„Mąż ukrywał przede mną pięciocyfrową sumkę. Cwaniak myślał, że jest sprytny, ale zapomniał, z kim się ożenił”
„Mój wzrok padł na wyświetlony e-mail. "Oficjalne potwierdzenie przelewu premii". Przeczytałam to raz, potem drugi. Premia z czterema zerami. Serce zabiło mi szybciej. Dlaczego Marek nic mi nie powiedział? Czy miał przede mną tajemnice? Musiałam poznać prawdę”.

- Redakcja
Powrót do domu po spotkaniu z przyjaciółką miał być jak każdy inny. Otworzyłam drzwi, rzuciłam płaszcz na krzesło i poszłam prosto do kuchni po filiżankę herbaty. Zanim usiadłam, moje spojrzenie przyciągnął laptop Marka. Zawsze był zamknięty, ale nie tym razem. Mój wzrok padł na wyświetlony e-mail. "Oficjalne potwierdzenie przelewu premii". Przeczytałam to raz, potem drugi. Premia z czterema zerami. Serce zabiło mi szybciej. Dlaczego Marek nic mi nie powiedział?
Przez resztę dnia udawałam, że wszystko jest w porządku. Ale w środku aż się gotowałam. Zawsze mówiliśmy sobie wszystko, dzieliliśmy pieniądze, planowaliśmy razem. Dlaczego teraz to ukrywał? Czy miał przede mną tajemnice? Musiałam poznać prawdę.
Te słowa były jak cios
Kolacja, jak każda inna. Siedzieliśmy przy stole, jedząc w milczeniu. Napięcie we mnie rosło z każdą minutą. W końcu nie wytrzymałam.
– Coś ciekawego w pracy? – zapytałam, starając się brzmieć obojętnie.
– Nic szczególnego – odpowiedział, nie podnosząc wzroku znad talerza.
– Nic? A może jednak coś? Może jakaś... premia? – cisnęłam, widząc, jak zamiera. Widelec zatrzymał się w połowie drogi do ust.
Jego spojrzenie stało się nagle czujne.
– O czym ty mówisz? – zapytał, starając się brzmieć pewnie.
– O tym, że właśnie odkryłam, że twoje „nic” to kilkadziesiąt tysięcy złotych – odparłam ostro, patrząc mu prosto w oczy.
Chciał zbagatelizować sytuację, ale gdy naciskałam, w końcu wybuchł.
– Dobra, tak! Dostałem premię! I co z tego? To moje pieniądze.
Te słowa były jak cios. To, co powiedział potem, zmieniło wszystko.
– Nie powiedziałem ci, bo nie ufam twojemu podejściu do pieniędzy.
Czułam, jak wszystko w środku we mnie się burzy. Nie ufał mi? Po tylu latach małżeństwa?
Nie mogłam tego tak zostawić
Byłam oszołomiona. Marek mi nie ufał. Po tylu latach wspólnego życia. Wzburzona, nie potrafiłam powstrzymać lawiny słów, które ze mnie wypływały.
– Czyli jestem jakąś nieodpowiedzialną dziewczynką, przed którą trzeba ukrywać pieniądze?! – wykrzyknęłam, czując, jak złość pulsuje w mojej głowie.
– Nie o to chodzi! – Marek próbował się bronić. – Po prostu… nie chciałem, żebyś od razu zaczęła wymyślać, na co to wydać.
– A nie przyszło ci do głowy, że może też chciałabym wiedzieć, że w końcu nie musimy się martwić kredytem?! – ripostowałam. – Może chciałabym poczuć, że coś planujemy razem?!
Marek zamilkł, widząc, jak jego słowa mnie zraniły, ale nie zamierzał przepraszać. Atmosfera w kuchni była napięta jak struna.
Tamtego wieczoru, leżąc w łóżku obok Marka, podjęłam decyzję. Skoro Marek grał nieczysto, ja też mogłam.
Miałam sprytny plan
Następnego dnia spotkałam się z Kasią. Była jedyną osobą, której mogłam zaufać i przed którą mogłam się otworzyć. Opowiedziałam jej o wszystkim, co wydarzyło się ostatniego wieczoru.
– Czyli twój mąż uważa, że lepiej nie mówić ci pewnych rzeczy? – Kasia pokiwała głową z dezaprobatą. – Ciekawe jak sam by się poczuł, gdybyś coś przed nim ukrywała.
Jej słowa podsunęły mi pewną myśl, a w mojej głowie zaczął kiełkować plan, który od razu zaczęłam realizować.
Stopniowo zaczęłam wypłacać niewielkie sumy z naszego wspólnego konta. Część z tych pieniędzy przeznaczałam na rzeczy, które i tak były w budżecie, ale płaciłam za nie gotówką, żeby nie zostawić śladu na rachunku bankowym. Resztę chowałam na własne, tajne konto, które założyłam.
W międzyczasie moje zachowanie wobec Marka się zmieniło. Byłam spokojna, cicha, obojętna. Wiedziałam, że to go niepokoi. Widząc, jak zaczyna się kręcić wokół mnie, jak pyta, czy wszystko w porządku, czułam wewnętrzną satysfakcję.
To była gra, którą zamierzałam wygrać.
W końcu miałam przewagę
Kilka tygodni później Marek zauważył, że coś jest nie tak. W końcu zaczął dokładnie analizować nasze wspólne konto i odkrył, że pieniądze powoli znikają. Widząc jego minę, gdy wrócił do domu, wiedziałam, że wkrótce dojdzie do konfrontacji.
– Natalia, gdzie są nasze oszczędności? – zapytał, starając się zachować spokój, choć wyraźnie był zaniepokojony.
– Och, zapomniałam ci powiedzieć. Postanowiłam mieć bardziej odpowiedzialne podejście do pieniędzy – odparłam z chłodnym uśmiechem.
– Co to znaczy? – dopytywał, marszcząc brwi.
– Założyłam własne konto – oznajmiłam, starając się brzmieć obojętnie. – Tak na wszelki wypadek. Skoro ty możesz mieć swoje tajne pieniądze, to ja też.
Marek był wściekły. Jego twarz pociemniała z gniewu, a pięści zacisnęły się mimowolnie. Nie mógł uwierzyć, że zrobiłam dokładnie to, co on. Ale jednocześnie był w potrzasku. Nie mógł mi niczego zarzucić, bo musiałby przyznać, że sam zaczął ten schemat.
Cisza w pokoju była ogłuszająca, a ja czułam, że pierwszy raz od długiego czasu to ja miałam przewagę.
Chcieliśmy to naprawić
W kolejnych dniach między mną a Markiem panowała napięta cisza. Unikaliśmy rozmów o pieniądzach, bo wiedzieliśmy, że mogłyby zakończyć się kolejną kłótnią. Czułam, że Marek jest teraz bardziej ostrożny w słowach, jakby ważył każdą swoją wypowiedź.
Z drugiej strony ja miałam świadomość, że wygrałam bitwę, ale wojna jeszcze trwała. Nie chciałam, by nasze małżeństwo stało się polem walki, ale jednocześnie czułam, że nie mogę być tą, która zawsze ustępuje.
Zaczęliśmy spędzać więcej czasu osobno. Marek częściej wychodził z domu, a ja szukałam towarzystwa u Kasi lub pogrążałam się w swoich myślach. Nasze rozmowy były kurtuazyjne, ograniczały się do codziennych spraw. Czasem, gdy patrzyłam na Marka, zastanawiałam się, czy kiedykolwiek odzyskamy to, co kiedyś było między nami.
Pewnego wieczoru, gdy siedziałam w salonie, Marek usiadł obok mnie. Przez chwilę milczeliśmy, zanim w końcu się odezwał.
– Natalia, może popełniliśmy błąd. – Jego głos był cichy, niemal błagalny. – Może powinniśmy porozmawiać, znaleźć jakieś rozwiązanie, które będzie dla nas obojga uczciwe.
Patrzyłam na niego i po raz pierwszy od dawna czułam, że oboje byliśmy gotowi na kompromis. Może nie było łatwo, ale wiedziałam, że chcemy tego samego – ratować nasze małżeństwo.
Nie wiedziałam, jak potoczą się nasze losy, ale jedno było pewne: od teraz graliśmy na równych zasadach. Choć przed nami było wiele pracy, wiedziałam, że to pierwszy krok w kierunku odbudowy zaufania.
Czy to wystarczy, by ocalić nasze małżeństwo? Tego nie wiedziałam, ale byłam gotowa podjąć wyzwanie.
Natalia, 42 lata