„Mąż wrócił z imprezy karnawałowej bez obrączki. Szybko odkryłam, że kłamczuch wcale jej nie zgubił”
„Na półce, między dezodorantem a lakierem do włosów – leżała męska obrączka. Złota, z drobnym grawerem po wewnętrznej stronie. Serce mi stanęło. Wzięłam ją do ręki. Wiedziałam. To była obrączka Marka. Poznałabym ją wszędzie”.

Od sześciu lat jestem żoną Marka. Mówią o nas, że jesteśmy zgraną parą, przykład do naśladowania. Mamy wspólne konto, mieszkanie w kredycie i kilka ulubionych seriali, które oglądamy wieczorami w milczeniu. Kochamy się tak cicho, bez zbędnych słów. I coraz rzadziej.
Nasze małżeństwo to raczej nawyk niż namiętność. Czasem się łudzę, że to przejściowe. Że wszystko wróci – jego spojrzenia, głupie żarty, smsy bez powodu. Ale od miesięcy czuję się jak mebel, który tylko przeszkadza. Kiedyś mnie przytulał, zanim zasnął. Dziś zasypia, zanim zgaszę światło.
– Marek znów idzie sam na imprezę? – zapytała Kasia w pracy.
– Tak, na karnawałową do Natalii. Ja nie mam ochoty – wzruszyłam ramionami.
– Ty nigdy nie masz ochoty, kiedy on gdzieś wychodzi – rzuciła z uśmiechem, ale jej oczy mówiły coś innego. – Tylko uważaj, żeby to się źle nie skończyło.
Zabolało. Bo choć ufałam Markowi, to od jakiegoś czasu miałam w sobie ten niepokój. Taki, którego nie da się zagłuszyć logiką. Intuicja? A może zwykły strach przed tym, co mogłabym odkryć, gdybym zaczęła zadawać pytania.
Mąż się nie przejął
Obudziłam się około trzeciej w nocy. Marek jeszcze nie wrócił. Spojrzałam na telefon – żadnej wiadomości. Żadnego „wrócę później”, „dobrze się bawię”, „kocham cię”. Cisza.
Drzwi wejściowe trzasnęły przed czwartą. Usłyszałam, jak potyka się o próg, jak zrzuca buty, nie trafiając do szafki. W kuchni zapaliło się światło. Wstałam. Weszłam tam boso, z głową ciężką od snu i tego dziwnego napięcia, które czułam przez cały wieczór.
– Dobrze się bawiłeś? – zapytałam, opierając się o framugę.
Marek spojrzał na mnie nieco zamglonym wzrokiem. Pachniał alkoholem i czymś jeszcze – może perfumami, których nie znałam.
– Tak… – mruknął. – Fajnie było. Natalia się postarała.
– Wiem, widziałam w mediach społecznościowych – powiedziałam cicho, ale on i tak mnie nie słuchał. – Marek... gdzie masz obrączkę?
Zamarł. Spojrzał na swoją dłoń. Pusty palec serdeczny.
– Cholera... – jęknął. – Musiała mi się zsunąć. Może w łazience? Nawet nie zauważyłem.
– Przecież ona nie zsuwa się tak po prostu... – wyszeptałam.
– Aga, serio? – jego ton stał się twardy. – Zrobiłaś się taka... czepialska ostatnio. To tylko obrączka.
Tylko? Patrzyłam na niego, jakby był kimś obcym. A on... sięgnął po szklankę, nalał sobie wody i wypił duszkiem, jakby właśnie zgasił pożar. Potem przeszedł obok mnie bez słowa. Zostałam sama w kuchni. Patrzyłam na jego pusty kubek. Na swoją dłoń, gdzie moja obrączka błyszczała.
Byłam w szoku
Tydzień później siedziałam u Klaudii, robiłyśmy się na wyjście z dziewczynami. Taki babski wieczór, którego obie potrzebowałyśmy – ona, żeby się wygadać, ja, żeby nie myśleć. Przynajmniej tak sobie wmawiałam.
– Zostajemy przy czarnym eyelinerze czy robimy coś więcej? – zapytała, przeglądając swoje kosmetyki.
– Klasyka. Nie mam nastroju na dzikie eksperymenty – odpowiedziałam.
– Masz taką piękną twarz, Aga. Mogłabyś poszaleć z makijażem – mrugnęła.
Uśmiechnęłam się, choć wewnętrznie czułam się jakoś kiepsko.
Klaudia poszła do kuchni po wino, a ja, korzystając z okazji, weszłam do łazienki. Potrzebowałam chwili dla siebie, może poprawki makijażu. Lustro było nieco zaparowane. Oparłam się o umywalkę i wtedy ją zobaczyłam.
Na półce, między dezodorantem a lakierem do włosów – leżała męska obrączka. Złota, z drobnym grawerem po wewnętrznej stronie. Serce mi stanęło. Wzięłam ją do ręki. Wiedziałam. To była obrączka Marka. Poznałabym ją wszędzie. Sama ją wybierałam.
– Klaudia – zawołałam, wychodząc z łazienki. Głos miałam suchy jak papier. – Ktoś u ciebie zgubił obrączkę?
Zamarła w progu z kieliszkiem wina.
– Aaaa, to – machnęła ręką. – Chyba znalazłam ją po imprezie u Natalii. Może ktoś się bawił i zostawił.
Uśmiechała się zbyt lekko. Zbyt niedbale.
– No wiesz, ludzie piją, tańczą, zdejmują, nie? – dodała.
Patrzyłam na nią w milczeniu, a we mnie coś się łamało. Wzięłam płaszcz i wyszłam bez słowa.
Byłam już pewna
Nie powiedziałam Markowi ani słowa. Przez kilka dni chodziłam jak na autopilocie – praca, dom, kolacja, serial. Uśmiechy tam, gdzie trzeba, choć w środku miałam ochotę krzyczeć. Czasem myślałam, że może oszalałam. Może to tylko przypadek. Może Klaudia naprawdę tylko znalazła tę obrączkę, a Marek naprawdę ją zgubił. Ale nie... coś w jej spojrzeniu, w tym szybkim uśmiechu... coś mi nie dawało spokoju.
Zaczęłam analizować. Czy kiedyś nie wspominała, że Marek to przystojniak? Czy nie pytała dziwnie często, czy my to jeszcze tak serio? Zaczęłam przypominać sobie jej spojrzenia. Słowa. Głupie, niby przypadkowe komentarze.
Pewnego wieczoru Marek zostawił telefon na stole. Bez hasła. Po raz pierwszy od dawna. Wzięłam go. Drżały mi ręce.
Nie było tam nic oczywistego. Żadnych zdjęć, żadnych „tęsknię, kochanie”. Ale była wiadomość do Klaudii.
„Pamiętaj, nikt nie może się dowiedzieć. To nasz sekret.”
Zrobiło mi się słabo. A potem… usłyszałam głos z sypialni. Marek rozmawiał przez telefon.
– Daj spokój, wszystko jest pod kontrolą… Ona nic nie wie. Jest... zbyt przewidywalna. – przerwał. – No wiem, że ta noc była szalona, ale... już się nie cofniemy, co?
Stałam w korytarzu. Nagle wszystko przestało być domysłami. To się działo. To było prawdziwe. Moje małżeństwo było farsą, a ja zdradzoną żoną. Weszłam do sypialni. On zamarł.
– Wiem – powiedziałam cicho. – Wiem o wszystkim.
Marek zbladł. Usta miał otwarte, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
– Więc powiedz mi teraz – wyszeptałam – czy warto było?
Próbowała się tłumaczyć
Zadzwoniłam do Klaudii dwa dni później.
– Musimy pogadać. Na żywo.
– Jasne – odparła, a w słuchawce zabrzmiał lekki, sztuczny entuzjazm. – Kawa u mnie?
– Wolałabym w parku.
Spotkałyśmy się na ławce niedaleko mojego bloku. Była ubrana jak zawsze – modnie, nonszalancko. Usiadła obok, krzyżując nogi, jakbyśmy miały gadać o kosmetykach albo plotkach z pracy.
– Znalazłaś tę obrączkę naprawdę... przypadkiem? – zapytałam prosto z mostu.
– Aga, ja...
– Nie kłam – przerwałam. – Marek mówił przez telefon, że „ta noc była szalona”. Wiesz, co mnie najbardziej boli? Że wam ufałam. I że to nawet nie był romans. To był żałosny skok w bok.
Klaudia przez chwilę milczała, jakby rozważała, czy dalej iść w zaparte.
– To był jeden raz – powiedziała w końcu, z westchnieniem. – To się po prostu wydarzyło. Myślałam, że zapomnimy.
– Ale nie zapomnieliście. Przechowujesz jego obrączkę jak trofeum. Co to miało być? Pamiątka?
– Przysięgam, że nie chciałam cię skrzywdzić. Aga, to nic nie znaczyło.
– Dla ciebie może nie. Dla mnie? To koniec. Koniec przyjaźni, zaufania, bezpieczeństwa. Trzeba chcieć, żeby przekroczyć taką granicę.
Spojrzała na mnie, już bez uśmiechu. Po raz pierwszy zobaczyłam w jej oczach coś, co przypominało cień wstydu.
– Nie wiem, co mam powiedzieć – szepnęła.
– To nie mów już nic.
Wstałam i odeszłam. Bez pożegnania.
Wyrzuciłam męża z domu
Stał w korytarzu z torbą w ręku, jak chłopiec przyłapany na kradzieży cukierków. Jego oczy błagały. Moje były puste.
– Aga, ja... Proszę, daj mi szansę. Wiem, że zawaliłem. Ale to był błąd. Jeden cholerny błąd.
– Jeden? – zapytałam, wskazując na torbę. – Spakuj wszystko. Nie zostawiaj nawet ładowarki.
– Nie wyrzucaj mnie tak po prostu... Błagam. To była chwila słabości. Ja cię kocham. Tylko ciebie.
– Kocha się kogoś, kogo się zdradza? Kogo się okłamuje w żywe oczy?
– To nie tak... Nie wiem, co mnie podkusiło. Klaudia po prostu...
– Nie kończ tego zdania. Każde kolejne słowo sprawia, że jesteś mi bardziej obcy.
Zamilkł. Stał w tej samej pozycji. Później opuścił głowę.
– Nie mam gdzie iść – wyszeptał.
– To już nie mój problem, Marek.
Zostawiłam go w przedpokoju. Wróciłam do salonu. Zamknęłam drzwi. Z drugiej strony usłyszałam cichy szloch. Pierwszy raz od lat Marek płakał. Ale nie poruszyło mnie to. Nie tego dnia. Po godzinie nie było już go w mieszkaniu. Tylko pustka i ślady po torbie na dywanie. I cisza.
Agnieszka, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Myślałam, że na ferie do Zakopanego jedziemy jak normalna rodzina. Teściowa zmieniła święty spokój w piekło”
- „Wyjazd do sanatorium otworzył mi oczy. Zrozumiałem, że starość nie musi upływać jedynie w kapciach i na czytaniu gazety”
- „Zawsze traktowałam moją teściową jak zło konieczne. Po rozwodzie tylko ona okazała mi współczucie i troskę”