„Moja córka zmienia chłopaków jak rękawiczki. Boję się, że zmarnuje sobie życie i przyniesie tylko wstyd rodzinie”
„Moja córka. Nie wiem, czy to matczyna intuicja, czy zwykły lęk, ale od miesięcy mam niepokój w sercu. Widzę, jak się miota. Jak z jednego ramienia przechodzi w drugie, jakby szukała w nich czegoś, czego sama nie rozumie. Każdy z tych chłopaków to niby ten jedyny, a po kilku tygodniach już o nim nie słyszę. Boję się, że któryś zostawi ją też z dzieckiem. A ja wózka pchać nie będę”.

- Redakcja
Czasem budzę się w nocy i pierwsze, co mi przychodzi do głowy, to ona. Moja córka. Nie wiem, czy to matczyna intuicja, czy zwykły lęk, ale od miesięcy mam niepokój w sercu. Widzę, jak się miota. Jak z jednego ramienia przechodzi w drugie, jakby szukała w nich czegoś, czego sama nie rozumie. Każdy z tych chłopaków to niby „ten jedyny”, a po kilku tygodniach już o nim nie słyszę. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że oni ją zostawiają coraz bardziej poranioną. Boję się, że któryś zostawi ją też z dzieckiem. A ja wózka pchać nie będę.
Gubiłam się już w tych imionach
– Mamo, to już na serio – powiedziała któregoś wieczoru, siadając naprzeciwko mnie z tym swoim nowym uśmiechem.
Patrzyłam na nią i nie miałam siły pytać, który to już raz. Jeszcze trzy miesiące temu wypłakiwała się po Maćku, a tydzień później wróciła z wycieczki i pokazała zdjęcie z Michałem. Teraz był Kuba. Albo Kacper? Gubiłam się już w tych imionach.
– To zupełnie inny chłopak. Mamy świetny kontakt. On naprawdę chce mnie poznać – przekonywała, mieszając herbatę, której nawet nie tknęła.
– Ile się znacie? – zapytałam spokojnie.
– No, tak… ponad dwa tygodnie. Ale czuję, jakbyśmy znali się całe życie.
Nie odpowiedziałam nic. Znałam ten scenariusz. Najpierw wielkie emocje, potem nagły dystans, a na końcu zamknięcie się w pokoju i płacz, że znów „nie wyszło”. Nie była łatwą dziewczyną. Była zbyt emocjonalna, zbyt naiwna, zbyt szybko się przywiązywała. Chciała czuć się potrzebna, ważna, kochana. A chłopaki? Oni byli młodzi, zachłanni, niedojrzali. Tacy, co lubią się pobawić, ale nie ponosić konsekwencji.
– Tylko błagam cię, mamo, nie rób mi wykładu – rzuciła jeszcze, zanim wyszła z kuchni.
Nie zrobiłam. Tylko usiadłam ciężej na krześle i spojrzałam w okno. Czułam, że to się źle skończy.
Martwię się, że to się kiedyś źle skończy
– Nie jesteś zła, że tak często zmienia chłopaków? – zapytała mnie kiedyś Basia, moja przyjaciółka, kiedy siedziałyśmy przy kawie w mojej kuchni.
Wzruszyłam ramionami. Co miałam powiedzieć? Że mnie to nie rusza? Że nie obgryzam paznokci, kiedy wraca późno i widzę ją przez okno, jak całuje się z jakimś nowym typem pod klatką?
– Nie jestem zła. Jestem zmęczona – powiedziałam po chwili. – Martwię się, że to się kiedyś źle skończy. Ona się zakochuje w tempie ekspresowym, a potem zderza z rzeczywistością.
Basia uniosła brwi, jakby się dziwiła, że w ogóle to tak przeżywam.
– Taka młodość. Przeminie – rzuciła lekko.
– A jeśli nie? A jeśli trafi na jakiegoś, co zostawi ją z brzuchem i tyle go widzieli? Nawet nie chce myśleć, co ludzie powiedzą. Wszyscy będą wytykać ją palcami.
Zrobiła się cisza. Obie wiedziałyśmy, że nie przesadzam. Dziewczyna, która kocha za szybko, łatwo staje się ofiarą. A moja córka była dobra. Tylko w tej swojej potrzebie miłości kompletnie się gubiła. Wieczorem znów usłyszałam stukot jej obcasów na schodach. Wpadła do domu rozpromieniona, rzuciła torbę na podłogę.
– W weekend jedziemy do niego na działkę. Całą paczką – zawołała.
Nie wiedziałam, czy mam się cieszyć, czy już szykować chusteczki.
Nie chodzi o to, żeby kogoś „utrzymać”
Na tę działkę nie pojechała. Dwa dni przed wyjazdem powiedziała, że nie wie, czy to wszystko ma sens. Że Kacper jakby się oddalił, że mniej pisze, że jakby… był gdzieś obok, ale nie z nią. Nie byłam zaskoczona. Byłam przygotowana. Przyniosłam jej herbatę do pokoju, usiadłam obok i nic nie mówiłam.
– Mamo, dlaczego ja nie potrafię sobie nikogo utrzymać? – zapytała nagle.
Zamurowało mnie. Nie dlatego, że nie miałam odpowiedzi. Tylko dlatego, że po raz pierwszy przyznała, że coś w tym nie gra.
– Bo nie chodzi o to, żeby kogoś „utrzymać”. Tylko żeby spotkać kogoś, kto sam będzie chciał zostać – odpowiedziałam, jak najprościej.
Nie zareagowała. Gapiła się w sufit. A ja widziałam w niej tę małą dziewczynkę, która biegała w moich butach po korytarzu i udawała, że idzie do pracy. Teraz biegała między chłopakami, tak samo jak kiedyś – bez opamiętania. Kilka dni później zobaczyłam ją w kawiarni. Nie widziała mnie. Siedziała z jakimś nowym. Śmiała się, poprawiała włosy, mówiła dużo, szybko. On był spięty, zerkał na zegarek. Pomyślałam wtedy: „kolejny weekendowy”. Taki, co będzie ważny przez chwilę, po czym zniknie bez słowa.
Chciałam w to wierzyć…
– Mamo… mogę coś powiedzieć, ale tylko jeśli nie zaczniesz krzyczeć – usłyszałam późnym wieczorem.
Weszła do kuchni z rozmazanym makijażem. Usiadła przy stole i zaczęła dłubać przy obrusie.
– Mów – westchnęłam.
– Zadzwoniła do mnie jego dziewczyna.
Nie zrozumiałam od razu.
– Czyja?
– Takiego chłopaka z kawiarni. Michała. Myślałam, że jest wolny. Poznałam go na jakiejś imprezie, mówił, że właśnie się rozstał. No i… byłam z nim. Ale ona twierdzi, że są razem. Że się nie rozstali. I że ja jestem ta trzecia.
W pierwszym odruchu miałam ochotę chwycić za telefon i zrobić awanturę. Komuś. Komukolwiek. Jemu, jej, całemu światu. Potem usiadłam naprzeciwko i tylko patrzyłam, jak zaczynają jej lecieć łzy.
– Nie wiedziałam, mamo. Naprawdę. On był taki miły, taki zaangażowany. Chciałam w to wierzyć…
Nie mówiłam nic. Wiedziałam, że nie potrzebuje teraz matczynej przemowy. Tylko obecności.
– Jestem głupia, co? – szepnęła.
– Nie. Jesteś młoda. I bardzo naiwna – powiedziałam, gładząc ją po dłoni.
A w środku myślałam: „tylko żeby to nie skończyło się czymś, czego nie da się cofnąć”.
Myślałam długo o tym, co mówiłaś
Któregoś dnia przyszła do mnie, gdy oglądałam telewizję w salonie. Usiadła obok. Przez chwilę milczała. Czekałam, aż sama coś powie. W końcu się odezwała.
– Wiesz mamo, myślałam długo o tym, co mówiłaś.
– Co masz na myśli?
– To, żeby nie próbować szukać na siłę. Żeby spotkać kogoś, kto sam będzie chciał zostać.
Opuściła głowę.
– Masz rację – kontynuowała. Nie chcę już skakać z kwiatka na kwiatek. Nie będę szukać nikogo na siłę, jeżeli jestem komuś pisana, to na pewno się znajdziemy – powiedziała cicho.
Po chwili dodała:
– Myślisz, że kiedyś spotkam tego jedynego, jak ty?
– Jesteś jeszcze młoda, całe życie masz przed sobą – uśmiechnęłam się lekko.
Nie byłam pewna, czy i na ile zmieni swoje podejście. Pomyślałam sobie jednak, że pewne rzeczy dzieci powinny zrozumieć same, w swoim czasie.
Zawsze możesz na mnie liczyć
Od tamtej sytuacji minęło kilka miesięcy. Nie ma już Michała, nie ma kolejnego „na poważnie”. Stała się jakby ostrożniejsza. Zamiast opowiadać o facecie po dwóch dniach znajomości jak o swoim przyszłym mężu, mówi teraz: „poczekam, zobaczymy co z tego wyjdzie”. Widzę, że coś się w niej zmieniło. Może nie od razu. Może nie radykalnie. Ale wydawało mi się, że faktycznie przemyślała swoje zachowanie. Siedziałyśmy ostatnio razem na kanapie, oglądałyśmy jakiś serial. Nagle powiedziała:
– Wiesz mamo, dzięki, że jesteś przy mnie.
Zaskoczyła mnie tymi słowami. I poruszyła.
– Zawsze możesz na mnie liczyć, cokolwiek by się nie działo.
Ale będę obok. Gotowa na wszystko. Tak jak wtedy, gdy trzymałam ją pierwszy raz. Bo czasem nie trzeba ratować. Czasem trzeba po prostu pozwolić się nauczyć.
Renata, 53 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mama nigdy nie chciała rozmawiać o ojcu. Drążyłam ten temat, ale gdy poznałam prawdę, pożałowałam swojej ciekawości”
- „Ojciec wyśmiewał moją pracę w dyskoncie i całe życie mnie poniżał. Gdy wylali go z pracy, wyciągnął łapy po moją kasę”
- „Córka pamięta o mnie tylko wtedy, gdy jest u niej krucho z kasą. Powiedziałam dość i zakręciłam kurek z pieniędzmi”