„Miałam ochotę na szwedzki serial, ale mąż pokrzyżował mi plany. Gdy chciałam postawić na swoim, tylko się obraził”
„Wystarczyło jedno słowo sprzeciwu, jedno zdanie nie po jego myśli – i bach, koniec rozmowy. A ja? Ja siedziałam z pilotem w ręku, pełna frustracji i poczucia niesprawiedliwości”.

- Redakcja
Nie wiem, co mnie bardziej irytowało – to, że nie mogłam spokojnie obejrzeć odcinka mojego ulubionego serialu, czy to, jak błyskawicznie mój mąż potrafił zmienić się z pogodnego faceta w milczący mur. Wystarczyło jedno słowo sprzeciwu, jedno zdanie nie po jego myśli – i bach, koniec rozmowy. A ja? Ja siedziałam z pilotem w ręku, pełna frustracji i poczucia niesprawiedliwości. Choć z pozoru chodziło tylko o serial, cała sytuacja pachniała czymś dużo głębszym. Może to po prostu jeden z tych wieczorów, które wyciągają na wierzch wszystko, co niewypowiedziane.
Obraził się na mnie
– Co oglądamy? – zapytał, wchodząc do salonu z kubkiem herbaty.
– Chciałam włączyć ten szwedzki serial, pamiętasz? Cały dzień myślałam, co będzie dalej – odpowiedziałam.
– Znowu te twoje skandynawskie dramaty? Przecież tam nawet psy są smutne. A może wrzucimy jakiś film? Coś lekkiego, nie wiem... akcja, może komedia? – zaproponował, rozsiadając się na kanapie, jakby był jedynym właścicielem telewizora.
– No nie, dziś moja kolej. Ostatnio oglądaliśmy te twoje strzelaniny. Nawet nie wiem, o co tam chodziło. Strzały, pościgi, zero sensu.
– Ej, ten film miał bardzo głęboki przekaz – burknął.
– Głęboki? Tam nawet dialogi miały po cztery słowa – prychnęłam. – A teraz, jeśli pozwolisz, włączę mój serial.
Sięgnęłam po pilota, ale on wyciągnął rękę szybciej.
– No nie, serio? Będziesz się ze mną kłócić o telewizor?
– Nie kłócę się. Po prostu ustaliliśmy, że dziś wybieram ja.
Westchnął ciężko i odsunął się ode mnie.
– Wiesz co? Rób, jak chcesz. Ja idę do sypialni.
– Przesadzasz – mruknęłam, ale było już za późno.
Wstał i wyszedł, nawet nie patrząc w moją stronę. Zostałam sama. Z serialem, który już nie cieszył. Z pilotem, który ciążył w dłoni jak cegła. I z głupim uczuciem, że znów to ja jestem ta „zła”.
Przewróciłam oczami
Nie byłam w stanie się na nim skupić. Obrazy przesuwały się przed oczami, a ja tylko jednym uchem słuchałam dialogów. Po chwili wstałam i ruszyłam do kuchni, włączając czajnik. Drzwi do sypialni były uchylone. Cisza.
– Chcesz herbaty? – zapytałam.
Brak odpowiedzi. Przewróciłam oczami.
– Obrażony dorosły facet to naprawdę uroczy widok – mruknęłam do siebie.
Wzięłam dwa kubki i nalałam do nich wrzątku. Po chwili zawahałam się, ale jednak podeszłam do jego drzwi i zapukałam lekko.
– Wchodzę, chyba że grozi mi egzekucja – rzuciłam, uchylając drzwi.
Leżał na łóżku w dresie, z telefonem w ręce. Udawał, że mnie nie widzi.
– Masz herbatę – podałam mu kubek. – Z cytryną, jak lubisz.
– Dzięki – mruknął, nie odrywając wzroku od ekranu.
– Serio? Tak to ma wyglądać? Pokłócimy się o głupią rzecz i teraz będziesz mnie traktował jak powietrze?
– Ty zaczęłaś – rzucił.
– Ja zaczęłam? Ty nie dotrzymałeś umowy! Mieliśmy oglądać na zmianę. A jak nie jest po twojemu, to foch!
– Bo to nie jest tylko o serial – powiedział cicho, wreszcie patrząc mi w oczy. – Ty ciągle wszystko ustawiasz. Zawsze musi być po twojemu.
Zamilkłam. Ta odpowiedź zbiła mnie z tropu. Nie chodziło o serial. Chodziło o coś więcej. I chyba nawet wiedziałam, o co.
Uśmiechnęłam się lekko
– No to powiedz wprost – powiedziałam po chwili ciszy. – Co tak naprawdę cię gryzie?
– Serio chcesz rozmawiać? Czy tylko chcesz mnie zagadać, żeby postawić na swoim?
Usiadłam na rogu łóżka, trzymając kubek z herbatą.
– Mów. Postaram się nie przerywać.
Westchnął, położył telefon na szafce i usiadł obok mnie.
– Czasem czuję, jakbym był dodatkiem do twojego życia. Wszystko masz poukładane: harmonogram, plan dnia, nawet co jemy i kiedy pierzemy skarpetki. Ja się tylko wpisuję w twój plan. Jak pasuje – jest okej. Jak nie – konflikt.
– No przepraszam, że ogarniam życie, żeby nam się nie rozsypało – syknęłam. – Wybacz, ale ktoś tu musi pamiętać o rachunkach i o tym, że papier toaletowy się nie uzupełnia magicznie.
– Nie o to chodzi. Po prostu... nie pamiętam, kiedy ostatni raz robiliśmy coś wspólnie. Nie twoje albo moje. Tylko nasze.
Te słowa jakoś mnie poruszyły. Nagle ta cała sytuacja przestała być śmieszna.
– Myślałam, że dając ci wolność, robię dobrze – powiedziałam już ciszej. – Nie dopytuję, nie kontroluję. Nie jestem tą kobietą, która siedzi nad facetem i liczy, ile razy oddycha.
– I dzięki temu się mijamy – odpowiedział. – Bo wszystko robimy osobno. Nawet się o to nie kłócimy porządnie, tylko każde zamyka się w swoim kącie.
– Więc co teraz?
– Nie wiem. Wiem tylko, że herbata od ciebie smakuje lepiej niż cisza między nami.
Uśmiechnęłam się lekko.
Było mi z nim dobrze
Następnego dnia mąż wrócił z pracy wcześniej niż zwykle. Siedziałam w kuchni, przeglądając przepisy na kolację. Kiedy wszedł, uniósł torbę z zakupami.
– Kupiłem łososia. Myślałem, że może zrobimy coś razem.
– Ty i ryba? – uniosłam brew. – Przecież ostatnio prawie podpaliłeś kuchnię przy samych tostach.
– No wiesz, próbuję się rozwijać – odparł z udawanym oburzeniem. – A poza tym… chciałem ci jakoś pokazać, że wczoraj mówiłem serio.
Podeszłam do niego i wyciągnęłam z siatki paczkę ryżu.
– Okej, ty zajmij się rybą, ja zrobię resztę. Byle bez ofiar w ludziach.
Przez chwilę szykowaliśmy kolację w milczeniu, ale to było dobre milczenie. Nie to napięte, obrażone. Raczej takie, które zdarza się ludziom, którzy znają się już trochę za dobrze i nie muszą mówić wszystkiego głośno.
– Wiesz, że jak ty coś planujesz, to ja czasem czuję się zbędny? – powiedział, krojąc czosnek.
– Myślałam, że to ci pasuje. Nigdy nie narzekałeś.
– Bo nie chciałem brzmieć jak dzieciak. A teraz... chcę z tobą nie tylko dzielić przestrzeń, ale i decyzje.
– Nawet te o serialach?
– Zwłaszcza te. Tylko błagam, nie te smutne seriale z północy. Może jakiś kompromis? Może obejrzymy razem coś nowego?
– Mam coś na liście. Hiszpański kryminał. Też mają depresyjne scenerie, ale przynajmniej się kłócą bardziej ekspresyjnie.
– Bierzemy to.
Postanowiłam odpuścić
Wieczorem zasiedliśmy na kanapie z miską popcornu i nowym serialem, który wybraliśmy razem. Co prawda w duchu byłam trochę rozczarowana, że mój szwedzki dramat przegrał z hiszpańskim kryminałem, ale postanowiłam odpuścić. Dla odmiany.
– To co, z napisami czy z lektorem? – zapytał, przewijając opcje.
– Z napisami. Lektor zabija klimat.
– No tak, zapomniałem, że dla ciebie język to połowa emocji.
– A dla ciebie to tylko przeszkoda w zrozumieniu – odparłam złośliwie, ale z uśmiechem.
Usiedliśmy bliżej niż zwykle. Jego ramię lekko dotykało mojego. Po pół godziny serial nawet mi się spodobał – nie dlatego, że był genialny, ale dlatego, że nikt nie wychodził z pokoju, trzaskając drzwiami.
– Zimno ci? – zapytał, kiedy przesunęłam się jeszcze bliżej.
– Trochę – przyznałam, a on bez słowa sięgnął po koc i okrył nas oboje.
W przerwie między odcinkami spojrzał na mnie z boku.
– Wiesz – powiedziałam, patrząc na ekran – może i jestem uparta, ale dobrze wiedzieć, że jesteś obok. Nawet jeśli czasem się boczysz.
– A ja wiem, że bywam trudny, ale... twoje herbaty i seriale naprawdę zaczynają mi się podobać.
– Powiedz to jeszcze raz.
– Twoje herbaty i seriale naprawdę zaczynają mi się podobać.
No i tyle. Żadna wielka rewolucja. Po prostu on. I ja. I serial. I cisza, która nie była już milczeniem.
Anna, 38 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Wierzyłam, że mąż jedzie z kumplami na męski wypad w góry. Moje złudzenia okazały się kruche niczym lód”
- „Moja córka zmienia chłopaków jak rękawiczki. Boję się, że zmarnuje sobie życie i przyniesie tylko wstyd rodzinie”
- „Na Dzień Babci upiekłam sernik baskijski i czekałam na wnuki. Ale młodzi pamiętają o mnie tylko wtedy, gdy chcą kasy”