Reklama

Miałem dwadzieścia cztery lata, kiedy pochowaliśmy dziadka Stefana. Pogrzeb był chłodny i oszczędny, mimo że przyszło sporo ludzi. Stałem przy trumnie i patrzyłem, jak ziemia zakrywa kogoś, kto był ważny, ale nigdy nie był mi bliski. Czułem się nieswojo. Nie dlatego, że dziadek umarł, ale dlatego, że nie było tam mojego ojca.

Reklama

Tata – jego jedyny syn – nie pojawił się ani na mszy, ani na cmentarzu. Nikt nawet nie zapytał dlaczego. Wiedziałem, że ich relacja była napięta. Dziadek zawsze traktował tatę z dystansem, ale dopiero teraz, po jego śmierci, coś zaczęło mi wyraźnie nie pasować.

Miałem już dosyć milczenia

Wróciliśmy do domu późnym popołudniem. Mama od razu zamknęła się w kuchni, jakby chciała, żeby zapach rosołu przykrył wszystko, co się dziś wydarzyło. Ja usiadłem przy stole i patrzyłem na nią przez otwarte drzwi. Milczałem chwilę, ale w końcu nie wytrzymałem.

– Dlaczego tata nie był na pogrzebie? Przecież to jego ojciec – zapytałem.

Mama odwróciła się do mnie powoli, jakby spodziewała się tego pytania.

– Nie chciał przyjeżdżać. Nie męcz się tym.

– Ale jak to? Przecież to dziadek… – nie dawałem za wygraną. – Nawet nikt nie wspomniał o nim. Ani słowa. Jakby nie istniał.

Wzruszyła ramionami i zajęła się krojeniem marchewki. Nóż uderzał o deskę w jednostajnym rytmie.

– To sprawa między nimi. Nie nasza – rzuciła krótko.

Poczułem, jak coś się we mnie zaciska. Nie wiedziałem, czy to gniew, czy rozczarowanie. Wychowałem się w domu, gdzie o trudnych rzeczach się nie mówiło. Ale teraz miałem już dosyć milczenia. Mama nie spojrzała na mnie ani razu. Jakby miała nadzieję, że nie dopytam dalej. Ale ja już czułem, że coś się nie zgadza. Wieczorem, kiedy zasnęła, zszedłem na dół do piwnicy, gdzie trzymaliśmy stare pudła po dziadku. Z ciekawości. Z potrzeby zrozumienia. Nie wiedziałem jeszcze, czego szukam – ale czułem, że coś znajdę.

Tajemnica ukryta w dokumentach

Pudła stały za starymi regałami, obok szafki z przetworami. Kurz osiadł na pokrywach jak warstwa czasu, której nikt nie miał odwagi naruszyć. Otworzyłem pierwsze z nich ostrożnie. Zdjęcia, notatki, listy... Wszystko uporządkowane, podpisane datami. Dziadek był pedantem nawet w sprawach osobistych.

W jednym z segregatorów znalazłem kopertę. Serce mi przyspieszyło. Otworzyłem ją z wahaniem i szybko przesunąłem wzrokiem po tekście. Wszystko – dom, działka, oszczędności – zapisane było Jerzemu, synowi ciotki Anieli. Ani słowa o tacie. Ani słowa o moim ojcu. Zacisnąłem palce na papierze. Próbowałem znaleźć jakieś wyjaśnienie, coś między wierszami. Ale było tylko suche, urzędowe potwierdzenie. Tata nie istniał w tej ostatniej woli.

W innym pudle natknąłem się na stare zdjęcia. Jedno z nich mnie zatrzymało. Mój ojciec – młody, może siedemnastoletni – stał wśród rodziny, ale coś było nie tak. Miał inne rysy, inny wyraz twarzy. A pod zdjęciem widniał podpis: „Marek K.” – nie to samo nazwisko, które nosił teraz.

Następnego dnia odwiedziłem ciotkę Anielę. Siedziała na werandzie i paliła papierosa, jakby czekała, aż ktoś zada jej niewygodne pytanie.

– Dlaczego tata nic nie dostał po dziadku? – zapytałem bez ceregieli.

Zaciągnęła się dymem i spojrzała na mnie spod przymrużonych powiek.

– Twój ojciec… on był inny. Tata… miał swoje powody.

– Jakie powody? Przecież to jego syn!

– Nie zadawaj pytań, na które nie chcesz znać odpowiedzi – powiedziała cicho i odwróciła wzrok.

Prawda wyszła na jaw

Wieczorem nie mogłem zasnąć. Kręciłem się z boku na bok, aż w końcu zszedłem na dół napić się wody. Z kuchni dochodziły ciche głosy. Zatrzymałem się na schodach. To byli moi rodzice.

– Wiedziałem, że nic nie dostanę – powiedział ojciec cicho. – On nigdy mnie nie traktował jak swojego.

– Marek… – westchnęła mama. – To nie twoja wina, że nie byłeś jego synem.

Zamarłem. Poczułem, jak nogi robią mi się miękkie. Serce waliło mi w piersi jak oszalałe.

– To nie twoja wina, że nie byłeś jego synem. – Te słowa powtórzyły się w mojej głowie jak echo.

Wszedłem do kuchni, zanim zdążyli skończyć rozmowę.

– Co to znaczy, że nie byłeś jego synem? – zapytałem.

Mama podskoczyła na krześle, ojciec zesztywniał. Spojrzeli na mnie jak na ducha.

– Kuba… – zaczęła mama. – Słyszałeś?

– Wszystko. I chcę znać prawdę.

Ojciec wstał powoli, jakby ważył każde słowo, zanim je wypowie.

– To znaczy dokładnie to, co słyszałeś – powiedział spokojnie. – Dziadek Stefan nie był moim ojcem.

– Co? – szepnąłem, czując, że coś się we mnie rozpadło.

– Chcieliśmy ci powiedzieć… ale nie wiedzieliśmy jak – dodała mama.

Stałem tam jeszcze chwilę, ale nie byłem w stanie nic więcej powiedzieć. Wyszedłem z kuchni i wróciłem do swojego pokoju, jakby to, co usłyszałem, było tylko złym snem. Ale wiedziałem, że nic już nie będzie takie samo.

Babcia miała romans

Rano nie potrafiłem spojrzeć rodzicom w oczy. Siedzieli przy stole, jakby czekali, aż znów coś powiem. Ale tym razem milczałem. To oni powinni zacząć nie ja.

– Kuba – zaczęła mama nieśmiało. – Jeśli chcesz wiedzieć, powiemy ci wszystko. Ale to nie jest łatwa historia.

Usiadłem naprzeciwko nich i skinąłem głową.

– Tata nie jest biologicznym synem dziadka Stefana – powiedziała. – Twoja babcia… zanim poznała Stefana, była związana z kimś innym. Zaszła z nim w ciążę. Ten mężczyzna zniknął, zanim tata się urodził.

– Dziadek wiedział? – zapytałem.

– Wiedział. Poślubił ją, gdy była już w ciąży. Chciał jej pomóc. Ale… nigdy nie potrafił zaakceptować taty, jako swojego dziecka. Wychowywał go, owszem. Ale traktował go jak obowiązek, nie jak syna.

Ojciec siedział z założonymi rękami, patrzył w podłogę.

– I nikt mi o tym nie powiedział. Nigdy – powiedziałem cicho.

– Bo to nie zmieniało niczego – odpowiedziała mama ze łzami w oczach. – Myśleliśmy, że jeśli będziemy milczeć, wszystko będzie normalnie. Że nie trzeba rozdrapywać ran.

Poczułem, jak coś mnie ściska od środka. Przez całe życie żyłem w przekonaniu, że mój ojciec miał trudną relację z dziadkiem, ale że byli rodziną. A teraz… wszystko się rozpadało.

– Muszę wyjść – powiedziałem tylko i wyszedłem z domu, zostawiając ich w ciszy.

Szedłem bez celu przez znajome ulice. Każdy dom, każdy płot wydawał się teraz obcy. Nie wiedziałem już, kim jestem. Ani kim tak naprawdę był mój ojciec.

Kim jesteś, tato?

Po dwóch dniach wróciłem. Ojciec siedział w ogrodzie, naprawiał coś przy starym stole. Zobaczył mnie, ale nic nie powiedział. Usiadłem obok i patrzyłem, jak obraca w dłoniach śrubokręt.

– Chcesz wiedzieć więcej? – zapytał bez podnoszenia wzroku.

– Chcę zrozumieć – odpowiedziałem.

Odłożył narzędzia i odetchnął głęboko, jakby przygotowywał się do czegoś, co bolało.

– Nigdy nie poznałem swojego ojca. Mama nie chciała o nim mówić. Dziadek Stefan był jedynym „ojcem”, jakiego znałem. Ale od początku wiedziałem, że coś jest nie tak. Był surowy, zimny. Jakbym był intruzem.

– Próbowałeś z nim rozmawiać?

– Oczywiście. Ale on mnie nie słuchał. Patrzył na mnie jak na cień tamtego faceta. Jakbym przypominał mu błąd, który popełniła jego żona.

Siedzieliśmy chwilę w ciszy.

– A ja? – zapytałem cicho. – Jestem twoim synem?

Spojrzał mi w oczy. Pierwszy raz od dawna zobaczyłem w nich coś więcej niż zmęczenie.

– Jesteś. I to się nigdy nie zmieni. Wiesz przecież, że adoptowaliśmy cię z mamą, gdy miałeś siedem lat. I od wtedy nigdy nie żałowaliśmy tej decyzji. Nie musisz nosić mojego nazwiska, żeby być moim dzieckiem. Kocham cię, Kuba. Może nie zawsze umiałem to okazać, ale nigdy w to nie wątpiłem. Może to przez to jak byłem wychowywany, nie bardzo umiałem być bardziej czuły...

Pokiwałem głową. W jego słowach było coś prawdziwego. Może nie da się zmienić przeszłości, ale można próbować zrozumieć siebie nawzajem. A może to właśnie był początek czegoś nowego – nieopartego na kłamstwach, tylko na tym, co zostało.

Reklama

Jakub, 24 lata

Reklama
Reklama
Reklama