Reklama

Zawsze byliśmy jak ogień i woda. Ja – spokojna, lubiąca ciszę i bezpieczną rutynę. On – dusza towarzystwa, rozgadany, wiecznie szukający wrażeń. Może właśnie dlatego na początku tak dobrze się uzupełnialiśmy. Jakub potrafił mnie wyciągnąć z domu, kiedy wolałam zostać w piżamie z kubkiem herbaty, a ja byłam dla niego czymś stałym. Zawsze byłam. Przez dziesięć lat.

Od kiedy pracuję zdalnie jako graficzka, rzadko wychodzę z domu. Mój świat to ekran, kot na kolanach i dźwięk parzenia kawy w ekspresie. Jakub śmiał się czasem, że zamieniam się w domowego stwora. A potem coraz rzadziej żartował. Coraz częściej patrzył na mnie jakby przez przez szybę. Jakbyśmy byli z dwóch różnych światów. Może byliśmy.

Zanim wyjechał w delegację, pocałował mnie jak zawsze. Krótko, jakby się spieszył. Wrócił po trzech dniach z nowym zapachem na ubraniach. Pachniał inaczej. Z początku nie wiedziałam, co to jest. Nowy szampon? Inny hotel? Wymówka?

Od tamtej pory między nami coś się zmieniło. Małe rzeczy. Nie przytulał mnie już rano, tylko przewracał się na drugi bok. Mniej mówił. Śmiał się w telefon, ale już nie do mnie. Myślałam: może się zmęczył, może zmartwienia w pracy. Nie chciałam być tą, która ciągle podejrzewa. Aż któregoś wieczoru usiadł na brzegu łóżka i powiedział, że musimy porozmawiać.

Zdrada to był dopiero początek

Nie wiem, co mnie obudziło. Może cisza, która zapadła w mieszkaniu, kiedy wyłączył telewizor. Może jego wzrok. Siedział na brzegu łóżka, nerwowo zaciskając dłonie.

– Muszę ci coś powiedzieć – zaczął. Głos miał niski, jakby przygaszony.

Usiadłam wyprostowana. W jednej sekundzie przeszyło mnie zimno.

– Co się stało?

To był tylko raz – powiedział. – I nawet nie pamiętam dobrze jej twarzy.

Zamarłam. Zanim dotarło do mnie, co właśnie powiedział, już dodał:

– Była kolacja firmowa, wieczór w barze... To się po prostu... wydarzyło. Przepraszam.

Zrobiło mi się duszno. Czułam, jak całe ciało mi sztywnieje. Jakby ktoś wylał na mnie wiadro lodu.

– Więc dlaczego mówisz mi to teraz?

– Bo nie chcę cię okłamywać. Ale też... nie chcę już żyć w kłamstwie. Chciałbym, żebyśmy oboje mogli... eksplorować. Na uczciwych zasadach.

Zaśmiałam się. Krótko, ostro.

Eksplorować? Serio? – spojrzałam mu prosto w oczy. – Zdradzasz mnie, a potem wciskasz mi, że to był tylko „raz”, i jeszcze masz czelność mówić o „eksperymencie”?

– Nie mówię, że to łatwe. Ale może to byłby sposób, żeby nie udawać? Zobaczyć, co się jeszcze da uratować.

Wstałam. Nogi mi się trzęsły.

– Czyli chcesz mieć otwarty związek? Bo ci się zachciało „eksplorować”? A ja co? Mam udawać, że to mnie nie boli?

– Nie chcę cię stracić, Sandra. Naprawdę nie chcę. Ale też... nie chcę już udawać, że wszystko działa, skoro oboje wiemy, że nie.

Nie odpowiedziałam. Poszłam do łazienki, zamknęłam się i długo patrzyłam w lustro. Widziałam kobietę, której życie właśnie pękło na pół. I nie wiedziała jeszcze, co z tym zrobić.

Robiłam dobrą minę do złej gry

Miałam wrażenie, że chodzę w cudzym życiu. Jakbym nagle zamieniła się z kimś rolami i nie wiedziała, jak mam się zachowywać. Przecież to nie ja byłam tą, która się na coś takiego zgadza. A jednak – zgodziłam się. Powiedziałam „tak”, choć wszystko we mnie krzyczało „nie”.

Zaczęło się od tego, że Jakub coraz częściej wychodził wieczorami. Wcześniej wracał po pracy, kładł się na kanapie, włączał jakiś serial. Teraz mówił: „Idę z kolegami” albo „Zostanę dłużej, mamy spotkanie zespołu”. Nie dopytywałam. Nie miałam siły.

Chodziłam jak na szpilkach, wypatrując oznak, że coś się zmieni. Że może zatęskni, że to był tylko kaprys, coś chwilowego. Nic takiego nie nastąpiło. Jedyną zmianą byłam ja – próbująca udawać, że jestem okej.

– Co takiego? – spytała Ola, moja przyjaciółka, gdy powiedziałam jej wszystko. – Sandra, co ty wyprawiasz? Zgodziłaś się na układ, który cię niszczy.

– Myślałam, że sobie z tym poradzę. Że to będzie tylko fizyczność... – urwałam.

– A on? Też tak to postrzega?

Wzruszyłam ramionami. A potem poznałam Adriana. Zajęcia z jogi – to miał być mój sposób, żeby zająć czymś głowę. Usiadł obok, spojrzał na mnie, uśmiechnął się ciepło.

– Pierwszy raz?

– Aż tak widać? – zażartowałam.

Po zajęciach chwilę rozmawialiśmy. O oddechu, o tym, że czasem człowiek potrzebuje się zatrzymać. I tak to się zaczęło. Drobne rozmowy. Krótkie wiadomości. Śmiech przy kawie. A ja czułam się, jakbym po raz pierwszy od dawna z kimś naprawdę rozmawiała.

– Myślałam, że to tylko przyjaźń – powiedziałam później Oli. – Ale Adrian… on naprawdę mnie dostrzega.

Myślami byłam przy innym

Z Adrianem wszystko było inaczej. Naturalnie, spokojnie. Jakby istniała przestrzeń, w której mogłam po prostu być – bez przymusu, bez gry. Nie musiałam niczego tłumaczyć. Patrzył na mnie z czułością, której nie doświadczyłam od lat. Zaczęło się od wspólnych spacerów po jodze. Potem zaprosił mnie na wernisaż fotografii, bo twierdził, że to moje klimaty. I rzeczywiście – znał się, pamiętał, że lubię światło, linie, kompozycję. Jakub nigdy się tym nie interesował.

Nie chciałam, żeby to się stało, przysięgam. Ale któregoś wieczoru Adrian zapytał, czy nie wpadnę na kolację. Gotował risotto. Pachniało czosnkiem, winem, rozmarynem.

– Nie wiem, czy powinienem to mówić – odezwał się, kiedy sączyliśmy wino przy świecach. – Ale... chyba zaczynam się w tobie zakochiwać.

Zamarłam. Przeszły mnie ciarki. Spojrzał na mnie ostrożnie, jakby badał teren.

– Sandra, niczego nie oczekuję. Wiem, że jesteś w związku, ale... jesteś dla mnie kimś więcej niż znajomą od jogi.

Nie odpowiedziałam, tylko skinęłam głową. Pocałowaliśmy się wtedy pierwszy raz, delikatnie. Jakbyśmy oboje bali się, że coś się rozsypie. Od tamtej pory bywałam u niego częściej. Nigdy nie spałam, zawsze wracałam do domu. Kłamałam, że byłam u Oli, że w pracy nawał, że potrzebowałam czasu dla siebie. Nie mówiłam Jakubowi nic.

Znikałam z domu coraz częściej. Przestałam robić kolacje. Przestałam pytać Jakuba, dokąd idzie. On coś podejrzewał – widziałam to po jego minie. Ale jeszcze nie wiedział. Wieczorami leżałam obok mężczyzny, którego kiedyś kochałam, a myślami byłam przy kimś innym.

Wszystko się rozpadło

Zaczęło się od najzwyklejszego wieczoru. Wróciłam do domu późno, zmęczona, z lekkim zapachem perfum Adriana na szaliku. Jakub siedział przy stole, w dłoni obracał mój telefon. Od razu wiedziałam.

– Kto to? – zapytał bez wstępu. Głos miał cichy, napięty.

– Oddaj – powiedziałam spokojnie, próbując zabrać telefon. Nie pozwolił.

– „Nie mogę się doczekać, aż znowu cię przytulę” – przeczytał na głos. – Adrian. Kim on jest?

Stałam nieruchomo, serce waliło mi jak młotem. Cisza między nami dzwoniła w uszach.

To miał być układ – powiedział. – Eksperyment. Nie zakochiwanie się.

– A co myślałeś? – wybuchłam. – Że moje serce da się włączyć i wyłączyć jak światło?

– Nie sądziłem, że naprawdę mnie zostawisz.

– A ja nie sądziłam, że mnie zdradzisz!

Rzucił telefon na stół.

– Wiesz co boli najbardziej? Że zaczęłaś się śmiać, ale nie przy mnie.

– Przecież sam tego chciałeś. Otwarty związek, prawda? „Na uczciwych zasadach”?

– Myślałem, że tylko się bawimy. Że to coś chwilowego. Ty... ty wyglądasz jak ktoś, kto myśli o tym poważnie.

Zrobiłam krok w jego stronę. Nie wiedziałam, po co.

– Chciałam cię zatrzymać. Zgodziłam się, choć mnie bolało. Ale kiedy ktoś w końcu dał mi całą swoją uwagę i całego siebie, a nie tylko jakieś ochłapy... trudno to ignorować.

Nie powiedział nic więcej, wyszedł z kuchni. Trzasnęły drzwi łazienkil, a ja zostałam sama, czując, że coś się właśnie rozpadło. Coś, co i tak już od dawna było w ruinach.

Nie wrócę do tego, co było

Pakowałam się w milczeniu. Składałam ubrania mechanicznie, jakby to był zwykły wyjazd służbowy. Jakub siedział w salonie. Nie odezwał się, odkąd poprzedniego wieczoru trzasnęły drzwi łazienki. Nie zapytał, dokąd idę. Wiedział, że nie do Oli.

Zatrzymałam się na chwilę przy wspólnym zdjęciu – my nad morzem, sprzed lat. Uśmiechnięci, jeszcze naiwni. Schowałam je z powrotem do szuflady. Nie mogłam go zabrać, ale też nie potrafiłam wyrzucić.

– Więc to tyle? – usłyszałam za plecami jego głos. Zmęczony. Cichy.

– Nie wiem – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. – Potrzebuję przestrzeni.

– On ci ją daje?

– On daje mi spokój. I poczucie bezpieczeństwa.

– A ja ci nie dawałem?

Odwróciłam się.

Ty dawałeś to nie tylko mi.

Zapięłam torbę. Jakub nie próbował mnie zatrzymać. Może wiedział, że jest już za późno. Adrian otworzył mi drzwi zanim zdążyłam zapukać. Uśmiechnął się, ale nie podszedł.

– Nie chcę być powodem twojej ucieczki – powiedział. – Chcę być twoim wyborem.

Wzięłam głęboki oddech. Weszłam do środka.

– Nie wiem jeszcze, co wybieram. Ale wiem, że pierwszy raz od dawna wybieram siebie.

Nie objął mnie, nie pocałował. Usiadł obok, czekając, aż sama coś powiem. Milczeliśmy długo, ale w tej ciszy nie było napięcia, lecz ulga. Nie wiedziałam, czy tu zostanę na zawsze. Ale wiedziałam, że nie wrócę do tego, co było.

Zostałam sama, ale nie samotna

Wracam do pustego mieszkania po raz pierwszy sama. W środku wszystko wygląda tak samo, ale pachnie inaczej – ciszą. Zdejmuję buty powoli, odkładam torbę, idę prosto do łazienki. Lustro.

Patrzę na siebie długo. Nie płaczę, nie uśmiecham się. Po prostu jestem. Kobieta po trzydziestce, z podkrążonymi oczami, zbyt chuda po miesiącach stresu. A jednak w tych oczach coś się zmieniło. Jest w nich miejsce. Pustka – ale taka, w której może coś się narodzić.

Wszystko, co znałam, zaczęło się kruszyć w chwili, gdy Jakub wrócił z delegacji. A może wcześniej? Może już wtedy, gdy przestaliśmy rozmawiać, zanim przestał mnie dotykać. Zanim ja przestałam się starać.

Czuję żal. Wstyd i ból, ale też coś jeszcze – ulgę. Nie muszę już się oszukiwać. Nie muszę każdego dnia zgadywać, czy jestem jeszcze kochana, czy tylko tolerowana.

Telefon milczy. Nie dzwoni ani Jakub, ani Adrian. I dobrze. Muszę usłyszeć siebie. Siadam na podłodze w kuchni, oparta o zimną ścianę, i w głowie krąży mi jedna myśl: „Może na końcu każdej miłości zostaje tylko pytanie: kiedy to się zaczęło psuć? I czy jeszcze można było coś uratować?”.

Nie znam odpowiedzi. I może właśnie dlatego muszę iść dalej.

Sandra, 34 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama