Reklama

Zawsze wydawało mi się, że rodzinne relacje są oparte na niepisanych zasadach, których nikt nie kwestionuje. Zwłaszcza w naszej rodzinie, gdzie wszystko miało swój porządek, a podział obowiązków i „własności” był jasny jak słońce. Byłam młodsza od mojego brata, co dość często odczuwałam – nie tylko w tych codziennych sprawach, jak siedzenie na kanapie czy wybór programu w telewizji, ale też w tych większych, jak podział prezentów na święta czy babcine łakocie wyjmowane z kredensu.

To on zawsze pierwszy dostawał kawałek ciasta i to on miał prawo pierwokupu, jeśli babcia wyjmowała z szuflady swoje stare drobiazgi. Może właśnie dlatego nie byłam szczególnie zaskoczona, kiedy pewnego popołudnia, podczas rodzinnego spotkania, wydarzyło się coś, co zmieniło naszą relację na dłużej.

Nie była to jednak zwykła awantura o pilot czy ostatnie ciastko. Tym razem stawka była znacznie wyższa – i dla mojego brata, i dla mnie. O tym, że są rzeczy, których nie da się tak po prostu zabrać, przekonaliśmy się dopiero wtedy, gdy pewne banknoty z szuflady babci zmieniły właściciela. Jeszcze nie wiedziałam, że to, co się wtedy wydarzyło, bezpowrotnie wiele zepsuje.

„Należy mi się!”

Tamtego dnia w domu babci panował wyjątkowy rozgardiasz. Zjechała się cała rodzina, bo babcia obchodziła swoje imieniny – a ona świętować lubiła hucznie, z całą rodziną wokół stołu. Ja buszowałam w kuchni, wyjadając śliwki z kompotu, kiedy usłyszałam podniesione głosy z salonu. Od razu wiedziałam, że coś się święci, bo mój brat zawsze był głośniejszy, gdy coś kombinował.

Kiedy weszłam do pokoju, zobaczyłam go skulonego przy szafce babci, z dłonią wetkniętą w jej słynną szufladę. To było to miejsce, gdzie babcia trzymała wszystko, co „ważne”: zdjęcia, stare okulary, srebrne łyżeczki i... gotówkę na czarną godzinę. Mój brat był tak skupiony na grzebaniu, że nawet mnie nie zauważył.

– Co ty tam robisz? – rzuciłam półgłosem, zaskoczona jego bezczelnością.

– Cicho bądź, zaraz skończę – syknął przez zęby, nawet na mnie nie spojrzał.

– Masz rozum? Przecież babcia cię zaraz przyłapie! Oddaj to, zanim się ktoś zorientuje!

Wyciągnął z szuflady nowiutki banknot pięćset złotych, zwinął go w rulonik i wsunął do kieszeni. Uśmiechnął się szeroko, jakby właśnie wygrał los na loterii.

– Nic nie rozumiesz. Należy mi się, zawsze wszystko robię dla babci. Ty tylko się kręcisz i przeszkadzasz – rzucił z przekąsem.

– Zwariowałeś? Przecież to nie twoje pieniądze! Ona zbiera na leki, idioto! – poczułam, jak rośnie mi ciśnienie.

– Zobaczysz, jeszcze podziękujesz, jak kupię ci nowe słuchawki. – Zaczął wychodzić z pokoju, ale złapałam go za rękaw.

– Nigdzie nie idziesz! – syknęłam. – Oddaj to, albo sama powiem babci!

On spojrzał na mnie z pogardą.

– Próbuj. I tak nikt ci nie uwierzy. Zawsze byłaś tą, co tylko donosi.

Stałam tak przez chwilę, z dłonią zaciśniętą na jego rękawie, i czułam, jak w środku zaczyna mi wrzeć. Wiedziałam, że to się nie skończy dobrze.

Miałam nadzieję, że to żart

Brat wyrwał mi się i zniknął za drzwiami, zanim zdążyłam cokolwiek zrobić. Zostałam sama w salonie, z bijącym sercem i poczuciem, że teraz wszystko jest w moich rękach. Przez chwilę stałam jak wryta, a potem usłyszałam, jak babcia krząta się po korytarzu, nucąc coś pod nosem. Poczułam skurcz w żołądku. Wiedziałam, że za chwilę ktoś odkryje brak pieniędzy.

Nie mogłam się jednak przemóc, żeby od razu donieść. Czułam się podle – z jednej strony wściekła na brata, z drugiej wcale nie chciałam być tą, co „sypie”. Zastanawiałam się, co by się stało, gdyby babcia sama się zorientowała. Może brat oddałby pieniądze po cichu, bez afery? Miałam cichą nadzieję, że to tylko głupi żart.

Nagle brat wrócił, opierając się nonszalancko o framugę drzwi. W dłoni trzymał banknot i przeglądał go pod światło, jakby chciał sprawdzić autentyczność.

– Wiesz co? Może i masz rację. Może faktycznie nie powinniśmy tego ruszać... – rzucił niespodziewanie, ale w jego głosie nie było skruchy, tylko jakiś dziwny żal.

– Serio? – uniosłam brwi, nie wierząc w jego nagły przypływ moralności.

– Nie, żartuję – parsknął śmiechem. – Ty naprawdę myślałaś, że oddam?

– Jesteś beznadziejny. Co zrobisz, jak babcia zauważy?

Wzruszył ramionami.

Powiem, że widziałem cię przy szufladzie. Zawsze byłaś cwana, kto wie, może to ty...

Przerwał mu dźwięk otwierających się drzwi – babcia stanęła w progu, patrząc na nas przenikliwym wzrokiem.

– Co tu się dzieje? O co ta kłótnia?

Zaczęliśmy mówić jednocześnie, przekrzykując się jak dzieci.

– Babciu, on... – zaczęłam, ale brat wszedł mi w słowo.

– Babciu, Karina grzebała w twojej szufladzie! Chyba czegoś szukała...

Babcia spojrzała na nas podejrzliwie, marszcząc brwi. Czułam, jak cała krew odpływa mi z twarzy.

Co za kłamczuch!

Babcia spojrzała najpierw na mnie, potem na brata. Usta jej zadrżały, ale nie powiedziała nic przez dłuższą chwilę. W końcu westchnęła ciężko i powoli podeszła do szuflady, żeby sprawdzić jej zawartość. Obserwowałam ją, jakby wszystko działo się w zwolnionym tempie. Brat nagle zrobił się bardzo zajęty oglądaniem wzoru na dywanie, a ja z przerażeniem patrzyłam, jak babcia wyciąga z szuflady stare rachunki i koperty, aż w końcu jej dłoń zawisła nad pustym miejscem po banknocie.

– No pięknie – mruknęła cicho. – Gdzie jest moja „pięćsetka”? Leżała tu...

Nagle brat poderwał głowę i wszedł babci w słowo:

– Babciu, naprawdę nie wiem, co się stało. Przed chwilą Karina tu była. Może czegoś szukała? – udawał zatroskanie, choć widziałam, jak nerwowo ściska pięść w kieszeni.

Zacisnęłam zęby.

– Przestań kłamać! Widziałam, jak wyciągałeś pieniądze! – wybuchłam, nie mogąc już dłużej słuchać tych bredni.

– Co ty opowiadasz, oszalałaś? – oburzył się brat, rzucając mi gniewne spojrzenie. – Babciu, zawsze była zazdrosna, bo to ja robię dla ciebie zakupy i pomagam ci w ogrodzie. Zmyśla teraz, żeby się wybielić!

Babcia patrzyła na nas oboje, coraz bardziej zdezorientowana.

– Czy ktoś może mi powiedzieć prawdę? Przecież pieniądze nie rozpłynęły się w powietrzu!

– Babciu, przysięgam, że to nie ja. Przyszłam, jak już brat grzebał w twojej szufladzie! – broniłam się, czując, że głos mi drży.

Brat prychnął, teatralnie się żachnął i zrobił krok w stronę drzwi.

– Szkoda gadać, nie będę się tłumaczył z cudzych win.

Babcia ciężko usiadła na krześle, bezradnie rozkładając ręce.

– Przykro mi, dzieci, ale póki nie powiecie mi, co się stało, nie chcę was widzieć po nic ode mnie. Żadnych prezentów.

Brat rzucił mi szybkie, triumfujące spojrzenie i wyszedł. Ja zostałam z babcią, która wyglądała na całkiem złamaną.

To nie był koniec

Siedziałam z babcią w ciszy, której nikt nie miał odwagi przerwać. Zza ściany dobiegały śmiechy ciotek, gwar rozmów, jakby nic się nie stało. Czułam się okropnie – nie tylko z powodu pieniędzy, ale dlatego, że ktoś, kogo znałam całe życie, bez mrugnięcia okiem zrzucił na mnie winę i po prostu odszedł. Babcia gładziła chustkę w dłoniach, jakby szukała w niej odpowiedzi.

Po kilku minutach wrócił mój brat. Już bez uśmiechu. Przysiadł na brzegu kanapy i przez chwilę patrzył na podłogę.

– Babciu... ja... – zaczął niepewnie, zerkając na mnie ukradkiem.

Babcia podniosła wzrok.

– No, słucham cię. Masz mi coś do powiedzenia?

Brat przestąpił z nogi na nogę, widocznie szukał w głowie właściwych słów.

– Może rzeczywiście nie powinienem był sięgać do tej szuflady... Chciałem tylko pożyczyć. Miałem oddać, naprawdę – burknął, zerkając to na mnie, to na babcię.

Nie wytrzymałam i przewróciłam oczami.

– Jasne, „pożyczyć”. Tak się zawsze tłumaczysz, jak coś zmalujesz.

Brat spojrzał na mnie z irytacją.

– Przestań. Co ty możesz wiedzieć. Masz wszystko pod nos podstawione, a ja muszę się zawsze starać dwa razy bardziej!

Babcia zmarszczyła brwi.

– Nie sądzisz, że wystarczyłoby po prostu poprosić, jeśli czegoś potrzebujesz? Od razu wyciągać rękę po cudze?

Brat w końcu spuścił głowę i wyjął z kieszeni zwinięty banknot, rzucając go na stół.

– Oddaję, skoro wszyscy tacy święci.

Babcia westchnęła ciężko, a mi ulżyło – przez moment myślałam, że to się skończy gorzej. Jednak to nie był jeszcze koniec.

– Wiesz, czasem stracić zaufanie jest gorzej niż stracić pieniądze – rzuciła cicho babcia.

Brat pobladł, pierwszy raz naprawdę zaniepokojony.

– Babciu... – próbował, ale ona tylko pokręciła głową.

– Teraz zostaw mnie samą. Muszę sobie to wszystko przemyśleć.

Wyszliśmy z pokoju. W powietrzu wisiało coś, co nie dawało mi spokoju. To już nie była zwykła rodzinna sprzeczka.

Nie było mu do śmiechu

Korytarz wydawał się dłuższy niż zwykle. Słychać było tylko cichy szmer rozmów z kuchni, a my staliśmy w milczeniu pod drzwiami babcinego pokoju. Brat oparł się plecami o ścianę, spojrzał na mnie z wyraźnym zmęczeniem. Zwykle w takich sytuacjach starał się coś obrócić w żart, ale tym razem nie potrafił nawet tego.

– I co teraz? – rzuciłam, nie kryjąc złośliwości. – Gratulacje, udało ci się rozwalić imieniny babci.

Westchnął ciężko.

– Wiem. Myślisz, że mi z tym lekko? Ty zawsze się wymądrzasz, jakbyś nigdy nic złego nie zrobiła.

– Przynajmniej nie okradam własnej babci – odbiłam piłeczkę. – Co ci do głowy strzeliło? Naprawdę sądziłeś, że nikt się nie zorientuje?

– Nie rozumiesz, po prostu nie rozumiesz – rzucił z goryczą. – Wszyscy mnie zawsze porównują. Ty to, ty tamto... Babcia zawsze powtarzała, jaki jestem „pomocny”, a i tak dostawałem mniej. Pomyślałem, że może tym razem coś mi się należy.

– Ty chyba żartujesz? To, że czujesz się pomijany, nie daje ci prawa do kradzieży! Mogłeś po prostu pogadać.

Brat spojrzał na mnie ze zmęczeniem.

– Po co? I tak nikt nie słucha, tylko wyrokują.

Z kuchni wychyliła się mama, marszcząc brwi.

– Co wy tu tak stoicie? Idźcie po ciasto, zaraz podajemy herbatę.

Zanim zdążyliśmy odpowiedzieć, mama już wróciła do reszty gości. Brat zacisnął usta.

– Myślisz, że babcia mi kiedyś wybaczy? – rzucił cicho, niespodziewanie szczerze.

Pokręciłam głową.

– Nie wiem, ale lepiej, żebyś nie myślał, że znowu coś „ci się należy”.

Poszedł do kuchni, a ja jeszcze chwilę stałam, próbując sobie wyobrazić, jak długo będziemy zbierać to, co właśnie się rozsypało.

Stracił coś cenniejszego niż 500 zł

Następnego dnia atmosfera w domu była gęsta jak śmietana. Babcia od rana nie odzywała się do nikogo, zamknęła się w swoim pokoju i wychodziła tylko po herbatę. Mama chodziła na palcach, tata nawet nie próbował żartować. Brat zniknął z domu zaraz po śniadaniu, a ja kręciłam się bez celu, niby sprzątając, ale w rzeczywistości podsłuchiwałam każdy szelest, licząc, że może coś się zmieni.

Dopiero wieczorem babcia zawołała nas oboje do siebie. Siedziała przy stole z filiżanką, wyglądała starzej niż zwykle.

– Siadajcie – powiedziała cicho, wskazując na krzesła naprzeciwko.

Brat usiadł pierwszy, z oczami wbitymi w blat stołu. Ja zerknęłam na niego kątem oka, czułam, jak napięcie w nim rośnie.

– Przemyślałam wszystko – zaczęła babcia powoli, jakby każde słowo ważyło tonę. – I wiecie co? Chyba rzeczywiście przez lata byłam zbyt pobłażliwa. Chciałam, żebyście czuli się u mnie jak w domu. Może przez to nie zauważyłam, że coś jest nie tak.

Brat próbował coś powiedzieć, ale babcia uniosła rękę.

– Daj mi skończyć. Dla mnie te pieniądze były ważne, bo miały mi dawać poczucie bezpieczeństwa. Jednak ważniejsza jest dla mnie rodzina. A dziś widzę, że coś się między wami popsuło.

Brat podniósł głowę i cicho wyszeptał:

– Przepraszam, babciu. Wiem, że zawaliłem. I nie chodzi tylko o te pieniądze.

Babcia uśmiechnęła się smutno.

– Dobrze, że potrafisz się przyznać. Ale pamiętaj – zaufanie odzyskuje się długo, a czasem nigdy w pełni. Musisz sam się przekonać, ile to kosztuje.

Ja siedziałam cicho, a w głowie krążyła mi tylko jedna myśl: czasem stracić zaufanie naprawdę boli bardziej niż jakakolwiek strata pieniędzy. Tego wieczoru zrozumiałam jedno: rodzinę da się odbudować, ale nie za wszelką cenę i nie bez konsekwencji. A mój brat... cóż, stracił wtedy więcej niż 500 zł. Stracił kawałek czegoś, czego długo nie będzie mógł odzyskać.

Karina, 26 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama