„Moja żona miała mnie za sknerusa i groziła, że mnie zostawi. Nie wiedziałem, że już wtedy miała sporo brudu za uszami”
„Z czasem nasze codzienne rozmowy zaczęły zamieniać się w kłótnie. Najczęściej o pieniądze. Anna coraz częściej narzekała, że jestem skąpy. Mówiła, że ją ograniczam, że nie pozwalam jej żyć na poziomie. A ja? Ja po prostu nie rozumiałem, skąd nagle ten pęd do luksusów i wyłącznie drogich torebek”.

- Redakcja
Pracuję jako informatyk, zdalnie, z mojego domowego biura. Lubię ciszę, stabilność, rzeczy przewidywalne – może dlatego moje życie przez długi czas przypominało uporządkowaną tabelkę: kolumna na rachunki, kolumna na oszczędności, kolumna na wakacje. Było spokojnie. Może nie jakoś szalenie ekscytująco, ale bezpiecznie. Z Anną jesteśmy małżeństwem od siedmiu lat. Poznaliśmy się na studiach. Ona – kierunek zarządzanie, ja – informatyka. Zakochaliśmy się szybko. Z nią moje życie wydawało się pełniejsze, bardziej kolorowe. A przynajmniej tak mi się wydawało.
Z czasem nasze codzienne rozmowy zaczęły zamieniać się w kłótnie. Najczęściej o pieniądze. Anna coraz częściej narzekała, że jestem skąpy. Mówiła, że „duszę jej życie”, że „nie pozwalam jej żyć na poziomie”. A ja? Ja po prostu nie rozumiałem, skąd nagle ten pęd do luksusów, do drogich torebek, do restauracji trzy razy w tygodniu. Przecież zawsze byliśmy zgodni, jeśli chodzi o finanse. Mieliśmy wspólne konto, wspólne cele. Albo ja tylko tak myślałem.
Zaczynałem się gubić. Próbowałem analizować, co zrobiłem źle. Czy naprawdę przesadzam z tą całą „kontrolą wydatków”? Przecież nie chodzi o to, że zabraniam jej żyć. Tylko… chciałem, żebyśmy żyli mądrze. Oszczędnie. Z głową, ale Anna ostatnio zachowuje się inaczej. Unika mnie. A kiedy już rozmawiamy, to tylko po to, żeby rzucić kolejne oskarżenie. Że jestem dusigroszem. Że przez takich, jak ja kobiety muszą „szukać innych źródeł szczęścia”. Kiedy to usłyszałem pierwszy raz, zignorowałem, ale teraz… coś we mnie pęka. Bo zaczynam się zastanawiać, czy naprawdę chodzi tylko o pieniądze.
Czuła się jak żebraczka
– To nie są wielkie wymagania, Tomasz! Chcę po prostu kupić sobie torebkę! – Anna krzyknęła, trzymając telefon z otwartą stroną sklepu. – Jedną. Porządną. Zamiast tych szmat, które noszę od lat!
– Ona kosztuje ponad tysiąc złotych… – odpowiedziałem spokojnie, ale czułem, jak we mnie wrze. – Nie możemy teraz wydać tylu pieniędzy na coś, co jest fanaberią. Mamy kredyt, planujemy wakacje, pamiętasz?
– Z takim facetem jak ty nie da się żyć! – warknęła. – Ty wszystko liczysz! Każdą złotówkę! Czuję się przy tobie jak jakaś żebraczka!
– Naprawdę tak to widzisz? – zamarłem. – Staram się, pracuję, wszystko ogarniam. Oszczędzamy razem, bo przecież oboje ustaliliśmy, że chcemy mieć zaplecze na przyszłość.
– Ty ustaliłeś! – przerwała mi. – Ty wszystko ustalasz! Nawet, ile mogę wydać na kawę z koleżankami!
– Przesadzasz… – mruknąłem, choć poczułem ukłucie winy. Rzeczywiście ostatnio zwróciłem uwagę na te codzienne „drobne” wydatki.
– Już nawet nie chodzi o pieniądze – westchnęła i spojrzała na mnie tak, jakby mówiła do obcego. – Ty w ogóle nie rozumiesz, że kobieta chce się poczuć zadbana. Doceniona. A ja czuję się jak nędzny pracownik w urzędzie na budżecie.
Zamilkłem. Nie miałem odpowiedzi. W głowie huczało mi tylko jedno pytanie. Od kiedy tak bardzo jej nie wystarczam?
Coś mi się nie zgadzało
Siedziałem przy komputerze, popijając zimną już kawę. Anna wyszła do pracy, a ja od dwóch godzin przeglądałem historię wydatków z naszego wspólnego konta. Nie chodziło o kontrolę. Po prostu… coś mi nie pasowało. Coś się nie zgadzało. Wyciągnąłem zeszłomiesięczne przelewy. Trzysta na „AD Lux”? Co to w ogóle jest? I kolejne – 420 zł „Elysian Beauty”? A potem 600 zł wypłaty z bankomatu – w środku tygodnia, w południe, kiedy powinna być w pracy. Przejrzałem poprzednie miesiące. Było tego więcej. Kiedy wieczorem wróciła, poczekałem, aż zje kolację i powiedziałem spokojnie:
– Anka… musimy pogadać. Przeglądałem nasze wspólne wydatki. Znikają pieniądze, o których nic mi nie mówiłaś.
– Serio? – uniosła brwi. – Sprawdzasz mnie?
– Nie. Po prostu chcę wiedzieć, co się dzieje. Skąd te przelewy? Co to jest to Elysian Beauty? I te wypłaty gotówki – spore, regularne.
– To moja sprawa – odpowiedziała chłodno.
– Jak to twoja sprawa? Mamy wspólne konto! Myślałem, że jesteśmy drużyną…
– A ja myślałam, że nie będziesz mnie rozliczał jak księgowy! – krzyknęła.
Spojrzałem na nią. W jej oczach nie było złości. Była panika. I wtedy poczułem, że tu nie chodzi o torebkę. Ani o kosmetyczkę. Coś ukrywała.
Miała swój brudny sekret
Wróciłem do domu wcześniej niż zwykle. Spotkanie z klientem odwołali, a ja, zamiast usiąść do kodu, postanowiłem po prostu wyjść. Gdy zamykałem drzwi za sobą, usłyszałem cichy głos Anny dochodzący z łazienki. Nie wiedziała, że już jestem.
– Nie, nie wpłacaj więcej… – szeptała. – Tomasz zaczął coś podejrzewać. Wczoraj pytał o przelewy.
Zamarłem. Serce zaczęło walić jak oszalałe.
– Nie wiem… coś mówił o wspólnych celach, oszczędzaniu, bla bla bla… – westchnęła. – Jasne, że mam go dosyć, ale nie mogę wszystkiego teraz rozwalić.
Wsunąłem się po cichu do przedpokoju, nie oddychając. Gdy wyszła z łazienki, stałem już przy kuchennym blacie. Udawałem, że grzebię w szufladzie.
– Jesteś już? – zapytała, zaskoczona.
– Tak. Spotkanie się nie odbyło. – Odwróciłem się powoli. – A ty? Z kim rozmawiałaś?
– Z Magdą. Miała jakiś dramat w pracy. – Uśmiechnięta. Pewna siebie. Za bardzo.
– Tak? Ciekawe… Bo słyszałem coś o przelewach.
Zbladła. Dosłownie. Oparła się o blat. Przez chwilę tylko patrzyła na mnie.
– Tomasz… to nie tak, jak myślisz…
– To może wytłumacz mi, jak jest. Kim on jest?
– To… To tylko pomoc finansowa. Nic więcej. – Głos jej zadrżał. – On po prostu… daje mi to, czego ty nie umiesz.
Zrobiło mi się zimno.
– Kim on jest, Anka!?
– To nie ma znaczenia.
– Dla mnie ma. Jeśli finansuje twoje zachcianki, to znaczy, że ma większe znaczenie, niż chcesz przyznać.
Milczeliśmy. Po raz pierwszy czułem, że między nami nie ma już nic.
Sprzedała się za odrobinę luksusu
Siedzieliśmy naprzeciwko siebie. Ona z założonymi rękami, ja z łokciami opartymi o stół, zaciskając palce tak mocno, że zbielały mi knykcie. Cisza między nami była nieznośna.
– Zaczęło się… przypadkiem – zaczęła w końcu. – Klient firmy. Miał duże zlecenie, był miły, czarujący. Zaprosił mnie na kawę, potem na kolację…
– Jesteś z nim? – zapytałem cicho, ale stanowczo.
– Nie. To nie tak. Spotykaliśmy się. I on… dawał mi pieniądze. Na początku sama nie wiedziałam, po co to robi. Po prostu chciał, żeby mi było lepiej.
– Czyli miałeś sponsora – wycedziłem.
– To nie było jak… sponsoring. To była… potrzeba. Ja… czułam się kimś. Nie jak szara żona, która tylko siedzi i planuje, jak zaoszczędzić na wodzie.
– Więc sprzedawałaś się za odrobinę luksusu – wstałem. – Za to, że ktoś ci fundował manicure i torebkę?
– Przestań! – wrzasnęła. – Ty nic nie rozumiesz! Nasza miłość wygasła dawno temu. Przestałeś mnie widzieć. Dla ciebie byłam tylko kolejnym rachunkiem do zapłacenia!
Stałem bez ruchu.
– Wiesz, co mnie najbardziej boli? – odezwałem się po chwili. – Że przez te wszystkie lata, gdy ja rezygnowałem z nowych butów, z wyjść, z własnych marzeń, bo „oszczędzamy razem”, ty miałaś drugie życie. Za moimi plecami.
– Bo ty nigdy nie zrozumiałbyś, czego ja naprawdę potrzebuję! – krzyknęła. – A ja już nie chciałam żyć jak cień!
Patrzyliśmy na siebie jak dwoje obcych ludzi. Zrozumiałem jedno, że nie da się już cofnąć tego, co się stało.
Musiałem odzyskać godność
Tydzień później siedziałem w kancelarii. Mecenas R. miał około pięćdziesiątki, surowe spojrzenie i głos, który nie zostawiał miejsca na złudzenia.
– Jeśli ma pan dowody – nagranie, wypłaty z konta, zapis rozmowy, potwierdzenia przelewów – to sprawa jest jasna. Zdrada i ukrywanie majątku mogą być podstawą rozwodu z orzeczeniem o winie.
– Mam wszystko. Screeny, historię konta, nawet fragment rozmowy z telefonu – odpowiedziałem cicho.
– Świetnie. To pana zabezpiecza. Jeśli dojdzie do sprawy, sąd może przyznać panu większość wspólnego majątku, ale… – tu zawahał się na chwilę – czy jest pan pewien, że chce pan iść tą drogą?
Spojrzałem przez okno, na szare miasto w listopadowym deszczu.
– To nie o pieniądze chodzi – odpowiedziałem. – Nie chcę żyć z kimś, kto uważa mnie za sknerę, a jednocześnie bierze pieniądze od innego faceta. Potrzebuję odzyskać szacunek do samego siebie.
Adwokat skinął głową.
– W takim razie zaczniemy od wezwania do wyjaśnienia podziału majątku i zabezpieczenia środków.
Wróciłem do mieszkania, które już wtedy wydawało mi się puste. Anna spała na kanapie. Nie rozmawialiśmy ze sobą od dwóch dni. Mijaliśmy się jak lokatorzy, których nic już nie łączy. Na stole położyłem kopertę z dokumentami. Nie obudziła się. I dobrze. Nie miałem siły tłumaczyć się kolejny raz.
Tomasz, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Całe życie gromadziliśmy majątek, by być krezusami na emeryturze. Gdy męża zabrały anioły, dopiero pojęłam nasz błąd”
- „Zdradziłam męża, bo był zwykłym nudziarzem. Szukałam mocnych wrażeń na 1 noc, a wróciłam do domu z pamiątką na całe życie”
- „Nie pomyślałbym, że będę spłacał alimenty syna. Musieliśmy z żoną sprzedać wszystko i oddać całe pieniądze na wnuki”