Codzienny jogging to była moja ucieczka od problemów. To był jedyny moment, w którym mogłam być sama ze sobą, mogłam poczuć się wolna od trosk. Zostawiałam za sobą trudy i znoje codziennego dnia, biegłam tam, gdzie niosły mnie nogi. Mogłam oderwać się od destrukcyjnych myśli o tym, że moje małżeństwo jest beznadziejne, a mąż już dawno stracił mną zainteresowanie.
WIDEO…
Krążyliśmy wokół siebie jak 2 planety
Nie mieliśmy ze sobą nic wspólnego poza mieszkaniem, rachunkami i przysięgą małżeńską. To podczas biegania czułam, że wymykam się z tej klatki, a zapach jesiennego, wilgotnego powietrza daje mi ukojenie. Trwałam w tej próżni od miesięcy.
Tego dnia wszystko miało potoczyć się tak, jak zwykle. Ubrałam buty i nie patrząc przed siebie, wybiegłam z domu. Zauważyłam go, gdy rozciągałam się przy wielkim powalonym dębie. Biegł tą samą trasą, którą ja planowałam dziś się przebiec. Widziałam go już wcześniej, ale zachłyśnięta swoją ciszą i skupiona na treningu zupełnie nie zwróciłam na niego większej uwagi. Dziś jednak nasze spojrzenia się spotkały.
Zatrzymał się koło mnie i z lekkim uśmiechem zagaił rozmowę.
– Cześć, mam nadzieję, że nie przeszkadzam. Widuję cię tu codziennie i pomyślałem, że skoro dzielimy trasę to może warto się też poznać. Jak tam dzisiejszy trening? – zapytał zdyszany.
– Całkiem dobrze, chociaż bywało lepiej. Mam dziś kiepskie tempo, źle spałam poprzedniej nocy i widać teraz tego efekty. A ty? Jesteś tutaj codziennie?
– Tak, bieganie daje mi... ukojenie. Cały dzień czekam na moment, w którym ubiorę buty i wybiegnę z domu.
– Mam podobnie, od jakiegoś czasu bieganie daje mi taką... wolność – czułam, że moje serce bije coraz szybciej.
– Dokładnie tak. Czasem bezpieczniej jest się zgubić w lesie niż we własnych bolączkach.
Zaśmiałam się nerwowo.
– Masz ochotę dokończyć dziś trening wspólnie? Zostały mi jeszcze 4 km – zaproponował.
– No pewnie, z miłą chęcią!
Całą drogę rozmawialiśmy z taką zaciętością, że czasem brakło mi tchu. Wróciłam do domu z wielkim uśmiechem na ustach i bałaganem w głowie. Zasypiałam podekscytowana, że jutro znów go zobaczę.
Nasze wspólne biegi stawały się codziennością
Rutyną, na którą czekałam cały dzień. Każde spotkanie było pełne napięcia, ekscytacji, pasji. Zauważyłam, że Szymon nawet dostosował porę swoich treningów pode mnie, zwolnił tempo tylko po to, by móc ze mną spędzić ten czas. Z każdym dniem czułam, że się do siebie zbliżamy, a jednocześnie mój mąż idzie całkowicie w odstawkę. Czy on to zauważył? Wątpię. Liczyło się dla niego tylko to, czy pranie jest zrobione, a obiad parujący od ciepła czeka na niego na stole.
Z Szymonem było inaczej. Codziennie rozmawialiśmy o życiu, bieganie było tylko pretekstem. Przy nim czułam się, jakbym wybudzała się z hibernacji. Czułam się kobietą. W końcu wzbudzałam w kimś ciekawość i zainteresowanie. Nasze rozmowy wchodziły na coraz bardziej osobiste tematy. Rozmawialiśmy o rodzinie, pracy, o naszych bolączkach, obawach. A także o tym, co nas uszczęśliwia. Łapałam się o tym, że leżąc obok męża, fantazjowałam o tym, jak cudownie byłoby, gdyby to Szymon był teraz obok mnie.
W końcu nie wytrzymałam. Napięcie było między nami już tak gęste, że można byłoby kroić je nożem. Po zakończonym treningu spojrzałam w jego niebieskie oczy, a on w mgnieniu oka odczytał mój sygnał. Podszedł do mnie, usmiechnął się zmysłowo, położył dłoń na moim policzku i pocałował mnie. Motyli w brzuchu to nic w porównaniu do tego, co właśnie wtedy czułam.
Od tamtego czasu wszystko potoczyło się lawinowo
Nasze treningi były tylko pretekstem do długich i przyjemnych spotkań. Sprintem biegłam do naszego lasku, byle tylko jak najszybciej do zobaczyć. Szymon dał mi poznać nową wersję mnie. Kiedyś brzydziłam się zdradą. Nie rozumiałam, jak to możliwe, że przysięgasz komuś wierność, a za chwilę biegniesz do kochanka.
Dziś sama byłam tego przykładem, ale nie miałam wyrzutów sumienia. Mąż sam mnie do tego zmusił. Każda kobieta ma potrzeby. Ja też chciałam czuć się kochana, pożądana. A przy nim byłam jedynie robotem kuchennym, który ma prać, sprzątać i gotować.
Z Szymonem wszystko wydawało się dużo prostsze. Nie musiałam się z niczego tłumaczyć, nie musiałam kłamać, ukrywać swojego prawdziwego oblicza. Dawał mi spokój i zrozumienie.
– Zastanawiasz się czasem, co będzie z nami dalej? – zapytałam go, gdy po wszystkim usiedliśmy na powalonym drzewie.
– Wiesz, jestem raczej spontanicznym facetem. Nie lubię wychodzić z planami do przodu. Zazwyczaj wtedy robię sobie złudne nadzieje. Chcę żyć tu i teraz.
Z jednej strony zgadzałam się z tym, co mówi, ale z drugiej... chciałam, żeby Szymon był częścią mojego życia, a nie tylko ucieczką od nudnego męża. Z kolejnej zaś strony ta rozmowa coś mi uświadomiła. Muszę być kowalem własnego losu. Nie chcę żyć z moim mężem. On mnie gasi, tłamsi. Dość tego. Nie miało dla mnie znaczenia, czy skończę jako samotna rozwódka, czy wejdę w nowe życie z Szymonem. Nie mam zamiaru gnić stłamszona przez mojego męża ani jednej chwili dłużej.
Tego dnia wróciłam do domu z bojowym nastawieniem. Nie przygotowałam się do tej rozmowy, bo w sumie nie było do czego. Tu nie było żadnych argumentów za lub przeciw. Proste fakty przemawiały za tym, że to małżeństwo jest już tylko na papierze.
Nowa rzeczywistość
– Marek, musimy pogadać, chodź tutaj na chwilę – poprosiłam, bo jak codziennie, patrzył w telewizor jak zahipnotyzowany.
– Co znowu? – odburknął.
– A to, że to koniec. Mam dość tego letargu, w którym tkwimy. Dość bycia podnóżkiem. Dość bycia służącą. To koniec.
– Aha... i myślisz, że to takie proste? Przyjdziesz i z dnia na dzień obwieścisz, że to koniec i myślisz, że ci na to pozwolę? – zaśmiał się gorzko.
– Nie pytam o twoje pozwolenie. To już postanowione.
– Masz kogoś, tak?
– Nie twoja sprawa, czy mam, czy nie. To małżeństwo nie istnieje, to jest najważniejsze.
– Serio uważasz, że ktoś cię zechce? Rozwódka, bez kasy, bez perspektyw? Śmieszna jesteś. A idź sobie do tego swojego kochanka. O wszystkim wiem, nie jestem głupi.
– Poradzę sobie, cokolwiek będzie lepsze, niż gnicie tu z tobą – odparłam zimno.
To nie była miła rozmowa, ale nie miała być. Marek zabrał kurtkę i wyszedł, trzaskając drzwiami. Nie czekałam nawet, aż odjedzie z parkingu, tylko chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do Szymona. Chciałam mu przekazać radosną nowinę.
– Szymon? Nie uwierzysz – mówiłam podekscytowana.
– Mów kochana, po głosie słyszę, że szykują się jakieś wielkie wieści. Zamieniam się w słuch – powiedział radosnym tonem.
– Zrobiłam to – obwieściłam dumnie.
– To, czyli co? – odpowiedział tajemniczo.
– Skończyłam moje małżeństwo. Wiesz, co to oznacza? Możemy w końcu być razem! – chciało mi się płakać ze szczęścia.
– Basiu...
Zostałam sama jak palec
Zamarłam.
– Basiu.. Ja... nie wiem, co mam ci powiedzieć. Nie prosiłem, żebyś to robiła.
– Co? Przecież mówiłeś, że jest ci ze mną tak dobrze... Myslałam, że mnie kochasz.
– Owsze, jest, ale nigdy nie powiedziałem, że cię kocham. To bardzo duże i poważne słowo. Nie rzucam go na wiatr. Bardzo cię lubię, ale... nie szukam partnerki. Mówiłem ci o tym, że chce żyć tu i teraz, a związek mi w tym nie pomoże – odparł chłodno.
– Byłam dla ciebie tylko zabawką? – odparłam wściekła. Czułam, że gula rośnie mi w gardle.
– Nie zabawką, a... przygodą. Oboje byliśmy dla siebie przygodą, która pomagała nam się rozluźnić. Nie udawaj teraz zdziwionej, proszę cię.
Rozłączyłam się bez słowa i wykasowałam jego numer. W głowie miałam pustkę. Patrzyłam w ścianę skołowana i nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Zostałam sama. SAMA. Dałam się nabrać jak ostatnia naiwniaczka. Podeszłam do okna i przez strugi deszczu spływające po szybie patrzyłam na ciemny świat. Paliła się tylko jedna latarnia. Może tak właśnie miało być? Może musiałam stracić wszystko, żeby odzyskać siebie? Nie wiem. Ale właśnie ta myśl dała mi nadzieję na to, że od jutra zaczynam nowe życie, w nowej rzeczywistości. Czy mi się to podoba, czy też nie.
Barbara, 40 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mój teść miał romans i cała rodzina już szeptała o tym po kątach. Nikt się jednak nie spodziewał, kim jest jego kochanka”
- „Kupiłam tanią działkę na końcu wsi i cieszyłam się jak dziecko. Gdy mama zobaczyła adres, nagle przestała się uśmiechać”
- „Mąż od lat widział tylko swój idealnie przystrzyżony trawnik. Sąsiad uświadomił mi, że marnuję sobie życie”