„Zazdrościłam sąsiadce idealnej rodziny. Zmieniłam zdanie, gdy zdradziła mi, co znosi dla dobra dzieci”
„Zaczęłam jeszcze bardziej przyglądać się tej rodzinie. Analizowałam każdy gest Adama wobec Natalii. Wieczorami wyobrażałam sobie, że jestem na jej miejscu. Zamiast Pawła – Adam. Zamiast mojej szarej codzienności – ich bajkowe życie”.

Zawsze wierzyłam, że rodzinny wyjazd w góry coś naprawi. Przez całą drogę powtarzałam sobie: „będzie jak dawniej, choć przez chwilę, choć na moment odzyskamy siebie”. Za szybą samochodu śnieg gromadził się na drzewach, zasypywał świat tak szczelnie, że aż chciało się w tej bieli zagubić. Paweł prowadził w milczeniu, skupiony, jakby widział coś ważniejszego niż zakręty. Kasia i Staś na tylnym siedzeniu przekrzykiwali się, kto pierwszy zobaczy sarnę, a mnie bolała głowa od tej mieszaniny ich radości i własnej ciszy.
W hotelu było ciepło, luksusowo, wszystko lśniło. Pachniało kawą, nową pościelą i odświeżaczem. Zanim rozpakowałam walizkę, dzieci już biegały po korytarzach, Paweł sprawdzał pocztę na telefonie. Przy śniadaniu próbowałam rozruszać rozmowę – spytałam Pawła, czy pójdzie dziś z nami na spacer. Nie podniósł nawet wzroku.
– Może później – mruknął. – Daj mi chwilę, muszę coś odpisać.
Patrzyłam, jak wszyscy zajmują się sobą. Kasia opowiadała bratu o śniegu, Staś wymyślał konkurs na najdziwniejszą minę. Czułam, że oddalamy się coraz bardziej, chociaż fizycznie byliśmy tak blisko. Zastanawiałam się, kiedy przestaliśmy być drużyną. Tęskniłam za czasami, gdy potrafiliśmy rozmawiać do późnej nocy, gdy jeszcze potrafiliśmy się śmiać z byle czego. Zamiast tego wszystko było cichsze, niż powinno. Jakby śnieg, który spadł tej zimy, przykrył nie tylko drogi, ale i to, co w nas jeszcze żyło.
Poznałam ją przypadkiem
Ognisko rozpalili tuż za hotelem, w tej części ogrodu, gdzie dzieci miały swój świat, a dorośli mogli wreszcie nalać sobie grzanego wina i na chwilę zapomnieć, kim byli na co dzień. Przysiadłam na ławce, tuląc w dłoniach ciepły kubek. Paweł, jak zwykle, rozmawiał z jakimś ojcem o nartach dla dzieci. Dzieci ganiały w śniegu, przynosząc coraz więcej patyków do ogniska. Wtedy pierwszy raz zobaczyłam Natalię.
Podeszła do mnie pewnym krokiem, ubrana w kremowy płaszcz i czerwoną czapkę. Uśmiechała się tak szeroko, że przez moment poczułam się jak widz, nie uczestnik tego wieczoru.
– Dagmara, prawda? Ja jestem Natalia – wyciągnęła rękę. – Twoje dzieci już zaprzyjaźniły się z moimi. Chyba zorganizowali jakiś klub tropicieli śladów na śniegu.
– Tak? – uśmiechnęłam się. – Pewnie za chwilę wrócą całe mokre.
Obok Natalii pojawił się Adam – wysoki, przystojny, nonszalancko opatulony szalem. Śmiał się z czegoś, co szeptała mu żona. W ich ruchach było coś naturalnego, lekkiego. Wymieniliśmy uprzejme zdania o pogodzie, ferie, dzieci. Natalia była błyskotliwa, rzucała żartami, których Paweł by nie zrozumiał.
Wieczorem, kiedy dzieci już spały, a mąż przeglądał coś na laptopie, odważyłam się wyciągnąć do niego rękę.
– Paweł, czy ty w ogóle jeszcze mnie widzisz? – spytałam, głos mi się załamał.
– Dagmara, przyjechaliśmy odpocząć, a nie się kłócić – westchnął, nie patrząc na mnie.
– Naprawdę cię to nie rusza? Nawet tutaj jesteś tylko obok, a nie ze mną!
– Przesadzasz – wzruszył ramionami.
Poczułam, jak coś we mnie gaśnie. Chciałam krzyczeć, tłuc talerze, cokolwiek – byleby przestać być taka przezroczysta. W głowie wciąż miałam ten obraz: Natalia, szczęśliwa, pewna siebie, rozmawiająca z mężem bez tego lodu w głosie. Chciałam być choć przez chwilę taka jak ona.
Próbowała mi powiedzieć
Natalia , jak na złość, pojawiała się wszędzie – w hotelowym korytarzu, na saunie, przy kawie w lobby. Z łatwością zagadywała ludzi, zbierała wokół siebie uwagę, której ja nigdy nie potrafiłam przyciągnąć. Gdy któregoś popołudnia dzieci były na zajęciach z animatorami, a Paweł pojechał z Adamem na stok, Natalia zaprosiła mnie do sauny. W jej obecności czułam się dziwnie – jakby coś mnie rozgrzewało, ale też paliło od środka.
– Czasami mam dość – wyznała nagle, opierając głowę o drewnianą ścianę. – Wszyscy myślą, że jak masz pieniądze i przystojnego męża, to nie możesz być zmęczona. A ja czasem mam ochotę zostawić to wszystko i zniknąć.
Poczułam się, jakby nagle połączyła nas tajemnica. Zaczęłam mówić więcej niż powinnam.
– Ja… nawet nie wiem, kim jestem bez dzieci i Pawła. Kiedyś wydawało mi się, że wystarczy być „dobrą żoną i matką”. Teraz nie wiem, czy cokolwiek mi się w życiu udało.
Natalia uśmiechnęła się smutno, jakby rozumiała.
Po tych rozmowach zaczęłam bardziej przyglądać się jej rodzinie. Analizowałam każdy gest Adama wobec Natalii – jak poprawiał jej szalik, jak dotykał jej ramienia, jak się do niej uśmiechał, kiedy myślał, że nikt nie patrzy. Wieczorami wyobrażałam sobie, że jestem na jej miejscu. Zamiast Pawła – Adam. Zamiast mojej szarej codzienności – ich bajkowe życie.
Byłam coraz bardziej opryskliwa wobec Pawła. Gdy zaproponował, żebyśmy wieczorem obejrzeli coś razem, zbyłam go wzruszeniem ramion.
– Może masz ciekawsze rzeczy w telefonie, jak zawsze? – rzuciłam złośliwie.
On nie odpowiedział. Tylko zamknął się jeszcze bardziej w sobie.
Leżałam nocą, wsłuchując się w ciszę i myślałam: „może przegrałam własne życie? Może gdybym była inna – pewna siebie, piękniejsza, bardziej jak Natalia – byłabym szczęśliwa?”.
Prawda była okrutna
Ostatniego wieczoru wyjazdu Natalia wyglądała inaczej niż zwykle – nie miała na sobie mocnej szminki, nie rzucała żartami. Siedziałyśmy w hotelowym barze, obie zmęczone, z lampką wina. Przez chwilę milczałyśmy, każda zanurzona w swoich myślach. W pewnym momencie Natalia wpatrzyła się w pusty kieliszek i odezwała się cicho, jakby do siebie:
– Nie masz czego mi zazdrościć. Ty masz coś, czego ja już nie mam.
Zaniemówiłam. Poczułam, jak w gardle rośnie mi gula. Przecież miałam czego zazdrościć – jej uśmiechów, rodziny, życia. A ona mówiła, jakby była po drugiej stronie szyby.
– Ale wy jesteście tacy szczęśliwi… – wydusiłam. – Ty i Adam, zawsze razem, zawsze… – zabrakło mi słów.
Natalia spojrzała mi prosto w oczy, po raz pierwszy od początku znajomości nie uciekając spojrzeniem.
– To tylko teatr. On mnie zdradza. Od lat. Znam wszystkie jego kochanki z imienia, nazwiska i profilu na internecie. Czasem mam wrażenie, że te uśmiechy, ten cały cyrk, to już tylko na pokaz. Żeby dzieci nie wiedziały. Żeby świat widział, że idealne małżeństwa istnieją.
Zabrakło mi powietrza. Siedziałam z otwartymi ustami, czując, jak w jednej chwili wywraca się wszystko, w co wierzyłam przez te dni.
– Myślisz, że czegoś nie pragnęłam? – dodała Natalia, głośniej. – Pragnęłam miłości, tak jak ty. Ale już wiem, że nie można mieć wszystkiego.
Patrzyłam na nią, a w środku była tylko pustka. Jakby ktoś wyłączył we mnie wszystkie dźwięki. Nie odpowiedziałam. Siedziałyśmy tak długo, aż bar opustoszał, a śnieg zasypał hotelowe schody.
Zapytałam go wprost
Do pokoju wróciłam późno, czując na policzkach chłód, jakby ktoś rozmazał mi pod oczami śnieg. Paweł już leżał w łóżku, odwrócony do ściany. Przez chwilę stałam w progu, licząc, że się odezwie, zapyta, gdzie byłam, czy wszystko w porządku. Nic. Odkładając kurtkę, usłyszałam jedynie cichy szelest prześcieradła i jego równy oddech – ten sam, który budził mnie przez piętnaście lat.
– Paweł… – szepnęłam. – Musimy porozmawiać.
Nie odpowiedział. Czy naprawdę spał, czy tylko udawał, nie miało już znaczenia. Usiadłam na łóżku, patrząc na ciemne okno, za którym śnieg tłumił ostatnie dźwięki dnia. Próbowałam ułożyć w głowie wszystko, co powiedziała mi Natalia. Ich pozory, mój głód bliskości, ta narastająca pustka.
Rano wybuchnęłam. Nie potrafiłam już udawać, że wszystko jest dobrze. Dzieci jadły płatki, Paweł sprawdzał wiadomości. Zrzuciłam z siebie ciszę, która ciążyła mi od miesięcy.
– Czy ty mnie jeszcze kochasz? – zapytałam, patrząc mu prosto w oczy.
Zawahał się.
– Zawsze robię, co trzeba. Myślałem, że to wystarczy.
– Nie chcę już tylko funkcjonować, Paweł. Ja chcę żyć.
Nie odpowiedział. Kasia przestała jeść, Staś spuścił głowę. Wszyscy siedzieliśmy przy tym stole jak aktorzy, którzy zapomnieli swoich ról.
Pakowaliśmy się w milczeniu. W samochodzie nikt się nie odezwał – śnieg uderzał w szyby jakby ciszej niż zwykle. Patrzyłam na drogę, na dzieci, na Pawła – czułam, że nie mam już nic, do czego chcę wracać. Nie wiedziałam, czego chcę. Wiedziałam tylko, że nie tego, co teraz się dzieje.
Nie będę jak ona
Po powrocie do domu wszystko wyglądało tak samo jak zawsze. Ten sam rozgardiasz w przedpokoju, porozrzucane buty, dzieci przeskakujące nad szkolnymi tornistrami, Paweł w kuchni robiący kanapki dla Kasi i Stasia. Przez moment miałam wrażenie, że wyjazd był tylko snem – odległą fantazją, która nie zostawiła żadnego śladu na naszym życiu.
Stałam przy oknie, patrzyłam, jak Paweł kroi chleb, uważnie odmierza porcje sera, tak precyzyjnie jak zawsze. Staś żartował coś z siostrą, a ja… ja już nie potrafiłam się uśmiechnąć. Wszystko wokół było znajome, bezpieczne, przewidywalne. Jednak coś we mnie się złamało i w tej szczelinie rosło coś nowego, niepokojącego – potrzeba zmiany, decyzji, może nawet ucieczki. Czułam, że nie da się tego już zagłuszyć. Nie chcę czekać, aż będę jak Natalia.
– Dziękuję, tato – powiedziała Kasia, odbierając kanapkę. Staś spojrzał na mnie z niepokojem, jakby próbował odczytać coś z mojej twarzy.
– Wszystko w porządku? – zapytał Paweł, nie odrywając się od stołu.
– Tak – odpowiedziałam, choć przecież nie było. Przynajmniej nie tak, jak kiedyś.
Usiedliśmy razem do śniadania, milcząc. Z zewnątrz byliśmy tą samą rodziną co zawsze. W środku czułam już tylko echo śniegu – ciszę, która wypełniła wszystkie kąty. Wiedziałam, że od teraz będę musiała zdecydować, czy potrafię ją jeszcze znieść. Czy odważę się ją przerwać. Cisza była zawsze. Tylko teraz zaczęłam ją słyszeć.
Dagmara, 40 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Przekonałam męża, byśmy pojechali z teściową na ferie do Wisły. Przez to, co tam zobaczyłam, do domu wrócimy osobno”
- „Liczyłam na miłe chwile w Tatrach, ale mąż wolał umizgi z kochanką. Czuję się tak, jakbym ugrzęzła w pośniegowym błocie”
- „W podróż poślubną mieliśmy lecieć na narty do Szwajcarii. Przez głupi błąd zamiast w Alpach, wylądowaliśmy w Radomiu”