„Mąż obiecał mi wieczór we dwoje, a potem zostawił mnie na lodzie. Widocznie sąsiadka miała mu więcej do zaoferowania”
„W pewnym momencie zamknęłam się w sypialni. I nie, nie byłam zmęczona. Byłam wściekła. Wkurzona do granic. Słyszałam ich śmiechy, jakiś głupi konkurs karaoke, który Anka prowadziła, jakby była u siebie".

- Redakcja
Nie mam nic przeciwko sylwestrowym szaleństwom. Serio. Mogę przeboleć konfetti walające się po całym mieszkaniu przez następny tydzień, spalone koreczki z pieczarkami, nawet głośne okrzyki o drugiej nad ranem. Trudniej jednak znieść sytuacje, które dzieją się niby przypadkiem, ale jednak mają drugie dno. Nie miałam w planach kończyć roku awanturą. Przysięgam. Włożyłam nową sukienkę, zrobiłam paznokcie, nawet zakręciłam te nieszczęsne loki, żeby wyglądać jak człowiek. Naiwnie marzyłam tylko o lampce wina, wspólnym odliczaniu i – nie wiem – może o pocałunku? Jak w filmach. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że scenariusz wieczoru napisał kto inny.
Miałam mu za złe
Wszyscy siedzieliśmy przy stole. Było głośno. W salonie unosiły się śmiechy. Anka, sąsiadka z naprzeciwka, przyszła bez zaproszenia, ale z butelką szampana i w nowej sukience z cekinami. Wszyscy kiwali głowami z uznaniem, a ja... no cóż. Też kiwnęłam, żeby nie było, że jestem złośliwa.
– No to kochani! – wrzasnęła Anka, wstając od stołu i rozlewając napój do kieliszków, jakby właśnie od niej zależało rozpoczęcie nowego roku. – Życzmy sobie miłości, pieniędzy i żeby sąsiedzi nie donosili na hałasy po dwudziestej drugiej! – zaśmiała się chrapliwie, zerkając na mnie jakby z ukosa.
Mój mąż, który jeszcze dwa dni temu mówił, że zrobi nam romantyczny wieczór tylko we dwoje, wstał razem z nią.
– Do dna! – zakrzyknął radośnie i stuknął się kieliszkiem z Anką.
Patrzyłam na to, mrugając szybciej niż lampki na choince.
– A może byś tak złożył życzenia żonie? – zapytałam chłodno, gdy przeszedł obok mnie, jakby mnie nie zauważył.
– No przecież składam wszystkim, nie bądź taka… – machnął ręką.
– Wszystkim, czyli Ance?
– Daj spokój, przecież to tylko toast – próbował się uśmiechnąć, ale uśmiech jakoś mu nie wyszedł.
Anka tylko prychnęła, udając, że nie słyszy.
– Jeśli znowu zamierzasz udawać, że nic się nie dzieje, to uprzedzam – tym razem nie zamierzam udawać razem z tobą.
Nie odpowiedział. Wziął łyk szampana i odwrócił się w stronę telewizora. Akurat zaczynało się odliczanie.
Nie mogłam zasnąć
Oczywiście Anka została do końca. Czyli do trzeciej nad ranem. A może czwartej? Trudno powiedzieć, bo w pewnym momencie po prostu zamknęłam się w sypialni. I nie, nie byłam zmęczona. Byłam wściekła. Wkurzona do granic. Słyszałam ich śmiechy, jakiś idiotyczny konkurs karaoke, który Anka prowadziła, jakby była u siebie. Kiedy nad ranem w końcu wszedł do pokoju, światło z korytarza oświetliło jego przekrwione oczy i krzywo zapiętą koszulę.
– Jeszcze nie śpisz? – zdziwił się.
– A zasypianie przy towarzystwie twojej fanki roku nie jest takie proste.
– Przesadzasz. Przyszła, bo wszyscy sąsiedzi byli. To tylko zabawa.
– Tylko zabawa, tylko toast, tylko wspólne karaoke… A gdzie w tym wszystkim byłam ja?
– No właśnie! – wybuchł. – Ty ciągle o tym samym. Jak nie narzekasz, to się obrażasz.
– Bo mam już dość tego cyrku. Jeszcze dwa dni temu obiecywałeś, że będzie spokojnie, że pobędziemy razem…
– I byliśmy razem, w jednym mieszkaniu.
– Świetnie. To teraz idź się razem z Anką przytulić do kanapy.
Nie odpowiedział. Stał tak chwilę, po czym westchnął, ściągnął skarpetki i położył się obok mnie, plecami. Myślał, że tak to załatwi.
– Przynajmniej powiedziałbyś „dobranoc”.
– Dobranoc – rzucił obojętnie.
Leżałam z otwartymi oczami, patrząc w sufit, a w głowie miałam tylko jedno pytanie: kiedy on tak się zmienił?
Było mi siebie żal
Poranek był jak z kiepskiego filmu. On w szlafroku, przy ekspresie do kawy, z miną jakby wczoraj urwał mu się film. A ja w piżamie, z włosami w nieładzie, obserwowałam go zza kuchennego blatu.
– Kawy? – zapytał z udawaną troską, jakby to miał być plaster na moją irytację.
– Nie, dzięki. Smakuje lepiej, kiedy nie muszę jej pić z kimś, kto ma amnezję.
– O co ci znowu chodzi? – jęknął.
– Naprawdę nie wiesz? Bo jeśli to teraz taka nowa moda, żeby żony udawały powietrze w sylwestra, to chętnie się zaktualizuję.
– Przestań, przecież nic się takiego nie wydarzyło. Anka to sąsiadka. Nie całowałem jej, nie przytuliłem, nie dałem pierścionka zaręczynowego!
– Jeszcze. Bo wczoraj, jak na nią patrzyłeś, to miałam wrażenie, że za chwilę poprosisz ją o rękę.
Wzruszył ramionami i nalał sobie kawy.
– Zazdrościsz. I to tak głupio. A przecież ty też rozmawiałaś z ludźmi.
– Z ludźmi. Nie z jedną Anką.
Zachłysnął się kawą, ale nawet to mnie nie rozbawiło.
– Może po prostu powinnaś się wyluzować. Nie każdy gest trzeba od razu rozkładać na czynniki pierwsze.
– A może ty powinieneś przestać mnie traktować jak mebel w swoim salonie.
Nie odpowiedział. I chyba po raz pierwszy od dawna było mu głupio.
Byłam z nim szczera
Wieczorem poszłam do łazienki i zamarłam, patrząc na siebie w lustrze. Gdzie się podziała ta kobieta, która jeszcze kilka lat temu śmiała się z byle czego, a oczy miała żywe, jakby cały czas miała plan na coś szalonego? Usłyszałam kroki za drzwiami. Oczywiście on.
– Mogę? – zapytał i już pchał klamkę.
– Czego chcesz?
– Porozmawiać. Bez wojny.
– Wojna to się dzieje wtedy, kiedy ktoś napada na czyjeś terytorium. Ja tylko próbuję przypomnieć ci, że jestem twoją żoną.
– Przesadzasz.
– Naprawdę? To dlaczego przez cały wczorajszy wieczór nie powiedziałeś mi nic miłego? Ani jednego zdania, które nie brzmiałoby jak z automatu?
Zamilkł. Patrzył na mnie przez chwilę, a potem podszedł i stanął za mną, też patrząc w lustro.
– Przepraszam.
– Za co?
– Że cię zgubiłem gdzieś po drodze.
Odwróciłam się i spojrzałam mu prosto w oczy.
– I co teraz?
– Nie wiem. Może spróbuję cię znaleźć?
Chciałam odpowiedzieć ciętą ripostę, ale nie umiałam.
– To zacznij od tego, żeby mnie zauważać. Bo od tego się wszystko zaczyna. I kończy.
– Dobrze – powiedział cicho. – Spróbuję.
Nie wierzyłam mu. Jednak pierwszy raz od dawna powiedział coś, co zabrzmiało jak człowiek, nie jak gość z programu kulinarnego. Może było jeszcze o co walczyć.
Przyłapałam ich
Kilka dni później wróciłam wcześniej z pracy. Zostawiłam torbę na podłodze i usłyszałam znajomy głos z kuchni. Nie był sam. I nie, to nie był kurier ani kolega z pracy. To była Anka, jakby była gospodynią, a ja intruzem.
– Co ty tu robisz? – zapytałam, wchodząc do kuchni z miną, której nie powstydziłaby się królowa śniegu.
– Pomagam twojemu mężowi. Mówił, że nie może się zebrać za te rolety, to wpadłam na kawkę i pomóc ogarnąć. Sąsiedzka pomoc, no wiesz.
– A ty pozwalasz jej tak po prostu wchodzić sobie do naszego domu? – zwróciłam się do niego, ignorując jej teatralny uśmiech.
– Wpadła na chwilę... Zresztą to chyba nie zbrodnia, prawda?
– Nie, pewnie. Jeszcze jej daj klucze, żeby mogła podlewać kwiatki, jak mnie nie będzie.
Anka zaśmiała się, jakby właśnie usłyszała najlepszy dowcip roku.
– Oj, ale ty masz cięty język. Może to zazdrość?
– Nie, to instynkt samozachowawczy – odpowiedziałam chłodno. – I wiesz co? Może i jesteś zabawna, ale ja wolę być nudna niż nie mieć za grosz wstydu.
Odwróciłam się do niego.
– A ty? Ty nie widzisz, jak to wygląda? Jak ja mam ci jeszcze ufać?
Spojrzał na mnie niepewnie.
– Chciałem tylko...
Wyszłam, zostawiając ich w kuchni.
Spojrzałam na niego
Nie rozmawialiśmy przez trzy dni. Żadnego „dzień dobry”, żadnego „czy kupić chleb?”. Mijaliśmy się jak współlokatorzy, których połączył przypadek i niechęć do konfrontacji. On chodził na palcach, ja udawałam, że nie widzę, jak wieczorem siada z telefonem i zbyt długo patrzy w ekran. Czwartego dnia wieczorem w końcu usiadł obok mnie na kanapie. Trzymał w dłoniach nasze wspólne zdjęcie sprzed lat, to z wyjazdu w góry. Oboje w czapkach, śmiejemy się do siebie jak głupi do sera. Długo patrzył na to zdjęcie, zanim się odezwał.
– Pamiętasz, jak wtedy zjeżdżałaś na sankach?
– Pamiętam, że śmiałeś się wtedy jak dziecko. I że przez cały wieczór miałeś czerwony nos.
– Myślisz, że jeszcze możemy się tak śmiać?
Spojrzałam na niego długo.
– Możemy, jeśli przestaniesz traktować mnie jak opcję, a zaczniesz jak wybór. Jak człowieka, a nie wyposażenie wnętrza.
– Przepraszam. Naprawdę.
– Wiem. I chcę ci wierzyć. Jednak to z Anką... To się już nie może powtórzyć.
– Nie będzie powtórki. Obiecuję. To był błąd, zwykły nie flirt. Głupota. Chciałem czuć się ważny.
– Wiesz, że dla mnie jesteś ważny. Tylko nie zamierzam ciągle walczyć o twoje uczucia. Albo jesteśmy zespołem, albo nie gramy w jednej drużynie.
Pokiwał głową.
– Chcę grać z tobą. Bez publiczności. Bez spektaklu.
I wtedy mnie pocałował. Delikatnie. I tym razem nie cofnęłam dłoni.
Katarzyna, 41 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Chciałam wysłać mamę do sanatorium, więc wzięłam kredyt. Zamiast słów wdzięczności, dostałam od niej same pretensje”
- „Karnawałowe harce to nie zabawy dla emerytki. Córka mnie jednak przekonała, że warto jeszcze zabłysnąć na parkiecie”
- „Nie sądziłem, że ktoś mnie przyłapie na niewinnym romansie. Za swoją bezmyślność zapłaciłem naprawdę wysoką cenę”