Reklama

Patrząc wstecz, widzę siebie sprzed kilku lat jako kobietę, która bardzo chciała, żeby wszyscy byli zadowoleni. Wierzyłam, że jeśli będę wystarczająco cicha, uprzejma i cierpliwa, wszystko samo się ułoży. Nie rozumiałam wtedy, że czasem spokój jednej osoby buduje się kosztem drugiej. A ja przez długi czas byłam gotowa zapłacić tę cenę.

Myślałam, że to wystarczy

Kiedy pierwszy raz pojechałam z Sebastianem do jego rodzinnego domu, byłam dziwnie spięta. Nie dlatego, że Krystyna zrobiła coś konkretnego. Raczej dlatego, że patrzyła na mnie tak, jak patrzy się na mebel, który nagle przestawiono bez pytania. Uśmiechała się, ale w jej oczach nie było ciekawości, tylko czujność.

– To ty jesteś Oliwia – powiedziała wtedy, nie pytając, a stwierdzając fakt.

– Tak, miło mi panią poznać – odpowiedziałam, czując, jak dłonie robią mi się wilgotne.

Sebastian ścisnął mnie za rękę, jakby chciał dodać mi odwagi. Myślałam, że to wystarczy. Że skoro on mnie kocha, reszta jakoś się dopasuje. Szybko zrozumiałam, że w jej świecie byłam kimś trzecim. Nie wprost. Nikt nie mówił tego głośno. To były drobiazgi. Krystyna zawsze zwracała się do Sebastiana, nawet gdy pytanie dotyczyło mnie. Gdy mówiłam coś o naszej codzienności, poprawiała mnie lekkim tonem.

– Sebastian nigdy tak nie robił – rzucała, jakby to zamykało temat.

Zaczęłam się usuwać. Jeśli ona gotowała, ja sprzątałam. Jeśli planowała święta, przytakiwałam. Mówiłam sobie, że to normalne, że matka potrzebuje czasu. Że to ja jestem nowa i to ja muszę się dopasować. Najtrudniejsze było obserwowanie Sebastiana. Z każdym miesiącem robił się cichszy. Kiedyś po jednej z wizyt zapytałam nieśmiało:

– Wszystko w porządku?

Wzruszył ramionami.

– Mama taka jest. Nie przejmuj się.

Ale ja się przejmowałam. Widząc, jak prostuje plecy, gdy dzwonił telefon. Jak dobiera słowa, jakby balansował na cienkiej linie. Zaczęłam wierzyć, że to ja jestem problemem. Że gdybym była inna, łatwiejsza, mniej obecna, on nie musiałby milczeć. Najbardziej bolało to, że nikt mnie o nic nie oskarżał. Nie było awantur, podniesionych głosów. Było za to ciągłe poczucie, że zajęłam miejsce, którego nie powinnam. A ja, zamiast zapytać, czy w ogóle powinnam się tak czuć, starałam się nie przeszkadzać jeszcze bardziej.

Nic nie jest już takie jak dawniej

O tym obiedzie wiedziałam z tygodniowym wyprzedzeniem, a i tak każdej nocy budziłam się z myślą, że powinnam coś jeszcze przygotować. Jakąś lepszą sukienkę, lepsze zdanie, lepszą wersję siebie. W dniu wyjazdu do Krystyny krzątałam się po mieszkaniu bez sensu, poprawiając rzeczy, które były już dopięte.

– Oliwia, jest dobrze – powiedział Sebastian, wkładając kurtkę. – Mama się cieszy, że przyjedziemy.

Uśmiechnęłam się, choć w środku miałam ciasno. Jej radość zawsze miała swoją cenę. Dom pachniał obiadem i czymś jeszcze – napięciem, które znałam aż za dobrze. Krystyna przywitała nas uprzejmie, nawet serdecznie, ale szybko zauważyłam, że jej uwaga skupia się wyłącznie na Sebastianie.

– Schudłeś – stwierdziła, mierząc go wzrokiem. – Źle jesz?

Wszystko w porządku, mamo – odpowiedział spokojnie.

Usiedliśmy do stołu. Starałam się jeść powoli, z godnością, nie dać po sobie poznać, jak bardzo analizuję każde słowo. Przez pierwsze minuty rozmowa była neutralna. Pogoda, sąsiedzi, jakieś drobiazgi. A potem zaczęło się to, czego się bałam.

– Odkąd się ożeniłeś, rzadziej dzwonisz – powiedziała Krystyna, mieszając zupę. – Kiedyś wiedziałam wszystko.

Zawiesiła na mnie wzrok, krótko, ale wystarczająco długo.

– Praca, obowiązki – rzucił Sebastian. – Normalne sprawy.

– Normalne – powtórzyła cicho. – Chociaż dla mnie nic nie jest już takie jak dawniej.

Czułam, jak rumieniec wpełza mi na policzki. Chciałam coś powiedzieć, rozładować atmosferę, ale głos ugrzązł mi w gardle. Każde słowo mogło zostać odebrane jako wtrącanie się.

– Pamiętasz, jak w każdą niedzielę jadaliśmy razem? – ciągnęła. – Teraz wszystko musi być planowane, uzgadniane. Jestem twoją matką, a muszę się dopominać o nawet krótką wizytę.

– To nie tak – weszłam jej w słowo – Naprawdę staramy się godzić wszystko – odpowiedziałam cicho. – To dla mnie ważne, żebyśmy byli razem.

Krystyna uniosła brwi.

– Razem – powtórzyła. – Tak, właśnie widzę.

Zapadła cisza. Sebastian patrzył w talerz. Ja nagle poczułam, że siedzę na ławie oskarżonych, choć nikt nie wypowiedział aktu oskarżenia na głos. Każde spojrzenie było ciężkie, każde słowo miało drugie dno. Granica była coraz bliżej. Wiedziałam, że jeszcze chwila, a coś pęknie.

Wiem, że to dla ciebie trudne

Przez chwilę naprawdę myślałam, że to się rozejdzie po kościach. Że Krystyna powie jeszcze coś o deserze, Sebastian zmieni temat i wrócimy do domu z tym samym ciężarem, co zawsze. Ale ona odłożyła łyżkę i spojrzała na mnie już bez uśmiechu.

– Powiem wprost – zaczęła. – Odkąd jesteś w jego życiu, mój syn oddalił się od rodziny.

Serce uderzyło mi mocniej. Sebastian patrzył zaskoczony, ale nadal milczał.

– Nie przychodzi tak często, nie dzwoni. Jakbyśmy nagle ja i cały ten dom przestali być ważni – ciągnęła. – Matka zawsze to czuje.

Wzięłam głęboki oddech. Czułam na sobie jej wzrok, pełen żalu i oskarżenia. Przez sekundę chciałam się wycofać, przeprosić za coś, czego nie rozumiałam. Zamiast tego powiedziałam słowo, które same wysunęło mi się na usta.

– Mamo…

Krystyna drgnęła. Sebastian podniósł głowę.

– Wiem, że to dla ciebie trudne – mówiłam dalej, zaskoczona własnym spokojem. – Widzę, że boli cię zmiana. Ale ja nie przyszłam, żeby cokolwiek zabrać. Ja tylko pokochałam twojego syna.

Zapadła cisza, gęsta i nieprzyjemna. Krystyna patrzyła na mnie, jakby pierwszy raz zobaczyła we mnie nie rywalkę, a człowieka. Jej twarz stężała.

Łatwo ci mówić – odparła chłodno. – To nie ty siedzisz całymi dniami sama zdana tylko na siebie.

I wtedy Sebastian wstał. Krzesło zaskrzypiało głośniej, niż powinno.

– Mamo, dość – powiedział. Jego głos był spokojny, ale twardy. – Oliwia niczego mi nie zabrała. To ja podejmuję decyzje.

Spojrzał na nią wprost, bez uciekania wzrokiem.

– Kocham cię, ale jestem dorosły. Mam żonę, swoje życie. To nie znaczy, że przestałaś być ważna, ale nie możesz obwiniać Oliwii za to, że ja dorastam.

Krystyna otworzyła usta, jakby chciała zaprotestować, lecz nie znalazła słów. Ja siedziałam nieruchomo, czując jednocześnie ulgę i strach. To był moment, którego podświadomie pragnęłam i którego jednocześnie się bałam. Wiedziałam, że po tym nic już nie będzie takie samo.

To nie była już moja rola

Po słowach Sebastiana w domu zapadła cisza, jakiej wcześniej tam nie znałam. Nie była to zwykła przerwa w rozmowie, raczej ciężkie zawieszenie, w którym każdy z nas próbował poukładać sobie to, co właśnie się wydarzyło. Krystyna siedziała nieruchomo, ze splecionymi dłońmi, wpatrzona w obrus, jakby nagle stracił wszystkie kolory. Nikt nie zaproponował herbaty. Nikt nie zapytał o deser. Czas jakby stanął w miejscu. Sebastian zerknął na mnie krótko, a w jego spojrzeniu zobaczyłam pytanie bez słów: czy wszystko w porządku? Skinęłam głową, choć w środku miałam chaos.

Ja tylko chciałam dobrze – odezwała się w końcu Krystyna, cicho, niemal bezbarwnie. – Zawsze byłam przy tobie.

– Wiem, mamo – odpowiedział Sebastian już łagodniej. – I właśnie dlatego musimy to poukładać inaczej.

Krystyna nie odpowiedziała. Wstała powoli, zaczęła zbierać talerze, jakby porządkowanie stołu mogło uporządkować też jej myśli. Chciałam jej pomóc, wstać, powiedzieć coś, co załagodzi sytuację, ale poczułam, że tym razem nie powinnam. To nie była już moja rola. Siedziałam i obserwowałam kobietę, która przez długi czas była dla mnie źródłem napięcia, a teraz wyglądała na zranioną i zagubioną. Zrozumiałam wtedy coś, czego wcześniej nie dopuszczałam do siebie.

Ja nie byłam powodem jej bólu. Byłam tylko świadkiem zmiany, na którą nie była gotowa. W drodze do domu prawie się nie odzywaliśmy. Ulica migała za szybą, a ja myślałam o wszystkich momentach, w których brałam na siebie odpowiedzialność za cudze emocje. Za jej smutek, jego milczenie, za spokój, który był pozorny.

– Przepraszam – powiedział nagle Sebastian.

– Za co? – zapytałam szczerze zdziwiona.

– Że tak długo nie reagowałem.

Poczułam, jak coś we mnie mięknie. Nie potrzebowałam wielkich deklaracji. Wystarczyło to jedno zdanie. Po raz pierwszy nie czułam się winna temu, że jestem żoną.

Czuję, że to wystarczy

Nie wiem, czy Krystyna kiedykolwiek spojrzy na mnie bez tego dawnego napięcia w oczach. Przez pierwsze dni po obiedzie panowała cisza. Nie było telefonów, wiadomości, zaproszeń. Zamiast nich pojawiła się przestrzeń, której wcześniej tak bardzo się bałam, a która okazała się zaskakująco potrzebna. Sebastian był inny. Spokojniejszy, bardziej obecny. Jakby ciężar, który nosił latami, w końcu znalazł swoje miejsce. Czasem widziałam w nim niepokój, chwilowe zawahanie, ale nie było już cofania się ani milczenia. Byliśmy po tej samej stronie.

Zrozumiałam wtedy, jak bardzo myliłam się, biorąc na siebie winę za cudze emocje. Nie odebrałam Krystynie syna. Nikt nikomu niczego nie zabrał. Sebastian po prostu dorósł i odważył się to nazwać. A ja przestałam walczyć o miejsce, które nigdy nie było do zdobycia. Jeśli kiedyś zostanę przez nią zaakceptowana, będzie to jej decyzja, nie efekt moich starań. Ja zrobiłam już swoje. Zostałam przy mężu, ale nie kosztem siebie. I po raz pierwszy od dawna czuję, że to wystarczy.

Oliwia, 32 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama