Reklama

Z boku nasze życie wyglądało jak reklama kredytu hipotecznego albo folder dewelopera promującego osiedle dla klasy średniej. Mieliśmy z Pawłem siedemdziesiąt metrów na Wilanowie, siedmioletnią Lenkę, która chodziła na balet i angielski, oraz dwa samochody w garażu podziemnym.

Byłam znudzona

Paweł był dobry. To najgorsze słowo, jakiego można użyć w odniesieniu do męża, kiedy ma się trzydzieści cztery lata i wciąż pragnie się ognia. Był stabilny jak kurs franka szwajcarskiego w dobrych czasach i równie przewidywalny. Wieczorami mijaliśmy się w kuchni, wymieniając uwagi o tym, czy trzeba kupić tabletki do zmywarki i kto odbierze Lenkę ze szkoły.

Czułam, że schnę. Że zamieniam się w jedną z tych kobiet, które patrzą w lustro i widzą tylko matkę i żonę, a nie człowieka z krwią w żyłach. Kiedy Paweł zaproponował ferie w Egipcie zgodziłam się bez entuzjazmu. Myślałam o leżakowaniu, czytaniu kryminałów i piciu drinków z palemką, które nie mają w sobie grama alkoholu.

Lotnisko w Warszawie było szare i zimne. Paweł marudził, że bagaż podręczny jest za ciężki. Lenka płakała, bo zgubiła ulubioną maskotkę. Wylądowaliśmy w nocy. Powietrze uderzyło mnie w twarz – gorące, wilgotne, pachnące innością. Hotel był gigantyczny, moloch z marmurami w lobby i basenami ciągnącymi się po horyzont. Paweł natychmiast zaczął walkę z recepcją o pokój z widokiem na morze, który nam obiecano, a który magicznie zniknął z rezerwacji. Stałam z boku, trzymając za rękę śpiącą na stojąco Lenkę i patrzyłam na chaos wokół.

Wpadłam po uszy

I wtedy go zobaczyłam. Nie był to żaden książę na białym koniu. Stał przy barze w lobby, rozmawiając z innym pracownikiem. Miał na sobie białą koszulę z logo hotelu, opiętą na szerokich ramionach, i nieskazitelnie białe zęby, które odsłonił w uśmiechu, gdy tylko nasze spojrzenia się spotkały.

To nie było zwykłe spojrzenie. Przeskanował mnie od stóp do głów, zatrzymując wzrok na moich ustach. W Polsce mężczyźni tak nie patrzą. W Polsce patrzą przez ciebie, jakbyś była elementem krajobrazu.

– Dzień dobry, witamy w raju – powiedział, podchodząc, gdy Paweł wciąż kłócił się o standard pokoju.

Miał na imię Karim. Był menedżerem działu animacji, czy kimś w tym rodzaju. Miał może dwadzieścia osiem lat, skórę w kolorze mokrego piasku i oczy tak czarne, że można było w nich utonąć bez kamizelki ratunkowej.

– Dziękuję – bąknęłam, poprawiając włosy, które po pięciu godzinach lotu wyglądały tragicznie.

Czułam, jak rumieniec wypływa mi na szyję.

– Twój mąż jest bardzo zajęty – zauważył z lekkim uśmieszkiem, kiwając głową w stronę Pawła, który właśnie gestykulował w stronę bogu ducha winnego recepcjonisty. – Potrzebujesz relaksu.

Słowo „relaks” w jego ustach brzmiało jak obietnica czegoś nieziemskiego. Poczułam dreszcz. I wstyd, że ten dreszcz poczułam.

Obserwował mnie

Przez pierwsze dwa dni byłam wzorową żoną. Smarowałam Lenkę kremem, jadłam z Pawłem kolacje w głównej restauracji, narzekając na tłok, i kładłam się spać o dziesiątej wieczorem. Ale Karim był wszędzie. Zjawiał się przy basenie, kiedy Paweł szedł po drinki. Przechodził obok naszego leżaka na plaży akurat wtedy, gdy poprawiałam stanik od bikini.

– Jesteś inna niż one wszystkie – szepnął mi trzeciego dnia, podając ręcznik. Paweł był w wodzie z Lenką. – Masz smutne oczy. Kobieta z takimi oczami powinna być noszona na rękach, nie zostawiana sama na leżaku.

Jak to teraz brzmi – tanio, jak tekst z harlequina kupionego w kiosku za pięć złotych. Ale tam, w tym upale, przy szumie morza i w kontraście do mojego męża, który pytał mnie tylko czy zabrałam apteczkę, słowa Karima brzmiały jak poezja. Zaczęło się od niewinnej kawy. Paweł poszedł z Lenką na drzemkę po obiedzie. Ja powiedziałam, że poczytam książkę w lobby. Karim skończył zmianę. Usiadł przy mnie. Nie dotknął mnie, ale siedział tak blisko, że czułam ciepło jego uda przy moim.

Zakochałam się

Opowiadał o swoim życiu. O tym, że Egipt to klatka, że marzy o Europie, ale nie o pieniądzach, tylko o wolności. O tym, że szuka miłości, a nie turystki na jedną noc. Mówił cicho, patrząc mi głęboko w oczy. Czułam się wybrana. Czułam się piękna. Czułam się pożądana w sposób, w jaki nie czułam się od dekady.

– Dlaczego on cię nie całuje? – zapytał nagle. – Widzę was. On cię traktuje jak mebel. Gdybyś była moja…

Zawiesił głos. Moja wyobraźnia dokończyła zdanie obrazami. Przy basenie poznałam Magdę, starszą Polkę, która przyjeżdżała do Hurghady od dziesięciu lat. Widziała, jak Karim kręci się wokół mnie. Czwartego dnia, gdy Paweł poszedł do toalety, a ja wymieniałam z Karimem ukradkowe spojrzenia, przysiadła się do mnie.

– Dziecko – powiedziała szorstko, zaciągając się cienkim papierosem. – Nie ty pierwsza i nie ostatnia. Oni mają radar. Widzą, że jesteś znudzona, że masz pieniądze i że mąż nie patrzy.

– O czym pani mówi? – obruszyłam się, choć serce biło mi jak młotem.

– O tym tam – wskazała brodą na Karima. – To jest teatr, moja droga. Dla nich jesteś biletem do lepszego świata albo bankomatem. Albo jednym i drugim. On mówi to samo każdej blondynce z obrączką. „Masz smutne oczy”, „jesteś wyjątkowa”, „twoja dusza jest egipska”. Zgadłam?

Poczułam złość. Co ta baba mogła wiedzieć o tym, co działo się między nami? O chemii, która wisiała w powietrzu? O tym, że Karim patrzył na mnie z uwielbieniem, jakiego nie da się udawać?

– Pani nic nie rozumie – warknęłam. – To nie jest tak, jak pani myśli.

Zaśmiała się smutno.

– Obyś miała rację. Ale jak cię poprosi o pieniądze na chorą matkę albo paszport, przypomnij sobie moje słowa.

Zignorowałam ją

Chciałam wierzyć w bajkę. Chciałam być bohaterką romantycznego filmu, a nie ofiarą statystyk turystycznych oszustw matrymonialnych. Przełom nastąpił piątego wieczoru. Była Noc Egipska. Paweł dostał klątwy faraona i został w pokoju. Lenka zasnęła oglądając bajki na tablecie. Powiedziałam Pawłowi, że idę się przewietrzyć.

Spotkaliśmy się na plaży, z dala od świateł hotelu. Ciemność była gęsta i ciepła. Karim czekał. Nie mówił nic. Po prostu przyciągnął mnie do siebie. W jednej chwili zapomniałam o Pawle leżącym w pokoju 304, o Lence, o kredycie, o pracy w korporacji.

– Kocham cię – szepnął łamaną polszczyzną w moje włosy. – Czekałem na ciebie całe życie.

Wiedziałam, że to szaleństwo. Znałam go pięć dni. Ale w tamtym momencie, przyciśnięta do jego ciała, uwierzyłam w to. Uwierzyłam, że to przeznaczenie. Tamtej nocy na plaży nie doszło do niczego, ale emocjonalnie zdradziłam męża tysiąc razy mocniej, niż gdyby to był tylko seks. Oddałam Karimowi swoje serce, swoje zaufanie i klucze do mojej przyszłości.

Wracałam do pokoju na drżących nogach. Paweł spał, chrapiąc lekko. Patrzyłam na niego z obrzydzeniem. Jak on mógł spać, kiedy ja właśnie odkryłam sens życia? Wydawał mi się taki pospolity, taki… szary. Karim był kolorem.

Chciałam z nim zostać

Przez kolejne dwa dni żyliśmy w bańce. Ukradkowe spotkania przy basenie, szybkie pocałunki za budynkiem recepcji, wiadomości w komunikatorze, które kasowałam natychmiast po przeczytaniu. Karim zaczął roztaczać wizję. Nie chciał pieniędzy – na początku. Mówił o tym, że mogłabym tu zamieszkać. Że wynajmiemy mieszkanie w Hurghadzie. Że on otworzy własną szkołę nurkowania, a ja będę prowadzić biuro. Że Lenka pójdzie tu do międzynarodowej szkoły.

– Paweł cię nie kocha tak jak ja – przekonywał mnie, trzymając moją dłoń pod stolikiem, gdy Paweł poszedł po lody dla małej. – On cię więzi. Ja dam ci skrzydła.

W przeddzień wyjazdu, w mojej głowie plan był gotowy. Wrócę do Polski, wezmę szybki rozwód, sprzedam co się da i wrócę do niego. To wydawało się takie proste. Takie oczywiste. Wtedy pojawił się „problem”. Karim przyszedł na spotkanie zdenerwowany.

– Moja siostra miała wypadek – powiedział, chowając twarz w dłoniach. – Potrzebuję operacji w Kairze. To kosztuje majątek. Nie mam tyle. Zabiorą ją do publicznego szpitala, a tam ona umrze.

Serce mi stanęło.

– Ile? – zapytałam odruchowo.

– Dwa tysiące dolarów. Nie mam tyle. Pracuję tu za grosze.

Nie zastanawiałam się

W mojej głowie zapaliła się czerwona lampka. Ale zaraz ją zgasiłam. Przecież widziałam jego łzy. Prawdziwe łzy w tych pięknych oczach. Nie mógł grać. Kochał mnie. Planowaliśmy życie. Co to jest dwa tysiące dolarów wobec życia jego siostry i naszej przyszłości? Miałam pieniądze na „czarną godzinę” na koncie oszczędnościowym. Dostęp przez aplikację w telefonie.

– Pomogę ci – powiedziałam, czując się jak bohaterka. Jak ktoś, kto ma władzę sprawczą.

Zrobiliśmy przelew przez Western Union na nazwisko jego kuzyna, bo Karim rzekomo nie miał dowodu przy sobie. Dwa tysiące dolarów. Osiem tysięcy złotych. Dużo? Mało? Wtedy to nie miało znaczenia. Kupowałam swoją przyszłość. Ostatnia noc. Musiałam to zrobić. Nie mogłam żyć w kłamstwie, wracając do Polski. Czułam się tak silna miłością Karima, że postanowiłam spalić mosty jeszcze w Egipcie. Siedzieliśmy na balkonie. Lenka spała.

– Paweł, musimy porozmawiać – zaczęłam, a głos mi nawet nie zadrżał.

– Co jest? Źle się czujesz? – zapytał znad telefonu.

– Odchodzę od ciebie.

Zamarł. Odłożył telefon.

– Co ty gadasz? Wypiłaś za dużo tego ich wina?

– Nie. Zakochałam się. Poznałam kogoś. Tutaj.

Wściekł się

Patrzył na mnie przez minutę w ciszy. Jego twarz przeszła od szoku, przez niedowierzanie, aż do zimnej wściekłości.

– Zakochałaś się? W kim? W tym… animatorze? Agata, czy ty jesteś poważna? Zniszczysz nam życie dla jakiegoś wakacyjnego romansu?

– To nie jest romans! – krzyknęłam szeptem, żeby nie obudzić małej. – On mnie rozumie. On mnie kocha. Ty mnie nie zauważasz od lat!

Kłótnia była straszna. Padło wiele słów, których nie da się cofnąć. Wyznałam mu wszystko: że planuję powrót, że go nie kocham, że się duszę. Paweł wstał, wziął papierosy i wyszedł.

– Jesteś głupia. Jesteś nieskończenie głupia – rzucił na odchodne.

Czułam się wolna. Napisałam do Karima: „Powiedziałam mu. Jestem twoja. Czekaj na mnie”.

Odpisał od razu: „Jesteś moim życiem, habibi. Wróć do mnie szybko”. Powrót do Polski był koszmarem. Paweł nie odzywał się do mnie ani słowem. Lenka wyczuwała napięcie i płakała. Ja siedziałam w samolocie z zamkniętymi oczami, wizualizując sobie mój powrót do Marsa Alam za miesiąc. Wyobrażałam sobie nasze mieszkanie z widokiem na morze.

Coś było nie tak

Wylądowaliśmy w Warszawie. Śnieg z deszczem. Zimno. Szarość. W taksówce do domu włączyłam internet w telefonie. Chciałam wysłać Karimowi wiadomość, że już jestem i zaczynam procedurę rozwodową. Otworzyłam komunikator. Brak zdjęcia profilowego. Dziwne. Może zmienił ustawienia?

Napisałam: „Jestem w Warszawie. Tęsknię”. Czekałam. Minęła godzina. Druga. W domu atmosfera była grobowa. Paweł zaczął pakować swoje rzeczy do torby sportowej.

– Jadę do matki – powiedział sucho. – Nie chcę cię widzieć. Pogadamy przez prawnika.

Wyszedł. Zostałam sama z Lenką w wielkim, pustym mieszkaniu. Sięgnęłam po telefon. Dalej brak odpowiedzi. Wybrałam jego numer. Głucha cisza. Połączenie odrzucone. Spróbowałam z innego komunikatora. „Użytkownik niedostępny”. Zaczęłam panikować. Może coś się stało? Może miał wypadek?

W akcie desperacji weszłam na grupę na Facebooku. Dodałam post. Bez nazwiska, ale ze zdjęciem, które zrobiłam mu ukradkiem przy barze. „Dziewczyny, czy ktoś zna tego chłopaka? Menedżer animacji w hotelu… Martwię się, nie ma z nim kontaktu”. Odpowiedź przyszła po trzech minutach. Od kobiety, którą spotkałam w hotelu. A potem od pięciu innych kobiet.

Wszystko runęło

Komentarz pierwszy: „To Karim. Ma żonę i trójkę dzieci w Kairze. Pracuje w sezonie w Marsa”. Komentarz drugi: „O, mój habibi z zeszłego roku! Potrzebował na operację siostry? U mnie była to matka”. Komentarz trzeci: „Klasyk. Blokuje cię, jak tylko wylatujesz, albo jak dostanie kasę. Przykro mi, dziewczyno”.

Czytałam to i czułam, jak podłoga usuwa mi się spod nóg. Każde słowo było jak uderzenie batem. Żona. Dzieci. Inne turystki. Schemat. „Siostra” i te dwa tysiące dolarów. Zostałam oszukana. Nie, gorzej. Zostałam wykorzystana, przemielona i wypluta. Zostałam z niczym, bo uwierzyłam w bajkę, której nie było.

Minęły trzy miesiące. Paweł złożył pozew o rozwód. Nie chce słuchać moich tłumaczeń. Dla niego zdrada emocjonalna i planowanie życia z innym to koniec. Wyprowadził się na stałe. Sprzedajemy mieszkanie. Lenka chodzi do psychologa, bo nie rozumie, dlaczego tata nie mieszka z mamą.

Zostałam sama

Siedzę w wynajętej kawalerce. Za oknem pada deszcz. Karim? Nigdy więcej się nie odezwał. Konto zniknęło. Pieniądze przepadły – policja rozłożyła ręce, dobrowolny przelew za granicę. Ale pieniądze to nic. Najgorsza jest ta pustka. I wstyd. Piekący wstyd, kiedy patrzę w lustro i widzę kobietę, która dla kilku tanich komplementów, dreszczyku emocji i iluzji bycia wyjątkową, zniszczyła swoją rodzinę.

Paweł był nudny. Był przewidywalny, ale był prawdziwy. Kochał mnie na swój sposób – dbał, naprawiał, był. Ja wybrałam fatamorganę. I teraz, stojąc na gruzach mojego życia, wiem jedno: w Marsa Alam słońce świeci tak mocno, że oślepia. A kiedy przestaje świecić, zostaje tylko ciemność i smak piasku w ustach.

Czasami w nocy, wchodzę na tamtą grupę na Facebooku. Widzę nowe zdjęcia Karima dodawane przez kolejne naiwne turystki pytające „czy to ten jedyny?”. Mam ochotę krzyczeć. Ale nie piszę nic. Bo wiem, że one, tak jak ja wtedy, i tak by nie uwierzyły. Każda z nas myśli, że jest tą wyjątkową, dopóki nie zobaczy braku odpowiedzi na komunikatorze.

Agata, 34 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama