„Moje dzieci nie chciały spędzać czasu z dziadkiem. Córka w końcu przyznała, jakie bzdury im wmawiał”
„Myślałam, że moje dzieci po prostu dorastają i mają humory. Aż zaczęły bać się wyjazdów do dziadków. Płacz, wymówki, strach przed zostaniem z nimi sam na sam. Jedno zdanie córki sprawiło, że świat mi się zawalił”.

- Redakcja
Przez długi czas próbowałam sobie wytłumaczyć, że dzieci po prostu dorastają i mają swoje humory. Kiedyś z radością jeździły do dziadków, wracały z torbą ciastek i opowieściami o starych fotografiach. Nagle coś się urwało. Najpierw wymówki, potem płacz przed wyjściem, aż w końcu otwarta niechęć. Mój syn chował się w łazience, a córka zaciskała usta tak mocno, jakby miała zaraz krzyknąć. Teściowie udawali, że nic się nie dzieje. Ja udawałam razem z nimi, choć w środku narastał niepokój.
„Mamo, ja nie chcę tam jechać!”
W tamtą niedzielę miałam wrażenie, że ciągnę dzieci na siłę, a one całym ciężarem próbują się położyć na chodniku. Stały przy drzwiach w kurtkach, gotowe do wyjścia, ale w ich oczach nie było nic z dawnej ekscytacji. Syn, Olek, patrzył na mnie jak na obcą osobę. Córka, Nela, nerwowo miętosiła rękaw.
– Mamo, ja nie chcę tam jechać! – krzyknęła w końcu, że aż mnie zamurowało.
– Nela, to tylko kilka godzin. Dziadkowie tęsknią.
– Oni nie tęsknią. Oni chcą, żebyśmy przyjeżdżali, żeby było jak zawsze.
Olek dodał coś jeszcze, niemal szeptem:
– Tam jest… dziwnie.
Poczułam ukłucie złości, bo odebrałam to jak przesadę i dziecięcą fanaberię. Teściowie byli czasem szorstcy, zwłaszcza dziadek, ale przecież nikt nie bił dzieci, nikt nie krzyczał na nie bez powodu. Powtarzałam sobie, że to moje własne uprzedzenia, bo z teściową nigdy nie było mi po drodze. Mimo protestów pojechaliśmy. Po wejściu do mieszkania uderzył mnie znajomy zapach rosołu i starego drewna. Teściowa była uśmiechnięta, aż podejrzanie miła. Dziadek tylko cmoknął i rzucił:
– No wreszcie. Dzieciaki coraz bardziej rozpieszczone.
Widziałam, jak Nela momentalnie sztywnieje, a Olek chowa dłonie do kieszeni, jakby chciał zniknąć.
Miałam coraz więcej obiekcji
Zaczęłam obserwować. Na początku były to drobiazgi: Nela unikała łazienki w korytarzu, choć zawsze myła tam ręce. Olek nie chciał zostawać z dziadkiem sam w pokoju, nawet kiedy ja pomagałam teściowej w kuchni. Kiedy dziadek wołał go po imieniu, syn natychmiast robił się blady.
– Olek, chodź, pokażę ci coś w piwnicy – powiedział dziadek, jakby to była wspaniała przygoda.
Syn spojrzał na mnie błagalnie.
– Ja nie chcę…
– Nie bądź mięczak. Chodź.
Wtrąciłam się szybko:
– Może później. Niech najpierw zje zupę.
Dziadek zmierzył mnie spojrzeniem, takim, jakim mierzy się człowieka, którego się nie szanuje. Niby nic nie powiedział, ale w tej ciszy poczułam, że naruszyłam jakąś niewidzialną zasadę. Podczas obiadu teściowa próbowała żartować, opowiadała o sąsiadce, która znowu pomyliła piętra. Dziadek co chwilę komentował, że dzieci „źle wychowane”, że „za moich czasów było inaczej”. Nela jadła powoli, jakby każdy kęs był karą. Kiedy dziadek odsunął od siebie talerz, zerknął na nią.
– A ty, Nela, pamiętasz, co mamy ustalone? – zapytał spokojnie.
Ona zakrztusiła się herbatą i spuściła wzrok.
– Pamiętam… – wyszeptała.
Serce zaczęło mi bić mocniej. Poczułam, że to nie jest zwykła surowość. To było coś, czego ja nie znałam.
Dzieci wyznają prawdę
W drodze powrotnej w aucie panowała cisza tak gęsta, że prawie bolała. Włączyłam radio tylko po to, żeby ją rozciąć, ale nikt nie słuchał. Olek patrzył przez okno, Nela siedziała z rękami skrzyżowanymi na piersi. Kiedy zaparkowałam pod blokiem, Nela wysiadła pierwsza, prawie uciekając. Olek ruszył za nią. Zatrzymałam go na chwilę.
– Co się dzieje? – zapytałam szeptem. – Powiedz mi prawdę.
Przez moment myślałam, że się rozpłacze. Zamiast tego spojrzał na mnie z czymś w rodzaju wstydu.
– Ja nie mogę. Nela powie.
W domu Nela zamknęła się w pokoju. Usłyszałam, jak przewraca książki, jakby szukała miejsca, w którym mogłaby schować własne emocje. Zapukałam. Usiadłam na brzegu łóżka i czekałam. W końcu wyrzuciła z siebie:
– Mamo, obiecaj, że nie każesz mi więcej tam chodzić.
– Obiecuję, jeśli powiesz mi, dlaczego.
Zrobiła długą pauzę. Widziałam, jak walczy ze sobą, jakby dziadek siedział obok i pilnował jej ust. W końcu wypaliła:
– Dziadek kazał mi sprawdzać twoją torebkę.
Poczułam zimno w brzuchu.
– Moją torebkę? Po co?
– Żebym szukała paragonów, wyciągów z banku, jakichś karteczek. Miałam mu mówić, czy masz pieniądze, czy coś chowasz i na co wydajesz. Powiedział, że jak nie będę mówić, to… że będzie zły,
Zabrakło mi tchu. Wszystko nagle zaczęło się układać w ohydną całość.
Powiedziała, co kazał jej robić dziadek
Nela zacisnęła dłonie.
– On mówił, że ty nas okłamujesz, że pewnie masz długi, że tata przez ciebie kiedyś straci pracę… Ja nie rozumiałam. On mi mówił, że muszę być „dorosła” i „lojalna”.
Spojrzała na mnie i jej oczy zrobiły się mokre. Zrobiło mi się niedobrze. To była gra, w którą wciągnął moją córkę jak pionka, a ja nawet tego nie zauważyłam.
– Dlaczego mi nie powiedziałaś wcześniej? – wyszeptałam.
– Bo się bałam. On mówił, że jak powiem, to ty mnie nie będziesz kochać, a on powie tacie, że jestem niewdzięczna i kłamliwa.
– To nie twoja wina – powtarzałam. – Słyszysz? Nie twoja.
Następnego dnia pojechałam do teściów sama. Serce waliło mi jak młot, ręce miałam zimne. W głowie układałam sobie zdania, ale żadne nie brzmiało wystarczająco dobrze, żeby unieść to, co miałam powiedzieć.
Dziadek otworzył drzwi i od razu się skrzywił.
– A gdzie dzieci?
– Nie przyjechały.
– No tak. Wychowanie w stylu „rób, co chcesz”.
Weszłam do środka i spojrzałam mu prosto w oczy.
– Wiem, co robiłeś.
Teściowa zamarła przy kuchennym blacie. Dziadek uniósł brew.
– O czym ty mówisz?
– O grzebaniu w mojej torebce. O tym, że robiłeś z nich swoich informatorów.
Przez sekundę widziałam w nim zaskoczenie, ale szybko je przykrył pogardą.
– Przesadzasz. Dzieci mają obowiązki w rodzinie. Ktoś musi pilnować, co się dzieje. Ty jesteś… emocjonalna.
Poczułam, że ta jego pewność siebie jest największą zniewagą.
– To nie jest troska. To jest obrzydliwa kontrola.
Teściowa próbowała coś powiedzieć, ale dziadek machnął ręką, jakby ją uciszał.
– Dzieci teraz wymyślają. A ty im wierzysz.
Wtedy zrozumiałam, że on nigdy nie przyzna się do winy. On po prostu uzna, że świat jest mu coś winien, a ludzie mają być posłuszni. Wyszłam, zanim powiedziałam za dużo, bo bałam się, że gdy zacznę krzyczeć, dam mu dokładnie to, czego chciał: dowód, że jestem „przewrażliwiona”.
Moje dzieci są najważniejsze
Wróciłam do domu z poczuciem ulgi, które mieszało się ze wstydem. Ulga była oczywista: dzieci były bezpieczne. Wstyd wynikał z tego, że nie zauważyłam wcześniej, jak bardzo się boją. Przez kilka dni Nela chodziła jak cień, jakby spodziewała się, że dziadek zadzwoni i znów powie jej, co ma robić. Olek stał się nerwowy na dźwięk każdego nieznanego numeru.
Mój mąż długo nie chciał przyjąć tego do wiadomości. Najpierw był gniew, potem zaprzeczanie, w końcu cisza. Najtrudniejsze było to, że część jego serca nadal chciała widzieć w ojcu autorytet, a nie manipulatora. Rozmawialiśmy wieczorami, kiedy dzieci spały. Czasem kłóciliśmy się po cichu, czasem siedzieliśmy obok siebie, nie wiedząc, jak uleczyć to, co się rozsypało.
Po dwóch tygodniach mąż pojechał do rodziców sam. Wrócił blady i powiedział tylko:
– Nie będą się z nimi widywać, dopóki nie przeproszą.
Nie przeprosili. Dziadek uznał, że to my się obraziliśmy. Teściowa wysłała raz wiadomość, że „tęskni”, ale ani słowa o tym, co zrobiła cisza w jej domu. Zrozumiałam, że czasem spokój kosztuje więcej niż rodzina. Zapłaciłam tę cenę, bo moje dzieci były ważniejsze niż pozory.
Iga, 36 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Siedzę w domu z dzieckiem, a mąż nie daje mi kasy na paznokcie i ciuchy. Za ciężką pracę należy mi się godna zapłata”
- „Spotkałam byłego kochanka w Zakopanem i namieszał mi w głowie. Te ochłapy uczuć rozbił 1 telefon z nieznanego numeru”
- „Na wymarzony wieczór w SPA zabrałam kolegę. Gdybym wiedziała, co zrobi mój były mąż, nie ruszyłabym się z domu”