„Miałam za złe mojemu synowi, że związał się z byle kim. Zawsze uważałam, że stać go na lepszą partię”
„Zawsze lubiłam mieć ostatnie słowo. Nie żebym była jakoś wyjątkowo wścibska czy złośliwa, po prostu nie potrafiłam przejść obojętnie obok spraw, które według mnie wymagały mojego komentarza. Szczególnie gdy dotyczyły mojego syna. Z synową od początku nam nie było po drodze. Sądziłam, że mógł trafić lepiej”

- Redakcja
Moje życie nie było usłane różami, ale też nie miałam powodów do wielkich narzekań – przynajmniej tak to sobie powtarzałam, kiedy wieczorami przewracałam się z boku na bok, analizując, co w moim życiu poszło nie tak. Przyzwyczaiłam się do codzienności, w której zgryzoty mieszały się z drobnymi radościami. Rodzina zawsze była dla mnie najważniejsza – teoretycznie. W praktyce wyglądało to różnie.
Zawsze lubiłam mieć ostatnie słowo. Nie żebym była jakoś wyjątkowo wścibska czy złośliwa, po prostu nie potrafiłam przejść obojętnie obok spraw, które według mnie wymagały mojego komentarza. Szczególnie gdy dotyczyły mojego syna. Z synową od początku nam nie było po drodze. Sądziłam, że mogła trafić lepiej. Na jakąś bardziej zaradną dziewczynę, mniej wyniosłą, taką, co to przyniesie mi ciasto bez proszenia, zamiast zjawiać się z rękami w kieszeniach.
Wszystko w porządku
Tamtego dnia, kiedy przyszli do mnie na obiad, już od progu czułam napięcie. Synowa ledwo mnie pocałowała w policzek i zaraz zaczęła szurać krzesłem, jakby była u siebie. Syn, jak zwykle, udawał, że wszystko gra, ale widziałam po minie, że coś jest nie tak.
– Coś się stało? – rzuciłam wreszcie, bo nie wytrzymałam ciszy.
– Nie, mamo, wszystko w porządku – mruknął syn, wpatrzony w podłogę.
– Nie widzę, żeby było. Ty zawsze miałeś problem z mówieniem prawdy, wiesz? – nie wytrzymałam.
Synowa odłożyła widelec, spojrzała na mnie bez cienia uśmiechu.
– Jeśli ma mama ochotę rozmawiać o problemach, może warto zacząć od własnych – powiedziała cicho, ale stanowczo.
Zaniemówiłam, bo rzadko zdarza się, żeby ktoś się tak do mnie odezwał. Syn nagle się wtrącił:
– Mamo, daj spokój.
– No dobrze, to ja już nic nie mówię. Widzę, że teraz się tu rządzi kto inny – w środku gotowało się we mnie jak w czajniku.
Przez chwilę nikt nic nie mówił.
– Może zrobimy herbaty? – rzuciła nagle synowa i zanim zdążyłam zaprotestować, już była w kuchni.
Chciałam tylko, żeby było miło
Siedziałam przy stole, udając, że przeglądam wiadomości w telefonie. Synowa otworzyła szafki i zaczęła szukać filiżanek. Oczywiście, wyciągnęła te „lepsze”, od święta, bo jakżeby inaczej.
– Te filiżanki są tylko na specjalne okazje – rzuciłam w stronę kuchni, dość ostro, żeby poczuła, że nie życzę sobie, by grzebała w moich rzeczach.
– Wiem, bardzo ładne. Pomyślałam, że dzisiaj dzień wyjątkowy – odpowiedziała, nawet nie próbując udawać, że się speszyła.
Syn, widząc moje niezadowolenie, próbował ratować sytuację.
– Mamo, nie denerwuj się, przecież to tylko filiżanki.
– Tylko filiżanki? Dla ciebie wszystko jest „tylko”. Może dla mnie coś znaczą! – prawie krzyknęłam, bo już byłam bliska wybuchu.
Synowa nalała herbatę, postawiła przede mną filiżankę i usiadła naprzeciwko. Przez chwilę patrzyła mi prosto w oczy. Nie spuszczała wzroku, choć czułam, że w jej spojrzeniu nie ma złości, raczej jakiś upór, którego wcześniej nie widziałam.
– Naprawdę nie chcę się kłócić. Chciałam tylko, żeby było miło.
Parsknęłam śmiechem.
– No to ci się udało.
– To proszę powiedzieć, co mam zrobić, żeby nie było źle. – jej głos był spokojny, choć widziałam, że z trudem panuje nad emocjami.
Zaskoczyła mnie tym. Takiej postawy się nie spodziewałam.
– Róbcie, co chcecie – rzuciłam, udając, że nie obchodzi mnie już ani herbata, ani to, co się dzieje w tym domu.
Chyba nie tak miało to wyglądać
Po południu synowa zaproponowała.
– Może zrobię ciasto. Zostało trochę sera, może sernik?
Przewróciłam oczami, nie mogąc się powstrzymać.
– Myślisz, że sernik wszystko załatwi?
Zamiast się obrazić, spojrzała na mnie spokojnie.
– O co Pani chodzi?
– Nie musisz się starać na siłę, żeby mi się przypodobać – zaczęłam, ale syn wszedł mi w słowo.
– Mamo, przestań.
Synowa odwróciła się, ścierając blat. Milczała chwilę, a potem powiedziała spokojnie:
– Chciałam być częścią tej rodziny, naprawdę. Nie zawsze się udaje, wiem, że nie jestem idealna, ale myślałam, że jako dojdziemy do porozumienia. Ale z panią nie da się normalnie rozmawiać. – odpowiedziała.
Na moment zapadła cisza.
– Chyba nie tak miało to wyglądać – westchnął syn, patrząc na nas jak na dwie uparte dziewczynki.
– Chcesz, to wychodź. Nikt cię tu nie trzyma – burknęłam.
Naprawdę mam już tego dość
Syn wyszedł z kuchni i zostawił nas same. Z początku wpatrywałam się w ścianę, żeby tylko nie patrzeć na synową, ale po chwili usłyszałam, jak stuka w blat. To mnie zirytowało jeszcze bardziej niż jej wcześniejszy spokój.
– I co, teraz będziesz udawać, że mnie tu nie ma? – rzuciłam.
– Wolałabym, żebyśmy się nie kłóciły – odpowiedziała cicho. – Naprawdę mam już tego dość.
Prychnęłam, bo nie zamierzałam się poddawać bez walki.
– Nie przyszło ci do głowy, że to może twoja wina?
Zamiast się bronić, westchnęła i usiadła na stołku, jakby nagle opadła z sił.
– Może i tak. Może nie umiem być taka, jakiej pani oczekuje. Cały czas próbuję.
– Jakbyś się chociaż trochę bardziej postarała, może byłoby lepiej.
Podniosła głowę i spojrzała na mnie.
– Starałam się. Od samego początku. Może nie tak, jak pani by chciała, ale po swojemu. Nie jestem pani córką i nigdy nie będę. Proszę nie oczekiwać ode mnie cudów.
– I co teraz, będziesz się żalić synowi, jaka to zła teściowa ci się trafiła?
– Nie. Może po prostu przestanę próbować. Może przestanę przychodzić. Będzie pani lepiej, prawda?
Nie odpowiedziałam. Po raz pierwszy od dawna nie wiedziałam, co powiedzieć. Synowa wstała i zaczęła zbierać swoje rzeczy.
– Jeśli chce pani mojej nieobecności, nie będę się narzucać.
Nie będę już próbować na siłę
Patrzyłam, jak synowa zbiera torebkę i sweter. W tym samym momencie do kuchni wrócił mój syn, widząc jej minę od razu się zatrzymał.
– Co się dzieje? – spytał, spoglądając to na mnie, to na żonę.
– Wychodzę – powiedziała krótko. – Myślę, że tak będzie najlepiej dla wszystkich.
Zbladł.
– Przecież dopiero co przyszliśmy. O co znowu poszło? Mamo, co ty znowu powiedziałaś?
Wzruszyłam ramionami, próbując ukryć to, jak bardzo zabolały mnie jej słowa. W końcu rzuciłam:
– Skoro jej tak źle w moim towarzystwie, nie będę jej zatrzymywać.
– Może wreszcie ktoś powie mi, o co chodzi? – syn już nie krył zdenerwowania.
Synowa wzięła głęboki oddech, jakby ważyła każde słowo.
– Twoja mama mnie nie akceptuje, nieważne, co zrobię. Nie będę już próbować na siłę. Każdy ma swoje granice.
Odpowiedziałam z przekąsem:
– O, bardzo przepraszam, jeśli komuś tu krzywdę zrobiłam.
Syn przewrócił oczami, zmęczony całą sytuacją.
– Mam już dość tych gierek. Chciałem normalnie spędzić dzień z rodziną, ale widzę, że to niemożliwe.
Zrobiło się cicho. Synowa podeszła do mnie i, ku mojemu zaskoczeniu, powiedziała:
– Dziękuję za herbatę. Może kiedyś… będzie inaczej.
Wyszła, a syn jeszcze chwilę stał przy drzwiach, zanim pobiegł za nią. Zostałam sama, otoczona ciszą, która ciążyła mi na barkach. Spojrzałam na te przeklęte filiżanki. Kiedyś były symbolem rodzinnych spotkań, teraz kojarzyły mi się tylko z niepotrzebnym żalem i żałosną dumą.
W naszej rodzinie zawsze były inne zasady
Siedziałam długo w kuchni, wsłuchując się w ciszę, która nigdy nie wydawała się tak dokuczliwa. Tylko zegar tykał, jakby celowo podkreślał, jak bardzo się pogubiłam. Niby zawsze wiedziałam lepiej, co jest dobre dla rodziny, ale dziś widziałam już wyraźnie – to nie ja miałam klasę w tym domu. Moja synowa pokazała mi, co znaczy opanowanie. Godność. I odchodzenie z podniesioną głową, nawet gdy człowiek czuje się zdeptany. Po godzinie zadzwonił syn. Odebrałam niechętnie, już szykując w myślach ciętą ripostę.
– Mamo, możemy porozmawiać? – zaczął niepewnie.
– Teraz? Chyba wszystko zostało już powiedziane – odburknęłam.
– Nie. Właśnie nie zostało. Próbuję zrozumieć, czemu ci tak przeszkadza, że ona po prostu jest sobą. Przecież nie zrobiła ci nic złego. Chciała się wpasować, a ty ciągle ją odpychasz.
Poczułam, jak robi mi się głupio.
– Wiem swoje. W naszej rodzinie zawsze były inne zasady.
Po drugiej stronie zapadła cisza, w końcu syn odezwał się spokojnie:
– Mamo, jeśli będziesz chciała porozmawiać – wiesz, gdzie mnie znaleźć. My wrócimy, jak będziesz gotowa.
Rozłączył się, zostawiając mnie samą z myślami. Przypomniałam sobie, jak kilka lat temu zarzekałam się, że nie będę taką teściową jak moja matka – złośliwą, wiecznie niezadowoloną, pogardliwą dla „obcych”. A teraz…? Chociaż bolało mnie to, musiałam przyznać jej rację.
Grażyna, 58 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Teściowa zgodziła się wziąć dzieci na ferie do siebie. Za jej rzekomo dobre serce przyszło mi zapłacić wysoką cenę”
- „Jeszcze nie weszłam do rodziny, a przyszły teść już uprzykrza mi życie. Myśli, że może mną dyrygować, ale się myli”
- „Gdy teściowe pożyczyli nam pieniądze na remont mieszkania, chciałem ich całować po rękach. I to byłby błąd”