„Na nasz zimowy wyjazd do Pragi mąż zabrał pasażera na gapę. Kto by pomyślał, że zaprzyjaźnię się z jego kochanką”
„Wyjazd do zimowej Pragi to była idealna opcja dla nas. Spakowałam się jak na wakacje życia. Nowa sukienka, ulubione perfumy, nawet szminka, której nie nosiłam od miesięcy. Gdy dojechaliśmy do hotelu, czułam, że moje serce bije szybciej. Nie przeczuwałam, że za chwilę, w tym samym lobby, spotkam kobietę, która miała dokładnie taką samą rezerwację. I dokładnie tego samego mężczyznę”.

- Redakcja
Kiedyś z mężem śmialiśmy się z głupot, zasypialiśmy przy serialu, snuliśmy plany na przyszłość. Ale z biegiem lat Arek zaczął coraz częściej znikać – najpierw mentalnie, potem fizycznie. Tłumaczył to pracą. Zawsze pracą. A ja nie miałam siły drążyć. Bałam się, co mogłabym usłyszeć.
Dlatego gdy wrócił pewnego dnia z bukietem tulipanów i kopertą, w której była rezerwacja luksusowego hotelu w Pradze z okazji naszej 10. rocznicy ślubu – poczułam coś dziwnego. Ulgę. Nadzieję. Może to była jego próba naprawy? Może mnie jeszcze kocha?
Pierwszy dzień w Pradze – coś jest nie tak
– Coś się stało? – zapytałam, kiedy tylko przekroczyliśmy próg hotelowego lobby. Arek był spięty, nerwowo rozglądał się po wnętrzu.
– Wszystko okej – rzucił szybko. – Tylko muszę jeszcze coś załatwić. Dzwonił klient, nie wytrzyma do poniedziałku.
– Teraz? Przecież jesteśmy na urlopie…
– Daj mi godzinę. Zarejestruj nas, dobra? Ja zaraz wracam.
Zostawił mnie z walizką i szybkim krokiem zniknął za drzwiami. Zdziwiło mnie to. Jeszcze w samochodzie był całkiem wyluzowany. Co się nagle zmieniło?
Podeszłam do recepcji, uśmiechnęłam się do kobiety po czesku, potem nieśmiało przeszłam na angielski.
– Dzień dobry. Mamy rezerwację na nazwisko K. Pokój dwuosobowy, od dziś do niedzieli.
Recepcjonistka zerknęła w komputer. Na jej twarzy pojawił się cień konsternacji.
– Czy pani już odebrała klucz?
– Nie. Właśnie przyjechaliśmy.
– Bo... według systemu został wydany drugi komplet na to nazwisko dla... pani Klaudii.
– Dla kogo?
W tym samym momencie tuż obok mnie z impetem pojawiła się kobieta – wysoka, szczupła, w beżowym trenczu. Miała perfekcyjny makijaż i spojrzenie, jakby świat należał do niej.
– Przepraszam – zwróciła się do recepcjonistki – pokój 308, prawda? Rezerwacja na Arka K.
Zamarłam. Ona nie odwracała się w moją stronę. Dopiero po chwili spojrzała i uśmiechnęła się niepewnie.
– Też tu jesteś z Arkiem? – zapytała, marszcząc brwi.
– Jestem jego żoną – odpowiedziałam powoli.
Zapadła cisza. I wtedy pierwszy raz w życiu poczułam, jak naprawdę miękną mi kolana.
To jakaś ukryta kamera?!
Spotkałyśmy się przy windzie. Obie stałyśmy z założonymi rękami, jakbyśmy miały zaraz stanąć do pojedynku.
– Czy... czy ty naprawdę jesteś jego żoną? – zapytała w końcu, nieco ciszej niż wcześniej.
– Tak. Od dziesięciu lat. A ty?
– Klaudia. Pracuję z nim w agencji. Jesteśmy razem... od kilku miesięcy – dodała, jakby nie miała już siły grać.
Parsknęłam nerwowym śmiechem. Gdyby to była jakaś tania telenowela, pewnie bym ją spoliczkowała albo wylała na nią drinka. Ale teraz stałam – ogłupiała, zdradzona, rozwalona od środka – i nie miałam siły na żadne gesty.
– I przyjechaliście tu razem?
– On powiedział, że to nasz „pierwszy wspólny wyjazd”, że już z tobą wszystko skończone… że to tylko kwestia formalności. Miał wszystko załatwić, nawet pokazał mi rezerwację.
– Tę samą, którą dostałam w prezencie na rocznicę ślubu? – spytałam gorzko. – Wiesz, powiedział, że chce zacząć od nowa. Ze mną.
Klaudia zamrugała. Widać było, że jej pewność siebie pęka.
– On... on kłamał?
– Wygląda na to, że oszukał nas obie.
Wyciągnęła z torebki telefon, przewinęła coś nerwowo i pokazała mi maila z potwierdzeniem rezerwacji. Nazwisko to samo. Hotel ten sam. Data – identyczna.
– Wiesz co? – powiedziała nagle twardo. – Masz go. Zatrzymaj. Ja nie chcę tego więcej.
Rzuciła mi kartę do pokoju i odeszła szybkim krokiem, zostawiając mnie z niemożliwym pytaniem: przypadek… czy celowość?
Sytuacja pod kontrolą
Znalazłam go w hotelowym barze. Siedział sam przy stoliku, z telefonem przy uchu. Nie zauważył mnie od razu.
– Sytuacja pod kontrolą. Zaraz wrócę do Klaudii, tylko muszę coś rozegrać – mówił cicho.
Podeszłam, stanęłam tuż przy nim.
– Nie fatyguj się. Już wróciłam – powiedziałam chłodno.
Zamarł. Powoli opuścił telefon.
– Wiktoria... To nie tak...
– A jak? Bo z mojego punktu wygląda to dość jasno. Dwie rezerwacje. Wspólne łóżko. Jedna wielka ściema.
– To miał być nasz ostatni raz – zaczął szybko. – Chciałem to zakończyć, ale ona naciskała. Miała trudny okres, nie chciałem jej zostawić tak nagle...
– Więc zabrałeś ją na naszą rocznicę ślubu? Genialny plan.
Nagle pojawiła się Klaudia. Stanęła obok mnie, blada jak ściana.
– Już nie musisz do mnie wracać – powiedziała lodowato. – Wszystko słyszałam.
– Klaudia, proszę... – Arek sięgnął po jej rękę, ale się cofnęła.
– Nie dotykaj mnie.
Stał między nami, roztrzęsiony, próbując odzyskać kontrolę, ale z każdą sekundą było jasne, że traci grunt pod nogami.
– Wiecie co? Może obie jesteśmy głupie, ale przynajmniej nie jesteśmy oszustkami jak ty – powiedziałam. – Zarezerwuj sobie oddzielny pokój. Na pewno nie śpimy razem.
Wzięłam swoją walizkę i odeszłam. Klaudia została w barze. Arek nie ruszył się z miejsca. Miałam wrażenie, że pierwszy raz nie wiedział, co powiedzieć.
Dwie zawiedzione kobiety
Zapukała do drzwi mojego pokoju późnym wieczorem. Stała w dresie, bez makijażu, z butelką wina i dwoma kubkami w ręku.
– Nie mam nikogo, z kim mogłabym pogadać. A potrzebuję. Ty chyba też – powiedziała cicho.
Skinęłam głową. Wpuściłam ją do środka. Usiadłyśmy przy małym stoliku, początkowo bez słów.
– Nie wiem, jak ja mogłam być taka głupia – powiedziała po pierwszym łyku. – On wszystko układał tak sprytnie... Tłumaczył, że ślub to tylko papier. Że to się już wypaliło. Że was nie łączy nic poza przyzwyczajeniem.
– Też tak mówił – przyznałam. – A ja... nie chciałam w to wierzyć. Bo lepiej się łudzić niż przyznać, że się już kogoś straciło.
– Mówił, że jestem inna. Że przy mnie znów czuje się młody. Wiesz... te wszystkie teksty, które brzmią jak z taniego filmu, ale wtedy brzmią jak prawda.
– A ja byłam tą nudną żoną, która przypomina o rachunkach, zakupach i odebraniu prania z pralni.
Przez chwilę siedziałyśmy w ciszy. I wtedy Klaudia wyjęła telefon, otworzyła galerię. Pokazała mi zdjęcia z ich wspólnych wyjazdów, kolacji, selfie z biura.
– To wszystko było kłamstwo, prawda?
– Nie wiem – odpowiedziałam. – Ale chyba przestaje mieć to znaczenie.
Siedziałyśmy, płakałyśmy i śmiałyśmy się na zmianę. Po prostu byłyśmy. Dwie kobiety, które kochały tego samego mężczyznę. I obie straciły więcej, niż dostały.
Błagania bez odbioru
Wróciłam sama. Bez pożegnania, bez słów. Cisza w mieszkaniu była jeszcze głębsza niż ta, którą zostawiłam, wyjeżdżając. Zsunęłam walizkę pod łóżko, zdjęłam obrączkę i odłożyłam ją do szuflady, jakby to była tylko ozdoba, którą nosiłam przez dekadę.
Zuzanna, moja przyjaciółka, przyszła tego samego wieczoru. Weszła bez zapowiedzi, jak zawsze w odpowiednim momencie.
– Jak było?
– Pamiętasz, jak śmiałyśmy się kiedyś z tych głupich komedii romantycznych, gdzie wszystko się sypie w hotelu?
– No.
– To tym razem ja byłam w jednej z nich. Bez happy endu.
Usiadła obok mnie, nalała dwie herbaty.
– Wiedziałam, że coś z nim nie gra. Nie chciałaś mnie słuchać.
– Wiem. Ale wtedy... wolałam nie wiedzieć.
Długo milczałyśmy.
Następnego dnia zadzwoniłam do prawnika. Umówiłam się na konsultację w sprawie rozwodu. Bez wahania i bez rozmów z Arkiem. Nie potrzebowałam już jego wersji wydarzeń.
A on… próbował. Najpierw SMS-em: „Wiktoria, porozmawiajmy. To wszystko zaszło za daleko”. Potem dzwonił. Wysłał wiadomość głosową. Szeptał w niej moje imię, błagał o szansę.
Kasowałam wszystko, z czasem bez odsłuchiwania. To było jak zaciśnięcie rany – boli, ale trzeba. Bo inaczej się nie zagoi. Nie chciałam już słyszeć jego głosu, tych słodkich kłamstw, które kiedyś działały jak plaster. Teraz już nie. Zrozumiałam jedno: czas, który marnowałam na czekanie i łudzenie się, nigdy do mnie nie wróci. Ale reszta życia – mogła być już tylko moja.
Żyję od nowa
Praga miała być nowym początkiem. Miała nas zbliżyć, przypomnieć nam, kim kiedyś byliśmy. Miała przywrócić ciepło, które zgasło gdzieś po drodze. A jednak zamiast świeżego startu, dostałam brutalny koniec. Coś się we mnie wtedy złamało. Ale... coś też się obudziło.
Po powrocie długo nie mogłam spać. Przewracałam się z boku na bok, słuchając ciszy, która tym razem nie była już ciężarem. Była przestrzenią. Pustą, ale moją.
Nie wiem, co będzie dalej. Nie mam planu. Jeszcze nie. Ale wiem jedno: nie będę już nigdy grać w czyimś teatrze. Nie będę pytać: „Co zrobiłam źle?”, tylko: „Czego teraz chcę?”. Nie będę już bać się być sama – bo samotność z kimś, kto cię okłamuje, boli bardziej niż cisza, którą wybierasz świadomie.
Arek? Nie wiem, co teraz robi. Nie interesuje mnie to. Może znów komuś mówi, że z poprzednią „to już tylko formalność”. Może znów planuje romantyczny weekend, który ma załatwić wszystko. Tylko że ja już w to nie wierzę. I nie wierzę jemu.
Zostały mi zdjęcia, które miały trafić do albumu rocznicowego. I jedna sukienka, w której po raz pierwszy poczułam się naprawdę... wolna. To jeszcze nie jest szczęście. Ale to pierwszy krok w jego stronę.
Wiktoria, 36 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Na feriach w Krynicy chciałam zapomnieć o moim eks. Zimą zamarzają nie tylko górskie szlaki, ale też ludzkie uczucia”
- „Zięć zawsze był interesowny, ale teraz to już przesadził. W Dzień Babci powiedziałam mu szczerze, co o nim myślę”
- „Kiedy mój chłopak wprowadził się do mnie, aż skakałam z radości. Szybko jednak poznałam, jego drugą twarz”