„Mój mąż przyznał się do zdrady i myśli, że ujdzie mu to płazem. Nie zwlekałam i szybko wyrównałam rachunki”
„Przeszliśmy wiele i mieliśmy z tego wrócić silniejsi. Przynajmniej tak sobie wmawialiśmy. Starałam się. Naprawdę. Wybaczyłam, choć nie jestem pewna, czy wybaczenie to to samo, co zapomnienie. Bo ja nie zapomniałam. Po prostu nauczyłam się z tym żyć”.

- Redakcja
Nie wiem, ile razy można odbudowywać coś, co już dawno się zawaliło. Ale wiem, że robiliśmy to z Adrianem więcej razy, niż jestem w stanie zliczyć. Nocne rozmowy, ciche poranki przy wspólnej kawie, w których każde z nas udawało, że wszystko wraca do normy. Przeszliśmy wiele i mieliśmy z tego wrócić silniejsi. Przynajmniej tak sobie wmawialiśmy. Starałam się. Naprawdę. Wybaczyłam, choć nie jestem pewna, czy wybaczenie to to samo, co zapomnienie. Bo ja nie zapomniałam. Po prostu nauczyłam się z tym żyć. Być może dlatego Adrian myślał, że jesteśmy gotowi na kolejny krok. Że szczerość nas oczyści. Wzmocni.
– Już nigdy nie będziemy mieli przed sobą tajemnic – powiedział któregoś wieczoru, patrząc mi prosto w oczy.
Nie byłam przekonana, czy mówi to szczerze. Czułam tylko niepokój.
– Chcę ci wierzyć. Ale nie wiem, czy jeszcze umiem – odpowiedziałam cicho.
On uśmiechnął się smutno i pocałował mnie w czoło. A ja wiedziałam, że jeszcze coś się wydarzy. Coś, czego nie da się już cofnąć.
Obiecałem ci przecież szczerość
To był zwykły wieczór. Siedzieliśmy w salonie, piliśmy herbatę, w telewizji leciał serial, którego nikt nie oglądał. Adrian długo milczał. Czułam, że jest spięty.
– Klara... – zaczął.
Spojrzałam na niego. Nie uśmiechał się. Był poważny, może nawet wystraszony.
– Muszę ci coś powiedzieć. Nie dlatego, że chcę cię zranić. Tylko... nie chcę już tego nosić. Obiecałem ci przecież szczerość.
Serce zaczęło mi bić szybciej.
– Wiesz, rok temu... był taki moment, że się pogubiliśmy. Pamiętasz? Wtedy, jak wyjechałaś do siostry.
Skinęłam głową. Nie miałam siły mówić.
– Przespałem się z kimś z pracy. Tylko raz. Krótkie, nic nieznaczące. Nie wróciłem już do tego. Przysięgam. Ale od tamtej pory... to we mnie siedzi.
Patrzył na mnie, jakby szukał ratunku. Jakby spodziewał się wyroku, ale i przebaczenia. Nie krzyczałam. Nie płakałam. Po prostu odstawiłam kubek i wstałam od stołu. W myślach powtarzałam tylko jedno zdanie: „Czy to jeszcze da się cokolwiek naprawić?”
Czułam się... przegrana
Kilka dni po jego wyznaniu świat się nie zawalił. Wstawaliśmy rano, robiliśmy śniadanie, wymienialiśmy zdawkowe uwagi o pogodzie i korkach. W nocy kładliśmy się obok siebie. Oddychaliśmy. Milczeliśmy. Nikt nie pytał: „Jak się czujesz?”. Może baliśmy się odpowiedzi. Myślałam, że jego szczerość mnie oczyści. Że poczuję ulgę. Tymczasem czułam się... przegrana. Bo to nie było równe. On miał swój jeden moment słabości, który zdołał ukryć tyle czasu. A ja cały czas znów żyłam w kłamstwie. Zasypiałam przy kimś, dla kogo znów nie byłam wystarczająca.
Wtedy pojawił się Kamil, mój kumpel z dawnych lat. Zawsze swobodny, bezczelny, z tym swoim uśmiechem. Kiedyś mnie drażnił. Teraz był jak powiew świeżego powietrza. Zaczęło się niewinnie. Kawa po pracy, kilka wiadomości. Zaczął bywać u nas częściej. Adrian niczego nie podejrzewał — przecież to tylko brat.
– Czasem się zastanawiam, jak to możliwe, że nadal z nim jesteś – powiedział któregoś wieczoru, gdy odprowadzał mnie do samochodu.
Spojrzałam na niego.
– Sama nie wiem – odpowiedziałam.
I właśnie wtedy zrozumiałam, że nie chcę znów czuć się jak przegrana. Chcę mu się odpłacić pięknym za nadobne.
Teraz jesteśmy kwita
Mówi się, że zdrada to decyzja, nie przypadek. Moja przyszła bardzo spokojnie. Powiedziałam Adrianowi, że idę z koleżanką do kina. Napisałam do Kamila. „Jesteś dzisiaj?” – zapytałam. Odpisał tylko: „Zawsze”. To wystarczyło.
Przywitał mnie w swoim mieszkaniu, w którym leciała muzyka z głośnika.
– Cieszę się, że cię widzę.
Nie zadawał zbędnych pytań. Był ubrany jak zwykle – biały T-shirt, sprane jeansy – a jednak coś mnie do niego ciągnęło. Czułam, że patrzy na mnie inaczej. Uważniej. Siedzieliśmy w salonie na kanapie, gdy nagle pocałował mnie pierwszy. Wiedziałam, że już nie ma odwrotu. Oddałam mu pocałunek. Wieczór skończyliśmy w sypialni.
Rano obudziłam się, patrząc w sufit. Nie czułam wstydu. Ani żalu. Tylko ciszę. I coś jeszcze. Coś, co przypominało satysfakcję. Pomyślałam wtedy: „Teraz jesteśmy kwita”. Po wszystkim zniknęłam. Napisałam tylko jedną wiadomość, że już bezpiecznie wróciłam do domu. Kiedy weszłam do środka Adrian jeszcze spał.
Wyrównałam rachunki
Następne dni były dziwnie spokojne. Mąż był milszy niż zwykle. Jakby coś przeczuwał, ale nie miał odwagi zapytać. Czuł. że między nami coś się zmieniło. Każde jego „kocham cię” brzmiało dla mnie jak obcy język. Któregoś wieczoru siedzieliśmy razem na kanapie, kiedy Adrian się odsunął, spojrzał na mnie uważnie i powiedział:
– Zachowujesz się dziwnie. Coś się stało?
Zamknęłam oczy. Przez chwilę miałam ochotę dalej grać. Przytulić się do niego, powiedzieć, że to tylko stres, że w pracy ciężko. Ale zamiast tego powiedziałam:
– Zrobiłam coś, czego nie potrafię cofnąć.
– Co takiego?
Spojrzałam mu prosto w oczy.
– Wyrównałam rachunki – powiedziałam cicho.
Wiedziałam, że to był koniec
Nie wiem, co mnie popchnęło do tego wyznania. Może zmęczenie. Może to, że nie mogłam już patrzeć na Adriana, który z każdym dniem był coraz łagodniejszy, spokojniejszy, pewniejszy, że „idziemy do przodu”. A ja każdego dnia czułam się tak, jakbym zostawała w tyle. Nie unikałam jego wzroku.
– Przespałam się z kimś – powiedziałam.
Adrian zamarł. Przez chwilę myślałam, że się przewróci. Patrzył na mnie tak, jakby nie rozumiał słów. Jakby to nie mogło się wydarzyć.
– Z kim? – zapytał w końcu.
– Z Kamilem.
Powiedzenie tego na głos było jak rozbicie szkła. Głośne, nagłe, nieodwracalne.
– Nie wierzę – powtórzył. Głos mu się załamał.
Skinęłam głową. Cisza, która po tym zapadła, była nie do zniesienia.
– Nie chodziło o niego – dodałam. – Chodziło o mnie. O ciebie. O nas. I o to, co z nami zrobiłeś.
Nie krzyczał. Po prostu wstał, powoli, jakby nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Odsunął krzesło i wyszedł na korytarz. Słyszałam tylko trzaśnięcie drzwiami. Nie wybiegłam za nim. Nie płakałam. Po prostu siedziałam tam dalej. I wiedziałam, że to był koniec.
teraz oboje jesteśmy przegrani
Adrian wyprowadził się kilka dni później. Bez scen. Bez krzyków. Po prostu spakował torbę, zamknął drzwi i już nie wrócił. Z Kamilem nie rozmawiałam. Próbował jeszcze pisać, dzwonił dwa razy. Potem przestał. Zrozumiał, że to było tylko na chwilę. Zostałam sama. W naszym mieszkaniu, które nagle stało się zimne i obce. Choć znałam każdy kąt, czułam się jak lokatorka. Robiłam sobie herbatę i nie wiedziałam, czy ją wypić. Siadałam do stołu i nie wiedziałam, po co.
Myślałam, że poczuję ulgę. Że zemsta mnie uleczy. A poczułam... pustkę. W końcu przyszło zrozumienie. Nie zdradziłam go z miłości do Kamila. Nie zrobiłam tego, by poczuć się pożądana. Zrobiłam to, żeby wyrównać rachunki. Żeby chociaż przez chwilę, poczuł się tak, jak ja. A teraz wiem, że raniąc jego, zraniłam siebie jeszcze mocniej. Zastanawiam się, czy szczerość naprawdę była tym, czego potrzebowaliśmy. Może niektóre prawdy powinny zostać przemilczane. Wiem, że teraz oboje jesteśmy przegrani. Może prawda nie zawsze wyzwala. Czasem tylko niszczy wszystko, co zostało.
Klara, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mój mąż chciał być sprytny i żył na 2 fronty. Biedaczek wpadł jednak, przez własną głupotę i durną pomyłkę”
- „Mąż pojechał z dziećmi na ferie w góry. Wrócił z pamiątką, która kompletnie zniszczyła nasze małżeństwo”
- „Myślałem, że po rozwodzie moje życie będzie prostsze. Teraz pluję sobie w brodę, że nie ratowałem naszego związku”