„Moja teściowa nie strzępi języka i ma gumowe ucho. Mam dość jej nieustannych plotek i życia na głuchym telefonie”
„Teściowa nie dzwoni po to, żeby pogadać, ale żeby mówić. Opowiada dosłownie o wszystkim: o tym, że sąsiadka spod piątki ma faceta, który przyjeżdża do niej mercedesem, że ksiądz w kościele na kazaniu w niedzielę powiedział, że czasy się kończą”.

- listy do redakcji
Z zewnątrz moje życie może wyglądać dla kogoś jak bajka. Mam bardzo dobrą pracę, duże mieszkanie na kredyt, męża, który nieźle zarabia, nie zdradza mnie, a nawet czasem zmyje naczynia. Wewnętrznie jednak jestem na skraju wyczerpania, bo codziennie robię wszystko, żeby nikogo nie zawieść, a wszyscy dookoła wykorzystują to bez umiaru. A zwłaszcza moja teściowa.
Nie dawała mi spokoju
To zażywa, energiczna emerytka, mistrzyni podsłuchu, oceny i nieproszonych rad. A przede wszystkim telefoniczna snajperka. Dzwoni do mnie każdego dnia, zazwyczaj jeszcze zanim zdążę upić pierwszy łyk porannej kawy:
– Tylko ci powiem i już się rozłączam.
Tak zazwyczaj zaczyna, a potem następuje monolog. W tym czasie przejechać pół Polski i nawet nie musiałabym się odzywać. Teściowa nie dzwoni po to, żeby pogadać, ale żeby mówić. Opowiada dosłownie o wszystkim: o tym, że wnuczka kuzynki miała cesarkę, że sąsiadka spod piątki ma faceta, który przyjeżdża do niej mercedesem, że ksiądz w kościele na kazaniu w niedzielę powiedział, że czasy się kończą, i że tylko którzy trzymają w piwnicy słoiki, przetrwają. W tle piszczy czajnik, kot wymiotuje na dywan, szef przysyła mi zapytanie mailem, a ja trzymam telefon przy uchu i potakuję, bo nie potrafię jej powiedzieć, że mnie to w ogóle nie obchodzi.
Boję się, że jak jej to powiem, to się obrazi, a jak się obrazi, to mój mąż znowu się wścieknie, że mam niewyparzony język i przeze mnie eskalują konflikty. A on konfliktów nie znosi, unika ich jak ognia. Więc teściowa codziennie wykorzystuje moją wewnętrzną miękkość.
Gadała jak najęta
Wczoraj zadzwoniła znowu, jeszcze przed dziewiątą rano. Jej głos był jak wystrzał z armaty.
– No przecież ta ciotka Janka to już przesadza. Widziałam ją wczoraj w sklepie, stała przy wędlinach i wiesz co? Wzięła szynkę za sześćdziesiąt osiem złotych za kilo! Przecież ona ma emeryturę ledwo ponad dwa tysiące złotych! Czym ona płaci, pytam się?!
– Może akurat miała ochotę sobie dogodzić – próbowałam usprawiedliwić ciotkę Jadzię, ale teściowa już nie słuchała. Gadała dalej, jakby rozmawiała sama ze sobą.
– A potem podchodzi do mnie i mówi: „Danusiu, ty to jak zawsze elegancka!”. No pewnie, że elegancka, ja dbam o siebie. A ona? Brwi sobie zrobiła jak jakaś aktorka z tureckiego serialu. W tym wieku to trzeba się starzeć z godnością, nie udawać ryczącą dwudziestkę!
– Mhm… – powiedziałam i spojrzałam na pismo otwarte w komputerze. Robota czekała.
– A jeszcze ci powiem, bo to musisz wiedzieć. Michał z tobą rozmawia o tym wszystkim? Bo ja mu mówię, że mi się nie podoba, że nie robicie w niedziele obiadów, tylko chodzicie do restauracji. Przecież to tradycja!
Nie mogłam jej słuchać
Na sekundę przestała mówić. Nie wiedziałam, czy czeka na odpowiedź, czy po prostu się zacięła.
– No… – wydukałam. – Po prostu czasem mamy ochotę zjeść coś egzotycznego, czego w domu się nie da ugotować.
– Ochotę? No tak, teraz wszyscy są tacy zabiegani. Jakby człowiek już nikomu nie był potrzebny. A ja tylko siedzę sama w domu i czekam, aż się ktoś zlituje i zadzwoni.
Nie wiedziałam, co mam jej powiedzieć. Że przecież to ona dzwoni codziennie, przez co nie mogę się skupić w pracy? Że nie słucha, tylko gada jak najęta, a każda rozmowa kończy się aluzją do tego, że nie jestem dla niej wystarczająco dobra? Ale nie powiedziałam tego, tylko krótkie:
– Rozumiem.
– No, wiedziałam, że ty mnie zrozumiesz, bo ty jesteś dobra dziewczyna. Nie to, co niektórzy. Ale nie będę mówić kto, szkoda gadać.
Rozłączyła się bez pożegnania. W uszach ciągle mi brzmiały jej słowa. Patrzyłam w monitor, ale nie widziałam tekstu. Wściekłość buzowała we mnie i czułam, że jestem już bliska wybuchu.
Następnego dnia telefon od teściowej zadzwonił jak zwykle rano, ale nie odebrałam. Gapiłam się na świecący ekran i czułam w sobie rosnącą niemoc. Za chwilę przestał dzwonić, po czym po minucie ekran rozświetlił się ponownie. I tak jeszcze dwa razy. Wreszcie po prostu wyłączyłam go i schowałam do szuflady.
Miarka się przebrała
Minęło piętnaście minut. Wyciągnęłam telefon z szuflady i zobaczyłam osiem nieodebranych połączeń i SMS-a: „Paulinko, co się dzieje?”. Nie odpisałam.
Kiedy wróciłam z pracy, Michał powiedział:
– Mama dzwoniła do mnie. Zmartwiła się, że nie odbierasz.
– Wiem. Dzwoniła do mnie ponad dziesięć razy – odpowiedziałam spokojnie.
– Coś się stało?
– Nie. Po prostu nie mogłam odebrać.
– Powiedziała, że jesteś ostatnio jakaś zdystansowana i nie ma z tobą kontaktu.
– Bo nie mam siły już jej słuchać. Każdego dnia opowiada mi, jacy wszyscy są źli, głupi, niewdzięczni i że ona jedna wszystko wie najlepiej. Nie mam przestrzeni, żeby się w ogóle odezwać.
– Ale wiesz, że ona taka już jest, nie zmienisz jej. Chce być blisko nas.
– To nie jest bliskość, tylko włażenie z butami w cudze życia. Mam dosyć jej plotek i oceniania innych ludzi.
Mój mąż milczał przez chwilę. W końcu powiedział:
– Powiedziałem jej dokładnie to samo, że nie chcesz słuchać o cudzych problemach.
Zaskoczył mnie
Nie spodziewałam się po moim mężu takiej reakcji.
– Powiedziałeś jej to?
Skinął głową.
– No to się pewnie obraziła.
– Tak. Rzuciła, że nikt jej nie szanuje i się rozłączyła.
Michał nie powiedział już nic więcej na ten temat. Odłożył swój telefon, w którym coś scrollował, i poszedł do drugiego pokoju.
Następnego ranka mój telefon milczał. Cisza powinna mnie cieszyć, ale w rzeczywistości zaczęła uwierać. Co kilka minut zerkałam na ekran, mając podskórnie nadzieję, że teściowa jednak zadzwoni jak co dzień. Zupełnie jakby ta poranna irytacja była czymś, co mnie trzymało w rytmie.
Michał też zrobił się cichszy. Wreszcie, kiedy zapytałam go, czy wszystko w porządku, wzruszył ramionami.
– Nie wiem, co z moją matką. Milczy. Pewnie się obraziła na dobre.
– Może powinnam się odezwać?
– Skoro masz dosyć, to po co?
Nie umiałam mu odpowiedzieć.
Paulina, 33 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Na stypę wtargnęła sąsiadka i wtedy się zaczęło. Powiedziała 1 zdanie o zmarłym ojcu, a ja zapadłam się pod ziemię”
- „7 dni przed ślubem odkryłam, że ktoś oskubał mnie z kasy. Jak ja powiem rodzinie, że wesele urządzam pod jabłonką?”
- „Moja 9-latka nie ogląda bajek i nie zajmuje się bzdetami. Chcę, żeby coś osiągnęła, a nie zmarnowała swój potencjał”