Reklama

Kiedyś z mężem śmialiśmy się z głupot, zasypialiśmy przy serialu, snuliśmy plany na przyszłość. Ale z biegiem lat Arek zaczął coraz częściej znikać – najpierw mentalnie, potem fizycznie. Tłumaczył to pracą. Zawsze pracą. A ja nie miałam siły drążyć. Bałam się, co mogłabym usłyszeć.

Dlatego gdy wrócił pewnego dnia z bukietem tulipanów i kopertą, w której była rezerwacja luksusowego hotelu w Pradze z okazji naszej 10. rocznicy ślubu – poczułam coś dziwnego. Ulgę. Nadzieję. Może to była jego próba naprawy? Może mnie jeszcze kocha?

Pierwszy dzień w Pradze – coś jest nie tak

– Coś się stało? – zapytałam, kiedy tylko przekroczyliśmy próg hotelowego lobby. Arek był spięty, nerwowo rozglądał się po wnętrzu.

Wszystko okej – rzucił szybko. – Tylko muszę jeszcze coś załatwić. Dzwonił klient, nie wytrzyma do poniedziałku.

– Teraz? Przecież jesteśmy na urlopie…

– Daj mi godzinę. Zarejestruj nas, dobra? Ja zaraz wracam.

Zostawił mnie z walizką i szybkim krokiem zniknął za drzwiami. Zdziwiło mnie to. Jeszcze w samochodzie był całkiem wyluzowany. Co się nagle zmieniło?

Podeszłam do recepcji, uśmiechnęłam się do kobiety po czesku, potem nieśmiało przeszłam na angielski.

– Dzień dobry. Mamy rezerwację na nazwisko K. Pokój dwuosobowy, od dziś do niedzieli.

Recepcjonistka zerknęła w komputer. Na jej twarzy pojawił się cień konsternacji.

– Czy pani już odebrała klucz?

– Nie. Właśnie przyjechaliśmy.

– Bo... według systemu został wydany drugi komplet na to nazwisko dla... pani Klaudii.

– Dla kogo?

W tym samym momencie tuż obok mnie z impetem pojawiła się kobieta – wysoka, szczupła, w beżowym trenczu. Miała perfekcyjny makijaż i spojrzenie, jakby świat należał do niej.

– Przepraszam – zwróciła się do recepcjonistki – pokój 308, prawda? Rezerwacja na Arka K.

Zamarłam. Ona nie odwracała się w moją stronę. Dopiero po chwili spojrzała i uśmiechnęła się niepewnie.

– Też tu jesteś z Arkiem? – zapytała, marszcząc brwi.

– Jestem jego żoną – odpowiedziałam powoli.

Zapadła cisza. I wtedy pierwszy raz w życiu poczułam, jak naprawdę miękną mi kolana.

To jakaś ukryta kamera?!

Spotkałyśmy się przy windzie. Obie stałyśmy z założonymi rękami, jakbyśmy miały zaraz stanąć do pojedynku.

– Czy... czy ty naprawdę jesteś jego żoną? – zapytała w końcu, nieco ciszej niż wcześniej.

– Tak. Od dziesięciu lat. A ty?

– Klaudia. Pracuję z nim w agencji. Jesteśmy razem... od kilku miesięcy – dodała, jakby nie miała już siły grać.

Parsknęłam nerwowym śmiechem. Gdyby to była jakaś tania telenowela, pewnie bym ją spoliczkowała albo wylała na nią drinka. Ale teraz stałam – ogłupiała, zdradzona, rozwalona od środka – i nie miałam siły na żadne gesty.

– I przyjechaliście tu razem?

– On powiedział, że to nasz „pierwszy wspólny wyjazd”, że już z tobą wszystko skończone… że to tylko kwestia formalności. Miał wszystko załatwić, nawet pokazał mi rezerwację.

– Tę samą, którą dostałam w prezencie na rocznicę ślubu? – spytałam gorzko. – Wiesz, powiedział, że chce zacząć od nowa. Ze mną.

Klaudia zamrugała. Widać było, że jej pewność siebie pęka.

On... on kłamał?

– Wygląda na to, że oszukał nas obie.

Wyciągnęła z torebki telefon, przewinęła coś nerwowo i pokazała mi maila z potwierdzeniem rezerwacji. Nazwisko to samo. Hotel ten sam. Data – identyczna.

– Wiesz co? – powiedziała nagle twardo. – Masz go. Zatrzymaj. Ja nie chcę tego więcej.

Rzuciła mi kartę do pokoju i odeszła szybkim krokiem, zostawiając mnie z niemożliwym pytaniem: przypadek… czy celowość?

Sytuacja pod kontrolą

Znalazłam go w hotelowym barze. Siedział sam przy stoliku, z telefonem przy uchu. Nie zauważył mnie od razu.

– Sytuacja pod kontrolą. Zaraz wrócę do Klaudii, tylko muszę coś rozegrać – mówił cicho.

Podeszłam, stanęłam tuż przy nim.

– Nie fatyguj się. Już wróciłam – powiedziałam chłodno.

Zamarł. Powoli opuścił telefon.

– Wiktoria... To nie tak...

– A jak? Bo z mojego punktu wygląda to dość jasno. Dwie rezerwacje. Wspólne łóżko. Jedna wielka ściema.

– To miał być nasz ostatni raz – zaczął szybko. – Chciałem to zakończyć, ale ona naciskała. Miała trudny okres, nie chciałem jej zostawić tak nagle...

– Więc zabrałeś ją na naszą rocznicę ślubu? Genialny plan.

Nagle pojawiła się Klaudia. Stanęła obok mnie, blada jak ściana.

– Już nie musisz do mnie wracać – powiedziała lodowato. – Wszystko słyszałam.

– Klaudia, proszę... – Arek sięgnął po jej rękę, ale się cofnęła.

– Nie dotykaj mnie.

Stał między nami, roztrzęsiony, próbując odzyskać kontrolę, ale z każdą sekundą było jasne, że traci grunt pod nogami.

– Wiecie co? Może obie jesteśmy głupie, ale przynajmniej nie jesteśmy oszustkami jak ty – powiedziałam. – Zarezerwuj sobie oddzielny pokój. Na pewno nie śpimy razem.

Wzięłam swoją walizkę i odeszłam. Klaudia została w barze. Arek nie ruszył się z miejsca. Miałam wrażenie, że pierwszy raz nie wiedział, co powiedzieć.

Dwie zawiedzione kobiety

Zapukała do drzwi mojego pokoju późnym wieczorem. Stała w dresie, bez makijażu, z butelką wina i dwoma kubkami w ręku.

– Nie mam nikogo, z kim mogłabym pogadać. A potrzebuję. Ty chyba też – powiedziała cicho.

Skinęłam głową. Wpuściłam ją do środka. Usiadłyśmy przy małym stoliku, początkowo bez słów.

– Nie wiem, jak ja mogłam być taka głupia – powiedziała po pierwszym łyku. – On wszystko układał tak sprytnie... Tłumaczył, że ślub to tylko papier. Że to się już wypaliło. Że was nie łączy nic poza przyzwyczajeniem.

– Też tak mówił – przyznałam. – A ja... nie chciałam w to wierzyć. Bo lepiej się łudzić niż przyznać, że się już kogoś straciło.

– Mówił, że jestem inna. Że przy mnie znów czuje się młody. Wiesz... te wszystkie teksty, które brzmią jak z taniego filmu, ale wtedy brzmią jak prawda.

– A ja byłam tą nudną żoną, która przypomina o rachunkach, zakupach i odebraniu prania z pralni.

Przez chwilę siedziałyśmy w ciszy. I wtedy Klaudia wyjęła telefon, otworzyła galerię. Pokazała mi zdjęcia z ich wspólnych wyjazdów, kolacji, selfie z biura.

– To wszystko było kłamstwo, prawda?

Nie wiem – odpowiedziałam. – Ale chyba przestaje mieć to znaczenie.

Siedziałyśmy, płakałyśmy i śmiałyśmy się na zmianę. Po prostu byłyśmy. Dwie kobiety, które kochały tego samego mężczyznę. I obie straciły więcej, niż dostały.

Błagania bez odbioru

Wróciłam sama. Bez pożegnania, bez słów. Cisza w mieszkaniu była jeszcze głębsza niż ta, którą zostawiłam, wyjeżdżając. Zsunęłam walizkę pod łóżko, zdjęłam obrączkę i odłożyłam ją do szuflady, jakby to była tylko ozdoba, którą nosiłam przez dekadę.

Zuzanna, moja przyjaciółka, przyszła tego samego wieczoru. Weszła bez zapowiedzi, jak zawsze w odpowiednim momencie.

– Jak było?

– Pamiętasz, jak śmiałyśmy się kiedyś z tych głupich komedii romantycznych, gdzie wszystko się sypie w hotelu?

– No.

– To tym razem ja byłam w jednej z nich. Bez happy endu.

Usiadła obok mnie, nalała dwie herbaty.

Wiedziałam, że coś z nim nie gra. Nie chciałaś mnie słuchać.

– Wiem. Ale wtedy... wolałam nie wiedzieć.

Długo milczałyśmy.

Następnego dnia zadzwoniłam do prawnika. Umówiłam się na konsultację w sprawie rozwodu. Bez wahania i bez rozmów z Arkiem. Nie potrzebowałam już jego wersji wydarzeń.

A on… próbował. Najpierw SMS-em: „Wiktoria, porozmawiajmy. To wszystko zaszło za daleko”. Potem dzwonił. Wysłał wiadomość głosową. Szeptał w niej moje imię, błagał o szansę.

Kasowałam wszystko, z czasem bez odsłuchiwania. To było jak zaciśnięcie rany – boli, ale trzeba. Bo inaczej się nie zagoi. Nie chciałam już słyszeć jego głosu, tych słodkich kłamstw, które kiedyś działały jak plaster. Teraz już nie. Zrozumiałam jedno: czas, który marnowałam na czekanie i łudzenie się, nigdy do mnie nie wróci. Ale reszta życia – mogła być już tylko moja.

Żyję od nowa

Praga miała być nowym początkiem. Miała nas zbliżyć, przypomnieć nam, kim kiedyś byliśmy. Miała przywrócić ciepło, które zgasło gdzieś po drodze. A jednak zamiast świeżego startu, dostałam brutalny koniec. Coś się we mnie wtedy złamało. Ale... coś też się obudziło.

Po powrocie długo nie mogłam spać. Przewracałam się z boku na bok, słuchając ciszy, która tym razem nie była już ciężarem. Była przestrzenią. Pustą, ale moją.

Nie wiem, co będzie dalej. Nie mam planu. Jeszcze nie. Ale wiem jedno: nie będę już nigdy grać w czyimś teatrze. Nie będę pytać: „Co zrobiłam źle?”, tylko: „Czego teraz chcę?”. Nie będę już bać się być sama – bo samotność z kimś, kto cię okłamuje, boli bardziej niż cisza, którą wybierasz świadomie.

Arek? Nie wiem, co teraz robi. Nie interesuje mnie to. Może znów komuś mówi, że z poprzednią „to już tylko formalność”. Może znów planuje romantyczny weekend, który ma załatwić wszystko. Tylko że ja już w to nie wierzę. I nie wierzę jemu.

Zostały mi zdjęcia, które miały trafić do albumu rocznicowego. I jedna sukienka, w której po raz pierwszy poczułam się naprawdę... wolna. To jeszcze nie jest szczęście. Ale to pierwszy krok w jego stronę.

Wiktoria, 36 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama