„Mój kochanek pojechał na ferie do Karpacza. W dzień udawał idealnego tatusia, a nocą pukał od moich drzwi”
„Każdego dnia powtarzał, że mnie kocha, a ja łapałam te słowa jak okruchy, bo byłam głodna bycia ważną. Potem wracał do niej. Do dzieci. Do życia, w którym byłam tylko wieczornym cieniem. Mówił, że jeszcze chwilę i tylko ten jeden raz. A ja siedziałam sama w zawieszeniu z nieustanną nadzieją”.

- Redakcja
Nie wiem, kiedy dokładnie zaczęłam się gubić. Może wtedy, gdy pierwszy raz pozwoliłam sobie na myśl, że mogę być szczęśliwa nie sama. Że zasługuję. Pracuję zdalnie, całe dnie spędzam w czterech ścianach – grafika, poprawki, kawy wypijane do połowy. Samotność wylewa się ze mnie wieczorami, kiedy światła w oknach bloków gasną jeden po drugim, a ja udaję, że dobrze mi z tą ciszą. Poznałam Tomka przypadkiem, niby banalnie – konferencja online, jakieś szybkie komentarze na czacie, potem parę wiadomości.
Z dnia na dzień stawał się kimś, bez kogo nie chciało mi się zasypiać. Wysokie czoło, zmęczony głos, śmiech, który słyszałam tylko w telefonie. Tylko ja wiedziałam, jak naprawdę się śmieje. To mi wystarczało. Na początku. Każdego dnia powtarzał, że mnie kocha, a ja łapałam te słowa jak okruchy, bo byłam głodna bycia ważną. Potem wracał do niej. Do dzieci. Do życia, w którym byłam tylko wieczornym cieniem. Mówił, że jeszcze chwilę, jeszcze tylko „ten jeden raz” musi wybrać rodzinę. A ja siedziałam w pustym mieszkaniu, licząc minuty do kolejnej wiadomości.
Czułam się jak panna nikt
Wieczorem zadzwoniłam do Tomka. Głos mi drżał, choć starałam się brzmieć spokojnie. Siedziałam na kanapie, wpatrzona w ekran telefonu. Wiedziałam, że jeśli nie powiem tego teraz, nigdy nie znajdę odwagi.
– Tomek, musimy pogadać. Tak normalnie, nie tylko o pogodzie albo twoich dzieciach.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Wiem – odpowiedział cicho. – Przepraszam, dzisiaj późno wróciłem… Dzieci zasnęły dopiero przed chwilą.
Zacisnęłam palce na słuchawce.
– Nie o to chodzi – zaczęłam spokojnie, choć czułam, jak ściska mnie w gardle. – Ja już tak nie umiem. Nie mogę być tylko wieczorną rozmową. Czuję się… nikim.
Usłyszałam jego westchnienie.
– Renata, proszę… To nie jest takie proste, jak ci się wydaje. Gdyby to było tylko ode mnie zależne…
– Ale nigdy nie jest – przerwałam. – Zawsze jest coś: dzieci, dom, ona. A ja?
Mleczna cisza. Miałam wrażenie, że słyszę jego oddech.
– Myślisz, że mnie to nie boli? – zapytał w końcu. – Każdego dnia się z tym męczę. Gdybyś wiedziała…
Prychnęłam, bo ile razy już to słyszałam?
– To zostaw ją albo mnie. Zrób coś wreszcie, Tomek. Nie można wiecznie żyć na pół gwizdka.
Milczał długo, a ja poczułam się, jakbym mówiła do ściany.
– Chciałbym, ale nie mogę. Nie teraz. Muszę być przy dzieciach, rozumiesz? – jego głos był zrezygnowany.
Rozłączyłam się pierwsza, nawet się nie żegnając. Oparłam głowę o ścianę. Znowu to samo. Wciąż wszystko było ważniejsze ode mnie, a ja siedziałam w emocjonalnym więzieniu, które sama sobie zbudowałam.
Nie umiałam bez niego żyć
Przez cały tydzień obserwowałam jego życie z dystansu, którego nienawidziłam. Tomek wyjechał z rodziną w góry. Jego konto pękało w szwach od zdjęć – dzieci na sankach, Aneta w czapce z pomponem, radosne miny, ślady butów w śniegu. Uśmiechali się tak, jakby nikt z nich nie miał żadnych tajemnic. Wieczorami dostawałam od niego wiadomości, których nie potrafiłam już czytać bez bólu. „Dziś było cudnie. Szymek nie chciał wracać z górki. Myślałem o tobie, cały czas. Chciałbym, żebyś tu była”. Odpisałam mu dopiero po godzinie, choć każda komórka ciała krzyczała, żeby w ogóle nie odpisywać.
– Nie rób mi tego, Tomek. Proszę cię, przestań pisać, jeśli nie chcesz być ze mną naprawdę.
Przez dłuższą chwilę nie było żadnej odpowiedzi. Potem:
– Przepraszam. Po prostu tęsknię.
Przewróciłam się na drugi bok, wpatrzona w sufit. On tam żyje. Ja tu tylko wegetuję. Każde jego słowo boli bardziej niż milczenie. Następnego dnia poszłam do Marty, mojej przyjaciółki. Była jedyną osobą, która znała całą prawdę.
– Musisz to zakończyć, Renata – powiedziała prosto, jakby nie widziała mojego drżenia rąk. – To nie jest miłość, to jakaś samo destrukcja.
– Wiem, tylko… nie umiem.
Przez chwilę patrzyła na mnie z żalem.
– On nigdy nie zostawi rodziny.
Patrzyłam na jej twarz i nagle zrozumiałam, że ma rację. Ale przecież nie umiałam już oddychać bez niego.
Zrobiło mi się niedobrze
Wytrzymałam jeszcze dwa dni. Potem spakowałam się w pośpiechu i pojechałam do miasta, w którym Tomek odpoczywał z rodziną. Nie powiedziałam mu nic. Siedziałam w kawiarni naprzeciwko parku i obserwowałam ludzi – to miało mnie uspokoić, ale tylko pogłębiało niepokój. Serce waliło mi jak szalone, dłoń ślizgała się po filiżance. Zobaczyłam ich przypadkiem, gdy wychodzili z supermarketu. Tomek niósł córkę na barana, śmiał się, Aneta trzymała za rękę Szymka. Wyglądali na szczęśliwych – prawdziwa rodzina, żadnych cieni, żadnych niedomówień.
Zamknęłam oczy. To nie jest człowiek w rozterce. To nie jest ktoś, kto cierpi, będąc z nią. To jest jego życie. Ja jestem tylko... jakimś cholernym przerywnikiem. Było mi niedobrze od własnych myśli, od tej mieszanki żalu i wstydu, że chciałam to wszystko zepsuć. Pod wieczór napisałam do niego, żeby się spotkać. Przyszedł na parking za sklepem, nerwowo rozglądając się wokół.
– Co ty tu robisz?! Po co tu przyjechałaś? – szepnął, patrząc na mnie jak na kogoś obcego.
– To wszystko kłamstwo. Nigdy nie zamierzałeś odejść. Chciałam to po prostu zobaczyć na własne oczy.
Poczerwieniał, spuścił wzrok.
– Nie tutaj. Błagam, nie teraz…
– Wiesz, co najbardziej mnie boli? – zapytałam cicho. – Że wciąż udajesz przede mną, jakbyś był jakąś cholerną ofiarą.
Chciał coś powiedzieć, ale nie pozwoliłam mu. Odwróciłam się i odeszłam szybkim krokiem. Czułam, że nie mogę już dłużej udawać tej, która czeka.
Poczułam pustkę i ulgę naraz
Nie pamiętam, jak wróciłam do domu. Wszystko było rozmazane – światła ulic, tramwajowe przystanki, mijane twarze. Przez kolejne dni nie byłam sobą. Nie jadłam, nie pracowałam. W gapieniu się w ścianę byłam mistrzynią. Telefon dzwonił, wiadomości przychodziły jedna za drugą. Ignorowałam je, jakbym mogła w ten sposób wymazać Tomka ze swojego życia. W końcu zadzwonił. Zignorowałam pierwsze trzy połączenia, za czwartym odebrałam, nie mówiąc ani słowa.
– Renata, proszę, nie rób mi tego – usłyszałam jego zmęczony głos. – Zwariuję bez ciebie. Musisz mi dać jeszcze trochę czasu. Tylko o tyle proszę.
Wzięłam głęboki wdech, choć czułam, jak wszystko we mnie się buntuje.
– Ile jeszcze, Tomek? Kolejne tygodnie? Miesiące? Chcesz, żebym już na zawsze była uwiązana tymi wszystkimi emocjami?
Cisza po drugiej stronie była dłuższa niż zwykle.
– Nie mów tak… Wiesz, że to nieprawda.
– To co jest prawdą? – zadrżał mi głos. – Chcesz mnie? Rzuć wszystko. Teraz. Albo nigdy więcej się nie odzywaj.
– Nie umiem tak… Ale nie chcę cię stracić…
Poczułam, jak ogarnia mnie fala złości.
– Więc wybieraj. Albo ja, albo twoje wygodne życie.
Nie odpowiedział. Rozłączył się, a ja siedziałam w ciszy, czując w środku pustkę i coś w rodzaju ulgi.
Byłam tylko jego ucieczką
Marta przyszła bez zapowiedzi. Zadzwoniła domofonem i nawet nie czekała, aż coś powiem. Otworzyłam jej drzwi w dresie, nieumyta, z nieuczesanymi włosami. Spojrzała na mnie i od razu westchnęła.
– Wyglądasz jak po wojnie.
Usiadłyśmy w kuchni. Zrobiłam herbatę, ale zapomniałam jej dosłodzić. Marta obserwowała mnie uważnie, aż w końcu nie wytrzymała.
– Odezwał się?
Skinęłam tylko głową.
– I co?
– Nic. Znowu nic – odpowiedziałam cicho. – Jak zawsze.
Marta oparła łokcie o stół.
– Renata, on cię nie kocha. On tobą manipulował, ale zawsze potem wracał do żony.
Te słowa zabolały bardziej, niż chciałam przyznać.
– Nie mów tak. On płakał, błagał…
– Bo bał się, że straci swój wentyl bezpieczeństwa – przerwała ostro. – Ty byłaś jego ucieczką. Niczym więcej.
Zacisnęłam dłonie na kubku.
– Chciałam być dla kogoś ważna. Nawet jeśli tylko w nocy. Nawet jeśli w ukryciu.
Marta spuściła głos.
– Ale przestań się na to godzić. On nie odejdzie od niej. Nigdy. I dobrze o tym wiesz.
Siedziałyśmy w ciszy. Po raz pierwszy nie próbowałam go bronić. W głowie układały mi się obrazy: parking, dzieci na sankach, jego szept. Wszystko nagle stało się jasne i obrzydliwie proste.
– Byłam tylko dodatkiem do jego życia – powiedziałam w końcu.
– I właśnie teraz przestałaś nim być – odpowiedziała spokojnie Marta.
Renata, 36 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Tajemniczy Walenty rozpalił moje zmysły na czacie. Gdy zobaczyłam go na żywo, miałam ochotę wiać”
- „Na walentynki mąż podarował mi bilet do Brukseli. Cwaniak chciał się mnie pozbyć, ale przejrzałam jego brudną grę”
- „Na tłusty czwartek chciałam zrobić puszyste pączki teściowej. Gdy poprosiłam o przepis, jędza złośliwie mnie wyśmiała”