„Mąż zostawał coraz dłużej w pracy, a ja czułam, że coś jest na rzeczy. W końcu odkryłam, z kim wyrabia nadgodziny”
„Daniel znika rano, wraca późno. Czasem nawet bardzo późno. Kiedyś mi to przeszkadzało, teraz przyzwyczaiłam się do jego nieobecności jak do koloru ścian. Był opanowany, ciepły i odpowiedzialny. Miał plan na życie. Myślałam, że już zawsze będziemy razem, że stworzymy coś trwałego. Wierzyłam mu. Może nawet bardziej, niż powinnam”.

- Redakcja
Cisza. Dla mnie to nie pustka, tylko spokój. Pracuję zdalnie, więc przez większość dnia jestem sama w mieszkaniu. Słyszę tylko tykanie zegara w kuchni i szum lodówki. Daniel znika rano, wraca późno. Czasem nawet bardzo późno. Kiedyś mi to przeszkadzało, teraz przyzwyczaiłam się do jego nieobecności jak do koloru ścian. Był opanowany, ciepły i odpowiedzialny. Miał plan na życie. Myślałam, że już zawsze będziemy razem, że stworzymy coś trwałego. Wierzyłam mu. Może nawet bardziej, niż powinnam.
Z biegiem lat przestaliśmy się o cokolwiek kłócić. Bo i nie było o co. Ja pracowałam z domu, on w korporacji. Rozmawialiśmy głównie o zakupach, rachunkach i weekendowych planach. Śmiałam się, że żyjemy jak współlokatorzy z długim stażem. Tylko że ja się do tej roli nie zapisywałam. Tego dnia wyszedł w pośpiechu. Pocałował mnie w czoło, jakby z automatu. Zobaczyłam, że z pośpiechu zostawił włączony laptop. Kiedy chciałam go wyłączyć, nagle wyskoczyła mi wiadomość w mediach społecznościowych - wiadomość, która zmieniła wszystko.
Czy to możliwe?
Na pulpicie widniało otwarte okienko konwersacji z Alicją, jego szefową. Spojrzałam na ekran i nie wierzyłam własnym oczom: „Maja tęskni za tobą. Nie rozumie, czemu znowu nie byłeś na jej urodzinach…” Serce mi stanęło. Oparłam się o krzesło. Maja? Urodziny? „Znowu nie byłeś”? Co to miało znaczyć? Ręka mi drżała, ale zaczęłam przewijać wcześniejsze wiadomości. Z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc.
Wiadomości od Alicji były pełne skrótów, ukrytych znaczeń. Zdjęcia dziecięcych rysunków. Wzmianki o prezentach, o wspólnych urodzinach, o rodzinnych wycieczkach. Niektóre z wiadomości kończyły się słowami: „Nie chcę robić ci wyrzutów, ale powinieneś się bardziej starać, Daniel…”. Zamarłam. Przypomniałam sobie te wszystkie delegacje. Te nagłe wyjazdy. Chłód w jego oczach, kiedy przychodził do domu. I ten wzrok – nieobecny, jakby wracał do innego życia. Czy to możliwe? Czy Maja… to jego córka?
To nie miało być tak
Nie mogłam się skupić przez cały dzień. Wpatrywałam się w ekran laptopa, ale nie mogłam nic z siebie wykrzesać. Głową byłam daleko – w tej jednej wiadomości. W pięciu słowach, które zmiotły z powierzchni ziemi moje małżeństwo. Daniel wszedł do mieszkania około dziewiętnastej. Zostawił torbę przy drzwiach, odwiesił płaszcz. Ja stałam w kuchni, oparta o blat. Zaczęłam spokojnie:
– Ile ona ma lat? – przerwałam, patrząc mu prosto w oczy.
Na jego twarzy widać było zdumienie.
– Maja. Ile ma lat?
– Pięć – przyznał. Cicho. Jakby chciał, żeby to zdanie się nie wydarzyło.
– Pięć – powtórzyłam z niedowierzaniem. – Czyli… byłeś z Alicją już po naszym ślubie?
Opuścił wzrok. I wtedy już wiedziałam. Wszystko było prawdą.
– To nie miało być tak – mruknął.
– A jak miało być, Daniel? Miało być tak, że sypiasz z szefową, robisz jej dziecko, a potem wracasz do mnie i gotuję ci rosół?
– To był błąd. Chwilowy… Chciałem to zakończyć. Ale kiedy powiedziała, że jest w ciąży…
– To uznałeś, że lepiej mieć dwa życia?
Przez chwilę staliśmy w ciszy.
– Dlaczego, Daniel? – zapytałam drżącym głosem.
Spojrzał na mnie, ale szybko uciekł wzrokiem.
Czułam tylko jedno: pustkę
Usiadł naprzeciwko mnie. W dłoniach ściskał szklankę z wodą, jakby trzymał coś znacznie cięższego. Ja nie powiedziałam już nic. Czekałam, aż się odważy.
– To się zaczęło... jeszcze zanim się pobraliśmy – zaczął cicho. – W pracy wszystko się kręciło wokół niej. Była charyzmatyczna, pewna siebie, przyciągała ludzi. Mnie też.
Nie przerywałam.
– Ja i ty przechodziliśmy przez trudny czas. Pamiętasz? Oddaliliśmy się wtedy od siebie. Te kłótnie, moja zmiana pracy, twoje zwolnienie. Wydawało mi się, że to się rozpadnie.
– Więc zamiast porozmawiać i wszystko naprawić, poszedłeś do łóżka z Alicją?
– To nie było planowane. Naprawdę. Jedna noc. Potem przez miesiące się unikaliśmy. Aż przyszła do mnie z testem ciążowym.
Zacisnęłam powieki. Nie chciałam słuchać, ale musiałam. Musiałam znać pełny obraz.
– Powiedziała, że nie oczekuje niczego, tylko chce, żebym wiedział. My już wtedy byliśmy po ślubie. Pamiętam ten dzień. Wróciłem do domu i patrzyłem na ciebie... i wiedziałem, że już nie będzie normalnie.
– I co zrobiłeś?
– Zaproponowałem jej pieniądze. Chciałem... żeby zostawiła nas w spokoju. Odmówiła. Powiedziała, że nie chce mnie na siłę. Ale kiedy Maja się urodziła… coś we mnie pękło.
– I zacząłeś prowadzić podwójne życie.
Skinął głową.
– Nie dało się inaczej. Próbowałem to zakończyć. Przysięgam, próbowałem. Ale gdy mała zaczęła mówić, gdy po raz pierwszy powiedziała do mnie „tato”…
Zakrył twarz rękami. A ja patrzyłam na niego i czułam tylko jedno: pustkę.
– To nie ona mnie oszukała, Daniel. To ty stworzyłeś to wszystko. A ja tylko w to przypadkiem wdepnęłam.
Wiedziałam, że w końcu się spotkamy
Nie mogłam spać. Z każdą minutą narastało we mnie uczucie, że muszę to zrobić. Musiałam się z nią zobaczyć. Z kobietą, która przez pięć lat żyła na drugim końcu rzeczywistości mojego męża. Tą, którą nazwał błędem, ale która urodziła mu córkę. Następnego dnia wstałam wcześniej niż zwykle, włożyłam stonowaną sukienkę, związałam włosy, zarzuciłam płaszcz. Weszłam do siedziby firmy Daniela z drżącymi dłońmi, ale uniesioną głową. W recepcji przedstawiłam się i powiedziałam spokojnie:
– Chciałabym porozmawiać z panią Alicją.
Sekretarka wprowadziła mnie do szklanego gabinetu. Alicja siedziała przy biurku, ubrana perfekcyjnie. Bez cienia emocji na twarzy.
– Wiedziałam, że w końcu się spotkamy – powiedziała, zanim zdążyłam się odezwać.
– Nie jestem tu, by robić awanturę – odpowiedziałam twardo. – Chcę tylko zrozumieć.
– Co konkretnie? Że Daniel kłamał? Że prowadził grę, której żadna z nas nie rozumiała do końca?
– Dlaczego pani to robiła? Dlaczego zgodziła się pani na taką rolę?
Alicja zaśmiała się gorzko.
– Nie zgodziłam się. Po prostu... nie chciałam, by Maja wychowywała się bez ojca.
Wstałam. Miałam już dość. Ale wtedy drzwi się uchyliły. Stała w nich dziewczynka. Maja. Na oko pięcioletnia. Kasztanowe włosy, delikatne rysy. I oczy... Daniela.
– Maja, idź do sali obok – powiedziała spokojnie Alicja.
Dziewczynka uśmiechnęła się do mnie.
– Nie oczekuję wybaczenia – dodała Alicja. – Naprawdę chodziło mi tylko o to, żeby pamiętał o swojej córce.
Mam udawać, że nic się nie stało?
Minął tydzień. Daniel próbował ze mną rozmawiać. Codziennie. Siedział w salonie, czekał, przynosił mi herbatę, której nie piłam. Snuł się po mieszkaniu jak cień człowieka, którym był. Ale mnie już nie dało się dotknąć ani słowem, ani gestem.
– Joanna… nie możemy tego tak zostawić – powiedział któregoś wieczoru, kiedy zamykałam drzwi do sypialni.
– A jak według ciebie mamy to zostawić? Mam udawać, że nic się nie stało?
– Nie udawać. Naprawiać. Wiem, że to brzmi naiwnie. Ale ja cię kocham. Ciebie wybrałem. Tamto… to był chaos.
Usiadłam na skraju łóżka, zmęczona. Bardziej psychicznie niż fizycznie.
– Wiesz, co jest najgorsze, Daniel? Że przez pięć lat żyłam z kimś, kogo nie znałam. Z kimś, kto prowadził drugie życie i potrafił całować mnie, mówiąc „nic się nie dzieje”.
– Bo chciałem cię chronić…
– Nie. Chciałeś chronić siebie. I to ci się udało. Ale ja już nie mam w sobie przestrzeni, żeby dźwigać te kłamstwa. Miłość nie wystarczy, gdy wszystko inne to iluzja.
Wstałam i zdjęłam z palca obrączkę. Podałam mu ją.
– Dla mnie to koniec.
Nie odpowiedział. Tylko ścisnął obrączkę tak mocno, że aż zbielały mu palce.
Nie wierzę już nikomu
Spakowałam się w jedno popołudnie. Nie płakałam. Nie wrzeszczałam. Nie rzucałam rzeczami ani nie dramatyzowałam. Chwilowo zamieszkałam u rodziców. Wróciłam do pokoju z dzieciństwa – do tego samego, w którym w liceum uczyłam się do matury i płakałam po pierwszym zawodzie miłosnym. Czułam się jak dziewczyna, którą zostawił świat. Ale tym razem nie byłam nastolatką. Byłam kobietą, która wie, że została okłamana przez najbliższą osobę.
Początkowo trudno było mi mówić o tym, co się stało nawet najbliższym. Bo jak powiedzieć na głos, że przez lata kochało się kogoś, kto karmił mnie kłamstwem? Że budowało się wspomnienia na fundamencie z domysłów i milczenia? Nie wierzę już nikomu. Wciąż budzę się z myślą: „Może to nieprawda?”. A potem widzę przed oczami tę wiadomość, którą niechcący przeczytałam. Jedno zdanie. Wystarczyło. „Maja tęskni za tobą.” A ja tęsknię za kimś, kto nigdy nie istniał.
Joanna, 35 lat
Czytaj także:
- „Mój mąż chciał być sprytny i żył na 2 fronty. Biedaczek wpadł jednak, przez własną głupotę i durną pomyłkę”
- „Rozwiodłam się z moim mężem, ale musiałam wciąż z nim mieszkać. To był prosty przepis na katastrofę”
- „Gdy dzieci pojechały na ferie, zobaczyłam całą prawdę o moim małżeństwie. Nie miałam zamiaru dłużej marznąć przy mężu”