Reklama

Mam trzydzieści jeden lat i – przynajmniej tak to wygląda z zewnątrz – poukładane życie. Praca, mieszkanie, wakacje raz do roku. Mąż Marek. Jesteśmy razem od siedmiu lat, małżeństwem od pięciu. Czasem jak o tym myślałam, robiło mi się ciepło w środku. Ale teraz coraz częściej… przeszywa mnie dreszcz. Coraz częściej łapię się na tym, że czegoś nie rozumiem. Że coś mi umyka.

Reklama

Marek ma córkę z poprzedniego związku. Ma na imię Klara. Dziesięcioletnia dziewczynka z oczami identycznymi jak jego. Wiedziałam o niej od początku. Wiedziałam, że mają kontakt, że jeździ do niej raz w tygodniu. Zawsze mówił: „To nic wielkiego. Drobne sprawy. Płacę, jak trzeba, ale to nie są duże pieniądze”. Nigdy nie pytałam. Może nie chciałam wiedzieć.

Ale ostatnio coś zaczęło mnie gryźć. Jego telefon, który chowa, gdy wchodzę do pokoju. Te wieczory, kiedy mówi, że jest „zawalony robotą”, a ja słyszę tylko, jak kanapa w drugim pokoju trzeszczy pod jego ciężarem. I moje myśli, coraz bardziej niepokorne, rozrastające się w domysły. Czasem patrzę na Marka i pytam siebie: „Czy ja go w ogóle znam?”. Bo może od początku żyję tylko obok. W cieniu prawdziwego życia, którego nigdy nie widziałam.

Chyba go wcale nie znałam

– Marek, mogę sprawdzić, czy przyszła odpowiedź od Moniki? – zapytałam, wskazując na jego telefon leżący na blacie kuchennym.

– Lepiej nie, coś mi zamula, zaraz sam zerknę – mruknął szybko i niemal natychmiast zabrał komórkę, chowając ją do kieszeni dresu.

Zanim zdążył wyjść z kuchni, ekran mi mignął. Biały pasek na niebieskim tle – potwierdzenie przelewu. I liczba, której nie dało się przeoczyć: 2800 zł. Na Klarę. To nie była „drobna kwota”.

– Marek, co to było? – zapytałam, zanim zdążyłam się powstrzymać.

– Co?

– Przelew na 2800 zł. Ty aż tyle płacisz alimentów?

– Julia, to nie ma znaczenia – rzucił, marszcząc brwi i sięgając po kubek z herbatą.

– Jak to nie ma?! Zawsze mówiłeś, że to tylko parę stów. Że nie muszę się tym przejmować.

Milczał przez chwilę. Tylko dłoń ściskała kubek mocniej, aż mu niemal stawy bielały.

– Nie chciałem cię obciążać.

– Obciążać?! – parsknęłam. – Marek, jesteśmy małżeństwem. Żyjemy razem, dzielimy rachunki. A ty nawet nie uznałeś za stosowne powiedzieć, ile naprawdę dajesz na własne dziecko?

– To moja sprawa – powiedział cicho.

– Nie. To jest nasza sprawa. Bo może to nie jedyna rzecz, którą przede mną ukrywasz?

Stał przez moment bez ruchu. A ja czułam, jak zaczyna się coś psuć. Jakby jakaś cienka, ledwo widoczna nić rwała się w nas po kawałku.

Może ja wcale cię nie znam… – szepnęłam.

I chyba pierwszy raz w życiu widziałam, że on naprawdę nie wie, co powiedzieć.

Czułam się jak ostatnia idiotka

– Czuję się jak idiotka – powiedziałam, zanim zdążyłam zdjąć płaszcz. Magda uniosła brwi, a ja rzuciłam torbę na podłogę i opadłam ciężko na jej kanapę.

– Co się stało? – spytała od razu, podając mi herbatę w kubku.

– Okłamał mnie. Kłamał przez pięć lat. O alimentach. Twierdził, że to drobiazg, a w rzeczywistości przelewa prawie trzy tysiące miesięcznie. Trzy tysiące! A ja myślałam, że płacimy wspólnie rachunki...

– A może nie chodzi o pieniądze? – Magda spojrzała na mnie uważnie. – Może to, że cię z tego wyłączył. Z czegoś, co dotyczy jego życia.

– Dokładnie. Jakby to było coś, do czego nie mam prawa wstępu. Jakby nadal miał dwa światy, a ja żyję w tym bardziej wygodnym, cichym, pełnym kłamstw.

– Julia, tylko spokojnie. Znasz Marka. Może nie chciał, żebyś się martwiła?

– Martwiła?! – prychnęłam. – Przecież to nie jest jakaś drobnostka. To nie nowy zegarek czy fakt, że podjada mi lody w nocy. To jego dziecko. Jego przeszłość. A ja… Ja mam wrażenie, że byłam tylko tłem. Partnerką na pokaz.

Magda milczała. I to jej milczenie bolało mnie bardziej niż jakiekolwiek słowa.

– Myślisz, że skoro raz mnie okłamał, to… może być tego więcej? – zapytałam cicho.

– Nie wiem – odpowiedziała. – Ale skoro ukrywał to przez tyle lat, to może naprawdę nie mówił ci wszystkiego.

Popatrzyłam na nią z rezygnacją. A w głowie już kłębiły mi się kolejne pytania, których jeszcze nie miałam odwagi zadać.

Byłam przerażona i wściekła

Wróciłam do domu wcześniej niż zwykle. Marek siedział w gabinecie i rozmawiał przez telefon. Drzwi były lekko uchylone. Nie podsłuchuję z zasady... ale jego ton głosu był inny niż zwykle. Jakiś taki nerwowy.

– Nie mogę jej tego powiedzieć. Nie teraz – powiedział cicho. – To wszystko się posypie.

Zamarłam. Wstrzymałam oddech.

– Marek, powinna wiedzieć. To trwa za długo – rozpoznałam głos Anny, jego byłej, matki Klary. Rozmawiał na „głośnomówiącym”, albo jego głośnik w telefonie był podkręcony na maksa.

– Nie rozumiesz. Zniszczyłem zbyt wiele. Nie wiem, czy by mi wybaczyła.

Serce zabiło mi mocniej. Co on miał na myśli? Co jeszcze przede mną ukrywał?

– A jeśli dowie się inaczej? – zapytała Anna.

– Nie dowie się. Nie może się dowiedzieć.

Nie czekałam ani chwili dłużej.

– No to się dowiedziała – powiedziałam, otwierając drzwi. Oba głosy ucichły natychmiast. Marek zerwał się z fotela, jakby ktoś go przyłapał na gorącym uczynku.

– Julia...

– Co przede mną ukrywasz? – mój głos drżał, ale nie ze strachu. Z wściekłości.

– To... nie tak miało wyglądać.

– Co nie miało wyglądać? Alimenty? Tajemnice? Te rozmowy za moimi plecami? – Patrzyłam mu prosto w oczy. – Marek, jeśli jeszcze raz mi powiesz, że to „nic takiego”, to przysięgam, wyjdę stąd i nie wrócę.

Milczał. A ja wiedziałam, że cokolwiek się za tym kryje – już nie będzie odwrotu.

Nie mogłam złapać tchu

– Chcesz znać prawdę? Proszę bardzo! Klara miała mieszkać ze mną. Na stałe. Miałem się z nią przeprowadzić jeszcze zanim cię poznałem. Ale wtedy… wtedy pojawiłaś się ty.

Stałam jak wryta.

– Co to ma znaczyć?

– Anna i ja... próbowaliśmy się dogadać. Chcieliśmy znowu być razem. Dla Klary. Ale to nie wychodziło. Ciągle się kłóciliśmy. I kiedy już miałem podpisać papiery o przejęcie opieki nad Klarą – zrezygnowałem. Zostawiłem to wszystko. Bo się zakochałem w tobie. A teraz to wszystko wróciło.

Zatkało mnie. Nie spodziewałam się tego. Ani trochę.

– Bałem się, że jeśli ci powiem, jeśli dowiesz się, że byłem gotów wrócić do Anny... to cię stracę – dokończył, z trudem unosząc wzrok.

– Ale... straciłeś mnie przez kłamstwa. Nie przez prawdę.

Łzy napłynęły mi do oczu, ale się nie rozpłakałam. Wzięłam głęboki oddech, jakby od tego zależało moje życie.

– Przez pięć lat żyliśmy razem. A ty nie pozwoliłeś mi wejść w swoje prawdziwe życie nawet na moment. Zostawiłeś mnie na zewnątrz.

– Julia, ja...

– Nie mów nic – przerwałam mu. – Śpisz dzisiaj sam.

I bez słowa wyszłam.

Poczułam dziwną ulgę

Stałam pod drzwiami Anny dłuższą chwilę, zanim nacisnęłam dzwonek. Serce waliło mi jak jakiś bęben. Nie wiedziałam, czego się spodziewać. Może wybuchnie. Może mnie wyrzuci. Ale otworzyła spokojnie. Nawet zaskakująco spokojnie.

– Julia – powiedziała cicho. – Wiedziałam, że przyjdziesz.

Weszłam. Mieszkanie było ciche, urządzone z prostotą. Klara była u koleżanki. Usiadłyśmy naprzeciwko siebie, a ja długo nie mogłam znaleźć słów. W końcu to Anna zaczęła.

– On cię kocha – powiedziała spokojnie. – Ale... chyba nadal żyje przeszłością. To nie twoja wina. Nigdy nie umiał jej zamknąć.

– Myślałam, że jestem dla niego najważniejsza – wyszeptałam. – Ale chyba byłam tylko... wygodna.

Anna kiwnęła głową. Wcale mnie nie dobijała. Mówiła szczerze. Jak kobieta do kobiety.

Marek to dobry człowiek, ale niezdolny do rozliczenia się z samym sobą. Nigdy nie pogodził się z tym, co się stało między nami. I nigdy ci tego nie powiedział, prawda?

Pokręciłam głową.

– Wiesz, Julia… mnie już nie boli. Mam Klarę, mam swoje życie. Ale ty... Zasługujesz na więcej niż półprawdy.

– A ja już nie chcę być cieniem w cudzym życiu – powiedziałam. – Nie chcę budować siebie na czyichś ruinach.

Popatrzyłyśmy na siebie przez dłuższą chwilę. Dziwne, ale poczułam ulgę. Nie była moją rywalką. Była tylko kobietą, którą też zranił ten sam mężczyzna.

Nigdy już nikomu nie zaufam

Siedziałam w samochodzie przy naszej klatce. W oknach paliły się światła. Wiedziałam, że Marek tam jest. Może siedzi w kuchni. Może czeka. Ale ja nie wysiadałam. Patrzyłam w te światła, jakby mogły dać mi odpowiedź. Czy wrócić? Czy jeszcze raz spróbować zbudować coś z człowiekiem, który przez pięć lat pokazywał mi tylko połowę siebie? Nie wiedziałam naprawdę nic. Ale jedno było pewne, że już nigdy nikomu nie zaufam tak bezwarunkowo jak jemu. I nie wiem, czy to dobrze, czy źle?

Julia, 31 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:

Reklama

Reklama
Reklama
Reklama