Reklama

Mam prawie trzydzieści lat, jestem grafikiem komputerowym. Nieźle mi idzie – pracuję zdalnie, mam stałych klientów, a do tego kochającą partnerkę, z którą jestem od sześciu lat. Nie mamy dzieci, jeszcze nie. Może to kwestia odwagi. A może wciąż nie przepracowałem jednej rzeczy z przeszłości. Bo gdy miałem pięć lat, moja matka po prostu zniknęła. Bez słowa. Nie zostawiła kartki, nie zadzwoniła nigdy później. Wyszedłem rano do przedszkola, a wieczorem przy kolacji ojciec powiedział, że mama musiała wyjechać. Dzieci tego nie rozumieją – przez kolejne miesiące patrzyłem w okno i wyobrażałem sobie, że wraca z torbą pełną zabawek.

Nie wróciła. Z czasem przestałem o niej mówić. Ojciec ułożył sobie życie z Marią – ciepłą, spokojną kobietą, która mnie wychowała. Dziś, po 25 latach, moja biologiczna matka się odezwała. Nie po to, żeby mnie przeprosić. Nie po to, żeby zapytać, jak żyję. Nie po to, żeby mnie poznać. Chciała ode mnie pieniędzy. Po tylu latach ciszy powiedziała tylko jedno:

– Tomek, przecież jestem twoją matką. Powinieneś mi pomóc.

Przypomniała sobie po 25 latach

Usiedliśmy naprzeciwko siebie w kawiarni na Pradze. Wybrała miejsce. Przyszła wcześniej. Miała włosy w kolorze wyblakłego blondu i za dużo bronzera na policzkach. Pachniała intensywnie, jakby perfumy miały przykryć coś więcej niż tylko zapach.

– Tomek… jak ty wyrosłeś – powiedziała z tym wymuszonym ciepłem, jakby mówiła do obcego dziecka na święta.

Miałem ćwierć wieku, żeby to zrobić – odpowiedziałem chłodno.

Zmieszała się tylko na chwilę. Zamówiła latte, ja czarną kawę. Przez kilka minut siedzieliśmy w ciszy. Patrzyła na mnie jak ktoś, kto nie wie, jak zacząć.

– Słuchaj, ja… mam teraz trochę trudny czas – zaczęła, bawiąc się łyżeczką. – Musiałam się wyprowadzić, wiesz, czynsze są straszne, a ja… no, nie mam stałej pracy. I tak sobie pomyślałam, że może… mógłbyś mi pomóc.

Zamrugałem.

– To dlatego się odezwałaś? Po 25 latach?

– No przecież jestem twoją matką – rzuciła z irytacją. – Każdy pomaga matce.

– Matce? – parsknąłem. – Ty jesteś kobietą, która pewnego dnia wyszła z życia pięciolatka i nigdy nie wróciła.

– Nie wiesz wszystkiego. To nie było takie proste – zaczęła się bronić. – Twój ojciec też nie był święty.

– Ale to ty mnie zostawiłaś.

Zrobiło się cicho. Patrzyła na mnie, już bez uśmiechu. Widziałem w jej oczach cień, może wstyd, może tylko wyrachowanie. Nie wiedziałem. Nie ufałem. I nie miałem pojęcia, czego naprawdę chciała – pieniędzy czy… czegoś innego.

Miałem ochotę się wycofać

Ojciec otworzył mi drzwi w domowych kapciach. Z radia grała stara piosenka Cohena, a z kuchni pachniało pomidorówką Marii. Wszystko wyglądało tak normalnie, że przez chwilę miałem ochotę się wycofać, ale nie po to tu przyszedłem.

– Musimy pogadać – powiedziałem, zdejmując kurtkę.

– O czym? – zapytał, choć już czuł, że coś się stało.

Spotkałem się z Lucyną.

Zamarł. Maria, która niosła właśnie talerze do stołu, zastygła z nimi w dłoniach.

– Co?! – wykrztusiła. – Skąd…

– Odezwała się. Chciała się spotkać. I… pieniędzy.

– Wiedziałem – mruknął ojciec, siadając ciężko na krześle. – Wiedziałem, że się kiedyś pojawi.

– Dlaczego nigdy mi nie powiedzieliście, co się wtedy stało? Nie zadawałem pytań, miałem pięć lat, ale zasłużyłem na prawdę.

Ojciec spuścił wzrok. Maria położyła mu dłoń na ramieniu, jakby chciała go ochronić.

– Bo nie chciałem, żebyś wiedział, że własna matka wolała... inne życie. Zostawiła nas. Bez słowa. Po prostu wyszła. Myślałem, że wróci. A później, że lepiej będzie, jak zapomnisz.

– Ale nie zapomniałem. I teraz wraca po coś. Nie dlatego, że zatęskniła.

Ojciec milczał. Tylko Maria odezwała się cicho:

– Tomek… ona wie o spadku po babci?

Spojrzałem na nią ostro.

– Skąd ty wiesz?

Ale już wiedziałem. Ona wróciła, bo coś usłyszała. A ja zacząłem się zastanawiać – skąd?

Traktowali mnie jak małe dziecko

Nie spałem dobrze. Coś mi nie pasowało. Zbyt wiele spojrzeń, niedopowiedzeń, wymienianych ukradkiem spojrzeń między ojcem a Marią. Postanowiłem wrócić nazajutrz po swoje dokumenty, które tam, gdyby ktoś zapytał, zostawiłem. Usłyszałem ich, zanim nacisnąłem klamkę.

– Mówiłam ci, że to się tak skończy – głos Marii był spięty, zniecierpliwiony. – Trzeba było mu powiedzieć, gdy był młodszy. A teraz? Teraz mamy cyrk.

– Nie wiedziałem, że Lucyna dowie się o testamencie. Skąd, do cholery, się dowiedziała? – szeptał ojciec.

– A może to ty coś powiedziałeś? – syknęła Maria.

– Ja? Przecież nie rozmawiam z nią od dwudziestu lat!

– Ale ktoś to zrobił! I ten ktoś jej powiedział, że Tomek dostał po matce pieniądze. I teraz się zjawiła. Nagle, po tylu latach.

Wszedłem bez pukania. Ich twarze – zastygłe. Jakby ktoś wcisnął pauzę.

Kto jeszcze wiedział o spadku? – zapytałem. – Kto jej powiedział?

– Tomek... to nie tak – zaczął ojciec, ale nie dałem mu dokończyć.

– Właśnie tak. Wiedzieliście, że wróci nie po mnie, tylko po pieniądze. I nic mi nie powiedzieliście.

– Chciałem ci oszczędzić... – zaczął ojciec.

– Oszczędzić?! Mam trzydzieści lat, a wy nadal traktujecie mnie jak dziecko! Moja matka wróciła po kasę i wiedziała, że ją mam. Więc kto ją uprzedził?

Ojciec spuścił głowę. Nie odpowiedział. Wiedziałem już dość.

Chciałem ją nienawidzić

Jej mieszkanie pachniało starą wodą kolońską i stęchlizną. Zasłony przykurzone, ściany obdrapane. Lucyna miała na sobie cienki sweter, mimo że w środku było chłodno.

– Miło, że przyszedłeś – powiedziała, jakbyśmy się widywali co niedziela.

– Wiem, że wróciłaś, bo usłyszałaś o spadku.

Zmieszała się. Przez moment nie wiedziała, co zrobić z rękami.

– Nie zaprzeczysz? – dodałem ostro.

– Tomek, życie mnie nie oszczędzało. Spałam po klatkach, pracowałam na czarno, piłam, żeby zasnąć. Nie przyszłam błagać o pieniądze, ale... nie mam już siły. Zobaczyłam w sieci, że zmarła twoja babka. Domyśliłam się. Twój ojciec był zawsze przezroczysty.

– A ty byłaś niewidzialna. Całe moje dzieciństwo cię nie było.

Usiadła na zniszczonej kanapie i przez chwilę patrzyła przed siebie.

– Byłam wtedy pogubiona. Miałam problemy. Wychodziłam rano z zamiarem powrotu, ale potem… nie mogłam, nie wiedziałam jak mam wrócić. Wstyd mnie paraliżował.

– I przez 25 lat nie mogłaś napisać choćby kartki?

– Bałam się. Myślałam, że będzie ci lepiej beze mnie. I pewnie tak było.

Zamilkłem. Chciałem ją nienawidzić, ale ta słabość, te drżące ręce… coś mi się w środku łamało.

– To ojciec wszystko popsuł – powiedziała cicho. – On też nie był święty.

– Nie zrzucaj winy. Zniknęłaś. To była twoja decyzja.

Nie odpowiedziała. A ja wyszedłem. I zostawiłem ją samą – tak, jak ona kiedyś mnie.

Nie wiedziałem, co dalej

Spotkaliśmy się w małej cukierni niedaleko ich domu. Maria zamówiła herbatę z cytryną. Ja nie zamówiłem nic.

Wiem, że jesteś zły – zaczęła, zanim jeszcze usiadłem. – Ale może w końcu porozmawiamy jak dorośli.

– To właśnie próbuję zrobić od kilku dni.

Spojrzała na mnie z żalem.

– Tomek, Lucyna zostawiła was z dnia na dzień. Bez słowa. Twój ojciec był zdruzgotany. A ty... miałeś tylko pięć lat. Co on miał ci powiedzieć? Że twoja matka wolała wolność i przyjemności niż własne dziecko?

Milczałem.

– Wtedy jeszcze próbował ją znaleźć. Naprawdę. Szukał jej przez znajomych, dzwonił po szpitalach, nawet na policję poszedł. Ale nic. A potem pojawiłam się ja. I… próbowałam być matką, tak jak umiałam.

– Byłaś – powiedziałem cicho. – Wiem, że się starałaś.

Bo cię kocham, Tomek. Dla mnie zawsze byłeś mój.

Zrobiło mi się dziwnie ciepło. Pierwszy raz od wielu dni.

– A Lucyna? Ona też mnie kochała?

Maria zawahała się.

– Nie wiem. Może. Ale miała w sobie coś, co ciągnęło ją w stronę autodestrukcji. Twój ojciec mówił, że czasem budziła się rano i udawała, że wszystko jest w porządku. A wieczorem znikała na dwa dni.

– Czemu teraz wróciła?

Maria wzruszyła ramionami.

– Może myśli, że jeszcze coś może naprawić. Albo, że coś jej się należy. Tylko ty możesz zdecydować, co z tym zrobisz.

Patrzyłem przez okno. Światło jesienne było chłodne. Niby wszystko jasne, a jednak wciąż nic nie wiedziałem.

Tomek, 27 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:

Reklama
Reklama
Reklama