Reklama

Są takie chwile w życiu, kiedy wszystko jest na swoim miejscu. Kiedy myślisz, że może wreszcie los dał ci chwilę oddechu. Wtedy pozwalasz sobie na trochę spokoju, odpuszczasz czujność, bo przecież ile można żyć w napięciu. Tak właśnie było ze mną. Ferie, które miały być odpoczynkiem od codzienności, okazały się iluzją. Przez dwa tygodnie wdychałam zapach świerków, podziwiałam zimowe krajobrazy, słuchałam śmiechu dzieci za oknem i... naprawdę wierzyłam, że jest dobrze. Nie idealnie, bo przecież nikt nie ma idealnego życia, ale po prostu dobrze.

Zrobiło mi się duszno

Telefon zadzwonił kilka minut po dwudziestej drugiej. Leżałam w łóżku w pensjonacie, otulona kocem. Odebrałam bez większego entuzjazmu, bo wiedziałam, że to mąż. Nie dzwonił codziennie. Pisał tylko krótkie wiadomości. Dzwonił, kiedy musiał.

– Hej – odezwałam się pierwsza.

– Cześć – usłyszałam jego głos, cichy, jakiś zgaszony. – Możemy pogadać?

Zrobiło mi się duszno. Już wiedziałam, że to nie będzie miła rozmowa.

– Coś się stało? – usiadłam na łóżku.

– Nie wiem, jak to powiedzieć... Wiesz, nie planowałem tego. Po prostu... stało się.

– Co się stało? – zapytałam, wyraźnie podnosząc głos.

– Zdradziłem cię.

Trzymałam telefon przy uchu, ale przestałam oddychać.

– Słucham? – wysyczałam.

– To nie miało znaczenia. I... nie planowałem tego.

– Nie miało znaczenia?! – zerwałam się z łóżka. – I mówisz mi to teraz? Dzień przed moim powrotem?

– Nie chciałem cię okłamywać...

– Nie chciałeś mnie okłamywać?! Zdradziłeś mnie. Siedzę sama z dziećmi, tęsknię, a ty...

Przepłakałam potem pół nocy. Cicho, skulona pod kołdrą, żeby dzieci niczego nie usłyszały.

Wypłakałam wszystkie łzy

Następnego dnia spakowałam się w milczeniu. Dzieci były podekscytowane powrotem do domu. Gdy tylko wsiedliśmy do pociągu, włączyłam im bajkę na tablecie. Nie płakałam. Już nie. Jedna noc wystarczyła, by coś we mnie zgasło. Z dworca odebrał nas teść, bo Marek „miał ważne spotkanie”.

– Marek nie mógł przyjechać? – spytał teść z lekkim wahaniem, kiedy wsiedliśmy do auta.

– Wiesz, praca – odpowiedziałam chłodno, patrząc przez szybę.

– Ostatnio ciągle go nie ma... – mruknął pod nosem. – Pracuje, a ty sama wszystko ogarniasz. Nie tak się umawialiście, prawda?

Spojrzałam na niego ukradkiem. Czy coś wiedział? Czy tylko zgadywał? A może Marek wyznał mu więcej niż mnie?

– Nie chcę o tym gadać – rzuciłam cicho. – Nie dzisiaj.

W domu pachniało płynem do podłóg i świeżym chlebem. Wszystko było dziwnie uporządkowane. Jakby chciał zatrzeć ślady. A może coś ukryć? Dzieci rzuciły plecaki, wbiegły do swoich pokoi, a ja stałam w przedpokoju jak intruz.

– Hej – usłyszałam za plecami.

Odwróciłam się powoli. Stał w progu kuchni, z tym samym wyrazem twarzy, jakby nic się nie stało.

– Nie przytulisz mnie? – spytał cicho.

– Nie i nie dotykaj mnie.

Zamilkł. I dobrze. Wolałam ciszę od jego słabych wymówek.

Wstałam, zanim odpowiedział

Nie rozmawialiśmy przez trzy dni. Żadne z nas nie zaczynało, bo każde dobrze wiedziało, co powinno zostać powiedziane – i że nie będzie przyjemnie. Chodziłam po domu jak cień, mechanicznie pakując śniadaniówki, nastawiając pranie, ścierając blat. On znikał rano, wracał późno, a jak już wracał, to udawał, że coś sprawdza w telefonie. I tak sobie „żyliśmy”. W czwartek wieczorem nie wytrzymałam.

– Możemy pogadać? – zapytałam z kuchni.

Siedział w salonie, udając, że coś go śmieszy w serialu.

– Pogadać? No... możemy – westchnął i ściszył telewizor. – Tylko nie krzycz, dobra?

– Nie mam już siły krzyczeć – usiadłam naprzeciwko. – Chcę tylko wiedzieć jedno. Czy to było pierwszy raz?

Zawahał się. Nie potrafił powiedzieć prawdy.

– Nie. Znaczy... nie wiem. Nie chcę cię okłamywać. Było więcej spotkań, ale nie zawsze kończyło się... no wiesz.

– Nie, nie wiem. Co znaczy „nie zawsze kończyło się”? Albo się skończyło, albo nie!

– Z nią można było pogadać – rzucił, jakby to miało cokolwiek usprawiedliwić. – Była... inna.

– Czyli to ja jestem problemem? Bo przypominam ci, że masz obowiązki?

– Nie. Po prostu... z tobą wszystko zawsze było takie poważne.

– Bo życie jest poważne. A zdrada? To już bardzo poważne.

Wstałam, zanim odpowiedział. Nie miałam ochoty go słuchać. Nie tego wieczoru.

Postawiłam sprawę jasno

W piątek przyszła do mnie sąsiadka. Przyniosła słoik konfitury i coś jeszcze – plotkę.

– Widziałam twojego Marka ostatnio... – zaczęła niepewnie, kiedy siedziałyśmy przy herbacie. – I nie wiem, czy powinnam mówić, ale...

– To już mów – westchnęłam. – I tak wszystko wiem.

– Z jakąś taką... nową się kręcił. Młodsza, widać, że z tych przebojowych. Na parkingu przy centrum. Wysiedli z auta i ona go objęła. On też nie wyglądał na skrępowanego.

Skinęłam głową. To potwierdzenie było zbędne, ale i tak bolało. Bardziej niż powinno.

– Dzięki, że mówisz – powiedziałam, próbując się uśmiechnąć. – Lepiej znać całą prawdę niż się domyślać.

Kiedy wyszła, nie płakałam. Zamiast tego wieczorem postawiłam sprawę jasno.

– Powiedz mi wprost. Kończymy to?

– Co?

– My. Czy jest jeszcze jakieś „my”, czy tylko pozory dla dzieci?

– Nie wiem... Nie chcę, żeby to się tak skończyło – podniósł wzrok. – Ale nie wiem, jak to naprawić.

– Nie wiesz, bo nie próbujesz. Bo łatwiej ci było pójść do innej niż się ze mną dogadać. Powiedz mi, co cię tak w niej urzekło?

Zawahał się, jakby nie chciał odpowiadać.

– Była zachwycona mną. A ty? Ty ostatnio tylko narzekałaś. Czułem się przy niej jak ktoś ważny.

– Może przestałam się zachwycać facetem, który mnie olewał? – warknęłam.

Nie odpowiedział.

Spojrzał mi prosto w oczy

W sobotę rano obudziłam się przed budzikiem. Dzieci jeszcze spały, a on siedział już w kuchni, w szlafroku, z kawą. Pochylił się nad telefonem i nawet nie zauważył, że weszłam.

– Piszesz do niej? – zapytałam spokojnie, choć serce waliło mi jak młotem.

Zadrżał lekko, ale nie zaprzeczył.

– Nie. To znaczy… nie teraz. Po prostu patrzę, czy nie odpisała.

– A czego się spodziewałeś? Że przyjmie cię z otwartymi ramionami?

– Nie wiem, czego się spodziewałem. Może, że będzie lepiej. Że zniknę z tego bałaganu. Z tego... życia.

 Bałaganu? – podeszłam bliżej. – Mówisz o naszej rodzinie? O dzieciach?

– Nie. O nas – powiedział. – O tym, jak ciągle się tylko mijamy. Jak żyjemy obok siebie.

– Bo to też twoja zasługa. Ty się wyłączyłeś pierwszy. Ja próbowałam. Nie pamiętasz?

Milczał. No jasne, łatwiej było zrzucić winę na mnie.

– Wiesz, co jest najgorsze? – dodałam po chwili. – Że nawet teraz nie potrafisz powiedzieć, czy mnie jeszcze kochasz.

Podniósł wzrok. Pierwszy raz od tygodni spojrzał mi prosto w oczy.

– Nie wiem – powiedział.

Najgorsza odpowiedź. Gorsza niż „nie”.

– To może ja ci ułatwię. Ja wiem. Ja już cię nie kocham.

Odwróciłam się i wyszłam.

Było mi trudno

Rozwodu jeszcze nie było, ale decyzja zapadła. Nie potrzebowałam sądu, by wiedzieć, że ten związek się skończył. Mieszkaliśmy pod jednym dachem i unikaliśmy siebie jak ognia. A dzieci? Dzieci zadawały pytania.

– Mamo, czemu tata już z nami nie je śniadań?

– Bo wychodzi wcześniej – odpowiadałam. – Ma teraz sporo na głowie.

Nie kłamałam. Emocjonalny chaos to całkiem sporo. Pewnego dnia, kiedy odbierałam córkę ze szkoły, podszedł do mnie jej wychowawca.

– Przepraszam, ale zauważyłem, że Małgosia ostatnio jest trochę przygaszona. Coś się dzieje w domu?

Westchnęłam i skinęłam głową.

– Tak. Przechodzimy trudny moment. Małgosia wie, że z tatą się nie dogadujemy. Staramy się wszystko jej tłumaczyć.

– Rozumiem. Dobrze, że pani mówi. Będziemy ją wspierać w szkole.

Wieczorem usiadłam z córką na dywanie.

– Chciałam ci powiedzieć, że nawet jeśli z tatą już nie jesteśmy razem, to on zawsze będzie twoim tatą. I zawsze cię będzie kochał. Ja też.

– A ty, mamo? Będziesz szczęśliwa?

– Będę się starać – uśmiechnęłam się lekko. – Może nie od razu, ale... dam radę.

A potem, kiedy dom już zasnął, usiadłam przy kuchennym stole i zrobiłam coś, czego nie robiłam od miesięcy. Napisałam jedno zdanie:

„Zasługujesz na coś więcej”.

I w końcu naprawdę w to uwierzyłam.

Anna, 37 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama