„Na noworocznych wyprzedażach spotkałam byłego chłopaka. Rozgrzał mnie bardziej niż kozaki z promocji”
„Od ponad roku jestem sama. Po Darku została pustka, której nie potrafię wypełnić ani zakupami, ani nowymi znajomościami. Kiedy przypadkiem spotykałam go ponownie, wszystko wróciło: emocje, nadzieje i ból. A potem odkryłam zdradę, która bolała podwójnie. Nie wiem, czy im kiedykolwiek wybaczę”.

- Redakcja
Zima w Warszawie ma w sobie coś przygnębiającego. Czasem idę na wyprzedaże tylko po to, żeby poczuć, że w ogóle coś czuję. Od ponad roku jestem sama. I nie chodzi o status na mediach społecznościowych. Chodzi o pustkę, która pojawiła się po Darku. To był facet, którego naprawdę kochałam. Jedyny, któremu pozwoliłam się zbliżyć. Miał wady – jasne – ale przy nim czułam, że mogę wszystko. Mówił, że nie jest gotowy na poważne decyzje. A potem po prostu zniknął. Bez wyjaśnienia. Przez długi czas miałam ochotę go znienawidzić, ale nie potrafiłam. Chyba do dziś nie potrafię.
Mam jeszcze Olę – moją młodszą siostrę. Studiuje w Poznaniu, rzadko się widujemy. Kiedyś byłyśmy bardzo blisko, teraz coraz trudniej nam się dogadać. Coś się zmieniło, ale nie wiem co. Może to we mnie coś zgasło. I wtedy, pewnego zimnego popołudnia, przypadkiem zobaczyłam go znowu. Darka.
Spotkanie w centrum handlowym
Zaczęło się banalnie. Wysokie kozaki były przecenione o 60%, więc weszłam do sklepu, ale bez większego entuzjazmu. Przechodziłam właśnie między regałami, kiedy poczułam na sobie czyjś wzrok. Odwróciłam się odruchowo i wtedy go zobaczyłam.
Stał niecałe dwa metry ode mnie. Darek. Taki sam jak kiedyś, a może jeszcze bardziej interesujący. Skórzana kurtka, lekko potargane włosy, ten jego krzywy uśmiech, który kiedyś doprowadzał mnie do szaleństwa. I jego spojrzenie – to samo, które znałam aż za dobrze.
– Marta? – zapytał, podchodząc. – Serio ty?
– A co, wyglądam jak duch? – odpowiedziałam, starając się brzmieć lekko.
– Raczej jak reklama zimy – uśmiechnął się.
Roześmiałam się, choć chciało mi się płakać. Nogi mi się lekko ugięły, ale stałam. Wyglądał zbyt dobrze jak na kogoś, kto kiedyś powiedział, że „nie potrafi się zaangażować”.
– Dawno się nie widzieliśmy – powiedziałam.
– Rok. I cztery miesiące – odpowiedział bez zawahania.
Rozmawialiśmy przy tym wieszaku dobre dziesięć minut, jakby czas się cofnął. Później zaprosił mnie na kawę – wciąż do tej samej kawiarni na górnym piętrze. Poszłam.
– Dużo się u ciebie zmieniło? – zapytał, kiedy siedzieliśmy nad filiżankami.
– A u ciebie? – odbiłam pytanie.
– Trochę się ogarnąłem. Zmieniłem pracę. Spoważniałem... chyba.
I znowu się uśmiechnął.
Wieczorem zadzwoniłam do Kasi.
– Zgadnij, kogo dziś spotkałam.
– Nie mów, że Darka...
– Zgadłaś.
– Marta, proszę cię, tylko nie rób sobie znowu nadziei, dobra?
Ciągle zmieniał temat
Nie minął tydzień, a widywaliśmy się niemal codziennie. Najpierw kawa. Potem spacer po Łazienkach. Wieczór z winem u mnie. Niby wszystko bez zobowiązań, bez definicji. A jednak było między nami znowu to napięcie, które znałam. Gdy się śmiał, zapominałam, że kiedyś mnie zostawił. A kiedy patrzył na mnie z tą czułością, łapałam się na tym, że znów zaczynam marzyć.
Zdarzało się, że zostawał na noc. Było namiętnie, intensywnie. Tylko że on nigdy nie mówił, co to właściwie znaczy. Unikał słów „związek” czy „my”. Kiedy próbowałam coś wyciągnąć, zmieniał temat.
– Podoba mi się teraz, jak jest – rzucił raz, przeciągając palcem po moim ramieniu.
– A jak jest? – zapytałam, odchylając się, żeby spojrzeć mu w oczy.
– Lekko. Bez presji. Bez ciężaru.
Nie odpowiedziałam. Miałam wrażenie, że rozmawiamy w dwóch różnych językach.
Ola dzwoniła coraz rzadziej. Kiedyś rozmawiałyśmy niemal codziennie – teraz kontakt ograniczał się do krótkich wiadomości na komunikatorze. Tłumaczyła się sesją, zmęczeniem, zajęciami dodatkowymi. Nie drążyłam. Chciałam wierzyć, że po prostu żyje swoim życiem.
Pewnego wieczoru leżeliśmy w ciszy w łóżku. On przeglądał coś w telefonie, uśmiechał się do ekranu. Zerknęłam kątem oka, ale odwrócił go szybko i położył na szafce.
– Ktoś ważny? – rzuciłam z udawaną obojętnością.
– Nie. Praca. Mail z pracy.
Nie uwierzyłam. Tego wieczoru, kiedy poszedł, poczułam dziwną pustkę. Zaczynałam rozumieć, że znowu gram w grę, w której nie ustalono zasad. I chyba już raz ją przegrałam.
Podwójna zdrada
To był zwykły wieczór. Siedzieliśmy u niego, zamówiliśmy pizzę, oglądaliśmy jakiś serial, choć żadne z nas nie pamiętało później, co to było. Darek zostawił telefon na stole, poszedł pod prysznic. Gdy zawibrował, odruchowo spojrzałam. Nie żeby przeszukiwać. Po prostu ekran się zaświecił.
„Nie mogę się doczekać, jak mnie znów dotkniesz 😘 – Ola”. Zamroziło mnie. Nie oddychałam. Wpatrywałam się w to jedno zdanie, jakby miało zniknąć. Przez sekundę miałam nadzieję, że to inna Ola. Że to pomyłka. Że się przewidziało. Ale nie – numer się zgadzał. Zdjęcie – też. Moja siostra.
Wrócił, wycierając włosy ręcznikiem.
– Kto to? – zapytałam, pokazując mu telefon.
Zamarł. Spojrzał, spochmurniał.
– To nie tak, Marta...
– Nie tak? Nie tak?! – wstałam gwałtownie. Ręce mi się trzęsły. – Moja siostra, Darek? Serio?
– To nie było zaplanowane. Wyszło... przypadkiem. W Poznaniu. Spotykaliśmy się. Ale to było zanim znowu się odezwaliśmy...
– Od ilu miesięcy to trwa? – przerwałam.
Milczał.
– Od ilu?
– Trzech... może czterech. Ale to nic poważnego! Marta, to ty jesteś dla mnie ważna...
– Zamknij się. Nie chcę tego słyszeć.
Zebrałam swoje rzeczy i wybiegłam, zanim zobaczył, że płaczę.
Jeszcze tej nocy zadzwoniłam do Kasi. Płakałam do telefonu.
– On spał z Olą – powiedziałam przez szloch.
– Nie... Przepraszam, ale... Marta, jak mogła to zrobić?
Nie umiałam odpowiedzieć.
Pojechałam bez zapowiedzi
Pojechałam do Poznania jeszcze w ten sam weekend. Nie zapowiedziałam się. Chciałam zobaczyć jej reakcję, kiedy stanę w drzwiach. Ola otworzyła z zaskoczeniem na twarzy, w rozciągniętym swetrze, z kubkiem herbaty w dłoni.
– Marta? Co ty tu robisz?
– Znasz odpowiedź – powiedziałam twardo, wchodząc do środka.
Zamknęła drzwi za mną powoli. Przez chwilę milczałyśmy.
– Od kiedy wiesz? – spytała cicho.
– Wystarczająco długo, żeby mieć ochotę cię znienawidzić.
Usiadłam. Ona stanęła, jakby nie wiedziała, co zrobić z własnym ciałem.
– Wiem, że to okropne. Naprawdę... Nie planowałam tego.
– Czyli po prostu tak „wyszło”? Tak samo jak jemu „wyszło”? Ola, on był moim facetem! Wiedziałaś to. Wiedziałaś, jak bardzo go kochałam. Jak długo po nim dochodziłam do siebie.
– Myślałam, że już ci przeszło. On powiedział, że to przeszłość, że to nic poważnego... – jej głos był coraz bardziej nerwowy.
– Przeszło? Ola, to nie był stary sweter, którego przestałam nosić. To był człowiek. I ty to dokładnie wiedziałaś.
– Marta... Ty mnie zawsze traktowałaś jak dziecko. Jakby moje uczucia się nie liczyły.
– Bo byłaś dzieckiem! I najwyraźniej dalej jesteś, skoro myślisz, że można tak po prostu rozpieprzyć komuś życie i wytłumaczyć to „uczuciami”.
Zamilkłyśmy. W oczach miała łzy. W moich był ogień. Wyszłam bez słowa. Wiedziałam jedno: nie jestem już jej siostrą.
„Wszystko się pogmatwało”
Powrót do Warszawy był cichy. Pociąg sunął przez ciemność, a ja wpatrywałam się w swoje odbicie w oknie, próbując zrozumieć, jak to się w ogóle stało. Czułam się jak ktoś, kto zgubił drogę w dobrze znanym mieście – niby wiedziałam, gdzie jestem, ale nic nie miało już sensu.
Darek pisał. Najpierw krótkie wiadomości, potem długie wyznania. Że to ja się dla niego liczyłam. Że „wszystko się pogmatwało”. Że nie chciał skrzywdzić żadnej z nas. Nie odpisałam. Wyciszyłam telefon.
Ola też próbowała się odezwać. Rzadko. Krótkie: „Marta, możemy pogadać?” albo „Nie chcę, żeby to tak się skończyło”. Nie odpowiedziałam jej ani razu. Nie miałam już w sobie tej siostrzanej cierpliwości. Była mi obca.
Przez kilka dni chodziłam po mieście bez celu. Z kawą na wynos, słuchawkami w uszach, jak cień samej siebie. Przypomniałam sobie, że kiedyś pisałam pamiętnik. Wyciągnęłam zeszyt z szuflady. Był zapomniany, jak większość rzeczy, które kiedyś kochałam. Zaczęłam od nowa.
– Musisz się odciąć, Marta – powiedziała Kasia, kiedy spotkałyśmy się na spacerze. – Dopóki go masz w głowie, nie ruszysz dalej. Dopóki ona może cię zranić, nie jesteś wolna.
Wiedziałam, że ma rację. Ale odcięcie się to nie operacja. To proces. Cichy, bolesny, wymagający. Każdego dnia próbowałam po kawałku odklejać się od wspomnień, od emocji, od ludzi. Nie byłam gotowa na nowy początek. Ale wiedziałam już, że muszę zamknąć rozdział, który mnie niszczył.
Zamknęłam przeszłość za sobą
Czasami budzę się w środku nocy z uczuciem, że czegoś zapomniałam. Jakby coś zostało niedopowiedziane. Czasem to imię w mojej głowie. Czasem wspomnienie śmiechu, którego już nie chcę pamiętać.
Nie wiem, czy kiedykolwiek wybaczę Oli. Nie wiem nawet, czy chcę. Może to zbyt osobista zdrada. Może po prostu nie potrafię zbudować w sobie przestrzeni na coś takiego. Z Darkiem nie rozmawiałam więcej. Pewnie nadal pisze, ale już nie sprawdzam. Wiem tylko, że jeśli kogoś naprawdę się kocha, nie zostawia się go w momencie, w którym może wybrać lojalność. On wybrał siebie. I może tak było zawsze, tylko ja tego nie widziałam.
Zostałam sama. Nie z wyboru, nie z dumy – z konieczności. Samotność boli, ale boli mniej niż bycie z kimś, kto potrafi patrzeć ci w oczy i jednocześnie kłamać. Próbuję nauczyć się tej nowej codzienności. Czasem boli, czasem wkurza. A czasem – co mnie zaskakuje – daje spokój.
Nie mam już złudzeń. Ludzie zawodzą. Najbliżsi potrafią zranić najmocniej. Ale w tej ciszy, która została, słyszę siebie coraz wyraźniej. I chyba pierwszy raz od dawna, to wystarcza. Nie wracam. Ani do niego, ani do niej. Ani do siebie z przeszłości.
Marta, 27 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Zabrałam wnuki na ferie, a oni nawet nie złożyli mi życzeń na Dzień Babci i Dziadka. Moja cierpliwość się skończyła”
- „Pojechałam w Tatry na szkolne zimowisko jako opiekunka. W mroźne wieczory rozgrzewał mnie nie tylko kominek”
- „Mieliśmy z mężem układ: ja robiłam karierę, a on zajmował się domem. Szybko jednak znudziło mu się pranie i sprzątanie”