Reklama

Lubię wtorki. Są przewidywalne – Zosia kończy lekcje wcześnie, w markecie zaczynają się nowe promocje, a Michał jak zwykle wraca późno. Przynajmniej wtedy wiem, czego się spodziewać. W tamten wtorek też byłam w sklepie. Makaron, mleko z przeceny, kilka bułek i jedna drożdżówka z serem – dla Zosi. Dla siebie nie wzięłam nic. W portfelu miałam stówę na cały tydzień. Nie pierwszy raz.

W domu wrzuciłam zakupy do lodówki, nastawiłam pranie, ogarnęłam kuchnię. Zosia wróciła, odrobiłyśmy razem lekcje, potem kąpiel i bajka. Michał wszedł do mieszkania dopiero po dwudziestej. Nie zapytał, jak minął mi dzień, czy Zosia wyzdrowiała. Rzucił torbę i poszedł pod prysznic.

Wieczorem leżał już obok mnie w łóżku, przeglądając coś na telefonie. Powiedział tylko „dobranoc” i odwrócił się do ściany. Czasem czuję się jak sprzątaczka w jego hotelu. Wszystko ma być czyste, gotowe, ciepłe. A ja? Ja znikam.

Kiedyś się kochaliśmy. Teraz jesteśmy współlokatorami z dzieckiem. Nie było zdrady ani wielkiej kłótni. Tylko powolna cisza, która zżera od środka. I czasem myśl: czy to już koniec, tylko nikt z nas nie ma odwagi go wypowiedzieć?

Wtedy zobaczyłam coś na jego nadgarstku

– Michał, brakuje na buty dla Zosi – powiedziałam cicho, stojąc w progu kuchni. – Przecież mówiłam ci tydzień temu, że podeszwa się odkleja.

– Kup jakieś – mruknął, nie odrywając wzroku od ekranu.

A za co, przepraszam? Jak chcesz, mogę jej owinąć nogi folią i przykleić taśmą.

Wzruszył ramionami. Cisza. Nienawidzę tej ciszy.

– Wiesz w ogóle, ile kosztuje chleb? – spytałam ostro.

Podniósł wzrok. Zmarszczył brwi, jakby próbował zrozumieć, do czego zmierzam. Nie odpowiedział. I wtedy go zobaczyłam. Nowy zegarek na nadgarstku. Czarny, ciężki, lśniący. Na pewno nie był tani.

– Co to jest? – warknęłam, wskazując ręką. – Nowy gadżet? Ile to kosztowało? Dwa tysiące? Trzy?

– Przesadzasz – westchnął. – Pracuję jak wół, zasłużyłem.

– A ja? Ja nie zasłużyłam nawet na nowe rajstopy?

Wybuchłam. Nie dlatego, że chodziło o zegarek. Chodziło o wszystko. O to, że mnie nie słyszy. O to, że nasze życie to jego kariera i moje pranie.

– Wiesz, Michał, Zosia ostatnio zapytała, czemu tata jest zawsze zmęczony i nie chce się bawić. I wiesz, co jej powiedziałam? Że tata jest zajęty byciem ważnym.

Nie odpowiedział. Tylko wstał od stołu i wyszedł z kuchni. Jak zawsze, kiedy robi się niewygodnie. Zostałam z talerzem po jego kolacji. Ten zegarek był jak szyderczy śmiech ze mnie.

Nigdy nie byliśmy tak daleko od siebie

A może on ma romans? – rzuciła Aneta, moja przyjaciółka, mieszając kawę. – Albo kryzys wieku średniego. To się teraz zdarza, wiesz. Facet się budzi po 40 i nagle musi mieć zegarek za trzy kafle, żeby poczuć, że żyje.

– Nie mów tak – westchnęłam. – Michał nie jest… taki.

– Nie bądź naiwna, Kaśka. Przestałaś istnieć, odkąd przestałaś mu imponować. Kiedy ostatni raz patrzył na ciebie tak naprawdę?

Zabolało. Bo wiedziałam, że ma rację.

Wieczorem, kiedy Zosia już spała, usiadłam na kanapie obok Michała. Telefon w jego dłoni świecił jak bariera nie do przejścia.

– Możemy pogadać? – spytałam.

– Teraz?

– Tak. Czuję, że jesteś gdzieś obok, ale cię nie ma. W domu jesteś ciałem, ale nie ze mną. Nie z nami.

– Kasiu… wszystko jest okej. Po prostu jestem zmęczony – rzucił to jak mantrę, jakby myślał, że to wystarczy.

– Nie, Michał. Nie jest okej. Nie rozmawiamy. Nie śmiejemy się. Nie dotykasz mnie, chyba że przypadkiem. Czuję się jak duch.

Spojrzał na mnie wreszcie. I zobaczyłam w jego oczach pustkę. Jakby naprawdę nie rozumiał, o czym mówię.

– Przesadzasz – powiedział chłodno. – Ludzie mają gorsze problemy.

I znów – wstał i wyszedł do sypialni.

Zostałam w salonie sama. Jak mebel. Jak dekoracja.

Co za Olga?

Podsłyszałam go przez przypadek. Stałam w przedpokoju, szukając telefonu, gdy Michał rozmawiał w kuchni. Mówił cicho, ale wystarczająco głośno, żebym usłyszała.

– Tak, Olga, wiem... Wiem, że miało być tylko raz. Ale serio, potrzebuję tego. Tego resetu. Tego, że ktoś mnie słucha, nie ocenia. Że mogę być sobą...

Zamarłam. Olga? Reset od domu? Serio?

Weszłam do kuchni. On jeszcze nie zdążył się rozłączyć.

– Z kim rozmawiasz? – zapytałam zimno.

Michał momentalnie przerwał połączenie i schował telefon do kieszeni.

– Z pracy. Sprawy projektowe.

– Przestań kłamać.

Patrzył na mnie długo. A potem powiedział tylko:

– Chciałem trochę przestrzeni. To wszystko.

– Przestrzeni? A ja? Zosia? My jesteśmy twoją przestrzenią. Nie?

Milczał.

– Kim jest Olga?

Cisza. Patrzył na mnie tym pustym wzrokiem, jakby nie był pewien, czy w ogóle warto odpowiadać.

– Nie zdradziłem cię – rzucił w końcu. – Ale potrzebowałem... oddechu. Nie rozumiesz?

– Nie, Michał. Nie rozumiem.

Krzyczałam. Płakałam. On milczał. Wyszedł. Zostawił mnie samą z emocjami, z domem, z dzieckiem, z pytaniami.

Zosia weszła do pokoju, cała zaspana.

– Mamo, dlaczego krzyczeliście?

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Przytuliłam ją tylko mocno. Bo coś się właśnie rozpadło.

Było nam dobrze

Pamiętam nasze początki. Michał nosił wtedy rozciągnięte bluzy i robił najgorsze naleśniki świata, ale patrzył na mnie tak, jakby nie istniał nikt inny. Chodziliśmy na randki do parku, bo nie było nas stać na kawiarnię. I było nam dobrze. Kiedyś powiedział: „Nigdy nie pozwolę ci harować. Będziesz robić to, co kochasz, a ja zadbam o resztę”. Wtedy się wzruszyłam. Dziś wiem, że dałam mu władzę. A sobie odebrałam wszystko.

Wieczorem, po tym jak nie wrócił wcześniej na noc, usiadłam sama w kuchni. Czekałam, aż Zosia zaśnie, i wreszcie – odważyłam się. Weszłam do sypialni. Michał już leżał z telefonem.

Nie chcę tak żyć – powiedziałam cicho.

Spojrzał na mnie znad ekranu.

– Zawsze robiłaś dramaty, Kasia. Zrobiłaś z niczego wielką aferę.

– To nie jest nic. Nie wiem, kim jesteś. A ty nie masz pojęcia, co się dzieje ze mną. Przestałeś się starać. Przestałeś mnie widzieć.

– Może po prostu dorastasz, wiesz? Związki się zmieniają.

– Ale to już nie jest związek – powiedziałam.

Wstałam, ubrałam się w pośpiechu i wyszłam. Bez planu, bez celu. Szłam bezmyślnie przez miasto. Marzłam. W kieszeni miałam tylko klucze i dwadzieścia złotych. Ale czułam... ulgę. I potworną samotność.

Wróciłam następnego dnia

Prenocowałam u znajomej. Wróciłam następnego dnia. Po córkę i jej ubrania. Michał otworzył drzwi, jakbyśmy byli sąsiadami, nie małżeństwem.

– Zosia jest u mojej mamy – powiedział spokojnie. – Bałem się, że nie wrócisz w ogóle.

Nie wracam – odpowiedziałam. – Potrzebuję jej rzeczy. Ubrania, zeszyty, szczotkę do włosów. Nie wiem jeszcze, gdzie będziemy mieszkać, ale poradzimy sobie.

Stał w przedpokoju jak obcy. Na jego twarzy nie było ani złości, ani ulgi. Tylko zmęczenie.

– Kasia... Nie miałem romansu. Przysięgam.

– Ale też mnie nie kochasz, prawda?

Spojrzał na mnie. Nie odpowiedział. To milczenie powiedziało wszystko.

– Nie chcę być tylko współlokatorką. Tą, która robi zupy i nie zadaje pytań. Nie umiem tak żyć.

Wzruszył ramionami.

– Chyba nie wiem już, jak to naprawić.

Zebrałam torbę z rzeczami Zosi i zatrzymałam się w drzwiach.

– Wiesz, ile kosztuje chleb?

Uniósł brwi.

– Pięć pięćdziesiąt. Codzienność kosztuje. Miłość też. Ale ty wolisz kupować zegarki.

Nie odpowiedział. Zatrzasnęłam za sobą drzwi.

Kasia, 35 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama