„Na balu całowałam się z tajemniczym nieznajomym. Gdy przyjaciółka przedstawiła mi nowego faceta, złapałam się za głowę”
„I wtedy czas się zatrzymał. Zamarłam. Zdjęcie przedstawiało mężczyznę w garniturze. Ten sam uśmiech. Te same oczy. Ten sam... dotyk, który jeszcze czułam na swoich ustach. Nie musiałam się upewniać. Wiedziałam. To był on. To jego całowałam wczoraj. Narzeczonego mojej najlepszej przyjaciółki”.

- Redakcja
Marta zawsze była moją ulubioną osobą. Wiecie, taką, do której dzwonisz o drugiej w nocy z rozmazanym makijażem i złamanym sercem, a ona zamiast mówić „uspokój się”, po prostu przychodzi z lodami i paczką chusteczek. Znałyśmy się od liceum, byłyśmy nierozłączne. Ja – ta bardziej rozważna, ona – żywioł, który potrafił wszystko postawić na głowie. Zawsze miała rację, jeśli chodziło o ludzi. Była moją rodziną, choć nigdy nie łączyły nas więzy krwi.
Od czterech lat pracuję w fundacji. Lubię tę pracę, naprawdę. Ale po godzinach? W moim życiu osobistym wiało nudą. Zero ekscytacji. Zero uniesień. Przypadkowe randki z aplikacji, które kończyły się milczeniem. Czasem mówiłam Marcie:
– Chciałabym, żeby coś się w końcu wydarzyło. Coś, co mnie ruszy.
Nie sądziłam, że „coś” przyjdzie tak szybko.
Bal charytatywny w styczniu. Elegancka sala, muzyka na żywo, lekko przytłumione światło i atmosfera jak z filmu. Czułam się dziwnie lekka, oderwana od codzienności. A kiedy zatańczyłam z nim… wtedy nie wiedziałam jeszcze, jaką cenę przyjdzie mi za ten taniec zapłacić. Nie znałam jego imienia. Ani twarzy. Tylko ten jeden impuls – jeden pocałunek.
A potem wszystko się posypało.
Nie cofnęłam się
Nie planowałam niczego szalonego. Chciałam po prostu dobrze wyglądać i może zatańczyć z kimś, kto nie będzie nudny. Marta wcisnęła mnie w granatową suknię z rozcięciem i uparła się, że zrobi mi loki.
– Jak masz się zakochać, to przynajmniej wyglądaj jak człowiek – rzuciła.
Sala była cudowna. Drewniany parkiet, światła odbijające się w kieliszkach, muzyka na żywo – jazzowe covery znanych kawałków. Marta krążyła wśród ludzi, witając się z kim popadnie. Ja uciekłam na chwilę na balkon, żeby złapać oddech. Wróciłam do sali, kiedy zaczęła się wolniejsza piosenka.
Stał przy barze, odwrócony plecami. Wysoki, ciemny garnitur, dobrze skrojony. Nie wiem, co mnie podkusiło – może drinki, może muzyka, może ten moment zawieszenia, kiedy cały świat wydaje się nierzeczywisty. Podszedł do mnie pierwszy. Spojrzał mi w oczy i powiedział:
– Tylko jeden taniec?
Bez pytania ujął mnie za dłoń. Tańczyliśmy w półmroku. Jego ręka na moich plecach. Mój oddech przyspieszył. Milczeliśmy. To nie był flirt – to było... coś. Jakbyśmy znali się od zawsze.
Kiedy się nachylił, by mnie pocałować, nie cofnęłam się. Oparłam się o jego klatkę piersiową i… pozwoliłam. Pocałunek był krótki, ale intensywny. Ciepło, napięcie, dreszcz. A potem... odsunął się, lekko się uśmiechnął i zniknął w tłumie.
– Hej, co to było?! – Aga dopadła mnie po chwili. – Ty go znasz?!
– Nie… nie mam pojęcia, kto to. – Roześmiałam się, zdezorientowana. – Nawet nie widziałam jego twarzy...
Czas się zatrzymał
– Julka, musisz go poznać! – Marta wpadła do kawiarni z błyskiem w oku, trzymając dwa cappuccino i siadając naprzeciwko mnie. – Myślę, że to on. Serio. Żadne tam zauroczenie. To jest coś.
Uśmiechnęłam się półgębkiem, choć czułam, jak coś we mnie drga. Marta była zakochana – znałam to spojrzenie. Już kiedyś takie miała, kiedy zakochała się w chłopaku z trzeciej klasy liceum, który grał na gitarze. Ale teraz… teraz to było coś głębszego.
– No to dawaj, pochwal się – powiedziałam, mieszając nerwowo kawę.
Marta wyciągnęła telefon i przesunęła ekran w moją stronę.
– To Kacper. Mój Kacper.
I wtedy czas się zatrzymał. Zamarłam. Zdjęcie przedstawiało mężczyznę w garniturze. Ten sam uśmiech. Te same oczy. Ten sam... dotyk, który jeszcze czułam na swoich ustach. Nie musiałam się upewniać. Wiedziałam. To był on. To jego całowałam wczoraj. Narzeczonego mojej najlepszej przyjaciółki.
– Julka? Wszystko w porządku?
– T-tak. – Opuściłam wzrok, szybko odstawiając filiżankę. – Po prostu... nie wiem, myślałam, że masz inny typ. Taki bardziej... nie wiem... brodaty?
– Oj weź, nie przesadzaj. Przystojny, prawda? Poznaliśmy się niedawno, ale czuję, jakbyśmy byli razem od zawsze. On... jest dla mnie dobry.
Uśmiechnęła się szeroko, a ja poczułam, jak robi mi się niedobrze. Przez sekundę chciałam jej powiedzieć wszystko. A potem ugryzłam się w język.
To wymknęło się spod kontroli
Unikałam Marty jak ognia. Odpowiadałam na jej wiadomości z opóźnieniem, odwoływałam spotkania, tłumaczyłam się zmęczeniem. W pracy też starałam się nie wychylać – jakbym mogła uciec przed własnym sumieniem. A ono dręczyło mnie każdego dnia.
Kiedy zobaczyłam Kacpra ponownie, byłam w galerii handlowej. Wyszłam z przymierzalni z sukienką w dłoni i... on stał tuż obok. Sam. Patrzył na mnie przez sekundę, jakby nie mógł uwierzyć, że to naprawdę ja.
– To ty... z balu. – Jego głos był cichy, ale pewny.
Poczułam, jak serce mi przyspiesza. Skóra mi się spociła. Powinnam była odejść, zignorować go. Udawać, że mnie z kimś pomylił.
– Nie rozmawiajmy o tym – powiedziałam szybko, odwracając wzrok.
– Przepraszam. Po prostu… od tamtej nocy nie mogłem przestać o tym myśleć. O tobie.
– Nie powinieneś... – Słowa przeszły mi przez gardło z trudem.
Patrzył na mnie długo, a ja czułam, jak ten sam dreszcz, który przeszył mnie na parkiecie, wraca. Cholera. Wieczorem zadzwoniła Marta.
– Julka, wpadnij dziś! Kacper będzie. Chcę, żebyście się w końcu poznali!
Zamarłam. W głowie mi huczało.
– Dzisiaj? – spytałam słabym głosem.
– Tak, wpadnij. Może zjemy coś razem? On też chce cię lepiej poznać!
Zgodziłam się. Nie wiem dlaczego. Może z ciekawości, może z lęku. A może... z powodu czegoś o wiele gorszego. Już wtedy wiedziałam, że to wszystko zaczyna wymykać się spod kontroli.
Coś mnie do niego ciągnęło
Marta wyglądała przepięknie. Miała na sobie jasny sweter i delikatny makijaż, a w oczach błyszczało szczęście. Szykowała kolację z takim zaangażowaniem, jakby miałam zamiar ugościć króla. Kiedy zadzwoniłam do drzwi, wciągnęła mnie do środka i rzuciła:
– Czuj się jak u siebie! Kacper zaraz wróci z zakupów, zapomniał czegoś.
Stałam jak wmurowana w ich salonie. W kącie choinka jeszcze nie rozebrana, zdjęcia ich dwójki na komodzie, śmiech Marty niosący się z kuchni. Wszystko we mnie krzyczało, że nie powinnam tu być.
Kacper wszedł jakieś dziesięć minut później. Nasze spojrzenia się spotkały, chyba na zbyt długo.
– Cześć, Julia. – Uśmiechnął się, ale jego oczy nie były spokojne. – Cieszę się, że jesteś.
– Cześć... – wymusiłam, siląc się na uprzejmość.
Przy kolacji atmosfera była... dziwna. Marta opowiadała o ślubie, o tym, że marzy o weselu w ogrodzie. Kacper co jakiś czas rzucał w moją stronę spojrzenia, których nie potrafiłam zignorować.
– Julka, może ty byś mogła nam pomóc z organizacją. Masz świetne wyczucie estetyki – rzucił Kacper.
Zamarłam.
– Serio? – Marta klasnęła w dłonie. – Świetny pomysł!
Po kolacji chwyciłam torebkę i wybiegłam. Potrzebowałam powietrza.
– Julia, czekaj. – Usłyszałam za sobą głos Kacpra.
Odwróciłam się. Stał na schodach, patrząc na mnie z intensywnością, która bolała.
– Dlaczego uciekasz?
– Bo to jest chore. Ona ci ufa – wycedziłam.
– Ja też tego nie chcę. Ale coś się między nami wydarzyło.
– To był tylko pocałunek. Nic więcej.
Milczał. A ja nie wiedziałam już, co gorsze – że to powiedziałam... czy że wcale w to nie wierzyłam. Chciałam być lojalna, ale coś mnie do niego ciągnęło.
Zaczęłam ich unikać
Odsuwałam się. Najpierw nieodebrane połączenia od Marty. Potem wyciszone wiadomości. W końcu – unikałam miejsc, gdzie mogłybyśmy się przypadkiem spotkać. Czułam, jak wszystko się sypie, ale nie potrafiłam tego zatrzymać. Ani wyznać prawdy, ani normalnie funkcjonować.
– Ej, co się z tobą dzieje? – zapytała Aga, gdy w pracy znów przegapiłam ważne spotkanie. – Masz złamane serce?
Uśmiechnęłam się krzywo. Tylko że to nie było serce. To było... wszystko. Marta zadzwoniła wieczorem, tym razem odebrałam.
– Julka? Co się dzieje? Unikasz mnie. Coś się zmieniło?
– Ja... Nie mogę teraz rozmawiać. – Głos mi się łamał.
– Coś się stało? To przez Kacpra? Powiedz mi, proszę.
Zamilkłam. Wiedziała... albo czuła. I czekała, aż to potwierdzę.
– Nie mogę z tobą rozmawiać – wyszeptałam i rozłączyłam się, drżąc.
Wieczorem dostałam wiadomość głosową. „Julia... Nie powinno nas to spotkać. Przepraszam”. Głos Kacpra. Taki pusty, jakby wszystko już było stracone. Usunęłam ją po drugim odsłuchaniu. Nie dlatego, że nie chciałam słuchać. Dlatego, że chciałam ją puszczać w kółko.
Jest już za późno
Nie powiedziałam Marcie prawdy. Nie zdążyłam... albo nie miałam odwagi. Przestała się odzywać. Najpierw sporadyczne wiadomości, potem już cisza. Taka, której nie przerywa się nawet w urodziny.
Czasem wchodzę na jej profil. Widzę uśmiechy z nowymi koleżankami z pracy, zdjęcia z wieczorów panieńskich, które już nie są moje. Kacpra nie ma nigdzie. Nie wiem, czy to coś znaczy. Nie pytam.
Zniknął. Przestał się odzywać, tak jakby tej nocy nigdy nie było. A może próbował. Może przegapiłam wiadomość, może go zablokowałam. Nie wiem. Czasem sobie wyobrażam, że przypadkiem spotkamy się gdzieś, w jakiejś kolejce po kawę, spojrzymy sobie w oczy i... i nic. Tylko puste „cześć”, tak jakbyśmy byli obcymi ludźmi.
Tylko że nie jesteśmy. Nie dla mnie. Czasem w nocy przypominam sobie ten pocałunek. Tamten moment, ten impuls. Jakby przez sekundę całe moje życie miało sens, zanim się rozpadło. Próbuję sobie wmówić, że to było nic. Że nie było warto. Że nie straciłam najważniejszej osoby w moim życiu przez coś tak błahego.
Nie umiem w to uwierzyć. Czasem ludzie robią głupie rzeczy, myśląc, że to tylko chwila. A potem zostają z tym na zawsze. Może powinnam była wtedy odejść. Może powinnam była powiedzieć prawdę. Ale teraz jest już za późno.
Julia, 27 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Na Dzień Babci dostałam SMS-a z wierszykiem z internetu. A ja tylko marzyłam, żeby wnuki wtuliły się w moje ramiona”
- „Rodzina odstawiała teatr na Dzień Dziadka. Przychodzili od święta, licząc na jego kasę, ale on wszystkich przechytrzył”
- „Dopiero odchowałam syna, a już zafundował mi Dzień Babci. Jestem za młoda, by znowu tonąć w pieluchach”