„Mąż przysięgał mi wierność aż po grób, a ledwo wytrzymał do oczepin. Szybko pożałowałam, że stanęłam przed ołtarzem”
„Kamil… był wszystkim. Moim pierwszym poważnym chłopakiem. Mężczyzną, z którym zamieszkałam, z którym dzieliłam zwyczajne poranki i nieprzespane noce. Przez pięć lat budowaliśmy coś, co miało przetrwać wszystko. Przynajmniej ja tak myślałam”.

- Redakcja
Gdy zamykałam oczy, wciąż widziałam siebie w białej sukni. Jak ta idiotka z reklamy pasty do zębów – uśmiechnięta, rozmarzona, zakochana. Wtedy byłam pewna, że to najpiękniejszy dzień mojego życia. A może raczej – tak chciałam myśleć. Bo prawda była taka, że od rana coś mnie uwierało. To nie był stres przedślubny. To był ten dziwny ciężar w klatce piersiowej, którego nie umiałam nazwać. Kamil… był wszystkim. Moim pierwszym poważnym chłopakiem. Mężczyzną, z którym zamieszkałam, z którym dzieliłam zwyczajne poranki i nieprzespane noce.
Przez pięć lat budowaliśmy coś, co miało przetrwać wszystko. Przynajmniej ja tak myślałam. Moja siostra Magda zawsze powtarzała, że jestem za bardzo „wpatrzona” w ludzi. Że za bardzo wierzę. Może i miała rację. Ale wtedy nie chciałam jej słuchać. Wolałam wierzyć, że miłość jest silniejsza od wszystkiego. W organizację ślubu włożyliśmy wszystkie oszczędności. Było jak w bajce – suknia jak z katalogu, złote balony, zespół z polecenia. No i Anita – moja druhna. Moja przyjaciółka. Jak się później okazało, również… kochanka mojego świeżo poślubionego męża.
W głowie mi zaświtało
Zaczęło się od oczepin. Krzyk, śmiech, rzucanie welonem. Magda, moja siostra, złapała bukiet i aż skakała z radości. Wszyscy tańczyli jak szaleni, a ja? Kręciłam się po sali. Wciąż ktoś mnie zagadywał, przytulał, gratulował. Co chwilę czułam na sobie spojrzenia – byłam panną młodą, królową wieczoru. Ale gdzieś pośród tego zgiełku... zgubił się Kamil.
– Widzieliście Kamila? – zapytałam Magdę, odgarniając z czoła spocone kosmyki.
– Może poszedł się przewietrzyć? – rzuciła i wzruszyła ramionami.
Podeszłam do drzwi, potem do holu, na zewnątrz. Nigdzie go nie było. Wróciłam na salę i wtedy ją zobaczyłam. Anitę. Rozchichotaną, rozczochraną, jakby właśnie wróciła z biegu przez przeszkody. Sukienka przekrzywiona, szminka lekko rozmazana.
– Wszystko ok? – zapytałam, zerkając na nią.
– Jasne, gorąco tu strasznie – odpowiedziała szybko i odwróciła wzrok.
W tej samej chwili dołączył Kamil. Spocony, z rumieńcami.
– Gdzie byłeś?
– W pokoju. Musiałem chwilę odsapnąć po tym wszystkim.
Uśmiechnęłam się blado. Nie wiem czemu, ale poczułam ukłucie. Jakby coś było... nie tak. W głowie mi zaświtało: nie dramatyzuj. To przecież twój mąż. I twoja przyjaciółka. Przecież sobie ufasz. Tyle że tego wieczoru zaczęło się we mnie coś łamać. Niewidocznie. Po cichu.
Nie wiedziałam, że to był dopiero początek
Tydzień po ślubie obudziłam się z uczuciem, jakby ktoś mi coś zabrał, tylko jeszcze nie wiedziałam co. Kamil był już w pracy. Na stole czekała kartka: „Miłego dnia, żono”. Niby czułość, niby gest – a ja wyczułam w tym obojętność. Od wesela był jakiś... nieobecny. Wcześniej przytulał się bez okazji, teraz siadał po drugiej stronie kanapy. Anita? Zniknęła. Cisza. Żadnego „jak tam mężatko?”, żadnego mema, żadnego „tęsknię za tobą, psiapsi”. Przecież rozmawiałyśmy codziennie. A teraz… wyparowała.
– Pokłóciłyście się z Anitą? – zapytała któregoś dnia Magda, gdy przyszła do mnie na kawę.
– Nie. Nic się nie stało – odburknęłam, bo bałam się wypowiedzieć myśl, która właśnie zakiełkowała w mojej głowie. – A czemu pytasz?
– Po oczepinach jakoś dziwnie się zachowywała – dorzuciła, patrząc na mnie z ukosa. – A może tylko mi się wydawało.
Zatkało mnie. Nie miałam odpowiedzi. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to był dopiero początek. Wieczorem Kamil wpadł do domu z siatką zakupów.
– Hej, co na kolację? – rzucił, jakby nic się nie działo.
– Możemy porozmawiać?
– Natalia, nie dziś, jestem zmęczony.
Poszedł do sypialni, zanim zdążyłam coś powiedzieć . Ale ja już czułam, że coś wisi w powietrzu. Jak burza, która jeszcze nie grzmi, ale już nadciągają chmury.
Świat się rozpadł jak porcelanowa filiżanka
Znalazłam jego telefon przypadkiem. Zwykle był z nim zrośnięty – nawet do łazienki go zabierał. Tym razem zostawił go na kanapie i poszedł do sklepu. Przesunęłam ekran. Brak blokady. Pierwszy raz od lat. Jakby zapomniał, jakby ufał... albo nie sądził, że zajrzę. Nie chciałam. Naprawdę nie chciałam. Ale coś w środku już wiedziało, że powinnam. Weszłam w wiadomości. Nie musiałam długo szukać. „To był błąd, ale nie mogę przestać o tym myśleć” – przeczytałam i zrobiło mi się zimno. Nadawczyni: Anita. Może to żart? Przewinęłam . „Tylko błagam, to musi zostać między nami”. W tej chwili coś we mnie pękło. Świat się rozpadł jak porcelanowa filiżanka. Usiadłam na podłodze. Nie wiem, ile tak siedziałam. Gdy usłyszałam klucz w zamku, serce mi waliło jak oszalałe.
– Hej, kupiłem twoje ulubione paluszki – rzucił Kamil beztrosko.
Wstałam. Stałam w progu salonu, z jego telefonem w ręku.
– Co to jest? – zapytałam cicho, podając mu ekran.
Zbladł. Patrzył na mnie, jakby nie rozumiał. Potem spojrzał na telefon. Zamarł.
– Natalia, ja... to nie tak...
– To dokładnie tak – przerwałam. – Całowałeś się z moją przyjaciółką. W noc naszego ślubu.
Zaczął bredzić coś o chwili słabości, o tym, że to nic nie znaczyło.
– Nic? – wrzasnęłam. – To była moja noc. Nasze wesele. A ty poszedłeś się zabawić z kimś, komu ufałam!
Zaczął płakać. Ale ja już nie słuchałam. Stałam jak obca w naszym własnym mieszkaniu.
Powiedz mi, że to nieprawda
Pojechałam do chwilę później. Otworzyła drzwi zaskoczona.
– Musimy porozmawiać – powiedziałam przez zęby.
– Wiem – westchnęła i odsunęła krzesło. – Wchodź.
Weszłam do mieszkania, które znałam jak własne. Tu kiedyś nocowałyśmy po babskich wieczorach. Tu płakałam jej w ramiona po pierwszej poważnej kłótni z Kamilem. Teraz wszystko cuchnęło zdradą.
– Powiedz mi, że to nieprawda. Błagam cię. Powiedz, że to był żart, pomyłka, cokolwiek – powiedziałam głosem drżącym od rozpaczy.
Anita tylko spuściła głowę. Nie musiała nic więcej mówić.
– Jak mogłaś?! Byłaś moją przyjaciółką!
Ona nawet nie drgnęła. Wybiegłam z płaczem z mieszkania. Serce mi się rozpadło na tysiące kawałków. Bo zdradził mnie nie tylko mąż. Zdradziła mnie kobieta, którą nazywałam przyjaciółką. I to bolało najbardziej.
I to był twój wybór
Wróciłam do mieszkania, spakowałam walizkę i bez słowa zaczęłam wkładać rzeczy do środka. Kamil wszedł do pokoju, jakby zrozumiał dopiero wtedy, że to nie jest scena z filmu, tylko początek końca.
– Natalia, proszę... porozmawiajmy. Zrobię wszystko, tylko nie odchodź.
– Za późno – powiedziałam cicho, niemal szeptem. – Zdrada po oczepinach to nie wpadka. To wybór. I to był twój wybór.
– Kocham cię – chwycił mnie za rękę. – Popełniłem błąd. Jeden jedyny. Nie skreślaj nas za jedną noc.
– Jedną noc? – wyrwałam dłoń. – To była noc, na którą czekałam całe życie. A ty wybrałeś kogoś, kto stał obok mnie w pastelowej sukience i mówił, że będzie mnie wspierać.
Płakał. A ja... nie potrafiłam już. Już nic nie czułam. Tylko pustkę.
Pojechałam do Magdy. Otworzyła w pidżamie, a ja rzuciłam się jej w ramiona i rozryczałam jak dziecko. Przez następne dni nie wychodziłam z łóżka. Magda robiła mi herbatę, siedziała obok i milczała, kiedy nie miałam siły mówić. Czasem tylko szeptała:
– To nie twoja wina. On był po prostu głupi.
Z czasem zaczęłam się podnosić. Powoli. Nieśmiało. Musiałam jakoś funkcjonować. Wiedziałam jedno – już nigdy nie pozwolę się tak zranić.
Natalia, 28 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Gdy zdradziłam męża, nie mogłam spojrzeć sobie w twarz. Szybko jednak odkryłam, że i on ma swoje za uszami”
- „Przez 10 lat mąż traktował mnie jak mebel. Gdy nie chciałam być dłużej elementem jego meblościanki, nie dał mi rozwodu”
- „Rozwiodłam się z moim mężem, ale musiałam wciąż z nim mieszkać. To był prosty przepis na katastrofę”