„Na feriach w górach mąż zamykał się w kuchni z sąsiadką. Podejrzewałam, że gotuje się tam coś więcej niż gar bigosu”
„Wieczorem weszłam po herbatę do kuchni. Drzwi były lekko uchylone, usłyszałam śmiech Agnieszki i Rafała, jakieś krótkie, ciche zdanie, potem znowu śmiech. Nagle ucichli, gdy zorientowali się, że stoję w drzwiach i patrzę”.

Zawsze wydawało mi się, że mam w życiu wszystko, czego można chcieć: stabilność, rodzinę, dom pełen odgłosów dziecięcych kroków i śmiechu. Z boku wyglądało to na szczęście – a jednak od miesięcy towarzyszył mi niepokój, którego nie umiałam nazwać. Byłam żoną Rafała, matką dwójki dzieci, kobietą poukładaną, ciepłą, choć ostatnio coraz bardziej rozdwojoną: jedna część mnie marzyła o bliskości, druga podskórnie czuła lęk przed odrzuceniem. Kiedy szykowaliśmy się do wyjazdu w góry z Agnieszką i Tomkiem, naszymi przyjaciółmi, powtarzałam sobie, że może to wszystko tylko moje wymysły. Że Rafał po prostu jest zmęczony, że nic złego się nie dzieje.
Pakowanie jak zwykle spadło na mnie.
– Rafał, gdzie są dziecięce rękawiczki? – zapytałam z kuchni, próbując wyciągnąć go z tej dziwnej obojętności, która ostatnio coraz mocniej między nami wisiała.
– W szufladzie – rzucił bez emocji, nie odrywając się od telefonu.
Dzieci biegały wokół podekscytowane:
– Mamo, czy w domku będzie kominek? A ciocia Agnieszka zabierze swoje gry? – wrzeszczała Zosia, a ja, zamiast się cieszyć ich radością, poczułam ukłucie smutku.
Kiedyś Rafał śmiał się najgłośniej z naszych żartów. Ostatnio coraz częściej zamykał się w sobie, wychodził do pracy wcześniej, wracał później, milczał. Nawet wieczorne siedzenie z przyjaciółmi przy winie już go nie cieszyło.
Starałam się zagłuszyć te myśli, uśmiechałam się do dzieci, sprawdzałam listę rzeczy do spakowania, żartowałam, że kto nie założy czapki, ten nie dostanie gorącej czekolady. Wszystko na pokaz, żeby nie dopuścić do siebie tej dziwnej pustki, którą zaczęłam czuć w środku. Po raz pierwszy pomyślałam wtedy: „A jeśli to już zawsze tak będzie?”.
Gdy zamykaliśmy za sobą drzwi, spojrzałam na Rafała, szukając w jego oczach choćby cienia dawnych uczuć.
– Gotowy? – spytałam cicho.
– Gotowy – odpowiedział krótko, ledwie na mnie patrząc.
Chciałam wierzyć, że ten wyjazd coś zmieni. Chociaż głęboko w sobie czułam już, że zmienia się wszystko, ale na gorsze.
Miałam swoje podejrzenia
Pierwsze dni w górach mijały jak zwykle: dzieciaki rozłaziły się po całym domu, zostawiając za sobą ślady z błota i śniegu, a dorośli udawali, że są na urlopie, choć co chwila ktoś zerkał na telefon. Agnieszka od rana organizowała atrakcje:
– Kto idzie na sanki? Tomek, przynieś termos, dzieci zmarzną! – krzyczała, zawsze o dwa kroki przed wszystkimi.
Na początku śmiałam się z tego bałaganu. Siedziałam przy stole i patrzyłam, jak Rafał krząta się po kuchni razem z Agnieszką. Wydawali się tacy zgrani, rzucali do siebie żarty, czasem wpadali na siebie przy blacie.
– Pilnuj się, bo jeszcze mi to jajko na głowę rzucisz! – śmiała się Agnieszka, a Rafał podawał jej widelec, uśmiechając się nieco szerzej niż zwykle.
Z początku zbywałam to żartem. „Wreszcie ktoś go rozruszał”, myślałam, ale z każdym kolejnym dniem coraz trudniej było mi zignorować to, co widziałam. Kiedy wieczorem zasiedliśmy przy winie, Rafał i Agnieszka śmiali się do rozpuku z jakiegoś wspólnego żartu, którego nie zrozumiałam. Tomek siedział obok, raczył się piwem i co chwilę ziewał. Zapytałam go półgłosem:
– Słuchaj, nie wydaje ci się, że oni ostatnio za dobrze się dogadują?
Tomek machnął ręką.
– Daj spokój, Agnieszka tak ma. Musi się z kimś pośmiać. Lepiej, że z twoim Rafałem, niż z kimś obcym – zaśmiał się i upił kolejny łyk.
Wieczorem weszłam po herbatę do kuchni. Drzwi były lekko uchylone, usłyszałam śmiech Agnieszki i Rafała, jakieś krótkie, ciche zdanie, potem znowu śmiech. Nagle ucichli, gdy zorientowali się, że stoję w drzwiach.
– Co tam, Karola? Potrzebujesz czegoś? – zapytała Agnieszka, odwracając się z wyuczonym uśmiechem.
– Chciałam tylko zaparzyć herbatę – powiedziałam, patrząc na Rafała, który nagle zaczął intensywnie szukać czegoś w szufladzie.
Czułam, jak coś zaciska mi się w żołądku. Przyszła mi do głowy myśl: „Może naprawdę coś jest nie tak?”. Jeszcze tego nie rozumiałam, ale wiedziałam, że tej nocy nie zasnę spokojnie.
Wmawiałam sobie, że przesadzam
Kolejnego dnia nie byłam już w stanie dłużej udawać, że nie widzę, jak Rafał i Agnieszka spędzają razem każdą możliwą chwilę w kuchni. Zamiast się cieszyć z ich żartów, zaczęłam wsłuchiwać się w ton głosu Rafała, w jego spojrzenia, w nieznane mi wcześniej, beztroskie uśmiechy. Każde ich spotkanie przy blacie wydawało mi się coraz mniej przypadkowe. W końcu nie wytrzymałam.
– Nie przeszkadzam wam w gotowaniu? – rzuciłam niby żartem, opierając się o framugę drzwi.
Rafał odwrócił się gwałtownie, aż zadzwoniły sztućce.
– Przecież możesz zostać, nikt cię nie wyrzuca – odpowiedział, aż za bardzo pospiesznie.
– Nie no, nie chcę przeszkadzać w waszych kuchennych rewolucjach. Jeszcze popsuję atmosferę – dodałam z przekąsem.
Agnieszka roześmiała się głośno.
– Zazdrościsz, że twój chłop potrafi zrobić coś więcej niż kanapki? Zawsze mówiłaś, że w kuchni się gubi – puściła do mnie oko, a Rafał tylko się uśmiechnął, nie patrząc mi w oczy.
Wyszłam do salonu, udając, że chcę zająć się dziećmi, chociaż tak naprawdę musiałam złapać oddech. Zaczęłam się zastanawiać: „Czy ja zwariowałam? Może przesadzam, może oni naprawdę tylko gotują, a ja dopowiadam sobie historię?”. Chciałam wierzyć, że jestem tylko przewrażliwiona, ale w środku czułam coraz większy żal.
Podczas kolacji atmosfera była napięta jak nigdy. Dzieci rozmawiały półgłosem, wyczuwając, że coś jest nie tak. Tomek żartował, ale nikt nie śmiał się szczerze. Rafał unikał mojego wzroku, a Agnieszka udawała, że wszystko jest w porządku. Pomiędzy nami krążyły niedopowiedzenia i sarkazm.
Po kolacji próbowałam zaczepić Agnieszkę, gdy parzyła herbatę.
– Wygląda na to, że świetnie się bawisz z Rafałem – powiedziałam.
– No, to chyba dobrze, że twój facet gotuje, co? Może powinnam ci go oddać na parę dni? – rzuciła, przekręcając głowę.
– Nie trzeba, naprawdę. Mnie już wystarczy – odpowiedziałam, czując, jak narasta we mnie frustracja, której nie umiem już ukryć.
Tej nocy długo nie mogłam zasnąć, przekręcałam się z boku na bok, myśląc, że być może mój świat powoli przestaje być mój.
Nie odpowiedział ani słowem
Podróż powrotna zawsze wydawała mi się najgorszym momentem każdego wyjazdu, ale tym razem czułam w samochodzie zupełnie inną ciszę. Dzieci zasnęły na tylnych siedzeniach, w aucie pachniało mandarynkami i czymś niedookreślonym – jakby żalem. Przez całą drogę nie potrafiłam wyrzucić z głowy obrazków z kuchni, cichych spojrzeń Rafała i Agnieszki, ich śmiechu, do którego już nie miałam dostępu.
Siedziałam przy oknie, wpatrzona w mijające światełka, w zupełnym milczeniu. Rafał prowadził, niby skupiony na drodze, ale doskonale wiedziałam, że wie, o czym myślę. Minęło dobre pół godziny, zanim się przełamałam. Wzięłam głęboki oddech, poczułam, jak trzęsą mi się dłonie.
– Rafał – powiedziałam cicho, żeby nie obudzić dzieci. – Muszę cię o coś zapytać.
Nie spojrzał na mnie, nie zwolnił nawet na chwilę.
– Słucham – rzucił, głosem pozbawionym emocji.
– Czy ty mnie zdradzasz z Agnieszką? – powiedziałam to wolno, każde słowo ważyło tonę.
W samochodzie zapadła taka cisza, że usłyszałam ciche pochrapywanie syna. Zegar odliczał kolejne sekundy, a Rafał wciąż milczał. Chciałam, żeby zaprzeczył, żeby się zaśmiał i powiedział, że oszalałam. On tylko mocniej ścisnął kierownicę. Czekałam na jakiekolwiek słowo, ale nic nie przyszło. Po chwili odezwałam się jeszcze raz, tym razem już prawie szeptem:
– Powiedz mi prawdę.
Milczał. Jego milczenie ciążyło mi na piersi jak głaz, bolało bardziej niż cokolwiek, co mogłabym usłyszeć. Zrozumiałam, że nie muszę już pytać o nic więcej.
– Twoje milczenie wystarczy – powiedziałam w końcu, czując, jak gaśnie we mnie coś, czego nie umiałam nazwać.
Resztę drogi jechaliśmy w ciszy. Gdy dojechaliśmy pod dom, dzieci spały, a ja miałam wrażenie, że świat, w którym żyłam, właśnie zmienił swoje kontury na zawsze.
Wszystko układało się w całość
Kiedy wróciliśmy do domu, rzeczy rozpakowały się niemal same – dzieci poszły od razu do swoich pokoi, ziewając i zrzucając ubrania gdzie popadnie. Ja weszłam do kuchni, jakbym była tam po raz pierwszy od miesięcy. Przedmioty, które przez lata były tylko tłem – szklanka w zlewie, dziecięce rysunki na lodówce, nawet kubek Rafała – teraz patrzyły na mnie obco. Oparłam się o blat i próbowałam złapać oddech, ale coś ścisnęło mi gardło.
Nocą kręciłam się po domu jak duch. Zaparzyłam herbatę, ale nie wypiłam jej, tylko gapiłam się na parujący napar. W głowie przewijały się obrazy: spojrzenia Rafała i Agnieszki, ich wiadomości na komunikatorze, które kiedyś przypadkiem zobaczyłam – niby nic znaczącego. Wtedy wyparłam niepokój. Dziś wiedziałam już, że nie był przypadkowy.
O świcie weszłam do pokoju dzieci. Syn spał rozkopany, córka wtulona w poduszkę. Usiadłam na brzegu łóżka i pogłaskałam ją po włosach.
– Mamo, czemu nie śpisz? – mruknęła sennie.
– Wszystko w porządku, kochanie. Idź spać – odpowiedziałam łagodnie, choć miałam ochotę się rozpłakać.
Po śniadaniu Rafał zszedł do kuchni, jakby nic się nie stało. Chciał coś powiedzieć, szukał mojego spojrzenia, ale ja odwróciłam głowę.
– Karolina, ja...
– Już nic nie mów. Wszystko wiem – przerwałam, nawet nie pozwalając mu dokończyć. Jego słowa byłyby teraz tylko raną.
W środku zaczęłam sama siebie rozkładać na czynniki pierwsze. „Czy to ja przestałam mu wystarczać? Czy mogłam coś zrobić inaczej? A może on po prostu jest tchórzem?” – myśli kłębiły mi się w głowie jak burza. Przez cały dzień funkcjonowałam jak automat: robiłam obiad, zmywałam, odpowiadałam dzieciom półuśmiechem, udając, że wszystko jest po staremu. Tylko ja już nie byłam tą samą kobietą.
Nie umiała zaprzeczyć
Nie mogłam już funkcjonować, udając, że wszystko jest normalnie. Czułam się jak ktoś, kto stoi pod wodospadem i nie może złapać oddechu. Cały dzień zbierałam się, żeby zadzwonić do Agnieszki. W końcu wysłałam jej krótką wiadomość: „Spotkajmy się. Przyjdź sama”. Odpisała niemal od razu: „Kawiarnia przy rynku. O 17”. Tylko tyle.
Szłam tam z drżącymi dłońmi, cała sztywna od napięcia. Kiedy weszłam do kawiarni, Agnieszka już czekała, ubrana jak zwykle, z włosami niedbale zebranymi w kucyk. Uśmiechnęła się na mój widok, ale nie było w tym uśmiechu ciepła, tylko jakiś cień wyzwania. Usiadłam naprzeciw niej, nawet nie zdejmując płaszcza. Spojrzałam jej w oczy.
– Po prostu powiedz mi, czy to prawda – zaczęłam spokojnie, choć w środku wszystko we mnie drżało.
Agnieszka odwróciła wzrok, zaczęła kręcić łyżeczką w filiżance.
– To nie tak, jak myślisz...
– To dokładnie tak, jak myślę – przerwałam jej ostro. – Przestań się bawić w półsłówka, nie jesteśmy już nastolatkami.
Przez chwilę milczała, potem westchnęła ciężko.
– Karolina... Ja tego nie chciałam. To wszystko samo się zaczęło. Było mi dobrze, gdy mogłam z kimś porozmawiać. Z kimś, kto mnie słuchał. Rafał... – urwała, nie kończąc zdania.
– Nie musisz mi tłumaczyć – powiedziałam chłodno. – Nie interesuje mnie, czy się całowaliście, czy tylko wymienialiście spojrzenia. Dla mnie to i tak zdrada.
Patrzyła na mnie przez dłuższą chwilę, jakby chciała mi coś jeszcze powiedzieć, ale nic już nie padło. Poczułam się silniejsza niż przez ostatnie dni – choć to była siła zrodzona z chłodu, nie z miłości.
– Chciałam tylko, żebyś wiedziała – powiedziała cicho.
Wstałam bez słowa, zostawiając ją samą przy stoliku. Wiedziałam, że tej rozmowy już nie będzie się dało odwrócić.
Kłamstwa się skończyły
Wieczorem siedziałam w salonie z kieliszkiem wina, pierwszy raz od bardzo dawna całkiem sama. Dzieci spały, w domu panowała cisza, której wcześniej tak bardzo się bałam, a teraz okazała się inna niż myślałam – nie bolała, tylko parzyła pustką. Próbowałam sobie przypomnieć, kiedy ostatnio byłam tu naprawdę obecna, bez czekania na czyjś krok, na czyjeś słowo. Przez tyle lat wszystko kręciło się wokół innych: dzieci, męża, jego humorów, planów. A ja, gdzieś pomiędzy, znikałam.
Rafał wszedł cicho do pokoju, jakby bał się zrobić za dużo hałasu.
– Potrzebuję czasu – powiedziałam, nie patrząc na niego. – Muszę zrozumieć, co dalej. Nie pytaj, ile to potrwa. Sama nie wiem.
Chciał coś powiedzieć, ale pokręciłam głową. Nie byłam gotowa na wyjaśnienia, na jego żal czy poczucie winy. Wiedziałam tylko, że nic już nie będzie takie samo.
Usiadłam przy oknie, patrząc na ciemność za szybą. Co mnie tam czeka? Zawsze bałam się zostać sama. Teraz... teraz chyba bardziej boję się zostać z kimś, kto mnie zdradził. Nie wiem, co będzie dalej. Nie potrafię powiedzieć dzieciom, że ich świat się rozpada. Jeszcze nie mam planu. Może to jest początek. Albo po prostu – pierwszy dzień bez złudzeń.
Karolina, 38 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Zarezerwowałam bajkowe ferie w uroczym pensjonacie. Na miejscu okazało się, że to może i bajeczka, ale rodem z PRL-u”
- „W moim związku od dawna wiało nudą. Mąż był zimny jak lód, więc szukałam ciepła w ramionach innego”
- „Żona sama planuje budżet domowy. Ja dowiaduję się o wydatkach dopiero, gdy mamy zero na koncie”