Reklama

Walentynki miały być dla mnie czymś więcej niż datą w kalendarzu. Liczyłam na znak, że nadal jestem dla Oskara kimś ważnym, że nasze narzeczeństwo to nie tylko plan do odhaczenia. Coraz częściej czułam się obok niego sama, choć formalnie byliśmy razem. Zamiast spokoju pojawiał się lęk, że obietnica wspólnego życia zaczęła mnie przytłaczać bardziej, niż powinna.

Obiecywał mi niespodziankę

– W Walentynki zabieram cię w wyjątkowe miejsce – powiedział Oskar, mieszając łyżeczką w herbacie, jakby to ona była najważniejszym elementem tej rozmowy.

– Gdzie? – zapytałam zbyt szybko, od razu czując wstyd za własną niecierpliwość.

Uśmiechnął się krótko, tym swoim uśmiechem, który kiedyś mnie uspokajał.

– Nie mogę zdradzić. Zaufaj mi. To będzie niespodzianka życia.

Te słowa krążyły mi w głowie przez kolejne dni. „Niespodzianka życia” brzmiała jak obietnica naprawy wszystkiego, co ostatnio zaczęło między nami skrzypieć. Próbowałam nie budować scenariuszy, ale i tak widziałam nas przy stoliku, rozmowę bez pośpiechu, jego wzrok skupiony tylko na mnie. Może nawet gest, który przypomni mi, dlaczego powiedziałam „tak”. Jednocześnie coś mnie uwierało. Oskar coraz częściej unikał rozmów o przyszłości, o ślubie. Kiedy próbowałam wracać do ustaleń, reagował zmęczeniem albo żartem. Tłumaczyłam sobie, że to stres, że każdy ma gorszy okres. Że miłość nie zawsze musi być spektakularna.

– Lena, tylko nie wkręcaj się za bardzo – powiedziała Kalina, gdy opowiadałam jej o zapowiedzi Oskara.

– Dlaczego od razu zakładasz najgorsze? – odpowiedziałam ostrzej, niż chciałam.

– Bo widzę, jak bardzo tego potrzebujesz. I boję się, że on to wykorzysta, nawet nieświadomie.

Jej słowa zabolały mnie bardziej, niż chciałabym przyznać. Wróciłam do domu z poczuciem winy, że w ogóle pozwalam sobie na wątpliwości. Przecież Oskar był rozsądny, stabilny, zawsze wiedział, co robi. Może to ja przesadzałam. Może oczekiwałam dowodu miłości tam, gdzie wystarczyła codzienność. A jednak, gdy wieczorem zapytałam go mimochodem, czy naprawdę mam się ładnie ubrać, spojrzał na mnie uważniej.

– Zaufaj mi – powtórzył. – Wszystko będzie miało sens.

Chciałam mu uwierzyć. Bardziej niż komukolwiek innemu.

Ściskało mnie od środka

W dniu Walentynek obudziłam się wcześniej niż zwykle. Oskar jeszcze spał, odwrócony plecami. Leżałam chwilę bez ruchu, wsłuchując się w jego oddech i próbując zgadnąć, czy on też czuje to napięcie, które ściskało mnie od środka. W końcu wstałam i zaczęłam krzątać się po mieszkaniu, choć nie było czego porządkować.

– Denerwujesz się – rzucił, gdy wyszedł z łazienki, poprawiając mankiet koszuli.

– Trochę – przyznałam. – To w końcu dziś.

– No właśnie – odpowiedział i urwał, jakby powiedział za dużo.

Zauważyłam, że co chwilę zerkał na telefon. Gdy ekran się rozświetlał, wychodził do drugiego pokoju albo na balkon. Starałam się nie wyciągać pochopnych wniosków, ale każde takie zniknięcie zostawiało we mnie małą rysę.

– Wszystko w porządku? – zapytałam wprost, gdy kolejny raz wrócił z balkonu.

– Jasne – odparł szybko. – Po prostu kilka spraw do załatwienia.

Nie zapytał, jak się czuję. Nie skomentował sukienki, którą specjalnie wybrałam na ten wieczór. Patrzył na mnie, ale jakby przez szybę. Złapałam się na tym, że próbuję zasłużyć na jego uwagę – uśmiechem, żartem, ciszą wtedy, gdy wydawało mi się, że tego oczekuje. Przed wyjściem zadzwoniła Kalina.

– Oddychasz? – zapytała bez przywitania.

– Jeszcze tak – zażartowałam nerwowo.

– Lena, pamiętaj, że to tylko wieczór. Nie wyrok.

– Dla mnie trochę jest – wyszeptałam, odchodząc w głąb korytarza.

Oskar stał już przy drzwiach, z kluczami w dłoni.

– Gotowa? – zapytał, jakbyśmy szli do sklepu, a nie na coś, co miało być „niespodzianką życia”.

– Gotowa – odpowiedziałam, choć w środku czułam, że cała ta gotowość opiera się na jednym, kruchym oczekiwaniu.

W samochodzie milczeliśmy. Miasto mijało za szybą, a ja liczyłam skrzyżowania, próbując zgadnąć kierunek. Serce biło mi coraz szybciej. Wiedziałam, że uzależniłam swoje poczucie wartości od tego wieczoru, od jednego gestu, jednego zdania. Bałam się tylko jednego – że cokolwiek mnie czeka, będzie dotyczyło jego świata, nie naszego.

Myślałam, że to jakiś żart

Zorientowałam się, że to nie będzie kolacja, kiedy minęliśmy centrum. Restauracje zostały za nami, światła zrobiły się rzadsze, a ulice coraz bardziej obce. Oskar prowadził pewnie, jakby dokładnie wiedział, dokąd jedzie. Ja siedziałam spięta, ściskając pasek torebki.

– Nie zgubiliśmy drogi? – zapytałam w końcu, starając się zabrzmieć lekko.

– Nie – odpowiedział krótko. – Już prawie jesteśmy.

Zatrzymał samochód przed niskim budynkiem, który wyglądał bardziej jak dawne biuro niż miejsce na świętowanie czegokolwiek. Przez chwilę myślałam, że to żart. Wysiadł pierwszy i otworzył mi drzwi, jakby ten gest miał wszystko wyjaśnić.

– Oskar… co to jest?

– Ważne miejsce – powiedział. – Dla mnie.

Weszliśmy do środka. Pachniało kurzem i starym papierem. Dopiero po chwili zrozumiałam, że to siedziba firmy, w której kiedyś pracował, zanim ją zamknięto. Opowiadał mi o niej kilka razy, zawsze z mieszaniną żalu i dumy.

– Chciałem, żebyś była przy tym – zaczął, stając naprzeciwko mnie. – Dziś podpisałem umowę. Wracam tu. Otwieramy to na nowo.

Poczułam, jak robi mi się zimno.

– My? – zapytałam cicho.

– No… ja – poprawił się. – Ale to przecież nas dotyczy. To duża zmiana.

Słowa uderzyły mnie z opóźnieniem.

– Wiedziałeś o tym od dawna?

– Od kilku tygodni – przyznał. – Nie chciałem cię stresować.

ŚwSpojrzałam na niego i nagle zobaczyłam obcego człowieka, który mówił do mnie z entuzjazmem, nie zauważając, że ledwo stoję.

– A ja? – wyrwało mi się. – Nasze plany? Ślub?

– Lena, przesadzasz – westchnął. – Przecież to dobra wiadomość. Stabilność, przyszłość.

Stabilność, którą zbudował sam, beze mnie.

– Postawiłeś mnie przed faktem dokonanym – powiedziałam, czując, jak drży mi głos.

– Chciałem, żeby to było wyjątkowe – odpowiedział. – Dlatego dziś. Dlatego niespodzianka.

Nie krzyczałam. Nie płakałam. Stałam tylko w tym obcym miejscu, uświadamiając sobie, że jego „niespodzianka” nie miała nic wspólnego z nami. Była o nim. O jego decyzjach i jego świecie, do którego miałam się po prostu dopasować.

Czułam się pomijana

Nie zdążyłam odpowiedzieć, gdy drzwi na końcu korytarza skrzypnęły i do środka wszedł mężczyzna w ciemnym płaszczu. Poznałam go od razu, choć widzieliśmy się może trzy razy w życiu.

– Igor? – zapytałam niepewnie.

Skinął głową, jakbyśmy spotkali się tu zupełnie przypadkiem.

– Cześć, Lena. Dobrze, że jesteś – powiedział spokojnie, aż za spokojnie.

Spojrzałam na Oskara.

– On też jest częścią niespodzianki?

Oskar westchnął i potarł kark.

– Igor mi pomógł. To jego kontakty. Bez niego by się nie udało.

– Czyli wszyscy wiedzieli, tylko nie ja – powiedziałam, czując, jak coś we mnie twardnieje.

Igor podszedł bliżej, opierając się o biurko.

– Oskar zawsze tak ma. Najpierw działa, potem tłumaczy.

– To nie jest coś, co się tłumaczy po fakcie – odpowiedziałam. – To nasze życie.

– Życie to też decyzje – odparł, wzruszając ramionami. – Ktoś musi je podejmować.

– I zawsze jesteś to ty albo on? – zapytałam. – A ja mam się tylko dostosować?

Zapadła cisza. Oskar spuścił wzrok. W tej chwili zrozumiałam więcej, niż chciałam. Igor nie był tu przypadkiem. Był dowodem, że ten schemat trwał od lat – silniejszy brat, gotowe rozwiązania, brak miejsca na czyjeś emocje.

– Lena, nie komplikuj – odezwał się w końcu Oskar. – To wszystko robię dla nas.

– Nie – przerwałam mu. – Robisz to dla swojego spokoju. Żebyś nie musiał niczego ze mną ustalać.

Igor uśmiechnął się krzywo.

Ona zawsze była bardziej wrażliwa – rzucił do brata. – Musisz brać to pod uwagę.

Te słowa przelały czarę.

– Nie jestem „bardziej wrażliwa” – powiedziałam cicho. – Jestem pomijana.

Zobaczyłam w oczach Oskara coś, co wcześniej brałam za opanowanie. Teraz wiedziałam, że to dystans. Umiejętność odsuwania od siebie cudzych uczuć, jeśli kolidowały z planem. Wtedy dotarło do mnie, że jeśli teraz się zgodzę, jeśli przemilczę ten wieczór, to właśnie tak będzie wyglądała nasza przyszłość. Decyzje podejmowane obok mnie, a nie ze mną.

Nie oglądałam się za siebie

Nie pamiętam dokładnie, co powiedziałam jako pierwsze. Pamiętam za to moment, w którym przestałam słuchać ich wyjaśnień. Słów było za dużo, sensu w nich żadnego. Poczułam zmęczenie tak głębokie, jakby ten wieczór trwał od miesięcy.

– Muszę wyjść – powiedziałam w końcu, sięgając po płaszcz.

– Lena, nie rób scen – odezwał się Oskar, ale w jego głosie nie było strachu, tylko irytacja.

– To nie jest scena – odpowiedziałam. – To konsekwencja.

Na zewnątrz było chłodno i cicho. Stałam przez chwilę na chodniku, nie wiedząc jeszcze dokąd pójdę, ale wiedząc dokładnie, dokąd już nie wrócę. Oskar wyszedł za mną.

– Prześpij się z tym, porozmawiamy jutro – zaproponował, jakby chodziło o drobną różnicę zdań.

– Nie mamy o czym rozmawiać – powiedziałam. – Ty już wszystko ustaliłeś. Beze mnie.

Patrzył na mnie długo, jakby dopiero teraz próbował zrozumieć, co się dzieje. Ale to zrozumienie przyszło za późno. Zobaczyłam w nim człowieka, który potrafi kochać tylko wtedy, gdy nie musi się zatrzymać ani wsłuchać. Odeszłam pieszo, nie oglądając się za siebie. Nie czułam ulgi ani zwycięstwa. Czułam pustkę i ból, ale też coś nowego – świadomość, że miłość, w której trzeba się kurczyć, nie jest miłością, tylko samotnością we dwoje. Walentynki skończyły się bez kolacji, bez gestów, bez obietnic. Zaczęło się za to coś trudniejszego – powolne odzyskiwanie siebie, krok po kroku, bez niespodzianek.

Lena, 28 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama