atoms.adSlot.adLabel

Pakując walizki na zimowy wyjazd, byłam przekonana, że jadę po oddech. Marzyłam o porankach bez pośpiechu i o tym, że ktoś wreszcie zdejmie ze mnie część obowiązków. Kontuzja Pawła wszystko skomplikowała, ale pojawiła się opcja, że pojedzie moja teściowa, Irena – energiczna, chętna, gotowa do drogi. Wtedy jeszcze wierzyłam, że to rozwiązanie idealne. Nie wiedziałam, że w Alpach odkryję jej druga twarz, której nigdy nie chciałam widzieć.

Wszystko się skomplikowało

Już na tydzień przed wyjazdem mieszkanie wyglądało jak pole bitwy. Na kanapie leżały kurtki dzieci, na stole listy rzeczy do spakowania, a ja krążyłam między pokojami z notatnikiem w dłoni, próbując ogarnąć chaos. Filip co chwilę pytał, kiedy w końcu zobaczy śnieg, a Lena płakała, bo nie mogła znaleźć swoich rękawiczek, choć trzymała je w ręce. Stałam w kuchni i liczyłam w myślach dni do wyjazdu, jakby to była obietnica ratunku.

Paweł siedział przy stole z nogą wyciągniętą na krześle naprzeciwko. Patrzył na mnie z tym swoim poczuciem winy, które tylko bardziej mnie drażniło.

– Gdybym wiedział, że tak się to skończy… – zaczął po raz kolejny.

– Przestań – przerwałam ostrzej, niż planowałam. – To nie twoja wina.

A jednak czułam rozczarowanie. Miał być wyjazd we czwórkę, miał być podział obowiązków, a zostałam z dziećmi sama, nawet zanim jeszcze ruszyliśmy w drogę. Kiedy Paweł zaproponował, żeby zaprosić jego mamę, poczułam jednocześnie ulgę i ukłucie niepokoju.

Mama chętnie pojedzie – powiedział. – Da sobie radę na stoku, a dzieci ją lubią. No i ci pomoże.

Pamiętam, jak wtedy skinęłam głową. W myślach natychmiast pojawił się obraz: teściowa z Leną w sali zabaw, ja z kubkiem gorącej herbaty i ciszą. Może nawet samotny spacer. Tak niewiele, a wydawało się luksusem.

Moje relacje z teściową były poprawne. Uprzejme rozmowy, wymiana uśmiechów, żadnych kłótni. Z drugiej strony – żadnej bliskości. Zawsze miałam wrażenie, że mnie ocenia, nawet gdy milczała. Kiedy przyszła pomóc w pakowaniu, pojawiła się w idealnie dopasowanej kurtce i z energią, której nie czułam u siebie od miesięcy.

– Ależ wy macie tego wszystkiego – zaśmiała się, patrząc na walizki. – Dzieci zawsze zajmują pół domu.

– Dlatego liczę na twoją pomoc – odpowiedziałam, niby żartem.

Spojrzała na mnie uważnie, jakby coś ważyła w myślach, po czym uśmiechnęła się lekko.

– Oczywiście – powiedziała. – Jakoś to ogarniemy.

Chciałam jej wierzyć. Bardzo. Wtedy jeszcze myślałam, że ten wyjazd będzie początkiem mojego odpoczynku, a nie pierwszą rysą na obrazie rodziny, który tak starannie sobie zbudowałam.

Patrzyłam na to z niedowierzaniem

Już sama podróż była zapowiedzią tego, jak bardzo się myliłam. Dzieci kłóciły się o miejsce przy oknie, ja próbowałam ich uciszyć, a teściowa siedziała za kierowcą autobusu i z zainteresowaniem patrzyła na mijane góry, jakby była na wycieczce życia, nie na rodzinnych feriach. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, wysiadła pierwsza, przeciągnęła się lekko i rozejrzała z uśmiechem.

Cudownie tu – powiedziała z entuzjazmem. – Zupełnie inaczej niż w mieście.

Ja w tym czasie wyciągałam z bagażnika dziecięce narty i torby. Liczyłam na to, że pomoże mi z Leną, ale teściowa już rozmawiała z recepcjonistą, pytając o trasy i godziny otwarcia wyciągów.

Pierwszego poranka obudziłam się wcześnie. Dzieci były podekscytowane, ja zmęczona po nieprzespanej nocy w nowym miejscu. W kuchni zastaliśmy teściową niemal gotową do wyjścia. Miała starannie upięte włosy i przygotowaną sportową kurtkę, jakby właśnie wybierała się na ważne spotkanie.

Myślałam, że dziś zostaniesz z dziećmi – powiedziałam, nalewając mleko do misek.

– Oczywiście, tylko później – odparła swobodnie. – Najpierw szybki zjazd, trzeba się rozruszać.

Zniknęła, zanim zdążyłam zapytać, kiedy wróci. Zostałam sama z Filipem i Leną, walcząc z ich rękawiczkami i nastrojami. Na stoku też byłam sama. Teściowa pojawiła się dopiero po południu, rozpromieniona, jakby nic innego nie istniało.

Poznałam fantastycznych ludzi – mówiła przy obiedzie. – Jutro wybieramy się na dłuższą trasę.

Wieczorem, gdy dzieci w końcu zasnęły, liczyłam na pomoc przy sprzątaniu albo choć rozmowę. Zamiast tego teściowa założyła elegancki sweter i poprawiła makijaż.

Wychodzę na chwilę – rzuciła. – Podobno jest tu bardzo przytulna restauracja.

Patrzyłam na nią z niedowierzaniem, stojąc w kuchni z mokrą ściereczką w dłoni.

– A dzieci? – zapytałam cicho.

Śpią przecież – odpowiedziała, jakby to wszystko wyjaśniało.

Drzwi zamknęły się za nią bezszelestnie. Usiadłam na krześle i poczułam, jak narasta we mnie ciężar. Złość, zmęczenie i coś jeszcze – wstyd. Co ona wyprawia? Oprócz żalu czułam też ukłucie zazdrości. Ona była wolna. Ja znowu zostałam tam, gdzie zawsze.

Zaczęło mnie to irytować

Od trzeciego dnia zaczęłam ją obserwować. Już nie mimochodem, ale uważnie, jakby od tego miało zależeć moje samopoczucie. Irena wstawała wcześnie, zawsze przed nami. W kuchni przelewała się kawa, a ona siedziała przy stole z mapą tras, skupiona i spokojna. Gdy dzieci jeszcze spały, zakładała buty i wychodziła, zostawiając po sobie ciszę i lekki zapach perfum.

Na stoku widywałam ją z daleka. Jechała pewnie, z wyprostowaną sylwetką, jakby góry były jej naturalnym środowiskiem. Ludzie często się przy niej zatrzymywali. Rozmawiała, śmiała się, gestykulowała. Widziałam, jak mężczyźni nachylali się ku niej, jakby chcieli usłyszeć każde słowo. Ona flirtowała na całego. Odwracałam wtedy wzrok i skupiałam się na Filipie, który co chwilę się przewracał, i na Lenie, która marudziła, że jest jej zimno.

Wieczorami napięcie rosło. Dzieci były zmęczone i rozdrażnione, ja ledwo trzymałam się na nogach. Teściowa wracała późno, w dobrym nastroju, z historiami o ludziach, których poznała, i miejscach, które planowała zobaczyć następnego dnia.

– Może jutro zabierzesz Lenę na spacer? – zapytałam raz, starając się, by mój głos brzmiał neutralnie. – Filip chce pojeździć dłużej.

Spojrzała na mnie z lekkim zdziwieniem.

Jutro mam już plany – odpowiedziała. – Ale zobaczymy.

To „zobaczymy” zawisło w powietrzu jak obietnica bez pokrycia. Poczułam, jak coś we mnie się buntuje. Byłam zła, ale nie potrafiłam tej złości wypowiedzieć na głos. Zamiast tego zaciskałam zęby i robiłam swoje, coraz bardziej zmęczona, coraz bardziej rozgoryczona.

A jednak, ku własnemu zaskoczeniu, nocami myślałam nie tylko o sobie. Zastanawiałam się, skąd w niej tyle energii, tyle potrzeby bycia wśród ludzi. Czy zawsze taka była? Czy ja też kiedyś taka byłam, zanim wszystko zaczęło się kręcić wokół obowiązków i list zadań? Te myśli nie przynosiły ulgi. Raczej pogłębiały chaos. Im dłużej patrzyłam na teściową, tym trudniej było mi ją jednoznacznie potępić. A to doprowadzało mnie do jeszcze większej frustracji.

Jej słowa mnie zaskoczyły

Do rozmowy doszło wieczorem, kiedy dzieci wreszcie zasnęły szybciej niż zwykle. Filip padł ze zmęczenia, Lena nawet nie zapytała o bajkę. Siedziałam na skraju łóżka i patrzyłam na ich spokojne twarze, czując, jak we mnie narasta decyzja. Wiedziałam, że jeśli teraz nie powiem tego, co we mnie siedzi, wybuchnę w najmniej odpowiednim momencie.

Teściowa wróciła późno. Słyszałam, jak cicho zamyka drzwi, jak odkłada buty, jak krząta się w kuchni. Wyszłam do niej w dresie, z włosami związanymi byle jak.

– Musimy o czymś pogadać – powiedziałam bez wstępów.

Podniosła na mnie wzrok. Jej uśmiech zniknął niemal natychmiast.

– Coś się stało?

– Tak – odpowiedziałam. – Stało się już dawno. Myślałam, że pojechałaś z nami, żeby pomóc mi z dziećmi. A ja od początku do końca jestem tu sama.

Przez chwilę milczała. Oparła się o blat i skrzyżowała ręce.

Nie umawiałyśmy się na dyżury – odparła spokojnie. – Zgodziłam się pojechać, bo chciałam zmienić otoczenie.

– Ale wiedziałaś, w jakiej sytuacji jestem – głos mi zadrżał. – Paweł został w domu. Liczyłam na ciebie.

Westchnęła cicho, jakby długo czekała na ten moment.

Całe życie się poświęcałam dla kogoś – zaczęła. – Najpierw dla męża, potem dla syna. Teraz wszyscy oczekują, że będę tylko babcią. A ja nie chcę tak żyć.

Patrzyłam na nią w osłupieniu.

– Przyjechałam tu, bo chcę jeszcze czegoś dla siebie – ciągnęła. – Nie wiem, ile mam czasu, ale wiem, że nie chcę go spędzić, siedząc w czterech ścianach.

Poczułam, jak coś we mnie opada. Złość mieszała się z poczuciem winy i niezrozumiałym smutkiem.

Mogłaś mi to powiedzieć – wyszeptałam.

– Bałam się – przyznała. – Że uznasz mnie za egoistkę.

Zapadła cisza. Ciężka, niewygodna. Zrozumiałam wtedy, że nie stoi przede mną tylko teściowa, ale kobieta przerażona tym, że jej życie może już nic nie oferować. To nie zabrało mojego zmęczenia ani żalu, ale sprawiło, że nie potrafiłam już jej nienawidzić.

Musiałam skapitulować

Ostatnie dni wyjazdu minęły ciszej. Bez wielkich gestów i bez obietnic poprawy. Teściowa nie stała się nagle opiekunką idealną, a ja nie odzyskałam energii, o której marzyłam przed wyjazdem. Ale coś się zmieniło. Jakbyśmy obie przestały udawać.

Bywało, że zostawała z Leną na godzinę, żebym mogła wyjść z Filipem na dłuższy spacer. Bywało też, że znów znikała na cały wieczór. Tym razem jednak wiedziałam dlaczego. Wciąż czułam zmęczenie, ale nie było w nim już tego samego poczucia krzywdy.

Pewnego ranka siedziałyśmy razem przy stole. Dzieci jeszcze spały. Za oknem świeciło słońce, a góry wyglądały spokojniej niż zwykle.

Żałujesz, że pojechałaś? – zapytała nagle.

Zastanowiłam się dłużej, niż powinnam.

Nie – odpowiedziałam w końcu. – Chociaż to nie był taki wyjazd, który sobie wyobrażałam.

Uśmiechnęła się lekko, bez triumfu.

Życie rzadko takie jest.

W drodze powrotnej patrzyłam na dzieci, na ich zmęczone, ale szczęśliwe twarze. Myślałam o sobie sprzed lat i o kobiecie, którą powoli się stawałam. O tym, jak łatwo przyszło mi uznać, że moje potrzeby są mniej ważne. I jak bardzo bolało mnie to, że ktoś inny miał odwagę pomyśleć inaczej.

Nie wróciłam z Alp wypoczęta. Wróciłam z pytaniem, które nie dawało mi spokoju. Co zrobię z tą świadomością? Jeszcze nie znałam odpowiedzi. Po raz pierwszy od dawna dopuściłam myśl, że mogę jej poszukać.

Aleksandra, 36 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


atoms.adSlot.adLabel
atoms.adSlot.adLabel
atoms.adSlot.adLabel