Reklama

To miał być wieczór, który odmieni moją passę beznadziejnych randek z internetu. Wszystko zaczęło się od powiadomienia na ekranie mojego telefonu. „Masz nową parę”. Kiedy weszłam w aplikację, zobaczyłam Darka.

Podobał mi się

Nie był typem faceta, z którym zazwyczaj się umawiam. Zazwyczaj celowałam w chłopaków w wyciągniętych swetrach, którzy zapraszali na kraftowe piwo. Darek to była inna liga. Na zdjęciach: garnitur, tło jakiegoś biurowca, nienaganna fryzura i ten błysk w oku, który mówi: „Wiem, czego chcę i zawsze to dostaję”. W opisie żadnych głupich cytatów, tylko proste: „Szukam kogoś, z kim cisza nie będzie krępująca, a rozmowa sprawi, że zapomnę o telefonie”.

Przesunęłam w prawo bardziej z ciekawości niż z nadziei. Napisał pierwszy. Żadnego „hej, co tam” czy „ładne oczy”. Napisał: „Twoje spojrzenie na trzecim zdjęciu sprawia, że mam ochotę odwołać wszystkie spotkania i dowiedzieć się, o czym wtedy myślałaś”. Kupował mnie. Słowo po słowie, zdanie po zdaniu.

Przez trzy dni pisaliśmy non-stop. Był inteligentny, zabawny, ale miał w sobie tę nutę arogancji, która u mężczyzn mnie pociąga. Wspomniał o swojej firmie doradczej, o tym, że jest zmęczony kobietami, które lecą tylko na jego pieniądze. O ironio. Gdy zaproponował spotkanie, nie sugerował spaceru w parku. „Znam świetne miejsce na Starówce. Mają najlepsze ostrygi w mieście. Bądź o 20. Wyślę po Ciebie taksówkę, żebyś nie musiała martwić się o dojazd”.

Zapowiadało się wspaniale

Gdybym wtedy posłuchała jej intuicji, zaoszczędziłabym mnóstwo pieniędzy. Ale ja widziałam tylko wizję idealnego wieczoru. Założyłam czerwoną sukienkę, spryskałam się perfumami na specjalne okazje. Czułam się jak milion dolarów. Restauracja onieśmielała. Kiedy weszłam, kelner od razu mnie przejął.

– Pan Dariusz już czeka.

Na żywo wyglądał jeszcze lepiej niż na zdjęciach. Kiedy mnie zobaczył, wstał. Ten gest – niby staroświecki, a jednak tak rzadki w dzisiejszych czasach – sprawił, że kolana mi zmiękły. Pocałował mnie w dłoń, nie odrywając wzroku od moich oczu.

– Wyglądasz obłędnie – szepnął.

Usiadłam, próbując zachować spokój, choć serce waliło mi jak młot. Darek był mistrzem konwersacji. Pytał o moją pracę, słuchał z uwagą.

Czułam się ważna

Wtedy pojawił się kelner z menu. Chciałam otworzyć kartę, ale Darek położył swoją dłoń na mojej. – Pozwól, że ja zamówię – powiedział, patrząc mi głęboko w oczy. – Ufam swojemu gustowi, a chcę, żebyś spróbowała tego, co tu najlepsze. Nie patrz na ceny, dzisiaj ja się wszystkim zajmuję.

Zgodziłam się. Co miałam zrobić? Kłócić się? Byłam zachwycona tą dominacją.

– Poprosimy talerz owoców morza dla dwojga, ten królewski. Do tego kawior z bieługi na przystawkę.

Kelner uniósł brwi z uznaniem.

– Doskonały wybór, proszę pana.

Siedziałam tam, uśmiechając się jak idiotka, nie mając pojęcia, ile to wszystko kosztuje. W mojej głowie ceny nie istniały. Istniał tylko Darek, jego dłoń muskająca moją rękę i obietnica upojnej nocy, która wisiała w powietrzu gęsta jak mgła. W trakcie kolacji zaczęły pojawiać się drobne rysy na tym idealnym obrazku. Darek pił dużo. Szybko opróżniliśmy butelkę wina, a on bez mrugnięcia okiem zamówił drugą. Zaczynał też mówić o pieniądzach w sposób, który powinien zapalić mi lampkę ostrzegawczą.

– Ludzie nie rozumieją, jak to jest operować dużym kapitałem – mówił, wciągając ostrygę. – Ciągle ktoś czegoś chce. Kredyty, pożyczki, inwestycje. Czasem mam ochotę rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady. Ale potem przypominam sobie, że lubię luksus. Lubię kobiety takie jak ty, w takiej oprawie.

Nic nie podejrzewałam

„Kobiety takie jak ty”. Co to znaczyło? Ładne? Drogie w utrzymaniu? Czy naiwne? Wtedy odebrałam to jako komplement. Ciągle sprawdzał telefon. Kładł go ekranem do dołu, ale co chwilę zerkał na powiadomienia na smartwatchu.

– Przepraszam, słońce – uśmiechnął się przepraszająco. – Kontrahent z Japonii. Różnica czasu. Muszę trzymać rękę na pulsie, bo w grę wchodzą miliony.

– Rozumiem – wydusiłam, choć wcale nie rozumiałam. Chciałam tylko, żeby znowu skupił się na mnie.

Atmosfera gęstniała. Alkohol szumiał mi w głowie, jedzenie było wyborne, a Darek stawał się coraz bardziej bezpośredni.

– Masz niesamowite usta – powiedział w pewnym momencie, przerywając jedzenie. – Myślę, że po kolacji powinniśmy przenieść się do mnie. Mój apartament jest niedaleko. Mam świetny widok na miasto i barek, który cię zaskoczy.

Moja wewnętrzna pruderyjna Jola powinna się oburzyć, ale ta nowa, odurzona luksusem Jola po prostu przytaknęła. Byłam gotowa na wszystko. Myślałam: „To jest to. W końcu wygrałam na loterii życia”.

Była zabiegany

Było po 22. Na stole panował artystyczny nieład po uczcie, która mogłaby wykarmić małą wioskę. Darek zamówił jeszcze deser. Był w wyśmienitym humorze, opowiadał anegdotę o tym, jak rozbił swoje Porsche w Monako, śmiejąc się głośno. Nagle jego telefon zaczął wibrować na stole. Długie, natarczywe brzęczenie. Spojrzał na ekran, a jego twarz stężała.

– To wspólnik. Muszę odebrać, bo jeśli tego nie zrobię, stracimy kontrakt. Przepraszam cię, kochanie, daj mi dwie minuty.

Wstał, poprawił marynarkę i nachylił się nade mną. Pocałował mnie w policzek, tuż przy uchu.

– Zamów sobie jeszcze drinka. Zaraz wracam i uciekamy stąd – szepnął.

Patrzyłam, jak idzie w stronę wyjścia, trzymając telefon przy uchu. Widziałam, jak energicznie gestykuluje. Wyszłam za nim wzrokiem aż do szklanych drzwi, za którymi zniknął w ciemności nocy, pewnie żeby złapać lepszy zasięg albo nie hałasować w restauracji. Zostałam sama. Rozejrzałam się po sali. Para przy stoliku obok patrzyła na mnie dziwnie. Może z zazdrością? A może z politowaniem? Wtedy tego nie analizowałam. Wyciągnęłam puderniczkę, poprawiłam szminkę.

Po prostu zniknął

Minęło pięć minut. „Długo mu schodzi z tym wspólnikiem” – pomyślałam, czując lekkie ukłucie niepokoju. Minęło dziesięć minut. Zaczęłam nerwowo bębnić palcami o blat. Kelner podszedł, żeby dolać wody.

– Czy podać coś jeszcze dla pani? – zapytał uprzejmie.

– Nie, dziękuję. Czekam na partnera, wyszedł tylko odebrać telefon.

– Oczywiście.

Minęło dwadzieścia minut. Wzięłam telefon i wybrałam numer Darka. „Abonent jest czasowo niedostępny”. Serce podeszło mi do gardła. Spróbowałam jeszcze raz. To samo. Weszłam w aplikację randkową, żeby do niego napisać. Pusto. Zniknął. Usunął parę.

Moje ręce zaczęły się trząść tak bardzo, że ledwo utrzymałam telefon. Zimny pot spłynął mi po plecach. Zaczęłam analizować fakty. Wyjście „na chwilę”. Telefon do góry ekranem. Opowieści o milionach. To, że miałam nie patrzeć na ceny. To nie mogło być prawdą. Może rozładował mu się telefon? Może coś mu się stało? Może zasłabł w toalecie?

Nie mogłam uwierzyć

Wstałam na miękkich nogach i poszłam do męskiej toalety. Pusto. Wyszłam przed restaurację. Ulica była pusta. Żadnego Darka. Wtedy zrozumiałam. Zostałam sama. Wróciłam do stolika, czując, jak w oczach zbierają mi się łzy. Wszystkie te pyszne owoce morza w moim żołądku nagle zaciążyły jak kamienie. Podeszłam do kelnera, który stał przy kasie. Wyglądał, jakby spodziewał się tego, co nastąpi.

– Przepraszam… Mój towarzysz… On musiał pilnie wyjechać – jąkałam się, próbując zachować resztki godności, choć czułam, że policzki płoną mi ze wstydu. – Czy on… uregulował rachunek przy wyjściu?

Cisza, która zapadła, trwała wieczność. Kelner spojrzał na mnie chłodno.

– Niestety nie, proszę pani. Pan wyszedł około pół godziny temu. Rachunek jest otwarty.

Poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg.

– Ile? – zapytałam cicho.

Kelner podał mi skórzaną teczkę. Otworzyłam ją powoli, jakby w środku była bomba. W pewnym sensie była. Dwa tysiące złotych Patrzyłam na te cyfry i nie mogłam uwierzyć. To były moje oszczędności na wakacje. To były pieniądze na naprawę samochodu.

Musiałam zapłacić

– To musi być pomyłka – szepnęłam. – Przecież on zamówił wino za…

– Wszystko się zgadza – powiedział kelner beznamiętnym głosem.

Rozejrzałam się. Nie było drogi ucieczki. Przy drzwiach stał ochroniarz. Czułam na sobie wzrok wszystkich gości. Byli świadkami mojego upokorzenia. „Ta dziewczyna, która myślała, że złapała boga za nogi, właśnie została wystawiona” – pewnie tak myśleli. Wyciągnęłam kartę kredytową. Ręce mi się trzęsły. Wsunęłam ją do terminala. „Odrzucono”. Limit.

Kelner westchnął głośno, co zabolało bardziej niż policzek. Wyciągnęłam kartę debetową. Moją żelazną rezerwę. Wpisałam PIN. Zamknęłam oczy. Zaakceptowano. Dźwięk drukarki wypluwającej potwierdzenie brzmiał jak wyrok śmierci. Zabrałam torebkę i wybiegłam stamtąd, o mało nie łamiąc obcasa na bruku Starówki. W taksówce ryczałam jak bóbr. Zadzwoniłam do przyjaciółki.

– Jola, gdzie ty jesteś? Co się stało?

– Okradł mnie. W majestacie prawa.

Opowiedziałam jej wszystko. O winie, o „Japończykach”, o ucieczce. Kaśka milczała przez chwilę.

– Jola… wyślę ci coś zaraz.

Weszłam w wiadomość od niej. Z zamazanymi od łez oczami zaczęłam scrollować. I wtedy zamarłam. Post sprzed dwóch tygodni. Zdjęcie mojego Darka, choć tam nazywał się Piotr. „Uwaga na tego typa! Zaprasza do drogich knajp, zamawia za tysiące, a potem wychodzi »odebrać telefon«. Naciął mnie na 2000 zł”.

Nie byłam jedyna

Pod postem dziesiątki komentarzy. „U mnie to był Marek, biznesmen z Londynu”. „Dziewczyny, on to robi sportowo. Jedzenie za darmo, podbudowanie ego i upokorzenie kobiety”. Czytałam te komentarze i czułam, jak wstyd miesza się z furią. Nie byłam wyjątkowa. Nie byłam „tą jedyną”. Byłam kolejną naiwną ofiarą w jego cyklu darmowego żarcia i luksusowego picia. Jemu chodziło o władzę. O to, żeby patrzeć, jak jem mu z ręki, a potem zostawić mnie z niczym.

Dziś patrzę na stan mojego konta. Jest tragiczny. Jem makaron z sosem z torebki, bo na nic innego mnie nie stać do pierwszego, ale najgorsza nie jest strata pieniędzy. Najgorsza jest utrata zaufania do samej siebie.

Jak mogłam być tak ślepa? Jak mogłam dać się omamić tanim chwytom? Ta lekcja kosztowała dwa tysiące złotych i kawałek serca, ale przysięgam, że to był ostatni raz, kiedy dałam się nabrać na „księcia” w lśniącym garniturze. Prawdziwy facet nie musi udawać milionera, żeby zaimponować kobiecie. A już na pewno nie zostawia jej samej przy stoliku pełnym pustych skorup po ostrygach.

Jolanta, 36 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama