Reklama

Moje życie nigdy nie było łatwe. Dorastałam w domu, gdzie brakowało nie tylko pieniędzy, ale i miłości. Moja matka była surowa i wymagająca. Nie umiała okazywać czułości, a ja od dziecka czułam, że jestem dla niej bardziej obowiązkiem niż radością. Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, miałam osiemnaście lat. Wszystko wydarzyło się za szybko – krótki związek, który zakończył się, zanim na dobre się zaczął, i wiadomość, że noszę w sobie nowe życie. Byłam przerażona. Nie czułam się gotowa, by zostać matką, a mama tylko utwierdzała mnie w tym przekonaniu.

Reklama

– Musisz myśleć rozsądnie – powtarzała. – Oddaj dziecko do adopcji. To będzie lepsze dla was obojga.

Wiedziałam, że miała rację. Nie miałam pieniędzy, perspektyw ani wsparcia. Ale coś w tej decyzji wydawało mi się złe. Sama byłam dzieckiem, które zawsze czuło się nieważne. A teraz miałam oddać swojego maluszka? Czy to oznaczało, że nigdy nie będę dobrą matką?

Musiałam być rozsądna

Oddanie dziecka do okna życia wydawało się jedynym logicznym rozwiązaniem. Mama powtarzała, że w mojej sytuacji nie mam wyboru.

Pomyśl o tym, co najlepsze dla dziecka – mówiła z przekonaniem w głosie. – Oni dadzą mu to, czego my nigdy nie mogłybyśmy zapewnić.

Przez chwilę czułam, że to może być dobra decyzja. A jednak coś w środku mnie krzyczało, że to nie jest takie proste.

– Wiem, mamo. Ale czy to naprawdę jedyne wyjście? Może dziecko powinno zostać ze mną – zapytałam cicho, niemal bojąc się własnych słów.

Matka spojrzała na mnie surowym wzrokiem.

– Bądź rozsądna. Masz tylko osiemnaście lat, a dziecko to same obowiązki i wyrzeczenia. Nie skończyłaś szkoły, a bez wykształcenia nie znajdziesz pracy. Jak zamierzasz wychować dziecko?

Jej słowa były jak cios, ale nie mogłam zaprzeczyć, że miała rację. Gdyby mój synek trafił do bogatej rodziny, która nie może mieć dzieci, to miałby lepiej niż ze mną. Bo co mogę mu dać poza swoja miłością? Próbowałam się przekonać, że to najlepsze rozwiązanie. Wyobrażałam sobie swoje nienarodzone dziecko w ramionach nowych rodziców. Ale zamiast ulgi, czułam coś innego – żal. Dlaczego nikt się nie zapyta, czego ja chcę?

Łzy napłynęły mi do oczu

Wszystko było ustalone. Mama codziennie zapewniała mnie, że podjęłam właściwą decyzję. Ale tamtego dnia, gdy po raz pierwszy trzymałam w ramionach swojego synka, wszystko się zmieniło. Byłam wyczerpana porodem, ale kiedy pielęgniarka podała mi Filipka, w jednej chwili stał się moim całym światem. Jego drobna twarz, różowe policzki i maleńkie dłonie, które odruchowo zaciskały się na moim palcu, sprawiły, że w moim sercu zapłonęło coś, czego nie potrafiłam opisać. Chwilę później mama weszła do sali. Miałam wrażenie, że uśmiecha się tak, jakby już widziała mojego synka w ramionach innej kobiety.

Jak się czujesz? – zapytała, podchodząc do łóżka.

– Dobrze – odparłam cicho, ale głos mi zadrżał.

Spojrzała na mnie uważnie.

Pamiętasz, co ustaliłyśmy?

Poczułam, jak łzy zaczynają napływać mi do oczu.

Nie mogę – wyszeptałam.

– Co takiego?! – mama spojrzała na mnie zszokowana.

– Nie mogę go oddać, mamo. To moje dziecko. Kiedy na niego patrzę, wiem, że muszę być przy nim.

Jej twarz stężała.

– Przemyśl to. Masz osiemnaście lat, nie masz pracy, żadnych oszczędności. Naprawdę myślisz, że sobie poradzisz?

– Nie wiem – odpowiedziałam, patrząc na swojego synka. – Ale spróbuję.

Przez chwilę patrzyłyśmy na siebie w milczeniu. Mama westchnęła, a potem usiadła obok mnie.

– Jeśli tak zdecydujesz, to dobrze. Ale pamiętaj, że od teraz jesteś za niego odpowiedzialna – powiedziała, ale w jej głosie usłyszałam nutę frustracji.

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jej wsparcie stanie się czymś zupełnie innym, niż sobie wyobrażałam.

Czułam się kontrolowana

Pierwsze dni po powrocie ze szpitala były trudne. Moje ciało bolało, brakowało mi snu, a każda decyzja dotycząca dziecka wydawała się przytłaczająca. Mama była przy mnie cały czas. Na początku czułam wdzięczność za jej pomoc, ale szybko zaczęłam zauważać, że coś jest nie tak.

Dlaczego płacze? – zapytała ostro, gdy próbowałam uspokoić synka. – Powinnaś go nakarmić.

– Nakarmiłam go godzinę temu – odpowiedziałam, próbując zachować spokój.

Może nie wystarczająco. Daj mi go – powiedziała, wyciągając ręce.

Zaczęłam oddawać jej dziecko coraz częściej. Na początku z ulgą, bo byłam zmęczona. Ale potem zauważyłam, że mama traktuje to, jak coś zupełnie oczywistego. Zaczęła podejmować decyzje za mnie, nawet w drobnych sprawach.

– Kupiłam nowe mleko. To, które wybrałaś, nie jest dobre – oznajmiła pewnego dnia, przynosząc do kuchni duże zakupy.

– Ale lekarz powiedział, że to jest odpowiednie – odparłam.

Lekarze nie wiedzą wszystkiego. Ja mam doświadczenie – ucięła rozmowę.

Sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli.

– Dlaczego powiedziałaś pani Zosi, że to ty jesteś mamą Filipka? – zapytałam, kiedy wróciłam do domu po krótkim spacerze.

– Och, nie bądź taka przewrażliwiona. To tylko uproszczenie – odparła, machając ręką.

– To nie było uproszczenie. To moje dziecko, a ty nie możesz mówić takich rzeczy – powiedziałam stanowczo.

Spojrzała na mnie z chłodnym uśmiechem.

– Wiesz, powinnaś być mi wdzięczna, że pomagam ci tak bardzo. Sama nie poradziłabyś sobie ani dnia.

Te słowa były jak nóż w serce. Zaczynałam rozumieć, że mama mnie nie wspiera mnie, tylko przejmuje kontrolę.

Jestem najgorszą matką na świecie

Kilka tygodni później doszło do kłótni, która otworzyła mi oczy na to, co naprawdę się dzieje. Mama po raz kolejny zaczęła krytykować sposób, w jaki zajmuję się dzieckiem.

– On znowu płacze. Co ty znowu robisz źle? – spytała z wyrzutem, odbierając mi synka.

– Nic nie robię źle, mamo – odpowiedziałam, próbując zachować spokój. – Dzieci płaczą, to normalne.

– Normalne? Nie wiesz, jak się nim zajmować. Gdyby nie ja, ten chłopiec byłby całkowicie zaniedbany – powiedziała ostro.

– Dlaczego ciągle mnie krytykujesz? – zapytałam, czując, że złość zaczyna się we mnie gotować. – Próbuję robić wszystko, co w mojej mocy, ale ty sprawiasz, że czuję się jak najgorsza matka na świecie.

Spojrzała na mnie, a w jej oczach pojawiło się coś, co przypominało ból.

Może dlatego, że kiedyś byłam najgorszą matką na świecie – powiedziała cicho.

Te słowa uderzyły mnie jak grom. Przez chwilę nie wiedziałam, co odpowiedzieć.

– Co masz na myśli? – zapytałam ostrożnie.

– Zawiodłam cię – westchnęła, odwracając wzrok. – Kiedy byłaś mała, byłam zbyt zajęta sobą, by być dobrą matką. Teraz chcę to naprawić.

Poczułam, jak gniew we mnie narasta.

– Więc myślisz, że możesz to zrobić kosztem mojego dziecka? – zapytałam, patrząc jej prosto w oczy. – Chcesz być matką dla niego, żeby zrekompensować swoje błędy wobec mnie?

– Tak – odpowiedziała chłodno. – Ty jeszcze nie jesteś gotowa, by być mamą.

Zrozumiałam, że dla matki byłam jedynie dziewczyną, która wciąż potrzebuje ratunku. Ale tym razem nie mogłam jej na to pozwolić.

Odzyskałam kontrolę nad swoim życiem

Decyzja zapadła w chwili, gdy zrozumiałam, że jeśli zostanę w tym domu, nigdy nie będę miała szansy wychowywać swojego syna po swojemu. Kilka dni później spakowałam rzeczy. Nie miałam wiele – kilka ubrań, kilka zabawek dla małego i dokumenty. Mama patrzyła, jak wkładam torby do wózka, a w jej oczach dostrzegłam złość, ale i coś, co przypominało rozpacz.

– Nie rób tego – powiedziała, blokując mi drogę w korytarzu. – Nie dasz sobie rady. Gdzie pójdziesz? Do jakiegoś obcego miejsca?

– Muszę spróbować. To moje dziecko, moja odpowiedzialność – odpowiedziałam stanowczo.

– A co, jeśli nie dasz rady? – jej głos zadrżał. – Co, jeśli go zniszczysz?

Spojrzałam na nią uważnie.

– Może i popełnię błędy – odparłam. – Ale będę się starać każdego dnia. Dla niego.

Jej twarz stężała.

Jeśli odejdziesz, będziesz musiała radzić sobie sama. Nie licz na moją pomoc – powiedziała, ale w jej głosie więcej było strachu niż gniewu.

– Wiem – odpowiedziałam, łapiąc wózek i otwierając drzwi.

Z pomocą przyjaciół udało mi się znaleźć małe mieszkanie. Było skromne, ale wystarczające, by zacząć wszystko od nowa. Pierwsze dni były trudne – nieprzespane noce, rachunki, praca, którą musiałam znaleźć na szybko. Ale z każdym dniem czułam, że odzyskuję kontrolę nad swoim życiem. Choć relacja z mamą pozostawała napięta, wierzyłam, że z czasem odnajdziemy wspólny język. Teraz jednak najważniejszy był mój syn. Byłam dzieckiem, które zawsze czuło się niewidzialne. Ale moje dziecko nigdy tego nie doświadczy. Może nie wiem, co przyniesie jutro, ale wiem, że dam mu wszystko, co mam – swoją miłość i obecność.

Reklama

Julia, 21 lat

Reklama
Reklama
Reklama