„Mąż zamiast >>dziękuję<< po obiedzie, powiedział, że nigdy mnie nie kochał. 20 lat prania męskich gaci poszło na marne”
„Spojrzał na mnie uważnie. Może dopiero wtedy dotarło do niego, co zrobił. Tylko że ja już nie czekałam na jego wyjaśnienia. Wyszłam z kuchni i zatrzasnęłam za sobą drzwi”.

- Redakcja
Zdarzają się takie chwile, które człowiek pamięta z przerażającą dokładnością – jak pachniało wtedy powietrze, jaki dźwięk wydała kanapa, gdy ktoś się na niej przesiadł. I chociaż potem mijają miesiące, a nawet lata, one nie bledną, nie rozmazują się w pamięci. Przez prawie dwadzieścia lat żyłam u boku faceta, który okazywał mi czułość, chodził ze mną na święta do moich rodziców, podawał mi gorącą herbatę, kiedy miałam gorączkę. Myślałam, że mnie kocha. Że jesteśmy zwyczajnym, może nieco nudnym, ale solidnym małżeństwem. Myślałam. To, co wydarzyło się później, to już zupełnie inna opowieść. I chociaż on zdążył wszystko odkręcić, odszczekać, a może nawet i pożałować – mnie już nie dało się pozszywać. Nie po czymś takim.
Zamarłam
– Zjesz jeszcze coś? – zapytałam, stawiając na stole miskę z sałatką, którą zrobiłam, bo była jego ulubiona.
– Nie, dzięki – odpowiedział i podrapał się po brodzie. – Jest okej.
Usiadł naprzeciwko mnie. Było cicho. Tylko zegar na ścianie tykał z uporem maniaka. W tle sączył się jazz. Niby normalny wieczór. A jednak coś było inaczej.
– Coś się stało? – zapytałam w końcu. – Od kilku dni jesteś... dziwny.
– Dziwny?
– Tak. Taki nieobecny. Jakbyś mnie unikał.
Wzruszył ramionami, a potem wstał i podszedł do okna, oparł się o parapet.
– Milena...
Nie lubiłam, jak tak mówił. Jak ktoś, kto za chwilę przekaże złe wieści.
– No? – spojrzałam na niego podejrzliwie.
– Ja nie wiem, jak to powiedzieć... ale chyba... chyba nigdy cię nie kochałem.
Zamarłam. Dosłownie. Tak jak siedziałam z widelcem w ręce, tak zostałam. Nie drgnęłam nawet.
– Słucham?
– Nie kochałem cię. To znaczy... myślałem, że tak. Jednak teraz sobie uświadomiłem, że... że to było coś innego. Przywiązanie, a może wdzięczność.
– Wdzięczność?! – parsknęłam, czując, jak ściska mi się gardło. – Za co? Za to, że przez dwadzieścia lat prałam ci gacie i gotowałam twoje ulubione zupy?
Nie odpowiedział. Patrzył przez szybę na ciemność za oknem.
Spojrzał na mnie uważnie
Nie spałam tej nocy. Leżałam nieruchomo, patrząc w sufit i słysząc jego spokojny oddech obok. Jakby nic się nie stało. Jakby nie rzucił we mnie bombą i nie wrócił do swoich obowiązków. Nad ranem wstałam, zrobiłam sobie kawę i przez dobre pół godziny gapiłam się na kubek, jakby miał mi udzielić odpowiedzi.
– Dzień dobry – mruknął, wchodząc do kuchni. – Jak spałaś?
– Jak myślisz?
Westchnął ciężko, ale nie odpowiedział. Otworzył lodówkę i sięgnął po mleko.
– Nie rozumiem, czemu jesteś taka zła – odezwał się nagle. – Powiedziałem ci prawdę. Chyba lepiej późno niż wcale?
– Lepiej? – parsknęłam. – Ty w ogóle słyszysz, co mówisz?
– Chciałem być uczciwy.
– Po dwudziestu latach? – rzuciłam z ironią. – Powinieneś dostać medal za szczerość.
Pokręcił głową i usiadł przy stole. Wziął łyk kawy z mojego kubka, jakby nic się nie zmieniło.
– Po prostu... coś we mnie pękło – mówił cicho. – Od jakiegoś czasu to czułem. Pomyślałem, że nie mogę dalej udawać.
– A ja udawałam? – uniosłam głos.
Spojrzał na mnie uważnie. Może dopiero wtedy dotarło do niego, co zrobił. Tylko że ja już nie czekałam na jego wyjaśnienia. Wyszłam z kuchni i zatrzasnęłam za sobą drzwi.
Nie mogłam o tym zapomnieć
Przez dwa dni nie odezwałam się do niego ani słowem. Gotowałam, sprzątałam, nawet zrobiłam mu pranie, ale w środku… w środku byłam wrakiem. Trzeciego dnia wszedł do salonu i powiedział:
– Muszę z tobą porozmawiać.
– Już rozmawialiśmy – odburknęłam. – A właściwie ty mówiłeś, ja słuchałam. Wtedy mnie zatkało, a teraz nie mam ochoty.
– Wiem, co powiedziałem. I wiem, że to było idiotyczne.
Spojrzałam na niego ostro.
– Nie, nie było idiotyczne. Było szczere. Tak twierdziłeś. To w końcu jak jest?
Usiadł naprzeciwko mnie, trzymając w dłoniach kubek z kawą.
– Myliłem się. Byłem zmęczony, sfrustrowany, pogubiony. Przestraszyłem się, że czegoś w życiu nie doświadczyłem. I teraz tego żałuję.
– I teraz co? Cofamy taśmę?
– Nie. Nie da się. Tylko że ja cię kocham. Naprawdę. Wtedy byłem zły. Na siebie, na wszystko. Powiedziałem to, żeby cię uderzyć. Słowami. I żałuję.
Milczałam. Patrzyłam na niego, na człowieka, który mówił teraz, że mnie kocha. A we mnie było tylko echo tamtego zdania: „Nigdy cię nie kochałem”. Tego nie dało się zapomnieć.
Nie oczekiwałam wsparcia
Wieczorem zadzwoniła moja siostra. Zawsze wiedziała, kiedy się coś dzieje.
– Czuję w kościach, że coś nie gra.
– Nie teraz, proszę cię – wymamrotałam, siadając na krawędzi łóżka.
– Pokłóciliście się?
– Nie. On po prostu mnie... zniszczył.
– Jak to?
– Powiedział, że nigdy mnie nie kochał. A potem, trzy dni później, że jednak kocha. I że to był błąd.
– Co za...! – usłyszałam szmer, jakby właśnie wstawała z fotela. – Mam przyjechać?
– Nie. Nie wiem. Po prostu... nie wiem, co z tym zrobić. On chce, żebym zapomniała.
– A ty?
Zamilkłam.
– Milena?
– Nie umiem.
Kiedy skończyłam rozmowę, mąż siedział w kuchni. Po prostu czekał.
– Wszystko słyszałem – powiedział spokojnie. – I wiem, że to przeze mnie. Tylko ja naprawdę nie chcę cię stracić.
– Już mnie straciłeś. Tamtego wieczoru.
– Jesteśmy małżeństwem…
– Byliśmy. Przynajmniej ja tak myślałam.
Wstałam i wyszłam z kuchni.
Podjęłam decyzję
Przez kolejne dni zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. Robił zakupy, składał pranie, raz nawet zrobił obiad. Jednak ja nie umiałam już z nim rozmawiać jak dawniej. W końcu któregoś wieczoru, gdy podsunął mi kubek z herbatą, spojrzałam na niego i powiedziałam:
– Chcę, żebyś się wyprowadził.
Zamarł.
– Milena…
– Nie. Nie zaczynaj. Nie tłumacz, nie żałuj. Po prostu... to koniec.
– Ale ja cię kocham – powiedział po raz tysięczny. – Myślałem, że możemy to naprawić.
– Ty może i możesz. Ja nie chcę. Bo wiesz co? Kiedy ktoś ci wbija nóż w plecy i potem mówi: „Przepraszam, to był wypadek”, to nie cofnie tego bólu, rozumiesz?
Wstał, jakby nagle coś w nim pękło.
– Czyli to już naprawdę koniec?
– Tak.
Zacisnął usta i kiwnął głową. Słyszałam, jak otwiera szafę, jak zsuwa walizkę z pawlacza. Po godzinie wyszedł.
Poczułam ulgę
Minęły trzy miesiące. Wystarczająco długo, żeby przyzwyczaić się do pustego mieszkania, do samotnych śniadań i do tego, że nie ma już komu narzekać na pogodę. Jednak nie wystarczająco długo, żeby przestało boleć. Znajomi pytają:
– I co u was?
A ja odpowiadam:
– U mnie? Spokojnie.
Bo nie wiem, co powiedzieć. Że od środka rozpadłam się jak szkło po uderzeniu kamieniem? Że kiedyś ufałam, kochałam i byłam pewna, że to się nigdy nie zmieni? Czasem pisze. Maile. Kilka razy próbował zadzwonić. Nie odebrałam. Co miałabym usłyszeć? Jeszcze raz „przepraszam”? Jeszcze raz „kocham”? Niedawno napisał:
„Wciąż na ciebie czekam. Wiem, że zawaliłem. Wiem też, że nadal jesteś moim domem”.
Odpisałam dopiero dziś. Krótko.
„Też byłeś moim domem, ale zburzyłeś go jednym zdaniem. Teraz stawiam nowe fundamenty, buduję nowy dom. Sama”.
Kliknęłam „wyślij” i zamknęłam laptopa. Poszłam do kuchni. Włączyłam czajnik. Wzięłam głęboki oddech. I pierwszy raz od dawna poczułam coś dziwnego. Jakby… ulgę. Nie wiem, co będzie dalej. Jednak wiem jedno. Miłość to nie tylko słowa. A jeśli ktoś raz powiedział „nigdy cię nie kochałem”, to już zawsze to „nigdy” będzie stało między nami.
Milena, 42 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż wyjechał za granicę, żeby robić karierę. Wmawia mi, że jest biznesmenem, a może co najwyżej szorować cudze trony”
- „Synowa tylko o sobie myśli, a wnuki całe dnie biegają samopas po podwórku. Nie mogłam tego tak zostawić”
- „Poszłam z teściem na mszę, a on, zamiast się modlić, bajerował wszystkie sąsiadki. Aż się wstydu za niego najadłam”