Reklama

Bliskość zawsze była dla mnie potwierdzeniem, że jestem ważna. Walentynki traktowałam jak cichy znak: dziś my, bez pośpiechu, bez świata dookoła. Dlatego propozycja Lucka uderzyła mnie mocniej, niż chciałam przyznać. Zamiast radości poczułam wstydliwy ucisk w żołądku i znajome pytanie, czy znowu nie przesadzam. Zamilkłam, choć w środku wszystko już się buntowało.

Nie chciałam robić problemu

– Pomyślałem, że moglibyśmy iść do kina – rzucił Lucek, jakby mówił o zakupach na jutro. – Jacek też by poszedł. Sam siedzi, a w walentynki to jednak głupio tak samemu.

Podniosłam na niego wzrok znad kubka z herbatą. Przez chwilę nie byłam pewna, czy dobrze usłyszałam. W głowie miałam obraz nas dwojga, ciemną salę, jego dłoń na mojej. Coś, co należało tylko do nas.

– We trójkę? – zapytałam ostrożnie.

– No tak. Przecież to tylko kino. – Wzruszył ramionami. – Walentynki to zwykły dzień, Ewa. Nie róbmy z tego wielkiego wydarzenia.

„Zwykły dzień” zabrzmiał jak unieważnienie wszystkiego, na co czekałam. Chciałam powiedzieć, że dla mnie to nie jest zwykły dzień. Że nie chodzi o kino, tylko o bycie razem. O to, żeby choć raz nie dzielić się nim z całym światem. Ale słowa ugrzęzły mi w gardle.

– Jacek naprawdę źle znosi samotność – dodał, widząc moją ciszę. – A ty zawsze mówisz, że trzeba być empatycznym.

To zabolało najbardziej. Jakby moje granice były brakiem empatii. Jakby odmowa oznaczała, że jestem zimna i samolubna. Skinęłam głową, choć w środku coś się we mnie boleśnie kurczyło.

– Skoro tak uważasz… – powiedziałam w końcu. Sama zdziwiłam się, jak spokojnie zabrzmiał mój głos.

Lucek uśmiechnął się z ulgą, podszedł i pocałował mnie w czoło, jakby sprawa była zamknięta. A ja poczułam, że właśnie zgodziłam się nie dlatego, że chciałam, ale dlatego, że nie chciałam być problemem. Że znowu odsunęłam siebie na bok, żeby komuś było łatwiej. I choć jeszcze wtedy nie umiałam tego nazwać, gdzieś głęboko pojawiła się rysa – cicha myśl, że jeśli nawet w taki dzień nie jestem pierwszym wyborem, to kiedy nim będę?

Myślałam, że może przesadzam

Spotkaliśmy się przed kinem chwilę przed seansem. Jacek już tam był, stał oparty o barierkę i nerwowo obracał w palcach telefon. Gdy mnie zobaczył, jego twarz na moment się rozjaśniła, jakby to właśnie na mnie czekał, a nie na Lucka. Ten drobiazg od razu mnie zaniepokoił, choć próbowałam go zignorować.

– Cześć, Ewa – powiedział szybciej, niż zdążył się odezwać Lucek. – Fajnie, że przyszłaś.

– Przecież mieliśmy iść razem – odparłam odruchowo, ale zabrzmiało to bardziej sztywno, niż planowałam.

W kolejce po bilety Lucek zajął się rozmową z kasjerką, a Jacek stanął obok mnie, zbyt blisko. Czułam jego obecność wyraźniej, niż powinnam. Nachylił się lekko.

– Nie chciałem wam przeszkadzać – szepnął. – Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe.

– To był pomysł Lucka – odpowiedziałam szybko. – Ja… nie mam z tym problemu.

Nie byłam pewna, dlaczego to powiedziałam. Może chciałam zamknąć temat, może uspokoić siebie. Jacek skinął głową, ale jego spojrzenie zatrzymało się na mnie dłużej, niż było to komfortowe. W sali usiedliśmy obok siebie, bo Lucek zaproponował, żebym zajęła środkowe miejsce. „Żeby było sprawiedliwie” – rzucił z uśmiechem. Film zaczął się, światła zgasły, a ja zamiast skupić się na ekranie, liczyłam minuty. Jacek co chwilę pochylał się w moją stronę, komentował sceny szeptem, śmiał się w momentach, które wcale nie były zabawne. Jego ramię niemal dotykało mojego. Lucek patrzył w ekran, zupełnie nieświadomy mojego napięcia albo udający, że go nie widzi. W pewnym momencie Jacek podał mi popcorn.

– Weź, wiem, że lubisz – powiedział, jakby wiedział coś, czego nie powinien.

Zamknęłam palce na kubku tylko po to, by nie wydać się niegrzeczną. Narastała we mnie irytacja, ale też dziwne poczucie winy. Że to ja coś odbieram źle. Że może faktycznie przesadzam. Kiedy na ekranie pojawiły się napisy końcowe, poczułam ulgę. Jakby ktoś zdjął mi z ramion ciężar, którego nie potrafiłam nazwać. Spojrzałam na Lucka, licząc na jakiś gest, znak, że zauważył mój dyskomfort. Uśmiechnął się tylko i zapytał:

– To co, idziemy jeszcze do sklepu po coś słodkiego?

Skinęłam głową, choć w środku już wiedziałam, że ten wieczór jeszcze się nie skończył. I że to, co mnie uwierało od początku, dopiero zacznie nabierać kształtu.

Czułam, że na mnie patrzy

Lucek ruszył w stronę sklepu na rogu, machając do nas przez ramię.

– Zaraz wracam, wezmę tylko coś na drogę – rzucił lekko.

Zostałam z Jackiem pod kinem, w chłodnym powietrzu i ciszy, która nagle zrobiła się zbyt gęsta. Stałam bokiem, udając zainteresowanie plakatem filmu, choć znałam go już na pamięć. Czułam, że Jacek na mnie patrzy, nie ukradkiem, ale otwarcie.

– Fajnie było – odezwał się w końcu. – Naprawdę.

– Mhm – mruknęłam. – Choć trochę… nietypowo jak na walentynki.

Uśmiechnął się krzywo.

– Właśnie dlatego. – Zawahał się, po czym dodał ciszej: – Nie lubię tego dnia. Przypomina to, czego się nie ma.

Odwróciłam się w jego stronę, bardziej z grzeczności niż z ciekawości.

– To tylko jeden dzień – powiedziałam automatycznie. – Nie powinien aż tak ciążyć.

Tobie łatwo mówić.

To zdanie zabrzmiało inaczej, niż powinno. Zbyt osobiście. Jacek zrobił krok bliżej. Serce zabiło mi szybciej, zupełnie bez powodu, który potrafiłabym logicznie wyjaśnić.

– Wiesz, Ewa… – zaczął, po czym przerwał. – Od dawna chciałem z tobą pogadać. Tak normalnie, bez Lucka.

Poczułam ukłucie niepokoju.

– Jeśli to coś ważnego, może poczekajmy, aż wróci – zaproponowałam, choć sama wiedziałam, że to naiwne.

– Nie. – Pokręcił głową. – Właśnie teraz. Inaczej znowu zabraknie mi odwagi.

Jego głos drżał. Po raz pierwszy zobaczyłam w nim coś więcej niż wycofanie – napięcie, które trzymał w sobie latami. Chciałam przerwać tę rozmowę, wymyślić pretekst, ale nogi miałam jak z waty.

– Nie chcę, żebyś źle mnie zrozumiała – mówił dalej. – Ale to, co widziałem dziś w kinie…

– Co masz na myśli? – zapytałam, choć już czułam, że odpowiedź mi się nie spodoba.

– To, jak Lucek cię nie widzi. Jak jesteś obok, a jednak sama.

Te słowa trafiły dokładnie tam, gdzie bolało najbardziej. Otworzyłam usta, żeby zaprzeczyć, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Bo jakaś część mnie wiedziała, że nie wzięły się znikąd. Zobaczyłam Lucka wychodzącego ze sklepu, machającego reklamówką. Ulga zmieszała się z paniką.

– Jacek, naprawdę, to nie jest dobry moment – powiedziałam szybko.

Spojrzał na mnie długo, jakby ważył coś w myślach.

– Wiem – odparł cicho. – Ale i tak musiałem to w końcu powiedzieć.

I wtedy zrozumiałam, że ta rozmowa już się nie zatrzyma. Że nawet jeśli Lucek za chwilę stanie obok nas, to granica została przekroczona.

Jacek wyznał mi miłość

Lucek był już coraz bliżej, ale Jacek nawet na niego nie spojrzał. Całą uwagę skupił na mnie, jakby świat nagle się skurczył do tej jednej chwili.

Jestem w tobie zakochany – powiedział w końcu, spokojniej, niż się spodziewałam. – Od dawna. Dłużej, niż możesz sobie wyobrazić.

Poczułam, jak robi mi się gorąco, mimo zimnego powietrza. Serce zaczęło mi bić tak mocno, że przez moment bałam się, iż to widać.

– Jacek, nie powinieneś… – zaczęłam, ale uniósł dłoń.

– Wiem. – Uśmiechnął się krótko. – I nie mówię tego, żebyś coś zrobiła. Chcę tylko, żebyś wiedziała.

– Dlaczego teraz? – zapytałam szeptem. – Dlaczego w ogóle?

Westchnął ciężko.

– Bo dłużej nie umiem udawać, że to tylko koleżeństwo. Bo patrzę na was i widzę coś, co od dawna mnie boli. – Zawahał się. – I bo… czekałem.

– Na co? – wyrwało mi się.

– Na to, aż zrozumiesz, że do siebie nie pasujecie.

Te słowa uderzyły mnie z całą siłą. Jakby ktoś wypowiedział na głos myśl, której bałam się nawet przed sobą przyznać. Zrobiło mi się niedobrze.

To nie jest w porządku – powiedziałam ostro, odnajdując w sobie resztki kontroli. – Jestem z Luckiem. A ty… ty byłeś naszym znajomym.

– Właśnie dlatego trzymałem się z boku – odpowiedział cicho. – Nie chciałem nic niszczyć. Myślałem, że samo przejdzie. Że jeśli będę sam, to będzie uczciwiej.

Poczułam gniew, ale też coś gorszego – niechciane współczucie.

– To nie jest moja odpowiedzialność – powiedziałam, bardziej do siebie niż do niego.

– Wiem – powtórzył. – I nie obwiniam cię. Chciałem tylko, żebyś wiedziała, że to, co czujesz, nie bierze się znikąd.

Zatrzymałam wzrok na Lucku, który był już kilka kroków od nas. Niósł torbę, uśmiechnięty, beztroski. A ja stałam obok jego przyjaciela z wiedzą, która zmieniła wszystko. W tej jednej chwili zrozumiałam, że zostałam wciągnięta w coś, na co nigdy nie wyraziłam zgody. I że największy problem nie leżał w uczuciach Jacka, ale w tym, jak łatwo Lucek wystawił mnie na ich ciężar.

Nie czułam się mile połechtana

Kiedy Lucek stanął obok nas, rozmowa urwała się gwałtownie, jakby ktoś przeciął ją nożem. Jacek cofnął się o krok, włożył ręce do kieszeni i znów przybrał tę swoją znajomą, wycofaną postawę. Gdyby nie to, co właśnie usłyszałam, uwierzyłabym, że nic się nie wydarzyło.

– Gotowe – powiedział Lucek wesoło. – Chodźmy, bo zimno jak w psiarni.

Spojrzałam na niego i nagle zobaczyłam więcej, niż kiedykolwiek wcześniej. Jego spokój. Jego pewność, że wszystko jest w porządku. I coś jeszcze – brak ciekawości. Nie zapytał, o czym rozmawialiśmy. Nie spojrzał na mnie uważniej. Jakby zakładał, że świat ułoży się sam, bez jego udziału. Szliśmy w trójkę w stronę przystanku. Kroki Jacka odbijały się echem tuż za nami. Czułam jego obecność jak ciężar na plecach. Każde zdanie Lucka brzmiało teraz inaczej, płycej.

– Następnym razem możemy iść na coś lżejszego – rzucił Lucek. – Jacek, ty lubisz takie spokojniejsze filmy, prawda?

Jacek tylko skinął głową. A ja nagle zrozumiałam, że to nie był jednorazowy przypadek. Że Lucek od dawna stawiał potrzeby innych ponad swoje, nazywając to spokojem, kompromisem, byciem dobrym człowiekiem. Że brak granic też jest wyborem. I że to ja płaciłam za niego emocjonalną cenę. Nie byłam zazdrosna. Nie czułam się mile połechtana. Byłam zmęczona. Świadomością, że ktoś patrzył na mnie jak na swoją przyszłość, a ktoś inny nie patrzył wystarczająco uważnie, choć był obok każdego dnia. Tego wieczoru po raz pierwszy dopuściłam do siebie myśl, że mój związek może się nie rozpaść przez zdradę, krzyk czy dramatyczne odejście. Może pęknąć cicho. Od nadmiaru przemilczeń i cudzych emocji, które niepostrzeżenie zajęły w nim zbyt dużo miejsca.

Coś we mnie pękło

W drodze do domu Lucek mówił dużo. O filmie, o planach na weekend, o tym, że Jacek powinien częściej z nami wychodzić, bo „dobrze mu to robi”. Słuchałam jednym uchem, patrząc w ciemne okna autobusu. W moim odbiciu widziałam kogoś spokojnego, niemal obojętnego. W środku byłam jednak napięta jak struna.

– Wszystko okej? – zapytał w końcu, jakby to pytanie przyszło mu do głowy dopiero na sam koniec.

– Tak – odpowiedziałam automatycznie. – Jestem tylko zmęczona.

Nie skłamałam całkiem. Byłam zmęczona udawaniem, że nie czuję tego, co czuję. Że nie widzę tego, co stało się aż nazbyt wyraźne. Lucek przyjął moją odpowiedź bez dalszych pytań. Jak zawsze. I wtedy dotarło do mnie, że to nie Jacek był największym problemem tego wieczoru. On tylko nazwał coś, co od dawna wisiało w powietrzu. W domu położyłam się wcześniej, odwrócona plecami. Lucek zgasił światło, pocałował mnie w ramię i zasnął niemal od razu. Leżałam w ciszy, analizując każdy fragment tego dnia. Swoje milczenie. Jego spokój. Obcą lojalność, którą ktoś wcisnął mi w ręce bez pytania.

Zrozumiałam, że nie chodzi o wybór między dwoma mężczyznami. Chodzi o mnie. O to, czy dalej będę zgadzać się na bycie „bezproblemową”, wyrozumiałą, zawsze drugą. Czy zacznę zadawać pytania, nawet jeśli mogą prowadzić do odpowiedzi, których się boję. Tamte walentynki nie przyniosły decyzji ani dramatycznych rozmów. Przyniosły coś innego – świadomość. A ona okazała się cięższa niż jakiekolwiek wyznanie. Wiedziałam już, że nawet jeśli na zewnątrz wszystko wygląda tak samo, we mnie coś pękło. Cicho, ale nieodwracalnie. I że od tej rysy zacznie się coś nowego. Jeszcze nie wiedziałam co.

Ewa, 31 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama