długoletniego romansu czy dziecka z inną kobietą? – warknęłam, nie mogąc powstrzymać gniewu.
Ryszard opuścił głowę, jakby nie miał odwagi spojrzeć mi w oczy.
– To były tylko niewinne spotkania... A potem... Aneta zaszła w ciążę i wszystko stało się poważne. Nie wiem, co teraz zrobić – jego głos był pełen żalu i bezradności.
– A co ze mną? Co z naszym małżeństwem? – zapytałam, czując, jak łzy zaczynają płynąć po moich policzkach.
Ryszard wziął głęboki oddech, jakby chciał coś powiedzieć, ale po chwili zamilkł, nie potrafiąc znaleźć właściwych słów. Wiedziałam, że czeka nas jeszcze wiele rozmów, że nic nie będzie już takie samo. Czułam się zdradzona i oszukana, a jednocześnie wciąż nie mogłam pojąć, jak znalazłam się w tym miejscu.
To było jak koszmarny sen
Następnego dnia umówiłam się z Anką na kawę. Potrzebowałam kogoś, z kim mogłabym podzielić się tym wszystkim, co działo się w moim wnętrzu. Kogoś, kto nie będzie oceniał, tylko wysłucha.
– Jak się trzymasz? – zapytała Anka, gdy tylko usiadłyśmy przy stoliku w naszej ulubionej kawiarni.
Zerknęłam na nią, próbując powstrzymać emocje, które znów zaczynały mnie zalewać.
– Nie wiem, Anka. Czuję się jak w jakimś koszmarnym śnie. Wszystko, co myślałam, że wiem o swoim życiu, okazało się kłamstwem – odpowiedziałam, głos mi drżał, a łzy znów napłynęły do oczu.
Anka chwyciła mnie za rękę, próbując dodać mi otuchy.
– Aśka, to straszne, co się wydarzyło, ale jesteś silna. Musisz zastanowić się, co teraz. Czy jesteś w stanie mu wybaczyć? – zapytała z troską, ale i z dozą ostrożności.
– Nie wiem. Naprawdę nie wiem – odpowiedziałam, czując, że odpowiedź na to pytanie była teraz poza moim zasięgiem. – Wszystko we mnie krzyczy, żeby zostawić go i zacząć nowe życie, ale... to nie jest takie proste. Nadal go kocham, chociaż nie wiem, czy potrafię mu to wybaczyć.
– Nikt nie oczekuje, że podejmiesz decyzję od razu. Daj sobie czas, żeby przemyśleć wszystko na spokojnie. I pamiętaj, że jestem tu dla ciebie, niezależnie od tego, co postanowisz – Anka mówiła z takim przekonaniem, że poczułam, jakby dodawała mi odrobinę siły.
Ta rozmowa była mi potrzebna. Chociaż nadal czułam się zagubiona i zraniona, zaczynałam powoli rozważać, jakie kroki podjąć dalej. Wciąż nie byłam pewna, czy będę w stanie wybaczyć Ryszardowi, ale wiedziałam, że potrzebuję czasu, by odbudować swoją siłę i znaleźć odpowiedź, która z czasem stanie się jasna.
Joanna, 42 lata