Reklama

Nie wiem, kiedy dokładnie to się zaczęło. Może wtedy, gdy przestał mnie całować na dzień dobry. Albo gdy coraz częściej wracał do domu po dwudziestej, mówiąc, że „Karolina zleciła coś na ostatnią chwilę”. Karolina – jego nowa koleżanka z pracy. Niby nic. Pracują razem nad projektem, czasem jadą razem w delegację, czasem nie zdąży odebrać, bo akurat z nią siedzi na spotkaniu. Z początku nie byłam zazdrosna. Ufałam mu. Był moim mężem. Kochaliśmy się. Przynajmniej tak mi się wydawało.

Teraz siedzę sama w salonie, z kubkiem zimnej herbaty, patrząc na puste miejsce na kanapie. Marcin znów w pracy. Albo w delegacji. Albo... nie wiem, gdzie. Mam na imię Natalia. Trzydzieści sześć lat. Od pięciu lat żona Marcina. Pracuję zdalnie jako graficzka, więc spędzam w domu większość czasu. Za dużo myślę. O nim. O nas. O tym, kiedy zaczęliśmy być sobie obcy. Bo on już nie dotyka mnie tak jak kiedyś. Nie patrzy w oczy. Nie słucha. Jakbym była tłem, meblem, czymś, co po prostu jest. A ja wciąż go kocham. I jeszcze próbuję wierzyć, że może to tylko stres. Że wróci do mnie. Że wciąż jestem jego żoną, a nie tylko kobietą, z którą dzieli adres. Ale pewnego dnia znalazłam coś, co rozwiało wszystkie moje złudzenia.

On już mnie nie kocha

Sprzątałam sypialnię po powrocie Marcina z delegacji. Pachniało inaczej niż zwykle — nie jego wodą po goleniu, tylko jakimś słodkimi, kobiecymi perfumami. Poczułam coś dziwnego. Ale dopiero kiedy poprawiałam poduszki, zamarłam. Na białej poszewce leżał długi, jasny włos. Blond. Cienki, prosty. Mój? Niemożliwe. Mam krótkie, ciemne włosy. To nie mógł być mój. W pierwszej chwili pomyślałam, że może przyczepił się gdzieś przypadkiem. W tramwaju. Na ubraniu. Ale przecież spał tutaj. Sam. Bez nikogo. Prawda? Ręce zaczęły mi się trząść, serce waliło jak szalone. Poszłam do łazienki. Na jego ręczniku – drugi taki sam, jasny włos. Już nie było wątpliwości. Ktoś tu był. Ktoś inny. Kobieta. U nas. W naszym łóżku. Kiedy wrócił wieczorem, czekałam w sypialni.

– Marcin – zaczęłam cicho – powiedz mi... kto tu był?

Spojrzał na mnie, zmarszczył brwi.

– O czym ty mówisz?

– Znalazłam włosy. Blond. Na poduszce. I w łazience.

– To pewnie twoje. Przestań już z tymi podejrzeniami.

– Mam krótkie, ciemne włosy. Ty dobrze o tym wiesz.

Wzruszył ramionami. Nawet nie próbował się przekonująco tłumaczyć. Patrzył na mnie z chłodnym spokojem, jakby to wszystko nie miało żadnego znaczenia.

– Nie snuj tu jakichś teorii. Przesadzasz.

Stałam jak wryta. To nie był tylko włos. To było kłamstwo. W jego oczach. W jego głosie. W sposobie, w jaki mnie zbył, jakby całe to małżeństwo było jednym wielkim nieporozumieniem. Wtedy po raz pierwszy pomyślałam: on już mnie nie kocha. On ma kogoś.

Ja... zostałam sama

– Nati, musisz przestać go tłumaczyć – powiedziała Agnieszka, kiedy siedziałyśmy na kawie – Znalazłaś włosy. W jego łóżku. Serio, co jeszcze musi się wydarzyć, żebyś zobaczyła, co jest grane?

Westchnęłam. Miałam ochotę krzyczeć, rzucić filiżanką, płakać, ale byłam zmęczona. Tak potwornie zmęczona. Spojrzałam na przyjaciółkę, która siedziała przede mną w luźnym swetrze. Znała mnie jak nikt inny. Wiedziała, kiedy próbuję udawać, że wszystko jest w porządku.

– Może to naprawdę nic takiego...Może... – zaczęłam, ale nie dokończyłam.

– Nie chcesz znać prawdy, czy boisz się, że już ją znasz? – zapytała ostro.

Zamilkłam. Wieczorem, gdy zasnęłam z telefonem w dłoni, miałam już otwarty jego profil w mediach społecznościowych. Znalazłam jej konto. Widziałam ją raz w realu – długie blond włosy, perfekcyjny makijaż, uśmiech z reklam pasty do zębów. Przewijałam zdjęcia z firmowej integracji. Jedno z nich mnie zatrzymało. Marcin. Uśmiechnięty. W białej koszuli. A obok niej – Karolina. Wtulona w niego tak, jakby to był jej facet. Nie mój. Zrobiło mi się niedobrze. Wpatrywałam się w ekran, aż zaczął mnie boleć wzrok. Czułam, że coś we mnie pęka, że tracę coś, czego nawet nie potrafię jeszcze nazwać. Zasnęłam z tym zdjęciem pod powiekami. I z myślą, że on już tam jest. Po drugiej stronie. A ja... zostałam sama.

To nie jest to, co myślisz...

To już nie były tylko podejrzenia. To była pewność, która bolała. Jak drzazga wbita głęboko pod paznokieć. Wiesz, że tam jest, ale boisz się ruszyć, bo będzie jeszcze gorzej. Kilka dni później, kiedy Marcin był pod prysznicem, zrobiłam coś, czego jeszcze kilka miesięcy wcześniej bym się wstydziła. Zajrzałam do jego torby. Nie wiem, czego szukałam. Czegokolwiek. Znaku. Dowodu. Prawdy. W bocznej kieszeni znalazłam złożony na pół paragon. Hotel w Krakowie. Data – tydzień temu. Usługa: pokój dwuosobowy, dwa śniadania. Ja byłam wtedy u mamy. On miał być w delegacji.

Usiadłam na podłodze z tym świstkiem w ręku. Świat wirował. Próbowałam oddychać, ale w klatce piersiowej czułam tylko pustkę. Wieczorem udawałam, że wszystko jest normalnie. Kolacja. Cisza. Obojętność. Siedział na kanapie i stukał w telefon. Nagle z kuchni usłyszałam, jak mówi cicho:

– Nie mogę teraz rozmawiać, jestem z Natalią... Tak, też tęsknię. Też chcę cię zobaczyć...

Serce mi stanęło. Zamarłam. A potem weszłam do pokoju.

– Komu to mówiłeś, Marcin?

Zamarł. Telefon opadł na kanapę. Zbladł.

– Co?

– Komu. To. Mówiłeś.

– Natalia... Posłuchaj... To nie jest to, co myślisz...

Podeszłam bliżej.

– Nie udawaj. Już wszystko wiem. Hotel, śniadania dla dwojga, włosy w łóżku, telefon. Karolina, tak?

– To nic nie znaczyło... – wyszeptał.

Powiedz to jeszcze raz – powiedziałam chłodno. – Prosto w oczy.

Spojrzał na mnie. I wtedy wiedziałam, że to koniec. Nawet nie próbował już kłamać.

Myślałem, że to minie

Nie wiem, ile czasu siedziałam na podłodze, wpatrując się w punkt na ścianie. Marcin próbował coś mówić, tłumaczyć, że to był błąd, że się pogubił, że nie chciał mnie zranić.

– Z Karoliną... to się po prostu stało. Początkowo była tylko koleżanką, no wiesz, taka wygadana, zabawna... a potem... nie wiem. Przekroczyliśmy granicę.

– I co? Wpadłeś w jej usta przypadkiem? – zapytałam z jadem. – Potknąłeś się i wszedłeś jej do łóżka?

Zamilkł. Wiedział, że nie ma sensu się bronić.

Myślałem, że to minie. Ale ona... dawała mi coś, czego ty już nie dawałaś.

Spojrzałam na niego, zaskoczona.

– Czyli to moja wina?

– Nie. Nie tak. Po prostu... od dłuższego czasu czułem się jak robot. Pracowałem, wracałem, zasypiałem. A przy niej czułem, że znowu żyję.

Zacisnęłam zęby, żeby nie krzyczeć.

– A ja? Ja czułam się niewidzialna odkąd przestałeś mnie dotykać. Odkąd patrzyłeś przez mnie jak przez szybę. Ale nie poszłam z tym do pierwszego lepszego faceta. Nie zniszczyłam naszego związku dla dreszczu emocji.

Marcin milczał. Wyszłam z domu. Nie miałam gdzie pójść. Włóczyłam się bez celu po ciemnych ulicach, aż usiadłam na ławce w parku. W końcu zadzwoniłam do Agnieszki.

– Nati? Wszystko w porządku?

– Nie. Zdradził mnie, Aga. I nie żałuje.

Siedziałyśmy potem razem w jej kuchni do rana. A ja po raz pierwszy powiedziałam na głos:

– Nie wiem, kim jestem bez niego. Ale chyba czas się dowiedzieć.

Wiedziałam, że kiedyś się spotkamy

Spotkałam się z Karoliną dwa dni później. Musiałam ją zobaczyć. Musiałam spojrzeć w twarz kobiecie, która rozbiła mi małżeństwo. Była dokładnie taka, jak ją sobie wyobrażałam – pewna siebie, chłodna, z tym swoim idealnym blondem i nienaganną postawą. Weszła do kawiarni z podniesionym czołem.

– Natalia, prawda? – uśmiechnęła się delikatnie. – Wiedziałam, że kiedyś się spotkamy.

– Naprawdę? Bo ja myślałam, że będziesz miała choć trochę wstydu.

Wzruszyła ramionami.

– Nie zrobiłam nic, czego on by nie chciał.

– Wiedziałaś, że jesteśmy małżeństwem. Że mamy dom, życie... – dłońmi ściskałam filiżankę, żeby nie zacząć drżeć. – I co? Po prostu się w to wpakowałaś?

– Bo to był jego wybór – odpowiedziała spokojnie. – On przyszedł do mnie. On mówił, że już cię nie kocha.

Poczułam, jak coś we mnie pęka.

– Zniszczyliście mnie – wyszeptałam.

– Nie. On po prostu przestał cię kochać wcześniej, niż chciałaś to zauważyć – powiedziała bez cienia emocji.

Wyszłam stamtąd roztrzęsiona. Ale po raz pierwszy bez iluzji. Tego wieczoru wróciłam do pustego mieszkania. Przez chwilę tylko stałam w sypialni, patrząc na łóżko, które było już nie moje. Przypomniałam sobie wszystkie te wieczory, gdy czekałam, aż wróci. Gdy wierzyłam, że wystarczy być cicho, cierpliwie, lojalnie. Nie wystarczyło. Usiadłam na skraju łóżka. Głęboki wdech. I po raz pierwszy od dawna – nie płakałam.

Natalia, 36 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama