„Na walentynki dostałam najgorszy prezent w życiu. Najdroższa mojemu sercu osoba, potraktowała mnie jak śmiecia”
„Zbliżały się Walentynki. Wszędzie widziałam czerwone serduszka, plakaty z zakochanymi parami i reklamy czekoladek. W pracy koleżanki opowiadały o planach na romantyczne wieczory, a ja udawałam, że wszystko jest jak dawniej. Chciałam wierzyć, że Szymon może jednak szykuje coś dla mnie".

- Redakcja
Zawsze wierzyłam, że miłość to coś, co buduje się zaufaniem, codziennością, czasem drobnymi gestami i szczerymi słowami. Tak przynajmniej sobie to wyobrażałam, zanim poznałam Szymona. Wydawało się, że jesteśmy parą, której można pozazdrościć: wspólne wieczory, plany na przyszłość, rozmowy do późna w nocy. Jednak im bliżej było Walentynek, tym bardziej czułam, że coś zaczyna się między nami psuć. Szymon stawał się coraz bardziej obojętny, a ja nie potrafiłam znaleźć przyczyny. Jeszcze nie wiedziałam, jak bardzo się myliłam co do wszystkiego.
Nie patrzył mi już w oczy
Zima tego roku była wyjątkowo łagodna, ale w naszym mieszkaniu coraz częściej czułam lodowaty chłód. Szymon wracał później niż zwykle, a kiedy już był w domu, niemal znikał za drzwiami swojego pokoju, udając, że jest bardzo zajęty. Kiedyś czekał na mnie z kubkiem herbaty, dziś witało mnie tylko jego obojętne spojrzenie znad telefonu.
– Szymon, wszystko w porządku? – spytałam któregoś wieczoru, kiedy w końcu usiadł naprzeciwko mnie w kuchni.
– A co ma być nie w porządku? – odpowiedział wzruszając ramionami.
Patrzyłam, jak bezmyślnie miesza łyżeczką w herbacie, nie patrząc mi w oczy. Poczułam, jak narasta we mnie niepokój. Próbowałam jeszcze kilka razy zagaić rozmowę, wspomnieć o wspólnych planach na weekend czy zbliżających się Walentynkach, ale za każdym razem spotykałam się z podobnym brakiem zaangażowania.
– Może pójdziemy w sobotę na ten film, o którym mówiłeś? – zaproponowałam z uśmiechem.
– Zobaczymy, mam sporo roboty – odparł i schował twarz za ekranem laptopa.
Zaczęłam analizować każde słowo, gest, nawet sposób, w jaki zamykał za sobą drzwi. Szymon coraz częściej wychodził gdzieś sam, nie tłumacząc się, a mnie zostawiał z tysiącem pytań bez odpowiedzi. Jeszcze się łudziłam, że to chwilowy kryzys.
Głos miał inny niż przy mnie
W kolejnych dniach nie potrafiłam już dłużej udawać, że nic się nie dzieje. Coraz więcej czasu spędzałam sama, nie wiedząc, co zrobić z narastającym niepokojem. Próbowałam skupić się na pracy, na książkach, ale myśli wracały zawsze do Szymona. W nocy słuchałam odgłosów zza ściany, łapałam się na tym, że liczę jego kroki, doszukując się w nich jakiegoś sensu. Jednego wieczoru usłyszałam, jak rozmawia przez telefon. Głos miał inny niż przy mnie – swobodny, ciepły, wesoły. Przystanęłam pod drzwiami, jakby w nadziei, że usłyszę coś, co rozwieje moje wątpliwości.
– No jasne, przecież wiesz, że nie mogę się już doczekać – powiedział do słuchawki.
Zamarłam. Do kogo tak mówił? Może do kolegi, może do siostry? A może jednak… W głowie już miałam najczarniejsze scenariusze. Następnego dnia próbowałam zapytać wprost.
– Z kim tak długo gadałeś wczoraj?
– Z nikim ważnym, nie przesadzaj – odburknął, jakby nie chciał nawet podjąć tematu.
Nie wytrzymałam.
– Szymon, ja naprawdę chciałabym wiedzieć, co się z nami dzieje. Czuję, że się oddalamy…
– Kobieto, nie wymyślaj. Wkręcasz sobie głupoty.
Poczułam się jak intruz w jego życiu. Coraz częściej łapałam się na tym, że boję się własnych pytań i odpowiedzi, które mogłaby nie być po mojej myśli.
Coś wisiało w powietrzu
Zbliżały się Walentynki. Wszędzie widziałam czerwone serduszka, plakaty z zakochanymi parami i reklamy czekoladek. W pracy koleżanki opowiadały o planach na romantyczne wieczory, a ja udawałam, że wszystko jest jak dawniej. Chciałam wierzyć, że Szymon może jednak szykuje dla mnie jakąś niespodziankę. Może właśnie dlatego ostatnio taki zamknięty? Postanowiłam przygotować kolację. Kupiłam świeże kwiaty, ulubione wino, a wieczorem zapaliłam świece i czekałam na niego. Przyszedł późno. Było już po dwudziestej pierwszej.
– Co się stało? – spytałam delikatnie, kiedy wszedł do kuchni i zobaczył wszystko, co dla niego przygotowałam.
Zerknął na stół, jakby nie widział nic nadzwyczajnego. Oparł się o blat, westchnął głęboko.
– Musimy pogadać – powiedział nagle.
Serce zaczęło mi bić szybciej.
– Teraz? Nie chcesz najpierw zjeść? – próbowałam odroczyć ten moment.
– Nie. Lepiej od razu – spojrzał mi w oczy pierwszy raz od dawna, ale nie było w tym spojrzeniu czułości.
Usiadł naprzeciwko, a ja już wiedziałam, że ta kolacja nie będzie miała szczęśliwego finału. W powietrzu wisiało coś ciężkiego, czego nie dało się zignorować. Chciałam uciec, ale nie mogłam.
Wszystko we mnie krzyczało
Szymon długo milczał, jakby zbierał w sobie odwagę, a ja w tym czasie ściskałam w dłoni serwetkę, nie wiedząc, czy zaraz zacznę płakać, czy krzyczeć. W końcu odezwał się cicho, beznamiętnie, jakby mówił o kimś obcym, nie o nas.
– Muszę być szczery. Nie chcę cię dłużej okłamywać – zaczął.
Patrzyłam na niego, czekając na najgorsze.
– Ostatnio dużo myślałem. I doszedłem do wniosku, że to wszystko nie ma sensu. Nie kocham cię. Może nawet nigdy nie kochałem… Było mi dobrze, było wygodnie, ale nic poza tym.
– Co ty wygadujesz?! – przerwałam mu, czując, jak robi mi się słabo. – To jakieś żarty? Tak po prostu, tuż przed Walentynkami?
– Nie, to nie są żarty. Przepraszam, że czekałem z tym tak długo. Wiesz, ja nie potrafię udawać. Zasługujesz na coś więcej niż takie byle co. Już dawno powinienem był ci to powiedzieć.
Czułam, jakbym dostała w twarz. Siedziałam, patrząc tępo w jeden punkt. Próbowałam coś powiedzieć, ale nie mogłam wydusić z siebie słowa. Wszystko we mnie krzyczało, żeby go zatrzymać, żeby zapytać, dlaczego, ale zdołałam tylko cicho wyszeptać:
– Wynoś się.
Najgorsze było przede mną
Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Leżałam na łóżku, wpatrując się w sufit, który zdawał się przygniatać mnie ciężarem samotności. W kuchni wciąż stała nieotwarta butelka wina i dwa talerze z niedojedzoną kolacją. Telefon milczał. Nie napisał nawet jednej wiadomości. Nie próbował wyjaśniać, nie wracał. Nawet nie zostawił kluczy. Wszystko, co kiedyś wydawało mi się bezpieczne, nagle straciło sens. Z każdą godziną coraz bardziej docierało do mnie, że nie mam już do kogo zadzwonić, z kim się pośmiać wieczorem, komu opowiedzieć o zwykłych sprawach. Rano zebrałam resztki odwagi i zadzwoniłam do przyjaciółki. Kiedy tylko usłyszałam jej głos, pękłam. Opowiedziałam wszystko, wylałam z siebie cały ból i żal.
– Nie daj się, proszę cię – powiedziała tylko. – On nie był ciebie wart. Nikt nie ma prawa traktować cię jak powietrze. Przyjdź do mnie, musisz się wygadać.
Przez chwilę poczułam ulgę. Wiedziałam, że najgorsze dopiero przede mną, ale miałam w sobie cień nadziei, że dam radę wstać, poskładać się z kawałków, nawet jeśli na początku nie będę do siebie podobna.
Małe światełko w tunelu
Minęło kilka tygodni od tamtej nocy, kiedy Szymon wyszedł z mojego życia, zostawiając mnie z milionem pytań bez odpowiedzi. Na początku każdy dzień był walką – o to, żeby wstać z łóżka, żeby zjeść śniadanie, żeby nie płakać w tramwaju, widząc zakochane pary. Wszystko kojarzyło mi się z nim. Nawet spacer po sklepie czy ulubiona kawa smakowały inaczej. Czułam, jakby ktoś pozbawił mnie koloru. Jednak czas, choć powolny i okrutny, zaczął przynosić pierwsze zmiany.
Zaczęłam więcej rozmawiać z przyjaciółką, zapisałam się na jogę, nawet wyciągnęłam z szafy stare pędzle i farby, choć wydawało mi się, że nigdy już nie będę się cieszyć malowaniem. Każdego dnia było odrobinę łatwiej. Przestałam analizować, dlaczego Szymon mnie nie kochał – zamiast tego próbowałam przypomnieć sobie, co ja sama lubię, kim byłam, zanim go poznałam. Wiem, że jeszcze długo będę budować siebie od nowa. Być może nigdy nie dowiem się, dlaczego mi to zrobił. Ale dziś już rozumiem, że czasem ktoś musi odejść, byśmy mogli wreszcie zacząć dbać o siebie. I może właśnie teraz, w tej ciszy po burzy, pojawi się miejsce na nowe światło.
Maria, 27 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Pojechałam na ferie w góry do siostry i liczyłam na chwilę oddechu. Nie sądziłam, że potraktuje mnie jak służącą”
- „Ferie u znajomych w górach miały być darmowe. Po powrocie dostaliśmy rachunek, po którym opadła mi szczęka”
- „Kupiłam sobie bukiet tulipanów, bo na męża nigdy nie mogę liczyć. Od razu posądził mnie o najgorsze”